Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
theater

Moja dziewczyna chce się zabić.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam, na początek chciałbym przeprosić jeżeli nie tu gdzie trzeba dodaje wątek ale potrzebuje dość pilnej porady.

A mianowicie chodzi o to że jestem ze swoja dziewczyną od roku. Ma ona bardzo słabą psychikę. Każde jej małe niepowodzenie kończy się strasznym płaczem. Jak coś idzie nie po jej myśli to denerwuje się do takiego stopnia że aż cała drży. Dodam też że przez takie nerwy wylądowała raz w szpitalu. Ciągle powtarza że nic już jej w życiu nie wychodzi, że nikt jej nie chce i że jej życie nie ma sensu... i to wszystko przez drobne niepowodzenia życiowe. Kiedyś skrzywdził ją chłopak to próbowała odebrać sobie życie a mianowicie pocięła sobie żyły przed spotkaniem z byłym. Przechodziła wtedy ciężki okres. Wszyscy musieli jej pilnować, odprowadzać do szkoły itp... ale jakoś z tego wyszła i zaczęła żyć dalej. Teraz jest tak że ciągle się kłócimy i przy ostrzejszej sprzeczce ona po prostu się okalecza(nacina skórę nożem, kuje się igłą) czy też zadaje sobie ból uderzając w ścianę rękoma.

Ostatnio nawet jak pokłóciliśmy się przez telefon napisała mi sms'a który brzmiał jak pożegnalny list i jak zadzwoniłem to ledwo udało mi się ją uspokoić i tak już 3 raz. A wszystko przez to że np wyszedłem z kolegami na piwo czy dlatego że pracowałem do późna i z nią się nie spotkałem... Miałem już dość tych ciągłych wyrzutów i ograniczania i chciałem się rozstać to ona na to że skończy ze sobą żebym miał wolną rękę i tym chce mnie obarczyć winą. Nawet ostatnio mi zagroziła że się zabije jak ją zostawię albo nie będę trzymał się jej zasad...

Dlatego potrzebuje pomocy bo nie wiem czy to szantaż emocjonalny czy ona na prawdę jest do tego zdolna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

theater, w jakim wieku jesteście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ogromne, bo nastolatka w "histerii" to wynik dojrzewania i przeróżnych zmian w psyche.

 

Przykro mi bardzo, że Wasz związek układa się w taki sposób.

To co napiszę to moje subiektywne zdanie i nie chcę żebyś odnosił się do niego jako jedyna prawda czy porada.

Dziewczyna może i faktycznie ma słabą psychikę, nie znam jej i ciężko powiedzieć o niej cokolwiek.

Z tego co piszesz, moim zdaniem wymusza na ludziach uwagę i zainteresowanie swoim okaleczaniem się. Z drugiej strony okaleczanie się to też wyraźny znak wołania o pomoc. Często jest to forma rozładowania nagromadzonego napięcia wewnętrznego. Ból wewnętrzny zastąpiony bólem fizycznym.

Jeżeli faktycznie próbuje narzucić swoje zasady "albo koledzy albo ja" to faktycznie coś jest mocno nie tak.

Myślę, że ona po prostu się boi, boi się stracić kontrolę nad związkiem (jak będziesz miał kolegów to mniej czasu dla niej - mniej czasu dla niej to miej zainteresowania, łatwo poznać kogoś innego, zostawić) w toksyczny sposób próbuje Cię zatrzymać przy sobie, niestety ani ona ani Ty nie jesteście z tym szczęśliwi.

Ona ma "wypracowany" system. Jakiekolwiek niepowodzenie- dramat i cięcie się, to pomaga uniknąć konsekwencji i wzięcia na klatę życia. Zamiat kopnąć w dupsko byłego i lecieć dalej - tniemy się- wtedy ma pełną uwagę skupioną na niej i na jej życiu a nie na tym co robi.

Czy jest zdolna do samobójstwa? Tak. Na złość, żeby Ci pokazać, że ją skrzywdziłeś może przekroczyć granicę cięcia i po prostu zrobić coś głupiego na tyle, że nikt nie zdąży jej uratować.

