Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dryagan

Administrator
  • Postów

    3 504
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Dryagan

  1. Tak, to może być przykre i w Twojej głowie urasta do rangi „czegoś strasznego” – i tu Cię rozumiem. Ale problemem nie jest samo słowo „prawiczek”, tylko to, co Ty z tego zrobiłeś: wielki symbol, który ma rzekomo decydować o Twojej wartości. I jeszcze jedno: pierwszy raz nie jest żadnym magicznym przełomem. To mit. Ludzie sobie to idealizują, a w praktyce bardzo często jest stres, niezręczność, presja, czasem klapa – bo tak działa napięcie. A Ty masz w sobie tej presji tyle, że gdybyś jutro miał okazję, to właśnie ta „mitologizacja” mogłaby Ci to zupełnie uniemożliwić. Dlatego lepiej zająć się tym, co Cię realnie blokuje: lękiem, wstydem, porównywaniem się, nakręcaniem się durnymi scenariuszami. Im więcej karmisz głowę wyobrażeniami o seksie i „jak to powinno wyglądać” zgodnie z tym czego się naoglądałeś, tym trudniej potem o normalność w realnym kontakcie z drugim człowiekiem. I weź sobie naprawdę do serca to, co pisałem Ci na priv – bo moim zdaniem to jest Twój podstawowy problem. Jeśli tego nie ruszysz i nie zaczniesz nad tym pracować (konkretnie, z planem i najlepiej z pomocą specjalisty), to będziesz się kręcił w kółko. A jak to przerwiesz, dopiero wtedy masz szansę realnie ruszyć do przodu.
  2. Nie wiem, mam tylko jedno dziecko - więc nie mam porównania
  3. Mój dzisiejszy dzień w skrócie: praca odhaczona, wracam do domu. Temperatura spada, do tego wiatr daje „dodatkowe minusy”, więc odczuwalnie jest wyraźnie chłodniej niż pokazuje termometr – ale mówię sobie: idę pieszo, niech głowa się przewietrzy. Przynajmniej nie jest ślisko. No i prawie dochodzę pod dom, kiedy mnie olśniło: telefonu nie ma. Został w pracy. Pięknie. Mało rozmawiam, fakt, ale tam mam ważne rzeczy – w tym przejazdówkę. W efekcie zrobiłem klasyczny zwrot: „już prawie w domu” zamieniło się w „a jednak jeszcze raz w drugą stronę”. Nos czerwony, coraz zimniej. Trochę lipa i strata czasu, ale przynajmniej kroków nabiłem. Na szczęście piąteczek, piątunio – więc nawet takie historie wchodzą łagodniej.
  4. to że kiedyś mówiłeś „jestem aseksualny” nie jest tatuażem na czole. Ta „łatka” działa tylko dlatego, że sam w nią uwierzyłeś i zacząłeś się wycofywać – mniej wychodzenia, więcej smutku, więcej lęku – i potem masz „dowód”, że się nie da. To jest samonapędzający się schemat, nie wyrok. „Stracona młodość”? Masz 33 lata. To jest wiek, w którym mnóstwo ludzi dopiero zaczyna żyć normalniej: zmienia pracę, otoczenie, wychodzi z depresji, zaczyna randkować, tworzy relacje. Jasne, do tego co było w wieku 18–20 nie cofniesz. Ale wiek 30+ naprawdę nie oznacza końca gry, tylko „nie cofam czasu, buduję dalej”. Nie dla każdego relacje z płcią przeciwną i seks są takie ważne, jeśli dla Ciebie to ważne - po prostu zrób coś ku temu. I nie, do poznania kogoś nie potrzebujesz paczki i „imprez na podryw”. To mit. Ludzie poznają się normalnie: przez zajęcia, sport, kursy, wspólne aktywności, miejsca, gdzie bywasz regularnie, Internet. Czasem zupełnie przypadkowo, na przystanku autobusowym. I jeszcze jedna rzecz, bo mam wrażenie, że tu się mieszają dwa cele. Paczka i „podryw” to zwykle klimat pod jednorazową akcję. Ciebie to w ogóle kręci? Szukasz seksu „dla seksu”, czy bliskości, bycia ważnym dla kogoś i relacji, w której nie musisz udawać twardziela? Bo jeśli myślisz głównie o seksie, to naturalnie rośnie lęk i wstyd: „a co będzie, jak dojdzie do seksu”. W normalnej relacji to wygląda inaczej. Na początku jest poznawanie się, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. Raczej nie idzie się do łóżka na pierwszej randce i to jest zupełnie normalne. Kiedy pojawia się uczucie i więź, ten wstyd naprawdę słabnie, bo przestajesz być „facetem do oceny”, a stajesz się kimś konkretnym, kogo druga osoba lubi czy kocha. Dlatego warto sobie odpowiedzieć uczciwie: Ty chcesz „zaliczyć”, czy chcesz być z kimś? Bo od tego zależy, w którą stronę iść i jak o tym myśleć dalej.
