-
Postów
3 504 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Dryagan
-
A ja wszystkim życzę jak najlepiej. Z doświadczenia wiem, że złorzeczenie, nienawiść i wyklinanie kogoś, kto mnie skrzywdził, uderza najmocniej nie w niego, tylko we mnie. Zjada energię, zaciemnia głowę, przedłuża ból. Dlatego wybieram inną drogę. Dla mnie „najlepszą zemstą” jest przebaczenie — nie po to, żeby cokolwiek usprawiedliwiać, ale żeby nie nosić w sobie ciężaru. Oddać, puścić, iść dalej. Tego życzę też Wam: więcej spokoju niż odwetu.
-
Pomysł na nowele telewizyjną o tytule ,, Agnieszka '' .
Dryagan odpowiedział(a) na Walczący z wilkami temat w Literatura
@Walczący z wilkami a może po prostu uznasz, że niektóre uwagi są słuszne? I może warto coś poprawić w scenariuszu? Nie było moja intencją pokazanie Ci, że scenariusz jest zły, tylko że niedopracowany. W wyłapywaniu niedociągnięć ChatGPT jest dobry -
Pomysł na nowele telewizyjną o tytule ,, Agnieszka '' .
Dryagan odpowiedział(a) na Walczący z wilkami temat w Literatura
A oto recenzja z ChataGPT , żeby trochę poprawić narrację, skoro już się bawimy w scenariusze Fabuła i logika Nagłe „globalne wygaszenie świata” działa jak deus ex machina: nie ma przyczyny ani konsekwencji. Lepiej: spójny, stopniowy kryzys (np. lokalny incydent biologiczny), który wynika z działań bohatera i ma realne następstwa. Dostęp bohatera do „tajnego laboratorium w górach” jest niewiarygodny (procedury dostępu, ochrona, ślady). Uwiarygodnij: nielegalna wynajęta kryjówka, magazyn, a nie rządowy obiekt. Ciąg przyczyn-skutek się rwie: internet „martwy”, a radio gra i dom otwarty; kamery miejskie transmitują, choć „wszędzie pustka”; to wymaga spójnego modelu awarii/blackoutu. Porwanie i kolacja przy świecach, a dzień później już „Syndrom Sztokholmski” – skrót psychologiczny. Jeśli chcesz go użyć, pokaż czas, ambiwalencję, mechanizmy obronne, nie „przełącznik”. Bohaterowie i motywacje Główny bohater ma jedną nutę: obsesja. Brakuje mu konfliktu wewnętrznego, racjonalizacji, momentów pęknięcia. Daj mu dylematy, cenę, za którą płaci, oraz konsekwencje prawne i moralne. Agnieszka jest sprowadzona do stereotypu „call girl, później żona agenta” i reaguje schematami. Potrzebuje własnej sprawczości, celów i zaskakujących wyborów, nie tylko roli „zakładniczki”. Relacja „miłość–porwanie” wymaga dużej ostrożności: dziś takie przedstawienie bez krytycznej perspektywy jest odbierane jako romantyzowanie przemocy. Zadbaj o punkt widzenia ofiary, konsekwencje i etyczny dystans. Realizm operacyjny ABW (pisownia wielkimi literami) i agencje bio-bezpieczeństwa mają konkretne procedury. Warto zasięgnąć źródeł, żeby uniknąć infantylizacji (śmiechy „ha ha” przy nazwach instytucji obniżają wiarygodność). Porwanie „spod centrum handlowego” pozostawia ślady, monitoring, triangulację telefonu; takie wątki trzeba logicznie obejść (np. wcześniejsze przygotowanie, zakłócenie, ryzyko pościgu). Język i styl Liczne błędy ortograficzne i interpunkcyjne, nadużycie CAPS LOCK i wielokrotnych wykrzykników. Neutralny zapis zwiększy powagę scen. Wulgaryzmy i pogardliwe etykiety („dziwkarstwo”, „fagas”) są zbędne i spłaszczają postaci. Lepiej pokazać napięcie przez sytuację i dialog, nie inwektywy. Wstawki typu „(sic)”, „ha ha ha” wybijają z narracji – zastąp je ironią sytuacyjną lub opisem reakcji. Propozycje naprawcze (konkret) Zamiast globalnej zagłady: lokalny incydent w placówce, który bohater współtworzy lub wykorzystuje; rośnie napięcie i obława, nie pusty świat. Daj Agnieszce sprawczość: próby negocjacji, ucieczki, sabotażu; jej inteligencja i wybory wpływają na bieg wydarzeń. Zmień oś z „romansu przez przemoc” na thriller psychologiczny o obsesji i granicach; pokaż perspektywę ofiary i realne konsekwencje. Zadbaj o research procedur (ABW, monitoring, laboratoria), uporządkuj timeline i reguły świata (co działa, co nie). Przepisz dialogi, usuń caps lock, wyczyść język; popraw ortografię i interpunkcję; „Syndrom sztokholmski” – tylko jeśli rzetelnie ugruntowany w czasie i okolicznościach. Tą drogą możesz zachować rdzeń (obsesja, bio-wątek), ale zbudować wiarygodną, współczesną historię bez romantyzowania przemocy i z lepszą psychologią postaci. -
Stare leki trzeba było oddać do apteki
-
Czym jest dla Was poniżenie?
