Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Natręctwa myśli...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

też mam spierd...one myśli najgorzej po robocie jak wracam do domu, też myślałem że schiza ale 3 lekarzy no może 4 powiedziało mi że nie mam schizy tylko jestem zbyt wrażliwy i mam nerwicę, jeżdżę od czerwca na terapie, nie biorę dropsó od wrześni i mam rock`n`rolla w czaszce każdy dzień jest inny ale nie jest nigdy idealnie fajny, zawsze coś się zdarzy w mojej głowie nawet myśl trwająca ułamek sekundy, której nie jestem jeszcze w stanie rozpoznać potrafi rozwalić mi reszte dnia, walczę nadal. Mój sposób na natrętne myśli to modlitwa, uwierzcie pomaga, jak zaczynam fiksowć to w myślach odmawiam różaniec, głowa jest zajęta i to czymś dobrym, jeśli jestem jeszcze w trakcie zajęcia i z modlitwą w głowie to umysł staje sie spokojny. No i kto wie może modlitwa kiedyś zostanie wysłuchana......podwójna korzyść gorąco polecam! Terapeuta pochwalił mnie za taką inicjatywę , bo sam na to wpadłem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ehh bylo tak pieknie a teraz nawet sni mi sie ten moj problem mysl natretna - ja chce sie uwolnic juz od tego,w dzien ni emeczy mnie dzieki lekom ,ale czego w nocy sie pojawiac musi :cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie nie wiem co mam, piszę tu bo po objawach jakoś tak mi się wydaje że do Was pasuję.

Od kilku miesięcy mam dziwne myśli - myśli natrętne, powracajace co chwila, okropne obrazy - przeważnie o tematyce seksualnej: fragmenty obejrzanych kiedyś filmów, moje własne wyobrażenie na temat usłyszanej wypowiedzi choćby w TV (np. o molestowaniu), czasem też są to jakieś wulgarne słowa przychodzące mi do głowy - na codzień nie przeklinam. Wiem że może być dobrze, bo funcjonuję normalnie, ale nagle pojawia się TAKA myśl, chyba po to żeby pokazać mi że nie jestem normalna, że jestem do niczego. Zawsze miałam niskie poczucie wartości, a od pewnego czasu miałam wrażenie że cały czas tu na ziemi spotykają mnie kary (jakieś niepowodzenia w pracy, choćby ból żołądka) za to co kiedyś zrobiłam źle. Po rozmowie z księdzem przekonałam się

że tak nie jest, ale widocznie ze mną nie może być wszystko w porządku, bo wtedy zaczęłam myśleć, zaczęły się pojawiać te obrazy, czasem patologiczne np.że jestem krzywdzona przez rodziców, moelstowana (mimo że nigdy nie byłam i mam bardzo mocną i dobrą więź z rodzicami), potem wstydzę się tych myśli, wyrzucam sobie że kim ja jestem by tak myśleć, że jestem do niczego, czuję do siebie wstręt. Zaraz potem próbuję sobie tłumaczyć, że przecież te myśli nie są dla mnie miłe, że nie sprawiają mi przyjemności, że chodzi o to by nie pozwolić mi odzyskać poczucia własnej wartości. Zaczynam wtedy myśleć

racjonalnie, i żyję normalnie - przez kilka godzin, a potem znów się zaczyna. Miewam też inne myśli, np że jestem lesbijką (zaczynam przyglądać się wszystkim kobietom), czy jestem biseksulana, czy może jestem seksoholiczką (to po przeczytaniu jakiegoś artykułu), a może jestem pedofilem (więc teraz boję się mieć dziecko), albo zoofilem (o zgrozo!). Oczywiście doszukuję się w sobie wszystkich tych postaci, przeprowadzam takie małe dochodzenie i stwierdzam że napewno pasuję do charakterystyki takiej postaci. Potem się znów czuję fatalnie, zadręczam się, czuję do siebie wstręt. Czasem w tramwaju wpada mi do głowy myśl jak wygląda jakiś facet nago, czasem myśle tak o własnym ojcu, nie żeby mnie to interesowało, ale to sprawia że czuję się paskudnie.

