Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dryagan

Legenda Forum
  • Postów

    3 540
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Dryagan

  1. Też krzyczałem, ale niestety to nie działa. Nie jesteśmy dla niego na tyle ważni jako ekipa, żeby nam pomagać
  2. @Mic43nie mam problemu z tym, że mnie krytykujesz. Ale nie chodzi tu ani o „siedzenie w czyjejś głowie”, ani o pychę. Na forum nie mamy dostępu do rezonansu, do neurobiologii, tylko do treści i schematów, które ktoś powtarza miesiącami czy latami. I są pewne dość dobrze opisane mechanizmy: unikanie, wyuczona bezradność, zawężanie pola działania do zera, odrzucanie każdej propozycji jako „niemożliwej”. To nie jest moralny zarzut typu „nie chcesz, bo jesteś leniwa czy zła”, tylko nazwanie sposobu funkcjonowania, który realnie blokuje jakąkolwiek pomoc. Jasne, że choroba potrafi tak przycisnąć, że „chcieć” i „móc” rozjeżdża się totalnie. Ale praktyka leczenia (i psychiatryczna, i psychologiczna) opiera się jednak na jednym: bez minimalnego udziału pacjenta – choćby zgody na wizytę, na badania, na mikrokrok – nic nie zadziała. Nikt nie jest w stanie wyleczyć kogoś w 100% z zewnątrz. Pisząc do Robertiny, nie przerzucam odpowiedzialności na „słabszego”, tylko rysuję granicę: forum, rodzice, znajomi mogą wspierać, motywować, zachęcać, ale jeśli przez długi czas wszystko kończy się na „nie da się, nie pójdę, nie zrobię, nie ma sensu”, to stoimy w miejscu. A utwierdzanie kogoś wyłącznie w tym, że jest bezradny i nic od niego nie zależy, też bywa okrutne – bo zabiera nawet tę resztkę wpływu, którą jeszcze ma. To nie jest o tym, że „wiem lepiej, co siedzi w środku”. To jest o tym, że widzę, co robi (albo czego konsekwentnie nie robi) i jakie to ma skutki. I tak, uważam, że uczciwe jest powiedzieć: potrzebujesz lekarza, badań, ruchu w swoim zasięgu; nikt tu nie ma supermocy, żeby zrobić to za ciebie. Empatia nie wyklucza mówienia o odpowiedzialności za te najmniejsze dostępne kroki. To jest próba realnej pomocy, a nie atak czy hejt.
  3. Dryagan

    Najlepszy lek na depresję?

    @Emi13 To, czego szukasz, czyli „lek, który mną potrząśnie i wszystko ogarnie”, niestety nie istnieje w takiej prostej wersji. Dla każdego „dobry lek” znaczy coś innego – to, co u jednej osoby zdejmuje lęk i dodaje energii, u innej robi masakrę z samopoczucia. Na forum masz całe wątki o konkretnych lekach i tam bardzo dobrze widać: jedna osoba chwali, druga przeklina dokładnie ten sam preparat. Super, że jutro idziesz do psychiatry. Najlepsze, co możesz zrobić, to: – opisać dokładnie to, co tutaj: brak siły na podstawowe rzeczy, somatyczne objawy lęku, doświadczenia z escitalopramem; – powiedzieć, że zależy Ci na czymś, co nie będzie dodatkowo „przymulało”. To lekarz dobiera lek pod Twoje objawy, zdrowie, inne leki itd. Możesz się przygotować, poczytać wątek o lekach na forum, ale raczej po to, żeby zobaczyć, jak różnie ludzie reagują – a nie po to, żeby iść z gotową nazwą „proszę mi to przepisać”.
  4. Dryagan

    Dzisiaj czuje się...