Wszystko zależy od tego czy chcesz z nią być. Jeżeli tak to czas usiąść i pogadać. Powedzieć jej, że przeraża Cię to co robi, boisz się o nią a jednocześnie odrzuca Cię, bo czujesz się spętany i kontrolowany. A związek nie polega na kontroli. Jeżeli chcesz z nią być to ustal z nią pewne zasady związku. Np. Nie rozmawiam z Tobą jeżeli mi grozisz, uspokoisz się to rozmawiamy. I pogadajcie o tym co ona czuje kiedy ty wychodzisz z kolegami, kiedy się spóźniasz, w czym leży problem tak na prawdę. Jeżeli przełamiesz jej "histerię", jeżeli zobaczy, że niczego nie zyskuje to szybko nauczy się, że można inaczej. Z tym, że trzeba poświęcić jej uwagę wtedy kiedy nie dramatyzuje. Żeby zobaczyła, że jak normalnie rozmawia to jest słuchana, że poświęca się jej uwagę. Trudne zadanie przed Tobą :)

A na takie listy pożegnalne (albo przyjdziesz albo się tnę) można zareagować ostro. dogadać się z rodzicami i wziąć od nich numer telefonu i w razie czego odpisać, że nie przyjdę bo się tniesz ale dzwonię do Twoich rodziców. A jak nie to na policję i pogotowie bo masz obowiązek ratować życie i informować odpowiednich ludzi. Naje się wstydu to zanim napisze takiego smsa to może pomyśli.

Podziłała taka metoda kiedyś na moją koleżankę, która notorycznie się truła jakimiś lekami. Dopóki nie trafiła na mojego kumpla (wcześniej wszyscy pilnowaliśmy koleżanki, cackaliśmy się z nią, rozmowy, głaskanie, przytulanie). Pech chciał, że mieszkaliśmy wszycy na jednej stancji i ona została sama z tym kolegą. Wieczorem pożegnała się z nim (mówiąc dosłownie żeganaj) i poszła spać. Ten sprawdził co się z nią dzieje, jak odkrył, że wzięła leki (tak z garstkę) to za włosy ją gołą przeciągnął do łazienki (w międzyczasie tel do mnie, że mam wracać natychmiast) nakarmił wodą z mydłem, wodą z solą i dotąd prowokował wymioty aż zobaczył tabletki w toalecie. Jak dziewczę przetrzeźwiało zagroził telefonem do rodziców, pogotowiem, lewatywą i policją. Pomogło. Od tamtej pory była cisza jak makiem zasiał, a zamist tabletek rozmowa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie o jej okaleczaniu się wiem tylko ja. Tylko zastanawiam się dlaczego właśnie takie incydenty maja miejsce tuz przed spotkaniem ze mną lub bezpośrednio przy mnie. Wspominałem jej wiele razy że przeraża mnie jej zachowanie, kiedyś nawet zgodziła się na lekarza lecz jakoś się unormowało a teraz gdy jest coraz gorzej, tylko się złości jeżeli jej to zaproponuje. Twierdzi, że to ja jej powinienem pomóc a nie żaden lekarz. Tylko, że ja już nie chce żyć w takim związku... Ciągłe kontrole, sprawdzanie telefonu, historii w internecie, na stronach społecznościowych, wysyła nawet swoje koleżanki na imprezę by sprawdziły czy jestem na niej, wydzwania do wszystkich znajomych czy nie widać mnie kręcącego się po mieście, nie mogę sam niczego kupić(spodni, koszuli, telefonu itp) bo w przeciwnym razie jest wielka awantura że podjąłem jakąś decyzje sam :/ Nie mogę nawet wyjść z domu do sklepu bez jej wiedzy bo to również kończy się kolejna kłótnią i podejrzeniami. Jak rozpoznałem jej koleżankę pod sklepem też źle to się skończyło. Spóźnię się pół godziny na spotkanie z nią, od razu jestem oskarżany o zdradę mimo iż nigdy jej nie zdradziłem i nie okłamałem. Mało tego, dostanie ona 4 a nie 5 na uczelnie, to moja wina, strzeli mi opona w aucie, to jest moja wina, dziewczyna pokłóciła się z koleżanka, to jest moja wina, w sklepie są brzydkie ubrania i nic sobie nie kupiła, to jest moja wina. Nie mogę ruszyć ani ręką ani nogą bez porozumienia z nią...

Dodam, że na jej rodzinę nie ma co liczyć, nie ma z nimi dobrego kontaktu. Do tego jak zasugerowałem kiedyś, że powiem jej rodzinie to jeszcze bardziej się rozzłościła. Dawno już chciałem to wszystko olać i odejść od niej ale on jest bardzo uczuciową dziewczyną i ciągle się boje, że jednak jest ona do tego zdolna ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

theater, poinformuj rodziców dziewczyny o jej chorych zachowaniach, o groźbach w stosunku do Ciebie (jak odejdziesz-to się potnie) i zwiewaj. to nie jest normalny związek, męczycie się obydwoje, a Ty jesteś strasznie ograniczany. nie ma sensu w czymś takim trwać, wyobrażasz sobie przyszłość z taką kobietą? a jej najlepiej zrobiłaby wizyta u psychiatry, bo nie dość że sobie niszczy życie, to jeszcze wszystkim wokół.. trzymaj się ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Tylko zastanawiam się dlaczego właśnie takie incydenty maja miejsce tuz przed spotkaniem ze mną lub bezpośrednio przy mnie.

