Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Prezerwatyw

Narcyzm i brak empatii.

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie.

 

Mam 16 lat, jestem facetem i posiadam spory problem bo nawet nie wiem co mi dolega i jak to coś leczyć. Moze to byc ewenement, ze martwi mnie moje zaburzenie osobowosci, bo tego raczej samemu sie nie wykrywa, ale ja to chce zmienic bo wcale nie czyni mnie to szczęśliwym.

Czytajac objawy dolega mi cos w stylu narcyzmu i borderline. Jakie mam tego objawy?

 

- Pierwsza rzecz strrasznie chwiejna samoocena, zalezna od innych ludzi. Jednego dnia moge czuć się mega wartościowym czlowiekiem, drugiego zaś ze zdewolowaną samooceną. Często brak uznania innych wywoluje we mnie skrajne niezadowolenie. Dziala to prawie jak narkotyk, musze koniecznie doladowac swoją dawkę zeby czuć sie wartosciowym, inaczej popadam w doły emocjonalne. Zawsze chce czuc sie najlepszym.

 

- Druga rzecz ze dbam strasznie o wygląd. Zeby czuc sie pewnie musze widziec w lustrze ideal siebie, bez zadnych skaz, dobrze ubranego z idealna fryzurą... - bardziej tą chęć uznania kieruje do plci przeciwnej. Zazwyczaj się udaje, ale kompletnie martwi mnie ze jakas porazka zaniza moja ocene i popadam w kompleksy zastanawiajac sie co jest we mnie nie tak. Wracając juz do samego wyglądu, musze czuc sie idealnie, wiec nawet najmniejsza rzecz wywoluje we mnie psychiczny bol. Zawsze na zewnątrz przeglądam się w kazdym lustrze, czy to odbiciu samochodu etc. Dbam o siebie prawie jak pedał, a bez dobrze wycietej fryzury i dobrego ubioru czuje sie okropnie!

 

- Trzecia rzecz to zanik empatii. Zalezy mi tylko na sobie, jestem egoistą. Jesli bylby jakis cel do zdobycia to moglbym nawet wyjsc na przeciw kumplom. Nie lubie sie w związku z tym dzielic, jesli juz to z ogromnym bolem... no chyba ze chodzi o taki szczegol jak np. chipsy, ale bez jaj, mowie o dzieleniu się jakąś wartością. Czy szanuje swoich przyjaciol? Staram sie ich szanować, nie jestem im okrutny, lubie ich, i sprawia mi przyjemność kiedy sie z czyms zgadzamy czy osiagamy wspolne cele, ale kurwa czy ja tylko mysle o sobie? Moze ich wykorzystuje zeby mi bylo latwiej dojsc do czegos? Moze oni wszyscy to tylko zapelnienie luki ''samotnosc''????

Jesli chodzi o dziewczyny, to jestem sklonny wykorzystywac ich adoracje do podniesienia samooceny, moge nawet sie tym bawic, a i tak znalezc inna dziewczyne. To jest straszne, dlatego staram sie juz nie angazowac w rozmowe z dziewczyna ktora mnie adoruje. Kiedys z jedna sie umowilem, bylo lekkie zblizenie i doprowadzilem ze sie prawie zakochala. Ale dla mnie to nic nie znaczylo, a to bylo tak szczere jej uczucie, ze chcialem to skonczyc ale nie chcialem jej ranić. Probowalem delikatnie zerwać i az mi sie chcialo nawet plakać. Ale czy ja sie balem jej ranienia? Czy moze balem sie ze zepsuje sobie przez nia kontakty z innymi ludzmi ktorym naniesie na mnie blota? Dlaczego wogole angazowalem sie w ta znajomosc skoro nie mialem zadnych planow?

Inna sprawa empatii wyglada tak ze jestem okrutny.

Tak jak mowilem ludzie ktorzy są dla mnie przyjaciolmi, albo w jakis sposob czynią mnie lepszym, zasluguja na ogromny szacunek, ale czy ja jestem i wdzięczny? Czy tylko żeruje na tym? W kazdym razie nikomu wtedy nie czynie na złość, nie potrafilbym tak kogoś ranić. Sprawa inaczej wyglada gdy jakies osoby są mi wrogie. Zawsze znajde u takiej osoby slaby punkt, w ktorym ja mam przewage. Potrafie tak tą osobe zniszczyc psychicznie ze nie mam zadnych skrupolow, wręcz satysfakcje.

 

To chyba tyle. Probuje też domyslec sie skąd się to wzielo. Napewno z niskiego poczucia wartości. Kiedyś bylem miły, sympatyczny i wrażliwy. W podstawowce i w gimnazjum niestety zawsze bylem kozlem ofiarnym. Wtedy jeszcze bardzo to odbieralem i czulem sie jakiś inny, nie doceniany. W końcu jakis rok temu zakochalem się w jednej dziewczynie. Było to tak silne uczucie ze nie moglem sobie poradzić. Wtedy zaczalem zmieniac siebie, swoj rozwoj osobisty, staralem sie dbac o siebie. Prędzej czy pozniej probowalem wyjawic swoje uczucia ale zostalem perfidnie odrzucony. Wszystko szlag trafil.

 

Od tamtej pory odczuwam zanik empatii, bawie sie adoracja dziewczyn, patrze na nie tylko pod kątem seksualnym, a rowiesnikow albo traktuje jak sprzymierzencow, do ktorych staram sie miec szacunek, albo gdy dzialaja na moja niekorzysc to jak wrogow, nad ktorymi nie mam skrupolow. Do tego ten zalosny narcyzm dochodzi.

 

Jestem chujem. Ale chcialbym wreszcie doceniać innych, akceptowac siebie takim jakim jestem, spotkać się z przyjaciolmi i czuć z nimi silną więź przyjaźni, czuć sie na równi z innymi ludzmi, nie czuć zazdrości, ani tymbardziej czyjejś niższości, być docenianym za swoj charakter i na tym się skupiać, a przedewszystkim zakochać się w kims i dzielić najwspanialsze uczucia, i połączenie emocjonalne.

 

Ale czy to mozliwe? Co o tym myślicie? Czy juz zawsze bede taki? Nie chce chodzic po psychiatrach.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakkolwiek to wydaje się mało prawdopodobne jestem w identycznej sytuacji, wliczając to jak to się wszystko zaczęło. Skontaktuj się ze mną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×