Ogólnie mam też obsesję na punkcie podniecenia, kiedyś wydawało mi się że wszystko mnie podnieca - nawet mimo że tego nie chcę, potem ograniczyłam się do rzeczy które faktycznie sprawiają że coś tam czuję, a że stwierdziłam że to dziwne obrazy (filmy dla dorosłych z dwiema babkami, widok nagiego faceta - nawet transwestyty, czy nagiej kobiety, głupie erotyczne kreskówki a nawet kopulujące zwierzęta - oczywiście wszystko to sprawdziłam, bacznie wynajdując filmy czy zdjęcia, nie szukałam tylko filmów ludzi z dziećmi i zwierzętami, ale to mnie napawa wstrętem, już na samą myśl czuję się obrzydliwie, i zawsze w każdym przypadku mam poczucie winy, czuję się inna, jak jakiś dzikus, odludek, bo pewnie tylko ja tak mam - to jeden z moich większych kompleksów 'psychicznych'. I na podstawie tego wszystkiego stwierdziłam że coś ze coś ze mną nie tak, że jestem nienormalna, że skoro tak często o seksie myśle to jestem jak wyżej pisałam seksoholiczką... itd. Choć ogólnie seksu się boję, raczej go ograniczam, był okres kiedy wogóle z niego zrezygnowałam m.in. dlatego że Bóg się na mnie pogniewa.

Też tak jak ktoś z was pisał mam myśli dotyczące tego czy kocham męża, myślę że może go nie kocham, ale mi sie wydaje że kocham. Zastanawiam się skąd wiem że to miłość? Jak to poznać skoro nie ma opisu objawów zakochania, może to pomyłka? Może tak naprawdę kocham jego bliskiego przyjaciela (z którym kiedyś się spotykałam), więc mojego byłego? Nie mogę znieść myśli że mogłabym męża nie kochać i oszukiwać cały czas (a kochać byłego), wciąż myśle czy nie lepiej sie rozstać, skoro sama nie wiem czego chcę. Kiedyś jak przyśniło mi się że całuję się z byłym zaraz odebrałam to jako znak, że nie kocham męża, gdy śnił mi się seks z kobietą, stwierdziłam że jestem lesbijką, po porstu co nie przeczytam czy nie zobaczę w TV od razu odnoszę do siebie.

Wciąż na coś choruję, ciągle się badam, co jakiś czas myślę np. że mam HIV, bo skaleczoną dłonią dotknęłam poręczy w autobusie i ktoś kto dotykał jej przede mną też miał ranę. Jak tylko o tym pomyślę mam poczucie winy wobec bliskich szczególnie, wyobrażam sobie jak miałabym im to powiedzieć. Miałam też już inne wymyślone choroby, co jakiś czas to do mnie wraca, tak jakbym zapełniała sobie tym wszystkim czas.

Ja sobie zdaję sprawę że ja sobie to wmawiam, ale nie jestem w stanie nad tym w pełni panować. Codziennie przychodzi inna myśl, która dręczy mnie cały dzień, czasem dwa-trzy dni. To zaczęło się niedawno, więc może nie jest za późno.

Chodzę do psychologa, ale czuję że niewiele mi to daje, zresztą już kiedyś chodziłam i spotkania polegały na tym że ja opowiadałam, a pani zadawała pytania. Po spotkaniu było dobrze przez dzień czy dwa, a potem czarne myśli wracały. Nie potrzebuję o tym każdemu opowiadać, chcę się dowiedzieć co mam zrobić by dać sobie z tym radę, bo wiem że zależy to tylko ode mnie. Dodam że od zawsze jestem pesymistką (szczególnie zimą widać to u mnie), już jako dziecko miałam dziwne lęki przed śmiercią, nie swoją, a kogoś z rodziny, potem to przeszło, mimo że delikatny lęk o życie bliskich pozostał gdy nie ma

ich obok mnie. Zawsze się czegoś bałam, a to pójść do szkoły, potem do pracy, zawsze byłam hipochondryczką, zawsze wiedziałam że nic mi się nigdy nie uda.