Myślę, że po to by wzbudzić w Tobie poczucie winy i Tobą manipulować.

Ciebie w tym "związku" nie ma.

Dziewczyna ma problemy ale jest też... wyrachowana i wiedziona potrzebą kontroli.

Oboje z tego związku nie wynosicie nic pozytywnego.

 

Dodam, że na jej rodzinę nie ma co liczyć, nie ma z nimi dobrego kontaktu.

Jak myślisz, dlaczego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

theater, uciekaj. Tylko wcześniej ustal co robić w przypadku gdyby faktycznie coś sobie zrobiła. Policja i pogotowie powinny ostudzić jej zapędy. Musi wiedzieć, że nawet jak sobie odetnie rękę to i tak nie wrócisz.

Przede wszystkim musisz być pewien czy chcesz odejść.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że po to by wzbudzić w Tobie poczucie winy i Tobą manipulować.

To to na pewno, gdyż sama mi to powiedziała. Chcę żebym był wszystkiemu winny i wziął to na siebie i żebym tez nie myślał że jak odejdę to z czystym sumieniem.

 

Prosiłem ja tyle razy i uświadamiałem, że takim zachowaniem tylko to pogarsza a nic nie wskóra. Bez skutku, nadal żąda ode mnie posłuszeństwa, ciągłych spowiedzi i tego bym naprawił nasze relacje... A wszystko dlatego, że zawsze wszyscy jej słuchali i robili co tylko zechce, miała kontrole praktycznie nad każdym, wszystkie jej zachcianki i życzenia były spełniane... a ja tak nie potrafię... mam swoje zdanie i swoje zasady. Mogę dochodzić do kompromisów ale nie bezgranicznie słuchać się kogoś i tańczyć jak mi zagrają ;/ Może jest też w tym i moja wina ale nie umiem poddawać się czyjejś kontroli.

 

Jak myślisz, dlaczego?

Dlaczego? Ojciec mało interesuje się córką i potrafi jedynie się rozkrzyczeć, a Matka jest nadopiekuńcza a zarazem bardzo irytująca...

Czyli potrafią ją tylko jeszcze bardziej rozzłościć. Zdążyłem już trochę ich poznać...

 

Przede wszystkim musisz być pewien czy chcesz odejść.

Tak jestem pewien. To za dużo na moje nerwy, zawsze wiodłem swobodne życie i bez ograniczeń a te jest zupełnie inne. I tak już przez to straciłem przyjaciół i znajomych. Nikt się do mnie nie odzywa bo zawsze musiałem wszystkim odmawiać spotkań.

 

Niestety boje się z nią rozstać :[ bo jak ona nie blefuje to będę całe życie miał na sumieniu człowieka ;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej przeczytałam cały watek, i calkowicie zgadzam sie z przedmówcami, ....nie mozesz tkwic w takim toksycznym zwiazku, sam bedac ciagle w jakims leku, bo na dluzsza metę, taka sytuacja doprowadzi ciebie do jakis stanow lękowych, ...

 

znam przypadek, w ktorym to moja koleznaka po rozstaniu sie ze swoim eks otrzymywała smsy jak to on planuje samoboijstwo, wyznajczajac nawet date - a w tym samym czasie w najlepsze flirował z inna na gg, to taki emocjonalny szantaz nic wiecej, ...

 

doskonale rozumiem cie,. i twoje obawy ale w tej sytuacji zacznij sie martwic o siebie i swoj stan psychiki, ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, chłopak niech ucieka... Weźcie się zastanówcie, co piszecie. Ok, to niekomfortowa sytuacja, ale w końcu za coś ją pokochałeś, trzeba przeżyć ten okres, być na dobre i złe - po prostu pomóż jej - powiedz po pierwsze jej rodzicom i idźcie razem do lekarza - RAZEM, będzie jej raźniej, łatwiej.

 

Ja to tylko zastanawiam się, co jej mogło się takiego w życiu stać, że tak się zachowuje - przecież to nie jest normalne.