  5. @Hurricaner27 To „jak ściągnę spodnie, czar pryśnie” siedzi przede wszystkim w Twojej głowie. Rozumiem, że ten lęk jest realny, ale on nie jest prawem natury. Seks i bliskość nie sprowadzają się do jednego parametru. Kobietę można zadowolić na różne sposoby i to wcale nie musi wyglądać tak, jak sobie wkręcasz w najczarniejszym scenariuszu. Trochę poznać techniki udanego seksu i do przodu. Nie będę tu wchodził w instrukcje, ale serio: to nie jest wyrok. I ta część o udawaniu aseksualności – to jest mechanizm obronny. Bałeś się wstydu, więc przykrywałeś to maską. To też nie czyni Cię „dziwakiem”. Dlatego jeszcze raz: tu już nie chodzi o kolejne dyskusje na forum, tylko o rozmowę ze specjalistą. Psycholog/terapeuta pomoże Ci rozbroić wstyd i lęk oraz przestać żyć w trybie „ukrywam się”. Seksuolog (a jeśli trzeba, urolog) pomoże Ci poukładać temat seksualności i pewności siebie bez katastrofizacji. To jest dokładnie ten moment, kiedy warto sięgnąć po pomoc, bo wreszcie mówisz o prawdziwym problemie, a nie strzelasz złością do świata, który Ci nic nie zawinił. Raz jeszcze powtórzę dobitnie: sam jesteś swoim największym wrogiem, więc zmień to nastawienie.
  6. To co piszesz o tym, że „nie dożyjesz do lata” albo że „się zabijesz / powiesisz”, to nie jest temat do przerabiania na forum. To jest sygnał ostrego kryzysu i tu liczy się bezpieczeństwo, nie dyskusja. Powinieneś poszukać wsparcia u specjalisty i to szybko! Druga rzecz: pisałem już wcześniej o tym: nienawiść do „wesołych mord” i życzenie innym cierpienia nie poprawi Twojej sytuacji ani o milimetr – tylko będzie Cię dalej niszczyć od środka. Jeśli chcesz mieć choć cień szans na relacje, musisz zacząć leczyć to, co Cię teraz ciągnie w dół (depresję, złość, poczucie krzywdy), bo w tym stanie sam sobie te szanse odbierasz. I jeszcze o tym, co napisałeś o rozmiarze: rozumiem, że to jest dla Ciebie czuły punkt, ale to nie jest wyrok na samotność. Bliskość i udany seks nie sprowadzają się do centymetrów. Zadowolić kobietę można na wiele sposobów – zapewniam, ale jeśli to Cię realnie blokuje i nakręca, to jest temat do rozmowy z seksuologiem/urologiem i do pracy w terapii – bo wydaje się, że tu największą rolę odgrywa wstyd i lęk, nie „metraż”. Na teraz najważniejsze: naprawdę powinieneś udać się do specjalisty – psychiatra, psycholog/terapeuta, seksuolog – to na początek. Zacznij żyć a nie narzekać, rusz do przodu, przestań się kręcić w kółko. I pamiętaj: masz wpływ na kolejne kroki, nawet jeśli dziś nie masz wpływu na swoje emocje – od tego właśnie jest leczenie i terapia.