    Niby wolny dzień, ale czuję się potwornie zmęczony.
  5. Owszem, nie jest to proste i najlepiej mieć wsparcie osoby, która dobrze nas zna (ja mam w tej kwestii wsparcie Żony, ona doskonale wyczuwa niebezpieczeństwo manii). Ale zajęło mi to jednak parę dobrych lat - ostatnia moja odjebka była na przełomie 2020/2021 czyli prawie 5 lat temu. Więc nie jest to chwilowe. Raz miałem krótką zwyżkę - ale szybko się spacyfikowałem, więc już znam mechanizm i wiem, że mogę to zrobić. Ponieważ nie biorę teraz żadnych leków - one szybko na mnie działają jak już wezmę. No i tak to wygląda, a najważniejsza u mnie kwestia to pilnowanie snu. To jak barometr. Ale oczywiście to jest moja droga i moja historia. Musiałem siebie i swoje reakcje poznać i oswoić wroga, zajęło mi to kilkanaście lat. Niemniej wiem, że ChAD bywa różny. U mnie większym problemem były silne manie, chociaż cięższe epizody depresyjne też miałem, ale to bardziej na początku. Potem już nie miałem aż tak silnego zjazdu. Więc nie u każdego tak samo.
  6. @robertina napiszę szczerze, ale naprawdę nie przeciwko Tobie, tylko żeby Ci pomóc - pisałem to zresztą już wcześniej. To, co odbierasz jako hejt, w wielu przypadkach nie jest nienawiścią, tylko próbą powiedzenia: „tak, jest Ci bardzo źle, ale bez Twojego udziału nic się nie zmieni”. Choroba potrafi przefiltrować każde słowo tak, żeby brzmiało jak atak. I rozumiem, że po tylu rozczarowaniach masz odruch: „wszyscy są przeciwko mnie”, bo Ci nie przytakują i nie jojczą nad Tobą. To jednak mechanizm, nie dowód, że jesteś nielubiana. Trzech lekarzy i ośmiu psychologów to naprawdę dużo jak na jedną osobę i to nie jest tak, że „nic nie robiłaś”. Ale żaden psychiatra ani psycholog (choćby ich było i stu) nie ma magicznej różdżki. Oni mogą proponować, prowadzić, wspierać, ale pracy wewnętrznej i drobnych kroków w realu nikt nie zrobi za Ciebie. To niestety oznacza, że tak – bez Twojego zaangażowania, choćby minimalnego, leczenie nie zadziała. I to nie jest oskarżenie, tylko opis mechanizmu. To Ty musisz chcieć, ale tak naprawdę. Tu nie ma magicznych leków, nie ma żadnego "czary mary bądź zdrowa". To ciągła praca nad sobą - i wiem co mówię, bo sam przez to przechodziłem - ciężka praca!!! Z rodzicami jest podobnie: chcą dobrze, więc Cię wyręczają. Problem w tym, że im więcej robią za Ciebie, tym bardziej Twoja głowa dostaje komunikat: „nie umiem, nie dam rady, jestem beznadziejna”. To nie jest pomoc, to utrwalanie Twojej bezradności. Zrób coś - nawet niedoskonale, ale kurna zrób. Co do słabości fizycznej i bólu: to są realne objawy i powinnaś o nich mówić lekarzom, zbadać stawy, ciśnienie, krew. Ale jest też druga strona – im mniej się ruszasz, tym bardziej organizm się sypie i tym trudniej potem zrobić choć kilka kroków. To błędne koło. Twoje biologiczne ciało się zestarzało szybciej niż Twój faktyczny wiek, bo mu nic nie dajesz. Dlatego nikt rozsądny nie oczekuje od Ciebie maratonu, tylko najdrobniejszych możliwych ruchów: ćwiczenia w łóżku lub na krześle, proste zestawy dla seniorów (tak!), minuta czy dwie dziennie, potem trzy, potem dziesięć minut. W domu, w swoim tempie. To nadal jest „robienie czegoś”, a nie „zaczaruj się i przestań chorować”. Nikt tu nie mówi: „sama się wylecz i nie jęcz”. Raczej: „Twoje życie nie poprawi się bez Twojego udziału, a my z zewnątrz możemy Cię co najwyżej lekko pchnąć w stronę kroków, które coś zmieniają”. I to, że ktoś Ci to pisze, naprawdę nie znaczy, że Cię nienawidzi. Może po prostu chce pomóc.
  7. Dryagan

