-
Postów
3 548 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Dryagan
-
28 lat prawiczek, brak seksu, bliskości, intymności
Dryagan odpowiedział(a) na Hurricaner27 temat w Seksuologia
@Hurricaner27 ja rozumiem, że Cię to boli. Serio. Kiedyś też czułem się taki samotny, że chciało się wyć. Jak człowiek długo jest sam, to potrafi go to zjeść od środka i wtedy złość przychodzi pierwsza, bo ona daje chwilowe poczucie ulgi. Tylko te myśli, które opisujesz, robią Ci krzywdę. To nie jest tak, że „im gorzej innym, tym Tobie lepiej”. To działa odwrotnie: im więcej w Tobie nienawiści, tym bardziej się zamykasz i tym trudniej komukolwiek do Ciebie podejść. Nawet jak nie mówisz tego na głos, to ludzie czują napięcie, niechęć, wrogość. I robi się błędne koło: jesteś sam → wkurw rośnie → kontakt z ludźmi staje się trudniejszy → samotność rośnie jeszcze bardziej. I druga rzecz: te pary, które widzisz, nie robią Ci przecież na złość. Oni po prostu żyją. A to, co w Tobie wybucha, to tak naprawdę tęsknota i zazdrość, że Ty tego nie masz. I to jest ludzkie. Tylko lepiej nazwać to po imieniu, bo wtedy można coś z tym zrobić, zamiast nakręcać się do poziomu „chciałbym, żeby im się stało coś złego”. Bo przecież to nie będzie skutkowało tym, że Tobie stanie się lepiej. Więc co osiągniesz? Jeśli naprawdę chcesz mieć drugą połówkę, to najważniejsze jest wyjść z trybu „świat mnie wkurza” na tryb „co ja mogę zrobić, żeby było mi lepiej”. Pozytywne nastawienie nie jest magiczną różdżką, ale ono robi ogromną różnicę, bo łatwiej buduje się relacje, kiedy jest w Tobie choć trochę życzliwości, a nie wrogość. -
Dzień dobry wszystkim. Dawno się tu nie witałem, więc melduję się tutaj po dłuższej przerwie. Ja dziś nadrabiam zaległości forumowe patrząc w komputer jednym okiem, a drugim w tv - oglądam Australian Open. Iga wygrała po niełatwym meczu i idzie dalej (dopiero trzecia runda, więc emocje dopiero się rozkręcają),ale sobota – przyjemnie popatrzeć jak grają. Wiecie, że uwielbiam tenis, a ze względu na pracę rzadko mam okazję rano podejrzeć rozgrywki. Podsumowując: jeśli ktoś mnie dziś zapyta, czy mam zeza rozbieżnego, to odpowiem, że to nie zez, tylko ćwiczę wielozadaniowość. W międzyczasie wjechała druga kawa, a do tego faworki – na osłodzenie żywota – autorstwa Żonki, jeszcze ciepłe. Żyć nie umierać! A u Was co słychać? Kto dziś ma dobry dzień, a kto jedzie na trybie „byle do wieczora”?
-
STOP!!! Mój post nie był po to, że nakręcać agresję. Proszę o spokój, bo zaraz zacznę wszystkim dawać osty. Niech każdy przyjrzy się sobie i zacznie wcielać w życie... Regulamin Forum
-
@Sensys Ciebie tez wyłapałem wśród tych, co to "mówią, piszą, że chcą dobrej atmosfery i by było na poziomie, a jednocześnie sprowadzają to forum do poziomu rynsztoka", także ten...