  7. ja mam dowód, że konto brum.brum i zastepcze konto - należą do tej samej osoby - jedno IP się zgadza - z takimi sprawami warto do administratora mogę połączyć te konta
  8. Mam wrażenie, że Ty z tych wszystkich wypowiedzi zrozumiałeś tylko jedno, że „masz się cieszyć cudzym szczęściem i chodzić uśmiechnięty”, a przecież nikt tutaj Ci tego nie mówi. To zupełnie nie o to chodzi. Chodzi o coś zupełnie innego: żebyś przestał koncentrować się na innych w trybie „niech im będzie gorzej”, a zaczął koncentrować się na sobie w trybie „co zrobić, żeby mi było lepiej”. To nie jest to samo co „cieszyć się sukcesami innych”. To jest zmiana kierunku myślenia: z porównywania i wrogości na budowanie swojego życia. I druga sprawa: depresja to nie jest kara za bycie dobrym. To jest choroba. Choroba, która miesza w myśleniu i podsuwa Ci takie wnioski, jakby były prawdą absolutną: „wszyscy mają mnie w dupie”, „byłem pożytecznym idiotą”, „zawsze zostanę sam”. W depresji mózg działa jak filtr: przepuszcza tylko to, co potwierdza beznadzieję, a resztę odrzuca. Depresja zmienia sposób, w jaki interpretujesz rzeczywistość – podsuwa czarne wnioski jako oczywiste fakty, zawęża perspektywę, wycina nadzieję i sprawczość. Człowiek zaczyna myśleć schematami, które same się napędzają: „jestem skreślony” → wycofuję się → jest mi gorzej → mam „dowód”, że jestem skreślony. Dlatego naprawdę warto poszukać pomocy u specjalisty. Nie po to, żeby ktoś Ci powiedział „uśmiechnij się” albo „weź się w garść”, tylko po to, żeby przerwać tę pętlę niemocy i zmienić kierunek, w którym idzie Twoja głowa. Terapia (a czasem też leczenie farmakologiczne) pomaga odzyskać wpływ nad swoim życiem.
  9. @Hurricaner27 mam do Ciebie jedno pytanie, całkiem wprost: Ty chcesz tu realnie coś zmienić, czy na ten moment chcesz tylko wyrzucić z siebie żal i ponarzekać? Bo obie rzeczy są ludzkie, tylko to są dwa różne tryby rozmowy. Jeśli chcesz zmiany, to musisz choć trochę brać do siebie to, co ludzie tutaj piszą. A jeśli chcesz tylko wyrzucić emocje, to też można to zrobić (mamy nawet odpowiedni wątek - "Jęczarnia" się nazywa), ale wtedy nie udawajmy, że „nikt nie pomaga” – bo pomoc jest, tylko Ty jej nie wpuszczasz do swojej głowy. Co do tego, co napisałeś o kasowaniu kondomów i o parach w parku: to jest dokładnie zazdrość i tęsknota, które przerabiasz na zawiść – pisałem o tym wcześniej. Zazdrość mówi: „ja też tego potrzebuję, boli mnie, że nie mam”. Zawiść mówi: „skoro ja cierpię, to niech oni też cierpią”. I ta druga część jest dla Ciebie trucizną. Ona nie przybliża Cię do celu ani o milimetr, tylko robi z Ciebie coraz bardziej zgorzkniałego człowieka. Jeśli chcesz z tego wyjść, to pierwszy krok jest prosty, choć trudny: przestać karmić w sobie zawiść. Masz prawo czuć smutek i złość. Ale nie musisz tego zamieniać w nienawiść do przypadkowych ludzi, o których nic nie wiesz (każdy ma jakieś deficyty - nie każdy takie same). Lepiej powiedzieć wprost: „to mnie boli, bo ja też chcę bliskości i nie wiem, jak do tego dojść”. To jest uczciwe i daje punkt zaczepienia. Musisz zacząć myśleć w kierunku „chciałbym to mieć” i przekładać to na konkretne kroki po swojej stronie, zamiast nakręcać się na „niech oni też nie mają”. Więc wracam do pytania: czego Ty dziś potrzebujesz od tego Forum – współczucia i wysłuchania, czy konkretów, jak zrobić pierwszy krok, żebyś przestał cierpieć z samotności?