Dryagan odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Psychologia
Napiszę, jak ja rozumiem poniżenie. Dla mnie to doświadczenie, w którym ktoś (albo grupa) celowo obniża czyjąś godność: ośmiesza, wyzywa, upokarza, narusza granice, zmusza do czegoś wbrew woli, nadużywa przewagi. To nie to samo co wstyd („jestem gorsza”, "ktoś mnie przyłapał na masturbacji"), poczucie winy („zrobiłam coś złego”) czy zwykłe zakłopotanie. Poniżające bywa np. publiczne wyśmiewanie, obraźliwe etykietki, presja „masz coś zrobić, bo tak”, ujawnianie cudzych prywatnych spraw, straszenie. Z kolei jedzenie, korzystanie z toalety czy „oddychanie w niewłaściwej pozycji” nie są poniżeniem — to zwykłe, ludzkie czynności. Uogólnienia w stylu „wszyscy się poniżacie” tylko podkręcają konflikt. @You know nothing, Jon SnowJeśli miałaś na myśli coś innego, doprecyzuj proszę: o jakie sytuacje konkretnie chodzi i co w nich uznajesz za poniżające? Pytam, bo w rozmowach, które widzę na forum, nikt nikogo nie poniża ani nie oczekuje „poniżania się” — a już tym bardziej nie w odniesieniu do Ciebie. Dla klarowności trzymajmy się wypowiedzi w pierwszej osobie, bez wskazywania konkretnych osób i bez ostrych etykiet — wtedy łatwiej się zrozumieć. -
Nasze matki, nasi ojcowie... a schematy w rodzinie
Dryagan odpowiedział(a) na Dalila_ temat w Psychologia
@Walczący z wilkami jeśli nie będzie naruszać regulaminu, to przepuści -
Jeśli polepszenie zdrowia nie następuje to oczywiście pobyt w szpitalu może być dłuższy - niekoniecznie ten przymusowy. Ale kiedy trwa zbyt długo - szpital raczej kieruje do odpowiedniego domu opieki dla osób z chorobami psychicznymi. Przynajmniej taką procedurę widziałem swego czasu w szpitalu - leżałem z takim gościem (ona zresztą też trochę trwa, ale pacjenta nie wypisują do domu, tylko bezpośrednio przewożą już do takiego domu)
-
@Dalila_ przymusowy pobyt w szpitalu psychiatrycznym nie może być dożywotni - trwa kilka miesięcy góra (czasem krócej, do polepszenia stanu zdrowia). Jedyne co by mogło wskazywać na wieloletni czy dożywotni pobyt - to dla ludzi skazanych wyrokami za popełnienie przestępstwa (np. jakby chory psychicznie kogoś zabił), ale to nie jest na normalnym oddziale, tylko na specjalnym. Natomiast długoletnia forma pobytu np. dla osób niezdolnych do samodzielnego funkcjonowania ze względu na zaburzenia psychiczne - to już w ośrodkach opiekuńczych - są takie typowo przeznaczone dla takich osób (bo w zwykłym zakładzie opiekuńczym nie bardzo przyjmują takie osoby).
