Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Magda1234

OGROMNA PUSTKA ...KONIEC

Rekomendowane odpowiedzi

Mam już dosyć tego życia wszystko do bani jeszcze oststnia osoba co została mi nic juz nie czuje;(

To koniec ja juz tak nie chce;(

Same złe myśli .....;(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam już dosyć tego życia wszystko do bani jeszcze oststnia osoba co została mi nic juz nie czuje;(

To koniec ja juz tak nie chce;(

Same złe myśli .....;(

 

Jaki koniec?

Wiele rzeczy nie chcemy , a trzeba. -Nadzieja na lepsze i Wola życia.

Wszystko minie...nawet najgorsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Głowa do góry, zobaczysz, że z każdym dniem będzie coraz lepiej pod warunkiem, że będziesz chciała, aby było lepiej ;)

 

A do bani to jest nasza reprezentacja w piłkę nożną, o!

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zycie nie jest calkiem zle ani dobre

wazne by umiec cieszyc sie tymi dobrymi momentami,tegi Ci zycze

bo to jak wyglada Twoje zycie zalezy w duzej mierze od Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,

jestem tu nowa i nie za bardzo wiem jeszcze jak mam się tu odnaleźć i gdzie umieścić swój problem... Może zacznę od początku. Ponad miesiąc temu z moim byłym partnerem straciliśmy dziecko. I nagle dla mnie cały świat runął. Szok niedowierzanie zaprzeczenie bezradność złość bezsilność. Ja tu, a on w AFG. Pierwsze dni były dziwne. Po prostu nie wierzyłam w to co się stało czułam się jak bym zwariowała. Jak by to co się działo było ponad mną jak by mnie to nie dotyczyło. Pamiętam, że strasznie płakałam. I od tego czasu cały mój świat się zmienił. Nagle przestaliśmy się dogadywać. Dla mnie to było nie do uwierzenia, a dla niego na obecną chwilę myślę, że taki obrót sprawy był mu na rękę po tym jak się zachował. A ja po prostu go tu potrzebowałam, wiedziałam, że w przeciągu dwóch miesięcy nie z rotują go do kraju, że musimy czekać do połowy maja. I tu zaczęły się problemy, próbowałam z nim rozmawiać dotrzeć do niego, ale ciągle byłam ta zła. Ciągle słyszałam jaka to nie jestem i co nie robię. A my przecież straciliśmy naszego małego Groszka. A on zachowywał się tak jak by nic się nie stało. Że ma się wziąć w garść i nie histeryzować, że wielce nie skakałam z radości, że będziemy mieć dzidziusia to o co mi teraz chodzi. Ale on nie potrafił tego zrozumieć jak ja miałam się tym wszystkim nie przejmować, jak znaliśmy się od nie całego roku czasu, on siedzi na wojnie gdzie w każdym momencie może mu się coś stać, może zginąć, ja tu sama bez pracy która nigdy nie była na łasce nikogo. Dla mnie w pewnym momencie to było za dużo. Nie potrafiłam sobie z tymi wszystkimi emocjami poradzić. Ale on tego nie potrafił zrozumieć. Dla niego po prostu jestem ta zła, bo może skoro tak się na Groszka nie cieszyłam to może go nie chciałam i coś mu zrobiłam i że on chce wszystko zobaczyć co i jak i mam wysłać dokumentację do jego domu. Po tym wszystkim co od niego usłyszałam na początku próbowaliśmy jeszcze jakoś rozmawiać on się starał. I nagle znowu stał się agresywny nie mogłam mu powiedzieć jak się z tym wszystkim czuję przez co przechodzę, bo tylko słyszałam, że on teraz na to nic nie poradzi i co go to interesuje. Nagle nie potrafił ze mną rozmawiać nie miał mi nic do powiedzenia napisania. Ciągle tylko słyszałam, jaka to nie jestem, że on mi nie ufa bo on nie wie co ja tu robię, czy go nie zdradzam nie oszukuję. Że on nie chce kobiety na psychotropach. I że mam się w końcu ogarnąć. A ja po prostu czuję się jak wrak człowieka, jak by ktoś wyrwał mi wnętrzności zostawił tylko krwawiące serce i kawałek płuca, żebym mogła dychać. Nie wiem już co mam robić nie mogę jeść nie mogę spać ciągle myślę o tym wszystkim co się stało o moim Groszku o nim o tym jak się zachował jak postąpił byłam u lekarza po tabletki dostałam mozarin 10 mg i lerivon 10mg. Chciała bym z nim normalnie porozmawiać wytłumaczyć mu wszystko, ale ostatnio usłyszałam, że jego uczucia wygasły i życzy mi szczęścia. Mam dość już tej całej sytuacji. Od tego czasu nie kontaktuję się z nim napisałam mu tylko, że skoro tak chce to ja potrzebuję pół roku na to, żeby jakoś dojść do siebie i ma się ze mną przez ten czas nie kontaktować. Wykasowałam cały kontakt do mnie bo już dłużej tego nie mogłam znieść. Może, źle zrobiłam, ale pomału czuję się jak bym wariowała. Lekarz stwierdził, że mam depresję, w jakimś stopniu ona tam występuję, ale wydaje mi się, że główne podłoże to nerwica. Tabletki biorę od kilku dni wiem, że to jeszcze za krótko, ale nie mam z kim o tym wszystkim porozmawiać i nie wiem co mam dalej robić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdybym tylko mógł Wam jakoś pomóc ... Trzymajcie się!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Magda1234, witaj.

 

piekielna żmija, żałoba musi trwać i potrwa jeszcze długo.Trzeba przez to przejść.Polecam terapię dla osób będących kryzysie.Być może kilka spotkań wystarczy byś spojrzała na to lżej przynajmniej nie tak osamotniona z bólem.Ten ból można podzielić z terapeutą.

Mężczyźni inaczej podchodzą do straty dziecka co nie znaczy,że to po nich spływa.Bardziej duszą w sobie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mihau tutaj to się już raczej pomóc nie da. Ale dziękuję :smile:

_____________________________

kasiątko dziękuję za radę :smile: ja już od roku czasu uczęszczam na terapie indywidualną, ale to z innego powodu. Przez ostatni czas nie mieszkałam w swoim mieście i przyznam, że trochę ją zaniedbałam tą terapię. Wcześniej chodziłam 2-4 razy w miesiącu, a ostatnimi czasy 1 raz w miesiącu. No to musiałam poczekać na swoją kolej i spotkanie mam w tym tyg. Wiem, że przez żałobę należy przejść, ale on tego określenia nie uznaje po tym jak się zachowuje. Przed swoją rodziną zrobił ze mnie niezrównoważoną emocjonalnie. Jego mama jeszcze na początku go broniła, tłumaczyła, ale po tym jak on jej coś musiał powiedzieć od świąt się nie odzywa. No więc przecież nic na siłę to od niej usłyszałam, że nic się nie stało, że ona kiedyś też dziecko straciła i żyje. Tylko, że ona miała wsparcie w mężu, a ja nie mam w jej synu wsparcia. Że mam się wziąć za siebie i co ja zrobię jak jej syn nie będzie chciał ze mną być. No to jak mi już takimi tekstami sypie to coś jest nie kaman...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×