  10. Czytam te Twoje wypowiedz i powiem Ci wprost: to nie świat jest Twoim wrogiem, największym swoim wrogiem jesteś w tej chwili Ty sam, bo codziennie odbierasz sobie wszelkie możliwości myśleniem „nie mam już szans”, „jestem skreślony”, „nikt mnie nie zechce”. Z takim nastawieniem człowiek albo nie wychodzi do ludzi wcale, albo wychodzi z napięciem i złością, a potem ma „dowód”, że się nie da. I koło się zamyka. Masz 33 lata. To wbrew pozorom bardzo młody wiek - jeszcze naprawdę wszysko przed Tobą. Nie jest za późno na nowe znajomości, przyjaźnie, randki. Zresztą ludzie układają sobie życie w różnym wieku. Jak to było w serialu „Ranczo” powiedziane: Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie. Tylko żeby coś się zmieniło musisz tego chcieć i przestać stawiać się w pozycji ofiary losu. I właśnie po to jest terapia: nie po to, żeby „dała Ci kobietę”, tylko żebyś przestał sam sobie podcinać skrzydła. Żebyś zapanował nad czarnymi scenariuszami, napięciem, wstydem i złością, i zaczął działać krok po kroku zamiast się wypisywać z życia. Zadaj sobie jedno pytanie i odpowiedz uczciwie: dlaczego uważasz, że nie masz szans? Co konkretnie Cię blokuje? Jak to już nazwiesz, da się dobrać realne kroki. Bez tego będziesz tylko powtarzał to samo zdanie, które nie pozwala ci ruszyć do przodu.
  11. To już nie jest temat do przerabiania na forum, tylko do pilnej rozmowy ze specjalistą, bo wyraźnie nie radzisz sobie z sytuacją.
  12. Jakby co, dawajcie znać. Takich typów tu nie potrzebujemy
  13. Znam ten ból, właśnie dlatego już nie nawiązuję relacji - nawet koleżeńskich - w pracy. Kiedyś lata temu tak właśnie było - koledzy się odwrócili ode mnie jak trafiłem do szpitala.
  14. Dla mnie „przyjaźń” to bardzo mocne słowo. Prawie jak miłość. Nie lubię go nadużywać, bo wtedy traci znaczenie. Tak naprawdę jedyną osobą, którą w życiu nazwałem przyjaciółką, jest moja obecna Żona. I nadal nią jest. Przyjaźniliśmy się długo zanim weszliśmy w relację intymną – i chyba właśnie to było fundamentem: że ona mnie rozumie, widzi moje słabe strony i mimo to akceptuje mnie takim, jakim jestem. Jak dotąd nie zawiodłem się na niej Poza tym nie przypominam sobie relacji przyjacielskich, może jakieś koleżeńskie, a i to nie bardzo. W realu nie jestem szczególnie „towarzyski” i nie buduję łatwo bliskich więzi. A znajomości internetowe… lubię ludzi z Forum (niektórych), ale nigdy nie traktowałem tego jako przyjaźni w tym głębokim sensie. Bardziej jako ważne znajomości, czasem bardzo wspierające, ale jednak inne niż relacja, w której człowiek naprawdę zna Cię „od środka”. I odpowiadając wprost na pytanie „czy przyjaciel mnie zawiódł”: skoro nikogo nie nazywam przyjacielem i nie nakładam na ludzi takich oczekiwań, to trudno mi się „zawodzić” w tym znaczeniu. Rozczarować kimś – jasne, zdarzyło się. Ale „zawód przyjaciela” zakłada, że ta relacja ma u mnie rangę wyjątkową i że oczekuję od niej czegoś więcej. U mnie to się zdarza bardzo rzadko.