-
@Catriona byłem cztery razy bez zgody - nigdy nie byłem na rozprawie. Zawsze dostawałem tylko papier, że leczenie jest konieczne. Może się rzeczywiście nie nadawałem do stanięcia przed sądem w pełnej psychozie
-
Nie masz racji. Nie trzeba być ubezwłasnowolnionym, żeby trafić do psychiatryka. Przerabiałem kilka razy. Prawo na to pozwala. Przymusowe przyjęcie do szpitala psychiatrycznego jest możliwe, gdy "zachowanie osoby stwarza bezpośrednie zagrożenie dla jej życia lub zdrowia albo dla innych". Tak to jest motywowane, może nie jest proste, ale też stwarza możliwość nadużyć. Szpital musi w ciągu 48 godzin zawiadomić sąd opiekuńczy; sąd ma 72 godziny na zatwierdzenie decyzji i w ciągu 14 dni przeprowadza rozprawę ( w teorii w czasie rozprawy powinien być pacjent, ale to fikcja - zawsze dostawałem tylko wyrok). Istnieje też tryb na wniosek: mogą go złożyć małżonek, krewni w linii prostej, rodzeństwo, przedstawiciel ustawowy lub faktyczny opiekun, dołączając orzeczenie psychiatry z uzasadnieniem potrzeby leczenia; o przyjęciu decyduje sąd.
-
@Mic43 nie pakuj się między wódkę i zakąskę, co?
-
Nic na siłę, każdy ma swój rozum. Nikogo nie powinno się zmuszać do niczego, a już na pewno nie szantażem emocjonalnym.
-
Też krzyczałem, ale niestety to nie działa. Nie jesteśmy dla niego na tyle ważni jako ekipa, żeby nam pomagać
-
Czy to jeszcze nerwica, czy już powinnam iść do lekarza?
Dryagan odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
@Mic43nie mam problemu z tym, że mnie krytykujesz. Ale nie chodzi tu ani o „siedzenie w czyjejś głowie”, ani o pychę. Na forum nie mamy dostępu do rezonansu, do neurobiologii, tylko do treści i schematów, które ktoś powtarza miesiącami czy latami. I są pewne dość dobrze opisane mechanizmy: unikanie, wyuczona bezradność, zawężanie pola działania do zera, odrzucanie każdej propozycji jako „niemożliwej”. To nie jest moralny zarzut typu „nie chcesz, bo jesteś leniwa czy zła”, tylko nazwanie sposobu funkcjonowania, który realnie blokuje jakąkolwiek pomoc. Jasne, że choroba potrafi tak przycisnąć, że „chcieć” i „móc” rozjeżdża się totalnie. Ale praktyka leczenia (i psychiatryczna, i psychologiczna) opiera się jednak na jednym: bez minimalnego udziału pacjenta – choćby zgody na wizytę, na badania, na mikrokrok – nic nie zadziała. Nikt nie jest w stanie wyleczyć kogoś w 100% z zewnątrz. Pisząc do Robertiny, nie przerzucam odpowiedzialności na „słabszego”, tylko rysuję granicę: forum, rodzice, znajomi mogą wspierać, motywować, zachęcać, ale jeśli przez długi czas wszystko kończy się na „nie da się, nie pójdę, nie zrobię, nie ma sensu”, to stoimy w miejscu. A utwierdzanie kogoś wyłącznie w tym, że jest bezradny i nic od niego nie zależy, też bywa okrutne – bo zabiera nawet tę resztkę wpływu, którą jeszcze ma. To nie jest o tym, że „wiem lepiej, co siedzi w środku”. To jest o tym, że widzę, co robi (albo czego konsekwentnie nie robi) i jakie to ma skutki. I tak, uważam, że uczciwe jest powiedzieć: potrzebujesz lekarza, badań, ruchu w swoim zasięgu; nikt tu nie ma supermocy, żeby zrobić to za ciebie. Empatia nie wyklucza mówienia o odpowiedzialności za te najmniejsze dostępne kroki. To jest próba realnej pomocy, a nie atak czy hejt. -