Dodatkowo czuję się podle, bo mam wrażenie że nikt nie ma takich okropnych myśli jak ja, że jestem zupełnie sama, a wstyd mi o tym wszystkim powiedzieć komuś bliskiemu. Czasem chciałabym umrzeć, choć wiem że nigdy nie zdecyduję się na samobójstwo, po porstu chciałabym żeby było dobrze cały czas, żeby te myśli nigdy nie wracały, wiem że to ja mam nad nimi kontrole, ale coś mnie blokuje, coś nadal każe mi wierzyć że jestem dziwna i beznadziejna. Zaczynam zamykać się w domu, nie chodzę do zanjomych, bo boję się ze na ich temat coś pomyśle. Nie chcę leków, wiem że umiem sobie dać radę, ale nie umiem siebie zaakcetować takiej jaką jestem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochaniutka ane23

Na początku powiem Ci że jesteś jak najbardziej normalną osobą!!!!!!!!!!!!! Uwierz mi że ja miałam podobne klimaty jak Ty! Też miałam różne wyobrażenia. Mam chłopaka i zastanawiam się czy go Kocham-Boże jak to boli gdy takie myśli się pojawiają. Albo lęząc z nim nagle wyobrażam sobie że to ktoś inny jakiś przystojniak kurwa(za przeproszeniem) czuje się jak typowy psychopata!!!!Są dni kiedy jest ok ale są i dni kiedy mam ochotę usiąść i ryczeć jak idiotka. Ja tak samo jak Ty jestem pesymistycznie nastawiona na świat, mam nerwice i lęki :(

A jeśli chodzi o terapie to wiesz czemu nie skutkuje???? Może nie mówisz jej czy jemu wszystkiego tzn nie jesteś szczera!!!!!!!! Wiesz powiem Ci że ja o tych myślach seksualnych nie mówie psycholog bo mi wstyd :( chociaż bardzo bym chciała ale nie mogę się przełamać...... Koszmarem było dla mnie powiedzenie że mam wyobrażenia że zabijam mame, chłopaka a na końcu siebie ale powiedziałam i męczyło mnie to długo i nawet czasem są nawroty ale już rzadziej. Miałam podobnie do Ciebie że po opowiedzeniu mojej psychoterapeutce 2 dni był spokój i od nowa z tydzień się ciąneło i znów 2 dni przerwy i tak wkółko aż doszło do momentu że te myśli narazie odeszły, to teraz co innego. Wiesz wydaje mi się że więcej osób ma tego rodzaju mysli tylko wstydzą się o nich mówić. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jak bedziecie sie nimi przejmowac albo wstydziec to jak maja odejsc taka jest ich rola ze one sa po cos( zebysmy sie meili czym katowac ;)) ,ja je mialam ponad 4 lata temu( nie mialam na tematy seksulane ,tylko te gorsza wlasnie o zabijaniu itd) nie wiedzialma wtedy ze jest to choroba i musialam wyjsc z tego sama to byl koszmr ale wyszlam przestalam je miec i zapomnialam o nich jakis jakis element samowyparcia nastal u mnie ,teraz biore leki ( moj wybor nie chcialam sie dluzej meczyci nie dawalam sobie rady z pewna sprawa) tak czy inaczej zeby one odeszly nie mozna sie nimi przejmowac potraktujcie to jako przyszla i pojdzie,nie skupiajcie uwagi odrazu myslcie o czyms innym i odejdzie i tak wkolko az ich nie ma

