Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
bergamotka76

Brak porozumienia z mężem i brak wsparcia

Rekomendowane odpowiedzi

Jestesmy malznstwem od 6 lat, maz od samego poczatku wiedzial o mojej chorobie - deprecha, nerwica lekowa itd. , ale wtedy nie bylo takiego zaostrzenia jak teraz, zawsze staralam sie z nim rozmawiac o tym co sie ze mna dzieje, czasem mialam wrazenie ze bardzo chce sie wczuc to wszystko , bo zrozumiec nie zrozumie nigdy nikt , kto sam tego nie doswiadczyl, w zasadzie na codzien jestem z corka sama bo maz pracuje za granica , i tu min jest problem, mamy dosc takiej rozlaki tesknimy - mnie strasznie go brakueje - ale on kiedy przyjezdza nie okazuje nic, chce zebysmy byli razem, twierdzi ze nas kocha, chce zebysmy polecieli do niego a jednak bedac tutaj jego zachowanie jest sprzeczne- od samego poczatku wszystko jest zle, nie tak, wszystko mu przeszkadza, czepia sie kazdej pierdoly, z ktorej potrafi zrobic wielki problem - to ze poszwa na koldrze sie troche rozdarla to cos strasznego - no bo on dba o rzeczy .....mam juz dosc, ja zrobilabym dla niego wszystko, ale on uwaza ze to ja mam trudny charakter - a nie on . Wedlug niego nie ogarniam zycia, nie daje rady z niczym, o niczym nie pamietam, itd. ciagla krytyka, wytykanie i wypominanie tego co bylo , nie przytula mnie juz, nie caluje kiedy wychodzi, najlepiej spi mu sie samemu bo tak sie przyzwyczail , czuje sie przez niego zupelnie niezauwazana, jakbym byla nikim! kims kto wychowuje dziecko, zajmuje sie domem robi tysiac innych rzeczy - ale chmm no co ja takiego robie?? czasem boje sie odezwac bo bedzie klotnia, coraz badziej krzyczy na dziecko , ciagle tylko ze jak przylatuje musi sie wszystkim zajac, ze musi ogarnac tyle spraw, ze on tak wegetuje bo codziennie jest poza domem kilkanascie godzin ...ale ja tez jestem wazna, tez siedze tutaj sama , zupelnie sama bo rodzine mam bardzo daleko i nie ma nikogo kto by mi pomogl w czymkolwiek nawet w opiece nad dzieckiem , procz owych zaburzen mam hipotonie ortostatyczna, gwaltowne spadki cisnienia , do tego nerwica wegetatywna ,sa okresy czasem trwa to kilka dni czasem tydzien , ze czuje sie gozej, nagle dopada mnie chroniczna sennosc totalne oslabienie jakbym nogi miala z waty i wtedy nie kontaktuje, musze sie polozyc i spie, nie jestem w stanie nic zrobic bo sie nie da, czasem tak przespie przez wiekszosc dnia, nie wiem kiedy mi sie to zdarzy, bywalo ze na ulicy i szlam do domu jak pijana , kiedy mowie mu ze sie zle czuje to on znowu i ze tylko to ode mnie slyszy , wiec pytam go z kim mam o tym porozmawiac i komu powiedziec skoro ty jestes moja nablizsza mi osoba , mowie ci co czuje , co mysle i co sie dzieje, brak mi wsparcia, zwyklych slow pocieszenia , nie pracuje, jestem na jego utrzymaniu i czasem mam wrazenie jakby byl zly o to ze tyle wydaje na leki, ale to tylko moje odczucia, nie mozna z nim spokojnie porozmawiac bo od razu broni sie stalym twierdzeniem : ale wiesz o co chodzi ( czyli ze ma racje ) i znowu mnie atakujesz i oskarzasz! to slysze czesto , czasem mysle ze zwarjuje, masz zrobic teraz to , tamto, znajdz mi to znajdz mi tamto , najlepiej juz teraz , nie mam sily, wpadam w coraz wiekszy dol, totalna apatia i zniechecenie, czuje sie tak jakby mu na mnie wogole juz nie zalezalo ...dzis bylo juz po polnocy, weszlam do salonu po suszarke na pranie , od razu krzyk ze nie daje mu spac, ze wszystko w tym domu poprzewracane do gory nogami...nie wiem, czasem go nie pojmuje, wiem ze nie jest mu lekko ale mnie tez jest zle i to bardzo!! nie daje rady , coraz bardziej jestem zmeczona , brakuje mi paliwa, cierpi na tym tylko dziecko , chce zeby mialo zdrowa normalna mame, kocham je najbardziej na swiecie nad zycie i jestesmy sobie bardzo bliskie w zasadzie to nie rozstawalysmy sie nigdy , ale wiem ze ona duzo wie i rozumie doskonale co sie dzieje, widzi zachowanie ojca, widzi jak czasem placze przy skypie po rozmowie i wie ze to przez niego ....nie chce zyc tylko obok kogos ale z kims....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Malzenstwo na odleglosc to ciezka sprawa. Nie ma jak dotrzec sie w codziennych sprawach. Ludzie odzwyczajaja sie od siebie, nie maja wspolnego rytmu. To jak opisujesz meza to jakbym swojego widziala. W sumie masz szczescie, ze widujecie sie rzadko..ja to mialam dzien w dzien przez 20 lat. Ty lapiesz chwile oddechu kiedy wyjezdza. Z drugiej strony twoja sytuacja jest nienormalna ..ni mezatka...ni wolna. Niby masz kogos bliskiego a jestes wiekszosc czasu sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Malzenstwo na odleglosc to ciezka sprawa..

 

 

Z tym się zgadzam, co do reszty , hm..

Wg mnie jeśli widzą się rzadko , to ten czas powinien być szczęśliwszy . Właśnie wtedy nie ma czasu na pierdoły dnia codziennego, powinni się cieszyć sobą , a nie marnować go na drobiazgi . Strach pomyśleć co by było gdyby byli ze sobą na co dzień :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×