@Emi13 To, czego szukasz, czyli „lek, który mną potrząśnie i wszystko ogarnie”, niestety nie istnieje w takiej prostej wersji. Dla każdego „dobry lek” znaczy coś innego – to, co u jednej osoby zdejmuje lęk i dodaje energii, u innej robi masakrę z samopoczucia. Na forum masz całe wątki o konkretnych lekach i tam bardzo dobrze widać: jedna osoba chwali, druga przeklina dokładnie ten sam preparat. Super, że jutro idziesz do psychiatry. Najlepsze, co możesz zrobić, to: – opisać dokładnie to, co tutaj: brak siły na podstawowe rzeczy, somatyczne objawy lęku, doświadczenia z escitalopramem; – powiedzieć, że zależy Ci na czymś, co nie będzie dodatkowo „przymulało”. To lekarz dobiera lek pod Twoje objawy, zdrowie, inne leki itd. Możesz się przygotować, poczytać wątek o lekach na forum, ale raczej po to, żeby zobaczyć, jak różnie ludzie reagują – a nie po to, żeby iść z gotową nazwą „proszę mi to przepisać”.
-
Niby wolny dzień, ale czuję się potwornie zmęczony.
-
CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III
Dryagan odpowiedział(a) na Amon_Rah temat w Depresja i CHAD
Owszem, nie jest to proste i najlepiej mieć wsparcie osoby, która dobrze nas zna (ja mam w tej kwestii wsparcie Żony, ona doskonale wyczuwa niebezpieczeństwo manii). Ale zajęło mi to jednak parę dobrych lat - ostatnia moja odjebka była na przełomie 2020/2021 czyli prawie 5 lat temu. Więc nie jest to chwilowe. Raz miałem krótką zwyżkę - ale szybko się spacyfikowałem, więc już znam mechanizm i wiem, że mogę to zrobić. Ponieważ nie biorę teraz żadnych leków - one szybko na mnie działają jak już wezmę. No i tak to wygląda, a najważniejsza u mnie kwestia to pilnowanie snu. To jak barometr. Ale oczywiście to jest moja droga i moja historia. Musiałem siebie i swoje reakcje poznać i oswoić wroga, zajęło mi to kilkanaście lat. Niemniej wiem, że ChAD bywa różny. U mnie większym problemem były silne manie, chociaż cięższe epizody depresyjne też miałem, ale to bardziej na początku. Potem już nie miałem aż tak silnego zjazdu. Więc nie u każdego tak samo. -
Czy to jeszcze nerwica, czy już powinnam iść do lekarza?
Dryagan odpowiedział(a) na robertina temat w Nerwica lękowa
@robertina napiszę szczerze, ale naprawdę nie przeciwko Tobie, tylko żeby Ci pomóc - pisałem to zresztą już wcześniej. To, co odbierasz jako hejt, w wielu przypadkach nie jest nienawiścią, tylko próbą powiedzenia: „tak, jest Ci bardzo źle, ale bez Twojego udziału nic się nie zmieni”. Choroba potrafi przefiltrować każde słowo tak, żeby brzmiało jak atak. I rozumiem, że po tylu rozczarowaniach masz odruch: „wszyscy są przeciwko mnie”, bo Ci nie przytakują i nie jojczą nad Tobą. To jednak mechanizm, nie dowód, że jesteś nielubiana. Trzech lekarzy i ośmiu psychologów to naprawdę dużo jak na jedną osobę i to nie jest tak, że „nic nie robiłaś”. Ale żaden psychiatra ani psycholog (choćby ich było i stu) nie ma magicznej różdżki. Oni mogą proponować, prowadzić, wspierać, ale pracy wewnętrznej i drobnych kroków w realu nikt nie zrobi za Ciebie. To niestety oznacza, że tak – bez Twojego zaangażowania, choćby minimalnego, leczenie nie zadziała. I to nie jest oskarżenie, tylko opis mechanizmu. To Ty musisz chcieć, ale tak naprawdę. Tu nie ma magicznych