  15. Proszę Cię, spróbuj na chwilę zejść z tej myśli „już po mnie” i zrobić prosty rachunek tego, co masz, a nie tylko co Ci brakuje. Nie po to, żeby się pocieszać na siłę, tylko żeby zobaczyć, że masz na czym budować. Jak pisałem ja w wieku 33 lat byłem samotny, z diagnozą poważnej choroby psychicznej, i jeszcze po wypadku – w takim stanie, że naprawdę nie wiedziałem, czy w ogóle będę chodzić. Mimo to dało się krok po kroku odbić od dna, poukładać życie i zbudować relację. Dlatego mówię Ci wprost: jeśli masz zdrowie w miarę stabilne, jeśli masz pracę, dach nad głową, jakiekolwiek kontakty – to są ogromne plusy. To jest baza, której wielu ludzi nie ma. Zamiast „w mojej sytuacji zostaje tylko sznur”, zrób uczciwie listę: co masz ogarnięte, co działa, a co jest do poprawy. Brak partnerki to jeden obszar, bardzo ważny, ale nie jedyny. Jeśli masz pracę i mieszkanie – to już jesteś dalej niż myślisz. Jeśli nie masz – to też jest konkret do ogarnięcia, a nie dowód, że jesteś skreślony. I jeszcze jedno: skupienie na plusach nie oznacza udawania, że jest super. To oznacza, że przestajesz sobie podcinać nogi i zaczynasz szukać punktów zaczepienia. Bo relacje najłatwiej buduje się wtedy, kiedy człowiek ma choć trochę stabilności i poczucia sprawczości.
  16. Ja to widzę tak: nienawiść, zawiść i nakręcanie się na „innych” są kompletnie jałowe. Dają chwilową ulgę, bo pozwalają wyrzucić napięcie, ale na dłuższą metę tylko zabierają energię i robią większy bałagan w głowie. A potem człowiek jest jeszcze bardziej zmęczony, jeszcze bardziej samotny i z jeszcze większym poczuciem, że „świat jest przeciwko mnie”. To działa podobnie w różnych tematach. Ktoś cierpi na brak miłości i zaczyna nienawidzić par. Ktoś jest chory i nienawidzi zdrowych. Ktoś ma kiepsko finansowo i zaczyna gardzić bogatymi. Tylko z tego nic nie wynika, poza tym, że człowiek oddaje ster swoim emocjom i żyje cudzym życiem zamiast swoim. A to jest najgorszy wydatek energii, jaki można zrobić. Zazdrość sama w sobie jest jednak informacją: pokazuje, czego mi brakuje i za czym tęsknię. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przerabiam ją na zawiść, czyli „chcę, żeby innym też było gorzej”. To nie przybliża do celu ani o centymetr. Jeżeli brakuje mi bliskości, to realnie pomaga uczenie się relacji, oswajanie lęku, wychodzenie do ludzi, praca nad sobą. Jeżeli brakuje mi zdrowia, to pomaga leczenie, rehabilitacja, dbanie o siebie, szukanie wsparcia. Jeżeli brakuje mi stabilności finansowej, to pomaga plan, umiejętności, praca, edukacja. To są trudne rzeczy, ale one przynajmniej prowadzą do jakiegoś konkretnego celu. Wiem, że łatwo powiedzieć „bądź pozytywny”, kiedy komuś jest źle. Dlatego nie chodzi absolutnie o udawanie, że jest super. Chodzi o decyzję: nie karmię w sobie nienawiści, bo ona nie jest moim sprzymierzeńcem. Ból można nazwać, złość można przeżyć, ale potem warto zadać sobie jedno proste pytanie: co dziś, choćby małego, mogę zrobić w stronę tego, czego pragnę? Bo nawet mały krok w dobrą stronę daje więcej niż tysiąc myśli o tym, że inni mają lepiej.