nie jestescie zlymi ludzmi a wrecz odwrtonie wrazliwymi i dlatego one nas wystepuja ;) btw leki mog apomoc zagluszaj amysli ,nie ma leku na ich mysl i wtedy rzadziej pojawiaja sie albo i wcale ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja właśnie myśli o podtekstach seksualnych uważam za najgorsze, wstydzę się ich, i czuję się z nimi okropnie. Kiedyś lubiłam seks, mimo że jak podobno wiele kobiet nie mam takiego zwykłego orgazmu, ale dawało mi to jakąś satysfakcję (choć nie miałam wielu partnerów) lubiłam też poekperymentować, był też moment fascynacją masturbacją (okres kiedy robiłam to codziennie, dawno dawno temu, potem przestałam, i zdarzało się okazjonalnie, a teraz jakby się boję że znó zacznę to robić i będzie to silniejsze niż ja). Teraz wstydzę się tego, czuję się jak jakaś najgorsza, przypominają mi się różne sceny, moi byli faceci i mam poczucie winy wobec bliskich - rodziny, męża. Mam taką myśl że oni nie wiedzą jaka jestem naprawdę, nie wiedzą wielu rzeczy które się zdarzyło, tego że kiedyś przez krótki okres zażywałam narkotyki, że zdarzało mi się okłamać rodziców, jakieś intymne sprawy związane z seksem i cyber sexem itd, myślę że gdybym im to powiedziała oni by mnie znienawidzili, zawiodłabym ich, rozczarowała. Tak samo jest z moimi wątpliwościami dotyczącymi tego czy kocham męża, wciąż żyję w strachu że nagle okaże się że go nie kocham albo że kocham mojego ex, i mąż się na mnie zawiedzie,że go zranię, albo że jestem chora na jakąś śmiertelną chorobę i sprawię komuś przykrość. I tak samo jak ty alusiu czasem kochając się z mężem przywołuję (lub sam się przywołuje) obraz mojego ex (czyli tego jego przyjaciela) lub innego faceta, czuję się podle, jakby go zdradzała.

Ponadto te myśli wypaczają moje spojrzenie na świat, np. widząc mężczyznę który trzyma na kolanach córkę, czy matkę która całuje synka w usta (a niektóre mamy całują noworodki po genitaliach) od razu nachodzi mnie myśl - pedofil. Nie wiem skąd to skojarzenie, ale teraz boję się mieć dziecko, boję się że będę bała się go dotyknąć, umyć, zostawić z jego ojcem (bo jeszcze wykorzysta). Wstydzę się gdy przypomnę sobię że kiedyś słyszałam jak rodzice się kochali, jest to dla mnie dziwne, i takie trochę okropne, mimo że z drugiej strony wiem że to normalne. Ogólnie często wyobrażam sobie ludzi w takich sytuacjach, choć nie wiem po co?

Przypominam sobie różne sytuacje np. gdy ojciec koleżanki klepnął mnie w pupę, czy dotknął/złapał piersi(byłyśmy w liceum), do tej pory te sytuacje nie wydawały mi się dziwne, zresztą jej ojciec traktował ją tak samo i nie wyczuwałam złych zamiarów, ale teraz w obecnym stanie zaczęłam wmawiać sobie że było to molestowanie. Ogólnie przestałam lubić ludzi, wciąż unikam żeby mnie dotykali, zbliżali się do mnie, wciaż boję się podniecenia, tego że stanie się to w jakiejś normalnej sytuacji i znów wyjdzie na to że jestem nienormalna - tak jak kiedyś myślałam że jestem lesbijką, przyglądałam się wszystkim kobietom, i zastanawiałam się czy mogłabym z nimi być, spać, zastanawiałam się czy to mnie podnieca, to była jakaś obsesja.

Później poczytałam o schizofrenii bo może ją mam, gdy zapytałam psycholog właściwie nic nie powiedziała, tyle że może mnie zapisać do psychiatry. Bo ja czasem czuję jakbym miałam kilka zdań na jeden temat, raz jest normalnie, jestem radosna, a raz coś wymyślam i znów się boję że kimś jestem. Dodatkowo jestem niezdecydowana, nie wiem czy coś chcę czy nie chcę, czasem wchodzę do sklepu i pół godziny zsatanawiam się czy kupić spodnie, a innym razem decyzję podejmuję w 2 minuty. Więc tak naprawdę nie wiem jak jest, nie wiem czy mam NN, czy NL czy schizofrenie??