Ewidentnie ma jakiś problem, o którym najwyraźniej nikt nic nie wie, pogadaj z nią szczerze o tym, że wiesz, że ją coś trapi, ale nie wiesz, co to, że może Ci zaufać, że jeśli zdarzyło się jej coś w życiu, czego się wstydzi bądź boi, to przy Tobie nie musi - wiesz, co mam na myśli. Po prostu przy niej bądź i ją wspieraj, spróbuj dowiedzieć się, co z dziewczyną się dzieje. Jeśli to nie poskutkuje, oczywiście, uciekaj. Ale wpierw trzeba powalczyć, a nie przy pierwszej lepszej nadarzającej się okazji ją porzucać, kiedyś to była Twoja miłość, a teraz to co? Może ma depresję, choroba zmienia człowieka, i co? Porzucisz ją, bo jest chora???

 

-- 30 sie 2013, 02:30 --

 

Ok jesteś w "wolnym" związku, bo nie jesteście małżeństwem, ale uważam, że nawet w takim związku trzeba się o siebie martwić, wspierać się, ufać sobie, troszczyć się o siebie, a gdy przyjdą złe chwile - nie uciekać od razu, kulić ogon jak zbity pies... Sztuką jest ZOSTAĆ i KOCHAĆ. Nade wszystko. Nie wyobrażam sobie kochać kogoś, a gdy tylko ten ktoś ma większy problem - odejść od niego. Nie, nie, nie! Nie idź na łatwiznę, człowieku. Powalcz o nią. Przecież przez nią ewidentnie przemawia jakaś choroba, bądź trauma. :comone:

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czytałam uwaznie, i zrozumiałalam ze probował wielokrotnie z nia rozmawiac, i raczej to jednostronne, ....proponował lekarza takze, ...

 

-- 30 sie 2013, 02:32 --

 

ufac no wlasnie, o jakim tu zaufaniu mowa, skoro ona kontroluje kazda jego minute zycia? - to jest toksyczne i nie ma nic wspolnego z miloscia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

satinela, tak, próbował lekarza, z tym, że ona chyba jednak nawet nie poszła. ja proponuję by udał się razem z nią do tego lekarza, by nie poczuła się gorsza i by poczuła, że nie jest sama, że ktoś ją wspiera. sama potrzebowałam takiej pomocy kiedyś, z tym, że przyjaciółki.

 

może boi się pozostać sama, może w imię miłości, zostawiła przyjaciół? można tak gdybać i gdybać, by dojść do przyczyn takich zachowań trzeba naprawdę iść do jakiegoś terapeuty czy psychologa (nie psychiatry!)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

ufac no wlasnie, o jakim tu zaufaniu mowa, skoro ona kontroluje kazda jego minute zycia? - to jest toksyczne i nie ma nic wspolnego z miloscia

 

Pytanie brzmi - czy zawsze tak się zachowywała, czy nagle, podczas związku. Jeśli zawsze to pytanie kolejne - czemu chłopak zdecydował się na związek, a jeśli pojawiło to się nagle to - wskazuje to ewidentnie na jakiś problem. Chyba warto dojść do źródła problemu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monar mozemy tak gdybac, ....tylko i wylacznie, ale skoro on pisze na forum i prosi o pomoc to sygnał, ze sam nie potrafi sobie juz poradzic i uniesc emocjonalnie tej sytuacji, i nie mozna go winic za to, ze nie udaje mu sie, albo ze nie chce, czy tez nie ma dalej siły, ....taki epizod jak zrozumiałam ta dziewczyna miała wczesniej, ...oznacza , ze owszem winna sie leczyc, ...ale czy on musi sam na barki brac taki ciezar /??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
chlopak mam 22 lata i za chwile sam bedzie miał traume.///

 

Taaaa, bo pewnie mu się znudziła i już jej nie kocha. Znam takie przypadki, szukają dziury w całym. Daj wypowiedzieć się chłopakowi, ja czekam na odpowiedź od niego na postawione przeze mnie pytania oraz by odniósł się do moich wypowiedzi. Ciekawi mnie:

 

1) Czy dziewczyna przejawiała takie zachowania od zawsze czy stało to się nagle? (to jest bardzo, ale to bardzo ważne)

2) Czy dziewczyna była już z tym u lekarza?

3) Czy chłopak próbował pójść razem z nią do terapeuty/psychologa?

4) Czy dziewczyna mówiła mu o swoich problemach?

5) Czy możliwe jest to, by dziewczyna po stracie chłopaka, nie będzie mieć nikogo? Być może czuje się osamotniona? Porzuciła swoich znajomych w imię miłości?

6) Czy pochodzi z 'normalnej' rodziny?

7) Jaki był jej związek z poprzednim chłopakiem - ponoć ją skrzywdził - w jaki sposób?

8 ) Czy dziewczyna od zawsze lubiła manipulować i być pępkiem świata?