  17. Ja nie czytam tego tak, że ktoś Ci mówi „masz być całe życie nieszczęśliwy”. Raczej odwrotnie: ludzie próbują Ci powiedzieć, że jeśli będziesz szedł w stronę złości i życzenia innym źle, to sam sobie zamykasz drzwi. To nie jest wyrok na całe życie, tylko ostrzeżenie, że ten kierunek Cię niszczy. I jeszcze jedno: „najlepsze lata mam za sobą” to zdanie, które brzmi jak depresyjny skrót myślowy, a nie fakt. Masz lat – 28. To jest wbrew pozorom bardzo młody wiek. Wiem, że w środku możesz mieć poczucie „już po wszystkim”, ale to jest tylko Twoje poczucie, nie wyrok. Powiem Ci coś konkretnie, z własnego życia. Jak przyszedłem na to forum w 2014 roku, miałem 33 lata, byłem bardzo samotny i miałem zdiagnozowany ChAD. Też miałem wrażenie, że najlepsze lata są za mną, a perspektywy – ze względu na chorobę - marne. A jednak życie potrafi zaskoczyć. Znalazłem swoją miłość, mimo fobii społecznej i innych ograniczeń. Ożeniłem się w wieku 36 lat, mam córkę. I nie piszę tego, żeby się chwalić, tylko żeby Ci pokazać, że to nie jest tak, że „jak do 28 nic, to już nigdy”. Rozumiem też, że Cię boli patrzenie na pary, bo też byś chciał mieć parę. Tylko uważaj na jedną rzecz: jak zaczynasz myśleć „wszyscy mnie mają za przegrywa” i „nikt mi nie pomoże, tylko dokopie”, to wchodzisz w taki tryb, w którym sam siebie spychasz do roli kogoś bez szans. To jest bardzo podstępne, bo wtedy każdy gest innych ludzi będziesz odczytywać jako potwierdzenie tej tezy. Zamiast zrywać resztki kontaktów w emocjach, lepiej zrobić krok w stronę tego, co realnie możesz zmienić. Nie musisz od razu „znaleźć dziewczyny”. Na początek chodzi o to, żeby odbudować normalny kontakt z ludźmi i trochę spokoju w głowie, bo z tego dopiero rodzi się bliskość. Ja najpierw się zaprzyjaźniłem z moją obecną Żoną. Bycie miłym nie jest walutą, za którą świat ma Ci coś oddać. To nie działa jak automat. Czasem człowiek jest miły, ale nie stawia granic, nie mówi wprost czego potrzebuje, liczy że inni się domyślą, a potem zostaje żal i poczucie wykorzystania. I teraz najważniejsze: złość może dać chwilową ulgę, ale długofalowo odcina Cię od ludzi jeszcze bardziej. Lepszy kierunek to nie „będę zły”, tylko „będę mądrzejszy”: wybierać lepiej ludzi, stawiać granice, nie wkładać energii tam, gdzie jej nie doceniają. To daje szansę na zmianę. A hasło „mam ludzi dość” brzmi jak decyzja, która ma Cię chronić, ale w praktyce zostawia Cię samemu z tym, co boli najbardziej.
  18. @Hurricaner27 ja rozumiem, że Cię to boli. Serio. Kiedyś też czułem się taki samotny, że chciało się wyć. Jak człowiek długo jest sam, to potrafi go to zjeść od środka i wtedy złość przychodzi pierwsza, bo ona daje chwilowe poczucie ulgi. Tylko te myśli, które opisujesz, robią Ci krzywdę. To nie jest tak, że „im gorzej innym, tym Tobie lepiej”. To działa odwrotnie: im więcej w Tobie nienawiści, tym bardziej się zamykasz i tym trudniej komukolwiek do Ciebie podejść. Nawet jak nie mówisz tego na głos, to ludzie czują napięcie, niechęć, wrogość. I robi się błędne koło: jesteś sam → wkurw rośnie → kontakt z ludźmi staje się trudniejszy → samotność rośnie jeszcze bardziej. I druga rzecz: te pary, które widzisz, nie robią Ci przecież na złość. Oni po prostu żyją. A to, co w Tobie wybucha, to tak naprawdę tęsknota i zazdrość, że Ty tego nie masz. I to jest ludzkie. Tylko lepiej nazwać to po imieniu, bo wtedy można coś z tym zrobić, zamiast nakręcać się do poziomu „chciałbym, żeby im się stało coś złego”. Bo przecież to nie będzie skutkowało tym, że Tobie stanie się lepiej. Więc co osiągniesz? Jeśli naprawdę chcesz mieć drugą połówkę, to najważniejsze jest wyjść z trybu „świat mnie wkurza” na tryb „co ja mogę zrobić, żeby było mi lepiej”. Pozytywne nastawienie nie jest magiczną różdżką, ale ono robi ogromną różnicę, bo łatwiej buduje się relacje, kiedy jest w Tobie choć trochę życzliwości, a nie wrogość.