Miałam też moment strachu przed Bogiem, że ukarze mnie za moje myśli i za to co zrobiłam, rozmawiałam z księdzem i powiedział że skoro tychmyśli nie chcę to nie ma się co bać, one nie są moję, nie akceptuję ich. Byłam nawet u księdza psychologa, bo zwykłemu księdzu z parafii powiedziałam że byłam kiedyś u bioenergoterapeutki. Ksiądz psycholog zabrał mnie nawet na egzorcyzmy, to były modlitwy w takiej małej kapliczce, bałam się tam iść bo moja wyobraźnia zaczęła działać że może chcą mi krzywdę zrobić, no ale w efekcie ani nie zaszkodziło, ani specjalnie nie pomogło, czułam ulgę przez kilka dni, ale myśli nadal były. Ksiądz co prawda mówił żeby jechać na jakiś obóz chrześcijański, ale ja nie bardzo mam na to czas bo pracuję, i prawde mówiąc niespecjalnie ochotę.

Mam też napady złości, kłócę się z mężem, z jego matką, wiem że źle robię, ale nie mogę przestać, a potem złość przechodzi i mi wstyd za swoje zachowanie. Jestem furiatką i histeryczką.

To mnie bardzo męczy, na szczęście moje przemyślenia pojawiają się i znikają, czasem wracają, czasem nie. Jedne trwają dzień, inne 2 tygodnie.

Przy tym wszystkim jestem normalna. Pracuję, i w pracy gdzie mam zajęcie przeważnie nie mam czasu na myśli, chyba że w przerwach. Myśli staram się ignorować, po prostu szybko znajduję inną myśl, ale czasem bardzo zapadają mi w pamięć i stają się kilkudniową obsesją. Lepiej jest w dni słoneczne, teraz dochodzi jakiś smutek, niewyspanie, ale i tak jest lepiej. myśli pojawiły się na początku roku, ot nagle zaczęłam analizować czemu w czasie seksu pomyślałam o przyjacielu męża i się zaczęło, najpierw płakałam, chciałam umrzeć, potem zaczęłam chodzić do psychologa, mówiłam jej wszytsko, czasem ze wstydem i ze łzami ale wszytsko co akurat pamiętałam, ostatnio chodze mniej, tylko jak mam potrzebę, czasem czuję że opowiadanie jej co tydzień tych myśli przypomina mi je i znów o nich myśle, analizuje, a to jest właśnie najgorsze zagłębianie się w myśl. Aktualnie rozmawiam o wszystkim z mamą, choć wiem że czasem jej przykro gdy jej mówię co np. o niej pomyślałam, ale stara się obracać je w żart, mówi że to nic takiego, żeby się nie przejmować, i naprawdę lepiej się czuję że ktoś mnie z tym wszystkim akceptuje, łatwiej mi się z tym pogodzić. Czasem też mam myśl że wszystkim powinnam mówić co o nich myśle, bo mam ogromne poczucie winy wobec tych osób, że je okłamuję, że myślę o nich straszne rzeczy, a oni tego nie wiedzą, że pewnie by mnie nie lubili, moze powinnam ich wszystkich przepraszać za moje myśli?

Przepraszam musiałam się wygadać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

typowe NN ,widzisz to co ciebie meczy mnie wrecz smieszy wybacz ;) \\jak ci zle beirz leki to choroba ,nie masz kogo za co przepraszac ;) to tylko mysli ,wazne jaka jestes osoba i wierz mi skoro jestes z mezem to go kochasz a to ze o tym myslisz czy tak jest to normalna rzecz ;) nie martw sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
typowe NN ,widzisz to co ciebie meczy mnie wrecz smieszy wybacz ;) \\jak ci zle beirz leki to choroba ,nie masz kogo za co przepraszac ;) to tylko mysli ,wazne jaka jestes osoba i wierz mi skoro jestes z mezem to go kochasz a to ze o tym myslisz czy tak jest to normalna rzecz ;) nie martw sie

 