-
Moi Drodzy, w ostatnim czasie zaglądałem na Forum mniej wnikliwie ze względu na obowiązki służbowe i domowe. Wróciłem jednak do lektury i muszę to powiedzieć wprost: w niektórych wątkach poziom agresji, wyzwisk i przepychanek jest nie do przyjęcia. Pojawia się coraz więcej wpisów, które zamiast pomagać, eskalują napięcie. Proszę potraktujcie ten wpis jako jasny sygnał: wróćmy do standardów, które miały tu obowiązywać od początku. Przypominam, po co to miejsce istnieje. To forum jest dla osób, które zmagają się z kryzysem psychicznym, lękiem, depresją, nerwicą czy innymi trudnościami. Ma być przestrzenią wsparcia i wymiany doświadczeń, a nie ringiem. Osobiste docinki, etykietowanie innych („jesteś taki/taka…”) i wchodzenie w ocenianie czyjejś inteligencji, charakteru albo intencji nie wnoszą nic poza pogorszeniem atmosfery. W sieci łatwo o nieporozumienia: ktoś niezręcznie sformułuje myśl, ktoś czegoś nie zrozumie, ktoś ma gorszy dzień. Właśnie dlatego tym bardziej obowiązuje nas ostrożność w słowach. Nie wiemy, z czym realnie zmaga się druga osoba i jak taki atak może na nią wpłynąć. Zasada jest prosta: dyskutujemy o treści, nie o człowieku. Druga sprawa: offtop i „spam” w wątkach. Wiele tematów zaczyna się sensownie, zgodnie z tytułem, a potem schodzi na prywatne przepychanki, rozliczenia i wojny podjazdowe. To psuje dyskusję i zniechęca osoby, które przyszły po pomoc lub chcą spokojnie podzielić się doświadczeniem. Trzymajmy się tematu wątku. Jeśli pojawia się spór personalny, proszę przenieść go poza forum albo zakończyć – tutaj to nie jest właściwe miejsce. Jeśli rozmowa ma iść w innym kierunku, załóżcie osobny wątek albo kontynuujcie ją w prywatnych wiadomościach. Trzecia sprawa: prowokacje i trolling. Nie będę wskazywać nikogo z nicka, ale część dyskusji wygląda tak, jakby chodziło tylko o wywołanie reakcji i nakręcenie konfliktu. Najskuteczniejsza zasada jest prosta: nie karmić trolla. Nie ma obowiązku odpowiadania na zaczepki. Czasem najlepszą reakcją jest brak reakcji i powrót do meritum. Warto też pamiętać o prostej prawdzie (biblijnej): łatwo dostrzec źdźbło w oku innych, a trudniej zobaczyć belkę we własnym – zanim odpowiemy ostro, zatrzymajmy się na chwilę i sprawdźmy, czy sami nie dolewamy oliwy do ognia. Co dalej, praktycznie: Proszę o kulturę wypowiedzi: bez wyzwisk, bez poniżania, bez personalnych wycieczek i oceniania cudzych intencji. Proszę o trzymanie się tematu: jeśli rozmowa odpływa, wróćmy do sedna albo załóżmy osobny wątek. Jeśli coś narusza zasady, zgłaszajcie post do moderacji zamiast „odpowiadać pięknym za nadobne”. Chcę, żeby to Forum odzyskało merytoryczną wartość i wróciło do podstawowego celu: wsparcia, rozmowy i wymiany doświadczeń w bezpiecznej atmosferze. Każdy z nas może do tego dołożyć swoją cegiełkę – spokojem, życzliwością i powstrzymaniem się od ataku, nawet jeśli ktoś nas zirytował. Dziękuję wszystkim, którzy mimo różnic potrafią tu rozmawiać z szacunkiem.
-
Do wszystkich: Przypominam: dyskutujemy o poglądach i argumentach, nie o inteligencji ani „jakości” rozmówców. Zaczepki, protekcjonalny ton, docinki w rodzaju „nie broń w durny sposób”, „niezbyt bystra jesteś”, „zignoruję twoje niemądre wypowiedzi”, „gorszy sort człowieka” są personalnymi wycieczkami!!!! Proszę o normalną dyskusję, bez personalnych docinków i jechania po sobie. Wątek ma dotyczyć tematu , bo w tej chwili zaczyna się z tego robić ściek.
