Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Tharus

Narastające problemy.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam serdecznie.

 

Mam nadzieję, że znajdzie się kilka osób które dadzą radę choć powierzchownie przeczytać tekst i pomgą mi ustalić na czym mogę się oprzeć, co mogę zdziałać, jak się zachować i zareagować.

Mam również nadzieję, że ten tekst pozwoli mi samemu zebrać jakoś wszystko razem.

 

Zacznę standardowo, od mojego opisu. Urodziłem się 93’cim, w 3/4 jestem introwertykiem połączonym z bardzo silnymi cechami przywódczymi. Relacje rodzinne słabe, praktycznie nie istniejące. Rodzice, myślę, troszczący się ale nie okazujący żadnych emocji w jakiejkolwiek formie. Trzy razy w życiu mój tata podał mi rękę, to wszystko co pamiętam z ich strony. Jeśli chodzi o kolegów, znajomych – w młodym dzieciństwie nie miałem praktycznie nikogo na co miała wpływ lokalizacja mojego zamieszkania. Co się okazało, po przeprowadzce w „lepsze” miejsce sytuacja się nie zmieniła a wręcz pogrążyła moją samotność. Odkąd zacząłem chodzić do szkoły średniej wyrobiłem sobie dokładną hierarchię znajomych która wygląda teraz mniej-więcej tak, że na dole są znajomi i koledzy z którymi mogę porozmawiać, pogadać ale jasno wytyczam granice tych rozmów oraz zachować. Takich, um, „kolegów” mam dość dużo choć w większości są to ludzie z mojego otoczenia (klasa/szkoła/zainteresowania). Potem są „lepsi” koledzy, z którymi mogę porozmawiać na większe spectrum tematów choć i tak ciągle ustalam granice, tutaj już świadomie kontroluję ich liczbę. I został jeszcze czubek, czyli mój problem. Jestem bardzo wrażliwą osobą, odczuwającą przesadną empatię, altruistyczną choć potrafię również być stanowczy i asertywny. Problem polega na tym, że zawsze mogłem mieć jednego przyjaciela, kumpla, na raz. Nie wiem dlaczego, nigdy nie mogłem skupić się na „większej” ilości. Takich prawdziwych przyjaciół w życiu nie miałem wielu, ale potrafiłem im zaufać całym sobą i na prawdę w nich wierzyć. Przedostatni taki przyjaciel dość w nieciekawy sposób mnie zostawił, w ciągu tygodnia kontakt padł i wszystko poszło nie tak jak powinno. Od tamtego momentu, miałem roczną przerwę w tych wysokopoziomowych relacjach, aż spotkałem następną osobę której w ciągu bardzo krótkiego czasu zaufałem i polubiłem. Chodzi o to, że cały czas się obawiam, że również mnie zostawi. Że znowu będę musiał siedzieć sam – choć zdaję sobie sprawę z tego, że to całkowia bzdura. Mam w tej osobie prawdziwe oparcie i prawdziwego przyjaciela na którego mogę liczyć a pomimo to, w momencie gdy nie mam z nim kontaktu, obawiam się o relacje wręcz maniakalnie. To jest okropne, odczuwam emocje i nie mam pojęcia skąd się biorą i dlaczego, wiem, że powinienem się cieszyć a ja wręcz odwrotnie, smutnieję. Ponadto, potrafię o tym myśleć całą noc, nie spać itd. W krytycznych momentach, śpię tak jakbym nie spał tzn, powtarzam coś cały czas bez przerwy przed zaśnięciem (kładę się o 22:00, zasypiam 2:00) i budzę się kilka razy w nocy i po przebudzeniu, momentalnie nagle kontynuuję moje przemyślenia które skupiają się cały czas na tym samym wydarzeniu. To jest okropne, bo czuje się tak jakbym w ogóle nie spał :/

 

Do tego prawdopodobnie mam dość nieciekawą (ciężkością) depresję, potrafię w ciągu minuty zmienić nastrój i odniesienie do czegoś/kogoś (I znowu to samo, nie mam pojęcia dlaczego moje reakcja jest taka a nie inna, wiem, że powinna być wręcz odwrotna – pozytywna). Nie poznaję siebie, z osoby którą wszyscy postrzegali jako wybitną, potrafiącą działać i rzeczywiście działającą w ciągu kilku miesięcy stoczyłem się w człowieka który nic ze sobą nie robi i powoli odcina się od wszystkiego.

 

Zauważyłem również, po podsumowaniu kilku ostatnich lat, dziwną zależność. Gdy dochodzę do jakiegoś momentu w czymś (znajomość/projekt) który już można uznawać za bardzo dobry i odbiorę coś negatywnego, źle zinterpretuję jakąś emocję czy przesłankę lub stanie się coś niewygodnego nagle zaczynam palić wszystkie mosty, choć nie wiem całkowicie dlaczego tak postępuję – wiem, całkowicie świadomie wiem,że robię źle a jednak uważam to za słuszne.

 

I jeszcze ostatnia rzecz, która mnie przeraża. Mam dużo zainteresowań, pracę którą muszę rozwinąć i mam na to rok czasu a ja przestałem całkowicie pracować. Nie chodzi o to, że się lenię – kurczę, ja zawsze byłem osobą pracowitą jeśli chodziło o wlasne inicjatywy a teraz po prostu nie mogę. To nie działa tak, że mi się nie chce – ja po prostu nie mogę, tak jakby ktoś wybudował mur. Nie rozumiem...

Problemy zaczęły się jakoś tak 6/7 miesięcy temu tj, pogłębiająca i nasilająca się depresja (nie wiem czy mogę zaliczyć ją do dwubiegunowej, raczej nie) oraz próby palenia mostów (po których odkryciu staram się kontrolować i nie robić niczego głupiego).

 

Ostatnio również natrafiłem na BDP (borderline), musiałem się zastanowić i szczerze powiedziawszy charakterystyka pasuje dość do mnie z wyjątkiem tego, że żadko kiedy jestem osobą agresywną, jeśli jest jakiś wybuch to mały, ale to i tak bardzo żadko. Jeśli chodzi o emocje... zauważyłem, że w rozmowach z kolegami zazwyczaj udaję twarzą. To jest nieświadome i muszę się na tym przyłapać; ponadto potrafię zsymulować każdą emocję na zawołanie co szczerze mi się nie podoba, bo czuję się tak jakbym cały czas był sztuczny. Zresztą... jeśli chodzi o emocje, to ciężko coś ze mnie wydobyć, zazwyczaj mam pokerową twarz, trzymam wszystko w sobie. Wyjątkiem jest przyjaciel, gdzie jestem całkowicie szczery ze wszystkim i bardzo otwarty (co jest wręcz nachalne i zdaję sobie z tego sprawę).

 

Prosiłbym o dyskusję, jakąś poradę. Chciałbym zacząć normalnie funkcjonować a nie rozmyślać :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×