Ale wiesz ja się potrafię sama z siebie śmiać. Często obracam swoje myśli w żart, o większości nie krępuję się opowiadać :) Najgorzej jest jak myśl przychodzi i wydaje mi się niezwykle poważna, myślę sobie wtedy że to koniec, a za dzień czy dwa sięz tego śmieję. Zauważam że to dobra metoda, reagować śmiechem :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

powaga ,ja mam tez tak orkopne mysli ze niektore zastanawiam sie jak mogly mi przyjsc do glowy wogole ;) sama muis zocenic sytuacje jak te mysli degraduja ci zycie,jesli przeszkzdzaja funkcjowac normalnie cieszyc sie z zycia,leki wskazane najbardziej ;)

 

wiesz te te wszystkie mysli twoje natretne ja bym w 5 sekund znalazla odpowiedzi z mojego pnk widzenia ,a ty pewnie na moje i bys sie zastanawiala czym ja sie przejmuje ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
powaga ,ja mam tez tak orkopne mysli ze niektore zastanawiam sie jak mogly mi przyjsc do glowy wogole ;) sama muis zocenic sytuacje jak te mysli degraduja ci zycie,jesli przeszkzdzaja funkcjowac normalnie cieszyc sie z zycia,leki wskazane najbardziej ;)

 

wiesz te te wszystkie mysli twoje natretne ja bym w 5 sekund znalazla odpowiedzi z mojego pnk widzenia ,a ty pewnie na moje i bys sie zastanawiala czym ja sie przejmuje ;)

 

myślę że pewnie by tak było :D

ja te myśli mam najczęściej gdy się nudzę, gdy mam podły nastrój, dlatego staram się wyszukiwać sobie zajęcia, no ale nie zawsze się da :) tym bardziej jak się jest leniwcem. Jakoś sobie ze swoimi myślami radzę, biorę ja na przeczekanie, a potem z większości się śmieję, choć niektóre z nich naprawdę długo mnie dręczą i wciąż wracają :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz powiem Ci że z tym księdzem to przesada jakieś egzorcyzmy...... To jest poprostu choroba. My nie możemy się od nich tak łatwo uwolnić. Ksiądz może pomyśleć że to grzech czy coś, ale to nie tak. Do jasnej cholerki przecież dużo ludzi ma tak że obraża Boga. Moja kumpela ma natręty związane z wyzywaniem w kościele Boga(oczywiście w myślach) ile razy chodzi do kościoła tyle razy ma lęki że znów będzie to samo i przestała nawet chodzić. Nie chce podać się terapii bo uważa że jej to nic nie da :( że przykro jej że ma takie mysli. To podobnie jak u mnie tylko ja miałam że komuś coś zrobie albo sobie. One działają na na tej samej zasadzie tylko wątek jest inny.

A tak a propo ile zmagasz się z tą chorobą??

A co do leków-hm...... ja mam przeszło rok nerwice i narazie funkcjonuje bez leków i chce tak do końca bo to my samo musimy to zrozumieć leki tego za nas nie zrobią one wyciszą mysli i lęki nic więcej. To my sami musimy się sobą zaopiekować i zaakceptować nasze mysli. Wiem że bywa cholernie ciężko że życie wydaje się bez sensu ale zawsze przyjdą dni ukojenia :):)

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

niby masz racje alusia ,ale co to za zycie jak sie non stop walczy bez tchu wytchnienia ja mialam mysli 6 czy 7 miesiecy i spasowalam wreszcie zyje jak czlowiek dzieki lekom nie musze walczyc nie mecze sie

 

i tez uwazam ze z tym ksiedzem to grub aprzedada ehh szkod agadac

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wiesz powiem Ci że z tym księdzem to przesada jakieś egzorcyzmy...... To jest poprostu choroba. My nie możemy się od nich tak łatwo uwolnić. Ksiądz może pomyśleć że to grzech czy coś, ale to nie tak. Do jasnej cholerki przecież dużo ludzi ma tak że obraża Boga. Moja kumpela ma natręty związane z wyzywaniem w kościele Boga(oczywiście w myślach) ile razy chodzi do kościoła tyle razy ma lęki że znów będzie to samo i przestała nawet chodzić. Nie chce podać się terapii bo uważa że jej to nic nie da :( że przykro jej że ma takie mysli. To podobnie jak u mnie tylko ja miałam że komuś coś zrobie albo sobie. One działają na na tej samej zasadzie tylko wątek jest inny.