9) Gdy dziewczyna znalazła się w szpitalu to jaka była tego przyczyna? Podcięcie żył/zachowania autodestrukcyjne? Co stwierdzili podczas tego pobytu? Dostawała jakieś leki?

 

Na moje oko dziewczyna ma CO NAJMNIEJ nerwicę (i zapewne depresję), a to musiało się skądś wziąć. Także naprawdę - coś jest na moje, na rzeczy...

No ale do chłopaka należy decyzja. Czy odejdzie czy zostanie i spróbuje rozwiązać sprawę do końca. Nawet jeśli już jej nie kocha, to moim zdaniem powinien zachować się jak po prostu w porządku, dorosły, miły, eks facet i nie pozostawiać jej samej. Bo ona być może coś głęboko przeżywa. Może i doszukuję się czegoś, czego nie ma, ale co - jeśli dziewczyna naprawdę przeżyła coś złego? W końcu takie zachowania znikąd się nie biorą... I rozumiem, że chłopakowi też może być ciężko, ale co ma powiedzieć dziewczyna, która być może została kiedyś w jakiś tam sposób skrzywdzona? Zresztą piszę by nie załatwiał tych spraw na własną rękę, a udał się po pomoc do specjalisty, bo go to oczywiście, że mogłoby przerosnąć, a tak - i on będzie mieć wsparcie.

 

-- 30 sie 2013, 02:43 --

 

skoro on pisze na forum i prosi o pomoc to sygnał, ze sam nie potrafi sobie juz poradzic i uniesc emocjonalnie tej sytuacji, i nie mozna go winic za to, ze nie udaje mu sie, albo ze nie chce, czy tez nie ma dalej siły

ale ja go nie winię, po prostu uważam, że powinien bardziej się postarać o swoją dawną(?) miłość. niech pomyśli od kiedy z nią jest coś nie tak i co mogło do tego doprowadzić, najlepiej przy pomocy terapeuty bądź psychologa, nawet wpierw mógłby się udać SAM do terapeuty/psychologa, powiedzieć dziewczynie, że był i czy by nie udała się następnym razem z nim, no nie wiem, niech popróbuje takich bardziej zdecydowanych kroków. a nie 'rozmawiałem, ale nie chciała to ją zostawiłem' dla mnie to nie są żadne kroki, by jej pomóc, a tylko takie, by mieć czyste sumienie, gdy od niej odejdzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dlaczego? Ojciec mało interesuje się córką i potrafi jedynie się rozkrzyczeć, a Matka jest nadopiekuńcza a zarazem bardzo irytująca...

 

Po tym co napisałeś, wydaje mi się, że po pierwsze powiela schemat jaki funkcjonował w jej rodzinie.

Mówisz, że ma nadopiekuńczą matkę - wydaje mi się, że związek jest jedyną sprawą, nad którą ma kontrolę i tym rekompensuje sobie dotychczasowy brak kontroli nad swoim życiem, swoimi wyborami.

Jednocześnie potrzebuje ciągłej uwagi - do tej pory dostarczała jej tego matka, teraz przenosi to na partnera.

Co do Waszego rozstania, to (nie traktuj tego jako radę), ja przyznam szczerze - jeśli problem by mnie przerastał odpuściłabym, bo jeśli samemu nie radzimy sobie z problemem dotyczącym partnera, nie jesteśmy w stanie mu pomóc, bo nie rozumiemy jego postępowania i obie strony się męczą. Żeby komuś pomóc trzeba dużo rozumienia, cierpliwości i pracy, trzeba też umieć czasami trochę zrezygnować ze swojego zadowolenia na konto partnera (nie mówię tu o ustępowaniu).

I myślę, że ona również nie czerpie pozytywów z takiego związku, ale przelewa nań swoją złość, frustracje, obwinia, bo w inny sposób nie potrafi przekazywać swoich emocji.

Ponadto uważam, że wręcz nie powinieneś brać na siebie pełnej odpowiedzialności za jej postępowanie, nie dlatego że tak jest łatwiej ale Ty nie czujesz, że tego chcesz, jesteś z nią bo boisz się tego co mogłaby zrobić, a związek nie powinien oznaczać strachu.

Tu nie wystarczy rozmowa, ani jedna czy dwie wizyty u specjalisty. Ja widzę potrzebę współpracy kilku osób, począwszy od relacji w jej rodzinie, poprzez jej wyrażanie emocji, pogląd na poczucie wartości aż do postępowania w związku. Nie zawsze wystarcza miłość żeby komuś pomóc. Czasami odpuszczanie, pozwolenie na dyktowanie warunków przynosi więcej szkód niż pozytywów, ona nie poczuje się lepiej mając pełną kontrolę, ale zacznie się to niej pogłębiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mówisz, że ma nadopiekuńczą matkę - wydaje mi się, że związek jest jedyną sprawą, nad którą ma kontrolę i tym rekompensuje sobie dotychczasowy brak kontroli nad swoim życiem, swoimi wyborami.