leków, nie ma żadnego "czary mary bądź zdrowa". To ciągła praca nad sobą - i wiem co mówię, bo sam przez to przechodziłem - ciężka praca!!! Z rodzicami jest podobnie: chcą dobrze, więc Cię wyręczają. Problem w tym, że im więcej robią za Ciebie, tym bardziej Twoja głowa dostaje komunikat: „nie umiem, nie dam rady, jestem beznadziejna”. To nie jest pomoc, to utrwalanie Twojej bezradności. Zrób coś - nawet niedoskonale, ale kurna zrób. Co do słabości fizycznej i bólu: to są realne objawy i powinnaś o nich mówić lekarzom, zbadać stawy, ciśnienie, krew. Ale jest też druga strona – im mniej się ruszasz, tym bardziej organizm się sypie i tym trudniej potem zrobić choć kilka kroków. To błędne koło. Twoje biologiczne ciało się zestarzało szybciej niż Twój faktyczny wiek, bo mu nic nie dajesz. Dlatego nikt rozsądny nie oczekuje od Ciebie maratonu, tylko najdrobniejszych możliwych ruchów: ćwiczenia w łóżku lub na krześle, proste zestawy dla seniorów (tak!), minuta czy dwie dziennie, potem trzy, potem dziesięć minut. W domu, w swoim tempie. To nadal jest „robienie czegoś”, a nie „zaczaruj się i przestań chorować”. Nikt tu nie mówi: „sama się wylecz i nie jęcz”. Raczej: „Twoje życie nie poprawi się bez Twojego udziału, a my z zewnątrz możemy Cię co najwyżej lekko pchnąć w stronę kroków, które coś zmieniają”. I to, że ktoś Ci to pisze, naprawdę nie znaczy, że Cię nienawidzi. Może po prostu chce pomóc. -
Brzmi to tak, jakby problemem nie były same włosy, tylko to, jak mama siebie przez nie widzi. Jasne, że depresja i nerwica mogą „przyczepić się” do wyglądu i zrobić z tego wielki dramat w głowie – coś w rodzaju punktu, na który schodzi cały lęk, poczucie beznadziei, starzenia, gorszości. To, co opisujesz (długie płaczliwe reakcje, „wyglądam jak babcia”, „jestem stara”), bardziej wygląda na objaw tego, co się z nią dzieje psychicznie, niż realnego „problemu włosów”. A tak zupełnie serio: w dzisiejszych czasach mnóstwo kobiet nosi naturalne siwe włosy z premedytacją, albo farbuje się na siwo. Aktorki, modelki, zwykłe dziewczyny z Instagrama. Siwe nie równa się „babcia”, tylko taki typ urody. Twoja mama nie odstaje od normy, tylko bardzo surowo siebie ocenia. Najważniejsze to, żeby ktoś pomógł jej wzmocnić obraz siebie i poukładać temat depresji. Ty możesz ją wspierać, mówić jej wprost, że nie jest żadną „starą babcią”, tylko że choroba podsuwa jej taki zniekształcony obraz.
-
@Radek0003 Wcześniejsze siwienie to w większości genetyka. Jeśli w rodzinie były osoby, które szybko siwiały, to nerwica czy depresja mamy mogły co najwyżej trochę „pomóc”, ale nie są jedyną ani główną przyczyną. Chroniczny stres może przyspieszać różne procesy w organizmie (w tym siwienie), ale 45 lat i mocno siwe włosy to naprawdę nic nadzwyczajnego – wiele osób w tym wieku tak ma, tylko u kobiet nie zawsze to widać, bo częściej farbują. A teraz w dodatku podobno siwe naturalne włosy są modne :-). Jeśli mama dobrze się czuje pod kątem zdrowia ogólnego, ma robione podstawowe badania i nie dzieje się nic nagłego (np. bardzo szybkie, gwałtowne siwienie z innymi objawami), to raczej nie wygląda to na coś niebezpiecznego. Możesz ją ewentualnie zachęcić do rozmowy z lekarzem przy okazji, jeśli to ją martwi.