-
Jesteśmy ofiarami naszych własnych udręk mentalnych, wrogami naszego pokoju i pogody ducha. Te dolegliwości – takie jak przywiązanie, nienawiść, duma, chciwość itd. – to stany mentalne, które powodują, że zachowujemy się w sposób, który powoduje całe nasze nieszczęście i cierpienie… ” -Dalajlama-
-
Ja miałem starszego brata, którego rodzice uważali za idealnego. Byłem inny, wszystko robiłem wolniej i inaczej niż on - no cóż, bywa - więc dla nich idealny nie byłem, taki trochę wybrakowany. Jak mój brat zginął w wypadku w którym też brałem udział, usłyszałem potem, że szkoda, że nie stało się odwrotnie. W sensie, że ja przeżyłem nie on - ten idealny syn, student medycyny. Nie wiem, ojciec teraz zaprzecza jakoby tak mówił, ale ja to tak pamiętam. W domu była tresura - chyba trochę miałem podobnie jak @Verinia, chociaż mój ojciec nie pił, ale był tyranem. W sumie bałem się go jako dorosły facet, jeszcze jak miałem 35 lat. Teraz jestem z nim pogodzony, on złagodniał, do mojej córki inaczej się zwraca niż do mnie za dzieciaka. Ma już swoje lata i potrzebuje nieraz mojej pomocy. Jest słaby. Potrafię z nim nawet rozmawiać i... teraz już wybaczyłem mu to zjebane dzieciństwo.
-
Ja chyba mam podobnie - chociaż nie przyszło to z wiekiem, tylko zawsze tak było, że lepiej się dogadywałem z kobietami.
-
Otóż to. Nie zagłosuję, bo nie ma odpowiedzi "Nie". "Raczej nie" - to nie to samo co "nie". A tym bardziej "Tak. Ale nie dla mnie". Poza tym - @MicMickonsultowałeś założenie ankiety z Ekipą? Bo ja sobie nie przypominam. Odwołuję się do Regulaminu Forum - jest tam wyraźny zapis: 7. Użytkownik nie może umieszczać na Forum komentarzy: [...] "zawierających ankiety w dziale "dyskusje" oraz "zaburzenia". Utworzenie ankiety w podanych działach wymaga zgody któregoś z członków Ekipy, uzyskanej poprzez wysłanie prośby w prywatnej wiadomości. W przypadku braku zgody ankieta zostanie usunięta". Skonsultuję z innymi co z tym zrobić - może przenieść do off top, w socjologii nie
-
Przemyśl jeszcze tę decyzję. Jako dawny użytkownik masz zwyczajowe 7 dni na zastanowienie
-
@Verinia Twoja definicja tolerancji jest mi bliska, ale mam wrażenie, że w praktyce często miesza się tu dwie różne rzeczy: szacunek do człowieka i popieranie każdej formy aktywizmu albo każdej zmiany językowej. Dlatego bardziej rozumiem to, co napisała Cynthia. Też jestem bliżej podejścia „po żadnej stronie” w sensie "plemiennym": osoby LGBT+ to po prostu ludzie i tyle. Szacunek, bezpieczeństwo, równe traktowanie w życiu codziennym, w pracy, w urzędach – to jest oczywiste. Ale to nie znaczy, że każdy ma obowiązek entuzjastycznie kibicować paradom, hasłom, kampaniom czy konkretnemu stylowi komunikacji. Tolerancja nie polega na klaskaniu wszystkim z automatu, tylko na tym, że nie odmawiamy komuś godności i praw tylko dlatego, że jest inny. I jeszcze wątek językowy, o który @cynthia pytała: feminatywy, zaimki, nowe formy typu „ono/jemu” – też rozumiem konsternację. Można mieć do tego dystans, można się w tym gubić, można nie chcieć tego używać na co dzień, a jednocześnie wciąż zachowywać się wobec innych normalnie i po ludzku. Dla mnie kluczowe jest, żeby nie robić z języka pałki do okładania innych: ani w jedną stronę („masz mówić tak i tak, inaczej jesteś wrogiem”), ani w drugą („jak ktoś mówi inaczej, to go wyśmiejmy”). To samo dotyczy pomysłów na neutralne płciowo nazewnictwo w ogłoszeniach czy dokumentach (ostatnio wprowadzona ustawa). Rozumiem intencję (żeby nikogo nie wykluczać), ale rozumiem też opór, gdy brzmi to sztucznie albo gdy chce się jednak zatrudnić kogoś konkretnej płci, bo tego wymaga stanowisko. Da się o tym rozmawiać spokojnie, bez szufladkowania i bez przypinania łatki „lewactwo/prawactwo” każdemu, kto ma inne odczucia. Podsumowując: szacunek dla ludzi – tak. Przymus światopoglądowy i wojna plemion – nie. I dobrze, że w tym wątku wybrzmiało, że można być osobą bi i jednocześnie nie utożsamiać się z hałaśliwą formą aktywizmu. To, moim zdaniem, jest właśnie praktyczna tolerancja.
