Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Optiv

Co się ze mną dzieje ?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

 

Cieszę się że trafiłem na te forum, być może dlatego że w końcu mogę komuś anonimowo powiedzieć całą prawdę o tym jaki jestem, i nie oczekuje że ktoś z was mi pomoże bo nie wiem czy to możliwe, ale jestem wdzięczny Administracji forum za to że chociaż mogę się z tym kimś podzielić.

 

Nie będę się rozpisywał o swoim życiu bo jest za długie i zbyt kręte, po prostu zabrakło by czasu więc skrócę początek a przejdę do sedna.

 

Mam 25 lat, pochodzę z rodziny w której rządził alkohol, bójki, wyzwiska, płacz, pusta lodówka, to dla mnie była codzienność, za młodu przeżywałem katusze które nie życzę nikomu. Szybko musiałem się usamodzielnić, w wieku 15 lat już pracowałem na czarno na budowach, w ulotkach, by mieć na swoje potrzeby, ciuchy, buty nie raz i nawet na jedzenie. W wieku 17 lat poznałem dziewczynę która była starsza ode mnie o 5 lat, i może nie miała tak jak ja to wiedziała co przechodzę gdyż miała ojca alkoholika ( który później wyszedł z nałogu ) a mamę miała wspaniałą! Szybko się zakochałem i nie wiem czy ta miłość nie była ucieczką od tego wszystkiego, czasem się zastanawiałem czy to nie była miłość "matczyna" czyli szukałem u niej tego co nie dali mi rodzice. Szybko zamieszkaliśmy razem, tzn. jak tylko zacząłem normalnie zarabiać po 18-tce. Wszystko było ok, odizolowałem się od rodziców, od wszystkiego co przypominało mnie ten koszmar, poświęciłem się w całości temu związkowi, oświadczyłem się jej a ona przyjęła oświadczyny. I tak minęło parę lat a mianowicie chyba 4 gdy ona nagle mi oznajmiła że nie może być już ze mną. Do pewnego dnia nie wiedziałem co było tego powodem. Chciałem popełnić samobójstwo, gdyż straciłem moją jedyna nadzieje na lepsze życie, jedyna osobę która mnie kochała, samobójstwo się nie udało, uratował mnie mój brat, wtedy byłem zły na niego, dziś jestem mu wdzięczny. Z moją byłą narzeczoną przez rok łączyły nas stosunki przyjacielskie, spotykaliśmy się codziennie, a nawet uprawialiśmy sex, powiem że to było tak jakbyśmy byli razem tyle że nie było tego słowa "związek". Aż do dnia gdy poznałem ja z moim kolegą, nawet nie wiedziałem kiedy zakochali się w sobie, knuli spotkania za moimi plecami, kiedy się o tym dowiedziałem i jej o tym powiedziałem, oświadczyła że nie możemy się już wcale spotykać, wiedziałem że powód był taki że jej i jemu było głupio spotykać się w moim towarzystwie no bo jak ? załamałem się totalnie, popadłem w psychotropy, narkotyki, alkohol. Dochodziłem do siebie powoli aż się wyleczyłem, zdołałem zapomnieć, hmm może nie tyle co zapomnieć ale nauczyć się z tym żyć. Pewnego dnia poznałem dziewczynę, miała ciekawy charakter, niedostępny a to dla mnie było wyzwaniem, spotkaliśmy się kilka razy, ona dawała mi wyraźne znaki że chce czegoś więcej a ja byłem może i nieśmiały a może się bałem ? tak czy siak zacząłem z nią być i w tym samym miesiącu ja zdradziłem.. o tym powiedziałem jej parę miesięcy później.. przebaczyła mi i do dziś jesteśmy razem jako narzeczeństwo, ale coś jest ze mną nie tak... Jestem strasznie nerwowy, nadpobudliwy i agresywny.. nie uderzyłem jej nigdy i mam nadzieje że tego nie robie choć robie straszne rzeczy, kiedy się zdenerwuje rzucam tym co mam pod ręką, najczęściej komórką, rzucam telewizorem w ścianę, kopie komputer i monitor, po prostu demoluje mieszkanie.. raz zaczęła się ona pakować, poczekałem aż spakuje się trochę a potem wywalałem jej rzeczy na ziemie, kopałem jej torby jak w piłkę, w jej oczach widziałem przerażenie... w chwilach ataku nie myślę co robie, po prostu to robie, 3 razy zrobiłem sobie krzywdę uderzając pięścią w szafy, ściany i szyby, spuchnięte kości, powbijane szkła w rękę i i piękne duże rany które wymagały pomocy chirurgicznej czyli szycia. Jestem coraz bardziej agresywny a ona mnie jest... mam nerwobóle które sprawiają że kładę się na ziemi lub gdziekolwiek bo ból jest nie do zniesienia, ona chyba przez moje zachowania też staje się agresywna, mam wszędzie ślady po jej paznokciach, nie rzadko aż do krwi.. a ja się boje.. z moich ust padają coraz gorsze słowa, co sprawia że i ona nie przebiera w słowach do mnie co mnie nakręca... Nie wiem czy tu nawet psychiatra pomoże, chociaż te napady złości są rzadkie to tylko dlatego że większość dusze w sobie, aż w końcu pękają. Ona pochodzi z dobrej rodziny, wspaniały dom, wspaniali rodzice, niczego jej nie brakowało, różnimy się pod względem dzieciństwa, chociaż ona wie co przechodziłem, ale nie wiem czy to rozumie ? Nie wiem dlaczego taki jestem, wiem że to niszczy mi życie, kocham moją narzeczoną i chce dla niej jak najlepiej choć ona tez nie jest święta ale to chyba wina jej poprzedniego chłopaka który traktował ja jak rzecz, wyzywając itd... kurcze chyba nie jestem lepszy od niego.. Ja chce tylko miłości, zrozumienia, ale nie dostane tego za darmo.. wiem o tym.. boje się jutra, boje się dnia w którym znowu poczuje po jednym z ataków że muszę zniknąć z tego życia na zawsze..