    Siwe włosy

    Brzmi to tak, jakby problemem nie były same włosy, tylko to, jak mama siebie przez nie widzi. Jasne, że depresja i nerwica mogą „przyczepić się” do wyglądu i zrobić z tego wielki dramat w głowie – coś w rodzaju punktu, na który schodzi cały lęk, poczucie beznadziei, starzenia, gorszości. To, co opisujesz (długie płaczliwe reakcje, „wyglądam jak babcia”, „jestem stara”), bardziej wygląda na objaw tego, co się z nią dzieje psychicznie, niż realnego „problemu włosów”. A tak zupełnie serio: w dzisiejszych czasach mnóstwo kobiet nosi naturalne siwe włosy z premedytacją, albo farbuje się na siwo. Aktorki, modelki, zwykłe dziewczyny z Instagrama. Siwe nie równa się „babcia”, tylko taki typ urody. Twoja mama nie odstaje od normy, tylko bardzo surowo siebie ocenia. Najważniejsze to, żeby ktoś pomógł jej wzmocnić obraz siebie i poukładać temat depresji. Ty możesz ją wspierać, mówić jej wprost, że nie jest żadną „starą babcią”, tylko że choroba podsuwa jej taki zniekształcony obraz.
  8. Dryagan

    Siwe włosy

    @Radek0003 Wcześniejsze siwienie to w większości genetyka. Jeśli w rodzinie były osoby, które szybko siwiały, to nerwica czy depresja mamy mogły co najwyżej trochę „pomóc”, ale nie są jedyną ani główną przyczyną. Chroniczny stres może przyspieszać różne procesy w organizmie (w tym siwienie), ale 45 lat i mocno siwe włosy to naprawdę nic nadzwyczajnego – wiele osób w tym wieku tak ma, tylko u kobiet nie zawsze to widać, bo częściej farbują. A teraz w dodatku podobno siwe naturalne włosy są modne :-). Jeśli mama dobrze się czuje pod kątem zdrowia ogólnego, ma robione podstawowe badania i nie dzieje się nic nagłego (np. bardzo szybkie, gwałtowne siwienie z innymi objawami), to raczej nie wygląda to na coś niebezpiecznego. Możesz ją ewentualnie zachęcić do rozmowy z lekarzem przy okazji, jeśli to ją martwi.
  9. @alone05 Wmawianie sobie chorób i diagnozowanie się przez internet to prosta droga do nakręcania własnego lęku, nie do pomocy sobie. Google nie zna twojej historii, badań ani życia – to przecież automat. Te same objawy pasują do milionów rzeczy – od stresu po poważne choroby. Jak szukasz na ślepo, prawie zawsze trafiasz na najgorsze opcje i tylko sobie dokręcasz śrubę. Jeśli ciągle powtarzasz „mam to, mam tamto”, mózg zaczyna w to wierzyć. Zaczynasz patrzeć na siebie tylko przez pryzmat zaburzeń, których nikt kompetentny nawet nie potwierdził. Hasło „lekarze chcą tylko zarobić” brzmi efektownie, ale w praktyce często jest wymówką, żeby nic nie sprawdzać. Jasne, można trafić źle, ale od tego jest zmiana lekarza, a nie rezygnacja z diagnozy. Czytać i wiedzieć – spoko. Ale jeśli naprawdę coś cię niepokoi, uczciwszym krokiem wobec siebie jest iść do lekarza czy psychologa, zamiast opierać się na doktorze Google i własnych lękowych interpretacjach.
  10. Ja mam dziecko (i ChAD). Moja córka ma 8 lat i jej pojawienie się w moim życiu dało mi jeden z najsilniejszych powodów, żeby naprawdę zawalczyć o siebie. Leczenie, praca nad sobą, decyzje, których wcześniej bym nie podjął. Na razie wygrywam i zamierzam przy tym zostać, właśnie ze względu na nią. Przy tym serio uważam, że większość ludzi ma jakieś rysy, traumy, lęki, schematy – tylko nie każdy ma diagnozę i nie każdy to uczciwie nazywa. Etykieta „zdrowy” czy „zaburzony” sama z siebie nie mówi, czy ktoś będzie dobrym rodzicem. Mój ojciec był niby zupełnie „normalny”, za to wychowanie mylił z tresurą. Strach, presja, zero poczucia bezpieczeństwa. Ja bardzo chcę być inny. Moja córka się mnie nie boi. Przytula się, gada ze mną, wie, że może do mnie przyjść. Nie jestem idealny, ale jestem świadomy swoich ograniczeń, biorę odpowiedzialność i pracuję nad sobą. To moim zdaniem waży więcej niż etykietka. Co do „nie powinni wchodzić w związki”: też się z tym nie zgadzam. Dużo zależy od rodzaju zaburzenia, stopnia nasilenia, gotowości do leczenia. Same zaburzenia nie przekreślają szansy na dobry, bliski, partnerski związek. Bywa wręcz odwrotnie: ktoś, kto zna swoje ograniczenia, bywa bardziej uważny i odpowiedzialny niż „zupełnie zdrowy”, który zamiata wszystko pod dywan. Dla mnie kluczowe nie jest „ma diagnozę / nie ma diagnozy”, tylko: czy pracuje nad sobą, czy bierze leczenie serio, czy potrafi zadbać o granice, bezpieczeństwo, odpowiedzialność za drugą osobę i ewentualne dziecko. Kategoryczne „nie powinni” wrzuca do jednego worka ludzi skrajnie nieodpowiedzialnych i tych, którzy naprawdę robią wszystko, żeby żyć przyzwoicie i nikogo nie krzywdzić, a jednocześnie żyć pełnią życia.
  11. @Verinia a może wszyscy inni chadowcy uciekli z Forum?
  12. Dryagan