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic W sumie gadamy o tym samym, tylko z dwóch stron. Ja bardziej o tym, co pomaga wstać rano, a Ty o tym, że czasem samemu się nie da – i wtedy potrzebna jest pomoc. Na pewno w tym masz rację: z boku często nie da się ocenić, co ktoś ma w środku. Nie ma żadnego „algorytmu”, który pokaże, czy ktoś udaje, czy naprawdę ledwo się trzyma. Czasem po zachowaniu też trudno odgadnąć czy ktoś ma na przykład depresję i tylko pozoruje, że wszystko jest w porządku, albo zachowuje się dziwnie, agresywnie, inaczej niż wcześniej. Dobrze też, że napisałeś o pomocy z zewnątrz, bo to jest normalne życie – czasem bez czyjejś ręki człowiek by wylądował w naprawdę ciemnym miejscu. Czasem ta pomoc nie przychodzi w porę, właśnie przez to, co napisałem wyżej – nikt się nie poznał, że druga osoba jest w kryzysie a ona sama nie potrafiła poprosić o pomoc. Druga sprawa, to fakt, że jedni w kryzysie uciekają w działanie, bo to ich trzyma w pionie, a inni się blokują i potrzebują wsparcia. To nie jest kwestia bycia lepszym czy gorszym – tylko tego, jak kto działa i ile ma siły w danym momencie. -
Dla mnie szczęście to nie jest stan stały, tylko momenty. W sensie, że szczęście to nie jest stan ciągłej radości, tylko poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu, że jest spokojnie tam w środku, we łbie. Buddyzm fajnie to porządkuje: cierpimy, kiedy za bardzo się przywiązujemy – do ludzi, planów, oczekiwań, dobrych chwil. Próbujemy zatrzymać coś miłego na siłę. A życie z definicji jest zmienne. Dlatego szczęście nie może być czymś, co trwa bez przerwy – bo nawet najlepsze rzeczy się zmieniają. I chyba najważniejsze: szczęście nie zawsze zależy od tego, jakie zdarzenia (dobre lub złe) nas spotykają, tylko od tego, jak to przeżywamy w głowie. Dwóch ludzi może mieć identyczne życie i jeden będzie się czuł spełniony, a drugi pusty w środku. Tak to mniej więcej działa. Dla mnie szczęście to spełnienie, ale takie codzienne: że robię coś, co ma sens, że mam wpływ na swoje życie, że nie uciekam od siebie, że radzę sobie z chorobą i wygrywam. I że nie muszę cały czas walczyć z rzeczywistością, tylko umiem czasem po prostu być. Szczęście to jest spokój. I zgoda na to, że gorsze dni też są częścią całości.
- 71 odpowiedzi
-
- filozofia
- (i 2 więcej)
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja absolutnie nie twierdzę, że „odpuszczenie” to fanaberia albo lenistwo. Wiem, że w kryzysie psychicznym człowiek potrafi po prostu nie mieć siły wstać – i to nie jest kwestia charakteru, tylko stanu zdrowia. I jasne: państwo powinno pomagać najsłabszym. Po to są podatki i po to istnieją świadczenia, zasiłki, leczenie, rehabilitacja. Tu się zgadzamy w 100%. Tylko że ja mówię o czymś trochę innym: o podejściu, że „rachunki i reszta to gówno, więc mam to w dupie, niech kto inny się o to martwi”. Kryzys to sytuacja, w której nie dajesz rady – a nie taka, w której przestaje Cię obchodzić, co dalej. Pomoc państwa jest potrzebna i niejednokrotnie bywa ratunkiem. Ale samodzielność – na tyle, na ile się da – też jest ratunkiem. I ja po prostu wiem z doświadczenia, że trzymanie się choćby minimum obowiązków (praca, rytm dnia, podstawowe czynności) często działa jak poręcz, której się człowiek łapie, żeby całkiem nie polecieć w dół. Mnie to kiedyś uratowało. Naprawdę wiem, jakie to ważne, żeby się nie poddawać. A politykę