 

Ehhh.. Dziękuje tym co doczytali do końca, może i mi lżej że się z kimś tym podzieliłem, dziękuje że mogłem to zrobić.

 

Pozdrawiam Was Serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj!

Dotrwałam do końca listu :), musisz iść do psychiatry i albo leki albo terapia - on uzgodni, nie wiem, czy narzeczonej się porada również nie przyda - porozmawiajcie o tym. Tak czy siak musisz sobie pomóc, zbyt wiele spraw cię nęka, a źródeł niektórych zachowań pewnie sobie nawet nie uświadamiasz, także trzeba działać - im później się zdecydujesz, tym będzie trudniej,

trzymaj się i powodzenia, jakbyś miał jakieś pytania pisz :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W twoim przypadku warto byłoby zacząć od terapii, najlepiej w ośrodku specjalizującym się w pomocy DDA (dorosłe dzieci alkoholików).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zastanawiam się czasem dlaczego jedni mają w życiu lezej,a inni muszą przejść piekło(jak też było w Twoim przypadku). Niewatpliwie zasiegnij pomocy specjalisty,Twoja dziewczyna też powinna,bo chyba sama przejęła wiele Twoich zachowań.Ważne ,ze rozumiesz swoje połozenie i chcesz to zmienić.Wiele przeszedłeś i nic dziwnego w Twoim zachowaniu.Potrzebujesz pomocy. I tak zasługujesz na podziw,że tyle już wytrwałeś. Grunt,by przezwycieżyć te wszytskie niepowodzenia.. Jeteś silną osobowością,czemu dowodzi szybkie wkroczenie w dorosłość i wyjscie na prostą.Życzę powodzenia!! :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak już się dowiedziałeś, powinieneś z nią pogadać, tylko szczerze. Jak poczujesz, że zaczynasz się denerwować, zrob kilka wdechów, albo powiedz o tym spokojnie.

Agresja rodzi agresje, co zresztą sama obserwuje na codzień, krzyki i awantury nigdy nic nie zmieniły i nie zmienią. U mnie w domu jak ktos zaczyna się kłócic, to zbiega sie reszta domownikow, żeby im wtórować. mnie od tego boli głowa, nie znoszę ludzi, którzy sa agresywni. Twoja kobieta pewnie się Ciebie boi, więc zostaw nerwy gdzieś indziej, jeśli nie chcesz jej stracić. Zajmij się czymś neutralnym, to też pomaga:)

Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

przeczytałam i... jakbym czytała o początkach mojego obecnego związku. u mnie też było agresywne wyżywanie się na przedmiotach ze strony mojego faceta. dużo o tym rozmawiałam i rozmawiam z nim i teraz jest lepiej, ale wydaje mi się, że to jest agresja, która wynika z żalu do świata i złości na świat za to, co Cię spotkało. psycholog albo psychiatra powinien Ci pomóc. pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

...psychotropy, narkotyki, alkohol... - pewnie mieszałeś to wszystko...?

(nie napisałeś czy skończyłeś to brać) Zanim się wybierzesz do specjalisty odstaw pierw te gówna - to strasznie orze czachę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

jestes niekonsekwentny,tu mowisz dziewczynie ,ze ja kochasz a sam tesknisz za ty jak najszybciejwyjsc z toksycznego zwiazku,ulegasz szantazowi,zacznijzyc wlasnym zyciem,bo go na razie marnujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×