    Dzisiaj czuje się...

    Brata... Mamę... Babcię.... To najbliżsi
  13. Dryagan

    Dzisiaj czuje się...

    Refleksyjnie. Odwiedziny na cmentarzu, wspominki - to zawsze trudny czas dla mnie
  14. Chyba niezręcznie to ująłem. Nie chodzi o „nie zaakceptowałbym”, tylko o to, że dziś nie wiem, czy wszedłbym w związek, w którym jest już dziecko. Może nie; a może, gdybym się naprawdę zakochał, naturalnie objęłoby to uczucie też jej dziecko. To nie deklaracja na twardo, tylko uczciwe „nie wiem” w hipotetycznym scenariuszu. Na trzeźwo widzę tak: własne dziecko to dla mnie coś wielkiego — zachwyt, czułość, odpowiedzialność i to niesamowite poczucie, że mała cząstka mnie stała się osobą. Ten „mały cud” mocno ustawia moje myślenie o rodzicielstwie. I jeszcze, w kontekście tytułu wątku „Lubię kobiety”: mam ogromny szacunek do kobiet za to, że potrafią nosić i rodzić życie. Każda, która tworzy taki cud jak dziecko, jest dla mnie wielka. Trochę nawet zazdroszczę tego doświadczenia (biologicznie to coś, czego mężczyzna nigdy nie przeżyje). Jasne, nie sprowadzam kobiecości tylko do macierzyństwa — po prostu wyrażam podziw dla tej konkretnej strony kobiecości.
  15. @Dalila_ rozumiem odwołanie do biologii, ale u ludzi to nie działa tak prosto. Biologia daje pewne średnie skłonności, a konkretne zachowania rodziców to wypadkowa osobowości, relacji, doświadczeń i wyborów. U wielu mężczyzn potrzeba opieki i bliskości jest bardzo silna — nie chodzi o „płodzenie”, tylko o rodzinę. U mnie właśnie tak to wygląda: kocham swoją córkę i realnie się nią zajmuję. Ważne jest dla mnie, że to moje dziecko, ma jakieś moje cechy, jest w czymś tam podobna - wzrusza mnie to. Czy zaakceptowałbym dziecko partnerki z poprzedniego związku? Dziś nie wiem, wydaje mi się, że nie (na szczęście nie jestem w takiej sytuacji). Znam jednak mężczyzn, którzy świetnie pełnią rolę ojczyma czy adoptują i tworzą fantastyczne więzi. Dlatego teza „samce chcą głównie rozmnażać, samice opiekować się na maksa” bardzo upraszcza rzeczywistość. U człowieka działają też więzi, empatia, normy społeczne i autorefleksja. To raczej kwestia indywidualna niż cecha mężczyzn jako gatunku.
  16. @robertina Powinnaś mimo wszystko iść do lekarza rodzinnego w swojej okolicy – nie do ortopedy od razu. (Zresztą może to problem bardziej dla reumatologa?) Lekarz rodzinny może Cię normalnie zbadać, zlecić badania (np. krew, RTG), dać leki przeciwbólowe/przeciwzapalne i ustalić, co dalej robić. Nie ma sensu męczyć się latami tylko dlatego, że ortopeda jest daleko.