To samo myślę. Kurcze nie doczytałam tego, że ma takie stosunki z rodzicami, a podejrzewałam, że tu leży problem. Zgadzam się w 100%.

 

Myślisz anna.anakaia, że rodzina chciałaby zacząć współpracować? Nie wiemy dokładnie jak funkcjonuje ta rodzina, ale pewnie niezbyt dobrze. Mam przyjaciółkę, która ma nadopiekuńczą matkę i widzę, jak frustruje ją to, że nie może być niezależna, bardzo spieszy jej się do dorosłego życia, co prawda jest w moim wieku, ale chodzi o to, że w rodzinie nie powinno być tak, że my czujemy frustrację z powodu rodziców i dopiero wtedy wyfruwamy z gniazda, a to powinno być czymś naturalnym i nie wymuszonym przez nikogo. Cóż, dziewczynie nie pozwolono kontrolować własnego życia, kierować go tak, jak tylko ona chce, to jest spory problem. 'anna' masz na myśli terapię rodzinną?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nie mam pojęcia czy rodzina chciałaby współpracować. Możliwe, że jeśli dowiedzą się co się dzieje z ich córką coś w nich pęknie, możliwe też że tylko się zdenerwują na zasadzie "A co mi będzie jakiś psycholog mówił".

Nie wiem... ale wydaje mi się, że powinni wiedzieć co się dzieje, bez względu na to jak to przyjmą.

Z tym, że ona musi chcieć zawalczyć o siebie. Bo nawet jak autor z nią zostanie, rodzina się zaangażuje, nie będzie skutku jeśli ona nie będzie chciała nic zmienić.

Główkuję nad tym tematem od wczoraj i nic nowego mi do głowy nie przyszło. Autorowi nie zazdroszczę sytuacji w jakiej się znalazł, bo jeśli zostaną razem = będą kłótnie, cięcie, szantaż, ona cierpi, on cierpi. Odejdzie - będą groźby, okaleczanie, być może coś gorszego, ona będzie cierpieć, on będzie miał poczucie winy.

Być może istnieje jakieś wyjście "bez ofiar", ale ja nie mam pojęcia jakie, bo nie świecę kompetencją w tej kwestii i moja inwencja wypaliła się w poprzednim poście.

W każdym razie myślę żeby ten problem rozwiązać potrzebne są chęci nie tylko jednej osoby, cierpliwość i niedziałanie na siłę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Autorowi nie zazdroszczę sytuacji w jakiej się znalazł, bo jeśli zostaną razem = będą kłótnie, cięcie, szantaż, ona cierpi, on cierpi. Odejdzie - będą groźby, okaleczanie, być może coś gorszego, ona będzie cierpieć, on będzie miał poczucie winy.

Dokładnie, w sumie skoro jest jeszcze jej chłopakiem, może i z przymusu, to moim zdaniem powinien przetrawić ten temat i spróbować przejść przez te problemy razem z nią. Może dopiero w trakcie terapii wyjdzie, że ich związek już dawno umarł i jest na zasadzie "bądź ze mną, bo inaczej się zabiję". Dziewczyna musi to zrozumieć. A to trochę długa droga... A facet chciałby mieć też swoje życie, każdy patrzy na siebie, ale jednak by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji (bardziej nieprzyjemnych niż te, co teraz mają miejsce), możliwego poczucia winy, jak wspomniałaś, powinien zdecydować się na to pozostanie i zaoferowanie pomocy. Ciekawa jestem, jaką decyzję podejmie chłopak..... I jak to wszystko się skończy, oby jak najlepiej.

Moim zdaniem chłopak powinien wpierw sam pójść do specjalisty i po prostu PORADZIĆ się, co w takiej sytuacji powinien zrobić. Myślę, że to będzie najkorzystniejsze dla wszystkich. Specjalista powinien go pokierować, a jak chłopak będzie wiedzieć, co robić, to dziewczynie też łatwiej będzie się "ogarnąć".

 

Powodzenia theater...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mój były też się chciał zabić, powiedziałam Twoja decyzja i odeszłam. Taki emocjonalny szantaż, to jest jest wyniszczające uczucie, nawet jak się zabije, a czy to Ty będziesz trzymał narzędzie itp? Bez przesady, jak ktoś jest niezrownoważony i sam sobie nie chce pomóc to i człowiek ta druga strona cudu nie uczyni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na początku chciałbym podziękować za zaangażowanie w mój problem i wszystkie posty które dokładnie czytam i staram się wyciągnąć wnioski...