  19. Dzień dobry wszystkim. Dawno się tu nie witałem, więc melduję się tutaj po dłuższej przerwie. Ja dziś nadrabiam zaległości forumowe patrząc w komputer jednym okiem, a drugim w tv - oglądam Australian Open. Iga wygrała po niełatwym meczu i idzie dalej (dopiero trzecia runda, więc emocje dopiero się rozkręcają),ale sobota – przyjemnie popatrzeć jak grają. Wiecie, że uwielbiam tenis, a ze względu na pracę rzadko mam okazję rano podejrzeć rozgrywki. Podsumowując: jeśli ktoś mnie dziś zapyta, czy mam zeza rozbieżnego, to odpowiem, że to nie zez, tylko ćwiczę wielozadaniowość. W międzyczasie wjechała druga kawa, a do tego faworki – na osłodzenie żywota – autorstwa Żonki, jeszcze ciepłe. Żyć nie umierać! A u Was co słychać? Kto dziś ma dobry dzień, a kto jedzie na trybie „byle do wieczora”?
  20. Dryagan

    ot

    STOP!!! Mój post nie był po to, że nakręcać agresję. Proszę o spokój, bo zaraz zacznę wszystkim dawać osty. Niech każdy przyjrzy się sobie i zacznie wcielać w życie... Regulamin Forum
  21. Dryagan

    ot

    @Sensys Ciebie tez wyłapałem wśród tych, co to "mówią, piszą, że chcą dobrej atmosfery i by było na poziomie, a jednocześnie sprowadzają to forum do poziomu rynsztoka", także ten...
  22. Moi Drodzy, w ostatnim czasie zaglądałem na Forum mniej wnikliwie ze względu na obowiązki służbowe i domowe. Wróciłem jednak do lektury i muszę to powiedzieć wprost: w niektórych wątkach poziom agresji, wyzwisk i przepychanek jest nie do przyjęcia. Pojawia się coraz więcej wpisów, które zamiast pomagać, eskalują napięcie. Proszę potraktujcie ten wpis jako jasny sygnał: wróćmy do standardów, które miały tu obowiązywać od początku. Przypominam, po co to miejsce istnieje. To forum jest dla osób, które zmagają się z kryzysem psychicznym, lękiem, depresją, nerwicą czy innymi trudnościami. Ma być przestrzenią wsparcia i wymiany doświadczeń, a nie ringiem. Osobiste docinki, etykietowanie innych („jesteś taki/taka…”) i wchodzenie w ocenianie czyjejś inteligencji, charakteru albo intencji nie wnoszą nic poza pogorszeniem atmosfery. W sieci łatwo o nieporozumienia: ktoś niezręcznie sformułuje myśl, ktoś czegoś nie zrozumie, ktoś ma gorszy dzień. Właśnie dlatego tym bardziej obowiązuje nas ostrożność w słowach. Nie wiemy, z czym realnie zmaga się druga osoba i jak taki atak może na nią wpłynąć. Zasada jest prosta: dyskutujemy o treści, nie o człowieku. Druga sprawa: offtop i „spam” w wątkach. Wiele tematów zaczyna się sensownie, zgodnie z tytułem, a potem schodzi na prywatne przepychanki, rozliczenia i wojny podjazdowe. To psuje dyskusję i zniechęca osoby, które przyszły po pomoc lub chcą spokojnie podzielić się doświadczeniem. Trzymajmy się tematu wątku. Jeśli pojawia się spór personalny, proszę przenieść go poza forum albo zakończyć – tutaj to nie jest właściwe miejsce. Jeśli rozmowa ma iść w innym kierunku, załóżcie osobny wątek albo kontynuujcie ją w prywatnych