  17. @robertina To już nie wygląda na „nerwicę i samo przejdzie”. Nerwica może podbić odczuwanie bólu, ale nie tłumaczy, że utykasz na kostkę, każdy ruch boli, a stawy głośno strzelają przy każdym zgięciu i prostowaniu. Do tego piszesz, że trwa to rok–dwa i raczej się pogarsza, a bolą kolejne stawy. To jest moment na normalną wizytę u lekarza rodzinnego, nie na czekanie. Idź do lekarza, powiedz dokładnie to, co tu napisałaś (od kiedy, które stawy, że nie możesz normalnie chodzić). Jeśli któryś staw puchnie, robi się czerwony, gorący albo ból jest taki, że prawie nie możesz się ruszać – tym bardziej. Docelowo zajmuje się tym ortopeda albo reumatolog. Do obu na NFZ potrzebujesz skierowanie od lekarza rodzinnego.
  18. A kiedyś to trzeba było pokonać smoka, żeby zdobyć rękę księżniczki
  19. Hej, nie będę udawać, że chce mi się czytać cały wątek linijka po linijce, ale już fragmenty, które widzę, są za ostre. Teksty w stylu: "robisz z kogoś idiotkę", "słabe to bardzo", "to tylko o Tobie świadczy", "Twoje przewrażliwienie" itd. to nie są argumenty. To są osobiste przycinki. I na forum nie ma na to miejsca. Można dyskutować, nawet ostro, można się nie zgadzać, można domagać się potwierdzeń dla czyichś tez – to jest normalne w rozmowie. Ale zjeżdżanie rozmówcy, przypisywanie mu cech, psychoanalizowanie na siłę, wjeżdżanie w ton "to z tobą jest problem" rozwala każdą dyskusję. Można dyskutować, nawet ostro, nawet z humorem – temat jest rozwojowy. Ale osobiste wycieczki naprawdę nic nie wnoszą. Kobiety i mężczyźni to nie są dwa oddzielne gatunki z wrogich planet. W każdej grupie są osoby fajne i osoby trudne. Nie stoimy na dwóch przeciwległych biegunach. Więc prośba: dyskutujmy dalej, ale bez atakowania siebie nawzajem. Szacunek obowiązuje wszystkich.
  20. Ok, może być jako zamiennik, ale z umiarem i bez dorabiania mu aureoli. Lepiej ogólnie mniej dosładzać, niż liczyć, że słodzik „załatwi zdrowie”.
  21. nie ma takiej kategorii fajnie, że wróciłeś do nas
  22. @którędy_do_lasu nie demonizuję, ale „erytrytol jest zdrowy i bez kalorii” brzmi zbyt różowo. To słodzik dopuszczony do obrotu i dla wielu osób ok w małych ilościach, ale: ma praktycznie 0 kcal i słodzi słabiej niż cukier, więc zwykle trzeba go sypać więcej, u części osób większe dawki kończą się wzdęciami/biegunką, ostatnie lata przyniosły badania, które stawiają przy nim znak zapytania przy ryzyku sercowo-naczyniowym (to nie wyrok, ale do „zdrowy” mu daleko). Jeśli komuś zależy na mniejszej kaloryczności, sensowniej jest po prostu mniej dosładzać i stawiać na mniej przetworzone rzeczy.
  23. Dryagan

    Dzisiaj czuje się...

    Najprościej: sprawdzamy substancję czynną w ulotce lub na opakowaniu. Apap = paracetamol, Ibuprom = ibuprofen — to różne leki, więc nie są odpowiednikami. Zawsze trzeba weryfikować skład i dawki w ulotce.
  24. @Miła wystarczy napisać do administratora, np. do mnie - prywatną wiadomość No i nie robić tego zbyt często
×