Więc tak, dziewczyna od zawsze miała co chciała i kiedy chciała, wszyscy się jej słuchali i traktowali ją jak niemal księżniczkę. Nie było osoby która by się jej sprzeciwiała czy krzyżowała jej plany. Po prostu ona zawsze musiała dostać to czego chciała i nie było opcji porażki... Następnym z jej celów byłem ja... No dobrze, dostała to co chciała, jesteśmy razem i na początku było naprawdę fajnie ale z każdym dniem jej wymagania rosły, ciągle jakieś nowe oczekiwania którym ja już nie sprostałem. Głównie chodzi jej o to bym był pantoflarzem, żebym jej słowo traktował za święte, żebym dla niej rezygnował z tego co lubię, co zawsze robiłem i nie tylko... Wcześniej liczyła się z moim zdaniem i i jeszcze mogliśmy nad czymś podyskutować lecz jej to nie pasowało bo rozmowa nie szła po jej myśli i na chwile obecną jest tak że tylko ona mówi a ja mam przytakiwać, jeżeli wtrącę jedno swoje zdanie czy nie zgodzę się z jej to wiąże się z naprawdę sporą kłótnia. Wiele razy chciałem porozmawiać z nią na ten temat, że to tylko nas niszczy i że to tak na prawdę nie ma sensu bo każdy jej człowiekiem i ma prawo podejmować decyzje... Niestety ciągle bez skutku... I do tego często porównuje mnie do swego byłego mówiąc że on dla niej zrobi wszystko, że on o wszystko pytał i żadnej decyzji sam nie podejmował a o wyjściu z domu bez jej zgody nie było mowy... A temat byłego jest naprawdę dla mnie bardzo drażniący co powoduje też że tym bardziej nie chce być taki jak on... Dlatego Nie mam już zielonego pojęcia co ja mam zrobić.... Chcę odejść bo za dużo przykrych słów usłyszałem i za bardzo męczą mnie te ciągle zakazy. A wielokrotne próby rozmów kończyły się tak samo...

 

-- 31 sie 2013, 12:35 --

 

Monar...

1. Dziewczyna od zawsze miała podobne zachowania, ciągłą chęć władzy i w ogóle lecz nie w odniesieniu do mnie, na początku było tak, że mogłem robić co mi się tylko podoba i dopiero jak już wyznałem jej miłość i jakoś nasz związek zaczął funkcjonować to zaczęły się coraz większe problemy...

2. Nie nie była.

3. Tak próbowałem i zawsze jakieś ale bądź teksty typu, że razem sobie poradzimy.

4. Nie, to rzadkość żeby mówiła mi o swoich problemach, zawsze dusi je w sobie i muszę dużo nad nią siedzieć żeby zaczęła coś mówić

5. Nie sądzę, ma bardzo dużo znajomych i często jej powtarzam, że ma prawo z nimi się spotykać i utrzymywać kontakt bo nie chcę jej odizolowywać od tego lecz ona sama urywa z nimi kontakt bym ja czuł się dla niej najważniejszy.

Do tego masa facetów zabiegała o jej względy to ona nic tylko ja i ja co mnie bardzo cieszy jeżeli chodzi o konkurencje.

6. No nie jest to jakaś patologiczna rodzina ale relacje jej rodziców nie są dobre jak i jej z nimi.

7. Jej związek z byłym był oceniany przez nią jako idealny... wszystko było jak w bajce do momentu kiedy on nie zostawił jej dla innej... Niestety potem wrócił, okazał skruchę i stał się jeszcze lepszym chłopakiem niż był, zrobił z niej królewnę, dosłownie po czym znowu ja zdradził i zostawił... do tego na początku mojego związku z dziewczyną po raz kolejny okazywał skruchę i błagał by do niego wróciła zapewniając że będzie jeszcze lepszy i że dla niej zrobi wszystko itd... Co nie ukrywam źle wpłynęło na jej psychikę ;/

8. Tak dokładnie. Od zawsze lubiła manipulować każdym bez wyjątku i zawsze musiała być w centrum uwagi...

9.Trafiła do szpitala bo drętwiały jej kończyny i miała zawroty głowy, lekarze stwierdzili że to na na tle nerwowym i przepisali jej leki uspokajające.