A tak a propo ile zmagasz się z tą chorobą??

A co do leków-hm...... ja mam przeszło rok nerwice i narazie funkcjonuje bez leków i chce tak do końca bo to my samo musimy to zrozumieć leki tego za nas nie zrobią one wyciszą mysli i lęki nic więcej. To my sami musimy się sobą zaopiekować i zaakceptować nasze mysli. Wiem że bywa cholernie ciężko że życie wydaje się bez sensu ale zawsze przyjdą dni ukojenia :):)

Pozdrawiam

 

przepraszam źle coś napisałam, nie byłam u księdza z powodu myśli, ale z powodu tego że chodziłam do bioenergoterapeutki, i ona mogła mi przekazać jakąś negatywną energię, że tak powiem. O myślach księdzu mówiłam, to on przekonał mnie że nie są grzechem, że przecież naprawdę tak nie myślę, że te myśli nie sprawiają mi radości. Powiedział żeby nie zwracać na nie uwagi :)

Moje myśli mam od roku mniej więcej, bywało różnie, raz lepiej raz gorzej, ale myślę że jest coraz lepiej, coraz częściej jest normalnie, radzę sobie. Znacznie lepiej się czuję gdy ktoś mnie akceptuje, gdy powiem komuś o myślach a on odpowie: nie martw się, to nic takiego, i roześmiejemy się razem. Wiadomo że się boję, np. tego że jak będę miała dziecko to moge zacząć molestować je seksualnie (bo może jestm pedofilem ale o tym nie wiem), ale staram się nie 'gdybać' i nie wymyślać takich rzeczy, tym bardziej że opiekowałam się kiedyś (zanim przyszły myśli) moim kuzynem i nic sie złego nie stało, nawet o czymś takim nie pomyślałam. No i przecież chcę mieć dziecko, mój mąż też, tylko z jednej strony się boję że coś mu zrobię, a z drugiej że jak będę odkłądać macierzyństwo to potem może być za późno, i takie sytuacje sprawiają największe problemy. Jednak myślę że wszystko będzie OK, bo bałam się wielu rzeczy a je robiłam, np. panicznie, histerycznie bronilam się przed zmianą pracy, ale poszłam do nowej, na początku było strasznie, duszności, bóle żołądka, dreszcze, nasilające się natręctwa, a teraz nie chcę żadnej innej. Na początku każda myśl jest dla mnie mega problemem, czymś najobrzydliwszym na świecie, a potem po prostu mija, podchodzę do niej z większym dystansem gdy wraca, nie analizuję jej, nie pytam czemu ona się pojawia i co to znaczy, co ze mną nie tak. Po prostu staram się odwracać swoją uwagę od nich, wiadomo nie zawsze daję radę i czasem są chwile załamania, ale coraz rzadziej. No i cieszę się że jednak nie jestem jedyna, że istnieją osoby podobne do mnie, bo już myślałam że naprawdę tylko mnie przychodzą do głowy takie obrzydlistwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jaaa masz racje że leki dają wielką ulgę tu się zgadzam :) one pomagają nam zrozumieć to choróbsko. Ja gdy pracuje i ciągle jestem czymś zajęta to wogóle nic nie myśle oprócz oczywiście tego że często się przejmuje błachostkami, a gdy już mam wolne dni to od razu pojawiają się myśli, które tak bolą :( staram się ja zastępować czymś pozytywnym ale czasem się niestety nie da.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

i ja wlasnie jestem teraz w kropce ,nie wiem co sie ze mna dziejej ,jakby mi nie zalezalo juz na niczym ,mam ochote tylko spac :( co sie dzieje rozkojarzona czuje niepokoj jakis mimo brania lekow