wiadomościach. Trzecia sprawa: prowokacje i trolling. Nie będę wskazywać nikogo z nicka, ale część dyskusji wygląda tak, jakby chodziło tylko o wywołanie reakcji i nakręcenie konfliktu. Najskuteczniejsza zasada jest prosta: nie karmić trolla. Nie ma obowiązku odpowiadania na zaczepki. Czasem najlepszą reakcją jest brak reakcji i powrót do meritum. Warto też pamiętać o prostej prawdzie (biblijnej): łatwo dostrzec źdźbło w oku innych, a trudniej zobaczyć belkę we własnym – zanim odpowiemy ostro, zatrzymajmy się na chwilę i sprawdźmy, czy sami nie dolewamy oliwy do ognia. Co dalej, praktycznie: Proszę o kulturę wypowiedzi: bez wyzwisk, bez poniżania, bez personalnych wycieczek i oceniania cudzych intencji. Proszę o trzymanie się tematu: jeśli rozmowa odpływa, wróćmy do sedna albo załóżmy osobny wątek. Jeśli coś narusza zasady, zgłaszajcie post do moderacji zamiast „odpowiadać pięknym za nadobne”. Chcę, żeby to Forum odzyskało merytoryczną wartość i wróciło do podstawowego celu: wsparcia, rozmowy i wymiany doświadczeń w bezpiecznej atmosferze. Każdy z nas może do tego dołożyć swoją cegiełkę – spokojem, życzliwością i powstrzymaniem się od ataku, nawet jeśli ktoś nas zirytował. Dziękuję wszystkim, którzy mimo różnic potrafią tu rozmawiać z szacunkiem.
  23. Do wszystkich: Przypominam: dyskutujemy o poglądach i argumentach, nie o inteligencji ani „jakości” rozmówców. Zaczepki, protekcjonalny ton, docinki w rodzaju „nie broń w durny sposób”, „niezbyt bystra jesteś”, „zignoruję twoje niemądre wypowiedzi”, „gorszy sort człowieka” są personalnymi wycieczkami!!!! Proszę o normalną dyskusję, bez personalnych docinków i jechania po sobie. Wątek ma dotyczyć tematu , bo w tej chwili zaczyna się z tego robić ściek.
  24. Jesteśmy ofiarami naszych własnych udręk mentalnych, wrogami naszego pokoju i pogody ducha. Te dolegliwości – takie jak przywiązanie, nienawiść, duma, chciwość itd. – to stany mentalne, które powodują, że zachowujemy się w sposób, który powoduje całe nasze nieszczęście i cierpienie… ” -Dalajlama-
  25. Ja miałem starszego brata, którego rodzice uważali za idealnego. Byłem inny, wszystko robiłem wolniej i inaczej niż on - no cóż, bywa - więc dla nich idealny nie byłem, taki trochę wybrakowany. Jak mój brat zginął w wypadku w którym też brałem udział, usłyszałem potem, że szkoda, że nie stało się odwrotnie. W sensie, że ja przeżyłem nie on - ten idealny syn, student medycyny. Nie wiem, ojciec teraz zaprzecza jakoby tak mówił, ale ja to tak pamiętam. W domu była tresura - chyba trochę miałem podobnie jak @Verinia, chociaż mój ojciec nie pił, ale był tyranem. W sumie bałem się go jako dorosły facet, jeszcze jak miałem 35 lat. Teraz jestem z nim pogodzony, on złagodniał, do mojej córki inaczej się zwraca niż do mnie za dzieciaka. Ma już swoje lata i potrzebuje nieraz mojej pomocy. Jest słaby. Potrafię z nim nawet rozmawiać i... teraz już wybaczyłem mu to zjebane dzieciństwo.
×