-
@alone05 Wmawianie sobie chorób i diagnozowanie się przez internet to prosta droga do nakręcania własnego lęku, nie do pomocy sobie. Google nie zna twojej historii, badań ani życia – to przecież automat. Te same objawy pasują do milionów rzeczy – od stresu po poważne choroby. Jak szukasz na ślepo, prawie zawsze trafiasz na najgorsze opcje i tylko sobie dokręcasz śrubę. Jeśli ciągle powtarzasz „mam to, mam tamto”, mózg zaczyna w to wierzyć. Zaczynasz patrzeć na siebie tylko przez pryzmat zaburzeń, których nikt kompetentny nawet nie potwierdził. Hasło „lekarze chcą tylko zarobić” brzmi efektownie, ale w praktyce często jest wymówką, żeby nic nie sprawdzać. Jasne, można trafić źle, ale od tego jest zmiana lekarza, a nie rezygnacja z diagnozy. Czytać i wiedzieć – spoko. Ale jeśli naprawdę coś cię niepokoi, uczciwszym krokiem wobec siebie jest iść do lekarza czy psychologa, zamiast opierać się na doktorze Google i własnych lękowych interpretacjach.
- 11 odpowiedzi
-
- lęki
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Miłość i związki a choroby i zaburzenia psychiczne ❤️👩❤️👨💊💉
Dryagan odpowiedział(a) na Ilovewinter temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Ja mam dziecko (i ChAD). Moja córka ma 8 lat i jej pojawienie się w moim życiu dało mi jeden z najsilniejszych powodów, żeby naprawdę zawalczyć o siebie. Leczenie, praca nad sobą, decyzje, których wcześniej bym nie podjął. Na razie wygrywam i zamierzam przy tym zostać, właśnie ze względu na nią. Przy tym serio uważam, że większość ludzi ma jakieś rysy, traumy, lęki, schematy – tylko nie każdy ma diagnozę i nie każdy to uczciwie nazywa. Etykieta „zdrowy” czy „zaburzony” sama z siebie nie mówi, czy ktoś będzie dobrym rodzicem. Mój ojciec był niby zupełnie „normalny”, za to wychowanie mylił z tresurą. Strach, presja, zero poczucia bezpieczeństwa. Ja bardzo chcę być inny. Moja córka się mnie nie boi. Przytula się, gada ze mną, wie, że może do mnie przyjść. Nie jestem idealny, ale jestem świadomy swoich ograniczeń, biorę odpowiedzialność i pracuję nad sobą. To moim zdaniem waży więcej niż etykietka. Co do „nie powinni wchodzić w związki”: też się z tym nie zgadzam. Dużo zależy od rodzaju zaburzenia, stopnia nasilenia, gotowości do leczenia. Same zaburzenia nie przekreślają szansy na dobry, bliski, partnerski związek. Bywa wręcz odwrotnie: ktoś, kto zna swoje ograniczenia, bywa bardziej uważny i odpowiedzialny niż „zupełnie zdrowy”, który zamiata wszystko pod dywan. Dla mnie kluczowe nie jest „ma diagnozę / nie ma diagnozy”, tylko: czy pracuje nad sobą, czy bierze leczenie serio, czy potrafi zadbać o granice, bezpieczeństwo, odpowiedzialność za drugą osobę i ewentualne dziecko. Kategoryczne „nie powinni” wrzuca do jednego worka ludzi skrajnie nieodpowiedzialnych i tych, którzy naprawdę robią wszystko, żeby żyć przyzwoicie i nikogo nie krzywdzić, a jednocześnie żyć pełnią życia.- 95 odpowiedzi
-
- miłość
- (i 5 więcej)
-
CHAD- Choroba Afektywna Dwubiegunowa cz.III
Dryagan odpowiedział(a) na Amon_Rah temat w Depresja i CHAD
@Verinia a może wszyscy inni chadowcy uciekli z Forum? -
Brata... Mamę... Babcię.... To najbliżsi
-
Refleksyjnie. Odwiedziny na cmentarzu, wspominki - to zawsze trudny czas dla mnie