 

jakby mi sie walczyc juz nie chcialo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochaniutka ja też tak czasem mam że wydaje mi się że już walczyć nie będę bo nie daje rady, nie wyrabiam. Ja obecnie mam taką nerwe że szok byle co powoduje u mnie nerwy. Najgorsze jest to że gdy mam lęki i nerwy to jestem tak tym zmęczona że nie mam siły na nic, czuje się jakbym przebiegła z 10 kilometrów :( i padam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no wlasnie ja teraz nie czuje juz lęku ani nerwow tylko wyczerpanie i brak sily ,rezygnacje :(

 

a ty jakies leki bieresz czy sama ciagniesz to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja zauważam u siebie silny związek z pogodą, im lepsza pogoda tym łatwiej sobie radzę z myślami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz na początku brałam ale tylko na sen bo miałam tygodniową bezsenność a potem przeszło ale nie powiem że ze snem nie mam problemów bo mam cholerne i czasem sięgam po tabletkę nasenną. A na lęki nie biorę nic wiesz kiedyś poczłam do lekarz i mi pdzepisał że dwa razy wzięłam zapłaciłam 80 zł i w pracy miałam jazdy niezłe, wymiotowałam, trzęsawka, Boże nie wiedziałam co jest grane.... I przestałam. Obecnie chodzę tylko na psychoterapie i jest ok. Są dni kiedy mam dość ale są i dni kiedy jest spokojnie(i jest takich dni coraz więcej). Wiesz co bym Ci poleciła-przeczytaj sobie ksiązkę "potęga podświadomości" tylko czytaj z uwagą. Pisze w tej książce że powinniśmy ją przeczytać kilka razy w jakichś odstępach. Podobno bardzo dobre są afirmacje które zaczełam stosować :) BUZIAKI

Aha a co do pogody to też jestem meteopatą i tu jest problem że gdy są piękne dni jest ok a gdy pogoda się zmienia i nagle pojawi się wiatr lęki dają czadu......

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki, poszukam w księgarni tej książki, a czy pamiętasz może autora?

Widzisz po 4 beznadziejnych dniach, kiedy myślałam że to już koniec i nie dam rady, nastały dni spokojne, mniej piszę na forum, mniej jest myśli, zawsze zastanawiam się jak długo to potrwa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich!

Mam pytanie...wielu z Was pisze o swoich natrętnych myślach,ja też takie mam-dotyczące bluźnierstw, ostrych narzędzi,czy skoczenia w dół...mam jednak też takie natręctwa chaotyczne-nagle pojawiają się w mojej głowie zdania od rzeczy...takie bez sensu...jakieś pojedyncze słowa,czy zwroty...myślę sobie o czymś i nagle w mojej głowie pojawia się jakiś wyraz wyrwany z kontekstu...czasami zasłyszany np. dzień szybciej...nie wiem jak Wam to wytłumaczyć...psychiatra mówiła,ze to natręctwa tylko trochę innej konstrukcji,że są głośniejsze i dlatego budzą taki lęk!!Ale nikt z Was o czymś takim nie pisał...:(Boję się!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co opisujesz to typowe objawy nerwicy natręctw.Psychiatra powinien Ci przepisać odpowiednie leki i skierowac do psychologa. Ja to miałem dość często np.bałem się mieć w pobliżu noże albo gorącą herbatę. Często nie mogłem stać na peronie bo chciałem skoczyć.Najgorsze były w kółko powtarzające sie melodie znanych piosenek.To przechodzi ale wymaga pracy nad sobą, spokoju .Nie ma się czego bać nie jest to choroba psychiczna ale wymaga leczenia. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlugi,bardzo Ci dziekuje za odpowiedz:)Ja wiem,ze te noze,peron itp. to ewidentnie natrectwa,ale te chaotyczne zdania???Wyrazy bez sensu???Tez???Z melodiami tez czasami mam-trudno jest nad tym zapanowac:(pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×