 

Szczerze chcę jej pomóc ale ona widzi tylko jedno wyjście z tej sytuacji... Powiedziała, że albo się dostosuje do jej wymogów tak by ona zobaczyła we mnie dobrego chłopaka albo ona nie chce żyć w ogóle i ze sobą skończy... i to jest jedyne wyjście, na żadne inne ona nie przystaje ;/

 

-- 31 sie 2013, 12:50 --

 

Jeżeli chodzi o rodziców to wygląda troszkę inaczej... Ma ona nadopiekuńczą matkę co miedzy innymi prowadzi do tego, że chce ona jak najszybciej wyprowadzić się z domu ale to wygląda tak, że jej na wszystko pozwalano, dosłownie co chciała to miała, kazano jej wrócić do domu na 22 ale i tak ona miała ostatnie zdanie i wracała następnego dnia... chciała jechać w góry na tydzień, od razu dostawała pieniądze i jechała w góry. Osobiście uważam, że została za bardzo rozpieszczona i nie było osoby która mogła by jej kazać cokolwiek.

 

Chcę podjąć się terapii, może wtedy to coś da, bo w tej chwili cokolwiek bym nie zrobił czy nie powiedział jest użyty przeciwko mnie ;/

Tylko muszę nakłonić do tego dziewczynę.

Zasugerowałem kiedyś właśnie że powiadomię jej przyjaciółki o jej zamiarach i chorych zachowań to również skończyło się kłótnią ;/

Wiem jedno, sam nie dam rady :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może terapia szokowa by zadziałała? Napisać poźegnalnego smsa i nie odbierać telefonu przez cały dzień. Niech się pomartwi trochę to może zrozumie co czuje druga strona.

 

Ona ma w głowie swój ideał i Ty masz się w ten ideał wpasować. Cokolwiek nie zrobisz oprócz przytakiwania i godzenia się na wszystko to będzie źle. Z tym, że to bardzo niebezpieczna gra, bo tu chodzi o przekroczenie granic. Upodlenie i przywiązanie kogoś na maxa. W ten oto patologiczny sposób tworzy sobie iluzję bezpieczeństwa, ukochany mnie nigdy nie zostawi, nie odejdzie, nie fuknie.

Wiesz, pomimo tego, że dziewczyna ma zaburzenia i to ostre i naleźy jej się pomoc, to uważam, że lepiej jak jej pomogą fachowcy. Powtórzę: uciekaj. No chyba że chcesz być jej terapeutą, ratownikiem, podporą. To nie jest związek dwojga ludzi, to jest toksyczna relacja.

Związek się opiera na zasadach wypracowanych przez obie strony a nie tylko na zachciankach jednej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko jak mam uciec? ;/ Dzisiaj przeżyłem koszmar...

Zrobiłem coś w stylu terapii szokowej. Zacząłem bardzo odważnie rozmowę, czyli krótko i na temat...

Powiedziałem jej że jest nie poważna, że nie dam się tak traktować, że nie mam ochoty jej w ogóle widzieć i że jak zmądrzeje i zrozumie swoje poczynania to wtedy się odezwie... I jakby podziałało... zaczęła do mnie wydzwaniać z przeprosinami, że źle zrobiła, płakała do słuchawki żebym się z nią spotkał, że mnie kocha i że żałuje... Ok pomyślałem, wydawało się, że teraz to ja dyktuje warunki, co się okazało... przyjeżdżam do niej a ona jakaś dziwna, taka cicha i ciągle chce wychodzić na świeże powietrze... potem jakby zwymiotowało ale to bardziej była ślina, następnie wyszła do drugiego pokoju i stamtąd krzyknęła wołając o pomoc... twierdziła wtedy że zażyła większą ilość tabletek przeciwbólowych... gdy chciałem wezwać pogotowie, zabroniła mi mówiąc że to pogorszy sytuacje... po jakimś czasie jej przeszło i jak tak siedzieliśmy i zacząłem jej tłumaczyć, że bardzo głupio myśli, ta zaś zauważyła scyzoryk na moim stoliku za który chciała chwycić... dosłownie musiałem jej pilnować bo ciągle po coś sięgała... Nie wiem w ogóle co ona sobie myśli... jak ja mam do tego podejść ;/ jak zapewniam jej że zrobię co ona zechce i że będę wzorowym chłopakiem to jest dobrze ale jak tylko wypowiem zdanie naprzeciw jej to ona wpada w złość... to jest chore... muszę chodzić jak w zegarku inaczej ona grozi, że zrobi sobie krzywdę... ;/ Dodam że nie chce słyszeć o żadnych lekarzach, znajomych czy przyjaciołach... Mówi, że tylko ja jej jestem do życia potrzebny i tylko ja jej mogę pomóc ;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×