zostawiłbym na boku, bo to tylko niepotrzebnie podkręca emocje. Wszyscy wiemy jak jest i to niezależnie jaka opcja rządzi. Niewielki mamy na to wpływ -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja Cię rozumiem i w pewnym sensie się zgadzam: to bywa porażka życia jako takiego, że człowiek musi się zmuszać do rzeczy, których nie czuje. Tylko ja bym tego nie wrzucał do jednego worka z bezsensem. Dla mnie jednak nie jest porażką, że ktoś wstaje do pracy bez radości. Dla mnie porażką jest dopiero moment, kiedy człowiek całkiem rezygnuje z odpowiedzialności za własne życie. Nawet jeśli jest sam. Ja też długo byłem sam i mimo choroby zawsze próbowałem pracować. Jak mnie zwolnili, to nie kombinowałem „jak wyciągnąć rentę”, tylko szukałem następnej roboty, żeby stanąć na nogi. A odpowiedzialność to nie musi być od razu „misja” i wielki sens. Czasem odpowiedzialność to właśnie te najprostsze rzeczy: rachunki, czynsz, jedzenie, leczenie, jakiś porządek we własnym życiu. To nie są jakieś „gówna” — to są fundamenty. Bez tego wszystko się sypie jeszcze szybciej. Serio. I teraz pytanie do Ciebie: naprawdę uważasz, że lepiej jest całkiem odpuścić i obciążać rodzinę albo państwo własnym utrzymaniem, skoro da się choć trochę walczyć o samodzielność? Bo ja wolę być zmęczony, ale jednak na swoim, niż „mieć to w dupie” i liczyć, że ktoś mnie utrzyma i wyżywi. -
Zależy co zamierzałabyś tam robić. Praca w bibliotece to nie czytanie książek No i oczywiście zależy jaka to byłaby biblioteka - może jakaś malutka, osiedlowa.
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
Praca nie musi uszczęśliwiać - dobrze, jeśli daje satysfakcję. U większości ludzi to raczej narzędzie: z jednej strony ma utrzymać życie w ryzach, z drugiej dać środki do życia. To jest taka bardzo podstawowa motywacja – powinna być wystarczająca, żeby wstać nawet wtedy, kiedy psychicznie jest ciężko. A mobilizacja w praktyce bywa brutalnie prosta: nie myśleć rano o całym dniu, tylko o pierwszych 10 minutach. Wstać, umyć się, ubrać, wyjść z domu. Dopiero potem reszta. Bo jak człowiek zaczyna analizować o 6:00 rano (albo wcześniej) sens życia i sens pracy, to nic dziwnego, że przegrywa z łóżkiem. I jeszcze jedno: to, że ktoś wstaje i idzie do pracy mimo braku radości, to nie jest porażka — to jest odpowiedzialność. I często jedyna rzecz, która trzyma człowieka w pionie. To znaczy, że ma poczucie jakiejś odpowiedzialności. A to czasem jest największa forma siły, jaką człowiek ma na dany moment. -
Dla wyjaśnienia - nie jeżdżę samochodem do pracy, co Ty. Głównie z tego powodu, że jest za mało miejsc parkingowych. Jak jest cieplej i bez tony śniegu na chodniku to chodzę pieszo albo rowerkiem (ok. 3 km), no ale właśnie przy czymś takim co się zadziało to masakra, bo się brnie w śniegu. Dziś dotarłem do pracy i z pracy trolejbusem Udało się jakoś...
-
Właśnie się zastanawiam jak się przedrzeć do pracy. To może być trudne dzisiaj. Piękna zima ze wszystkimi atrakcjami. W mieście nawet główne drogi nie są odśnieżone. Zdecydowanie brak konkretnych działań
-
@Heledore fajnie Cię widzieć tutaj
-
Może sprawdzę przy okazji skoro polecasz
-
Eternity kiedyś używałem - znudziły mi się, ale lubiłem
-
Jeśli chodzi o męskie zapachy - to używam "Sauvage" Diora, może nie najnowszy, ale mnie się podoba nadal (i nie tylko mnie - Zona lubi). Za arabami nie przepadam, dla mnie jakieś takie za bardzo duszące