Skocz do zawartości
Nerwica.com

Utrata pracy PROBLEM w związku dni ciągnące sie w nieskończoność


Trbr

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

 

W maju z powodu pani ktora postanowiła sie wykazac i akurat wybrała moją osobe postanowiła wyciągać moje brudy z pracy i mnie dosłownie wyjebać.

 

Jakaż była moja radosc kiedy z powodu redukcji etatów wyjebali też ją.

 

No cóż, to nie rozwiązuje moich problemów. Wiele nie zarabiałem, ale oszczędzałem, miałem prace w której dawalem sobie rade i bylo to jak cios w pysk. Nie ma sie czym chwalić ale przyjmuje spore ilości benzodiazepin m.in przed snem klonazepam i 2x alprazolam. Z rana 50mg asentry. Od maja (czyli kiedy mnie zwolniono) zaciagalem sie do pracy. 2 miesiące ciągłego jebania na nocnych zmianach po czym sie zwolnilem bo nie wytrzymałem. Pozniej krótki epizod na gównianej umowie zlecenie pracując w branży ktorej kompletnie nie znam. I tak krótko mowiąc - lato fatalne (praca na nocnych zmianach), dziś jest 17 października a jedyne z czym wiąże nadzieje to praca w call center (do jednego juz aplikowalem ale... coz 'wybralismy innego kandydata)

 

Ogolnie na pytania typu dlaczego zaczalem brac benzodiazepiny to juz odpowiadam. Oczywiscie moze byla inna droga wyjscia... moze nie? Zaczalem je brac nalogowo odkad poznalem dziewczyne z ktorą sie bardzo dobrze dogadywalem. Pozniej jako mlody 23 letni szczyl wzialem sporą dawke na odwage wypyskowania matce i poinformowania ze wyprowadzam sie z dziewczyną (moja matka to zaborcza 'katoliczka' czyt. Chodze do kościoła ale z życiem wedlug religii nie ma nic wspolnego, nigdy przez 27 lat nie widziałem zeby chociaz pocałowała sie z tatą) Lecz wszelkie somatyczne objawy zaczely mi zbyt bardzo doskwierac więc przyszla mysl: albo zrezygnujesz z wszystkiego albo cel uświęci środki i wjebiesz sie w leki i zamieszkasz z nią. Cóż, dziewczyna tez wtedy zawiodła.

Zobowiązała sie płacić koszty życia na pół ale przez jej wlasne jazdy na bani i branie wolnego wpierdoliłem sie w mocne opłaty na miesiąc. Wysłuchiwanie o tym ze w mieszkaniu nie moze być pieska lub kota bylo juz dla mnie dobijajace. A wyciagnalem ja z jakiejs nory gdzie mieszkala w niemczech i wcale wiele nie zarabiała. A i tak ją kocham.

 

Aktualnie odbijajac sie z jednej pracy do drugiej czuje sie bardzo niestabilny, zrywałem związek, pozniej wracalem do związku ponieważ sądziłem że taki 'ćpun' jak ja nie zasługuje na nią. Probowalem odstawic - ciezka sprawa, a dziewczyna która mowila ze bedzie mnie wspierac miala mnie dosc - przyjazd do niej i słuchanie 'wez sie w garsc' bylo dla mnie oznaka braku zrozumienia. Sama wywodzi sie z kiepskiej rodziny. Czuje kompletny brak wsparcia a od wielu lat jedyne co robie to sie maskuje a póki mialem stabilną prace czulem sie dobrze ze moge jej pomagać w marzeniach (sama ma długi do... 2032 roku? I to nie w banku ale rownież u mnie ponad 1k)

 

Co ciekawe? Cała moja rodzina nie wie ze od 2018 biore ssri. Nikt. Jestem tak bardzo zamkniety i nieufny rodzinie ze mimo wielu 'dogodnych' sytuacji nikt nie wie o tym ze mam zaburzenia lekowo-depresyjne!!! Moja dziewczyna o benzodiazepinach dowiedziala sie w tym roku kiedy sam sie przyznalem. Jestem na tyle skrytym człowiekiem ze az sam sie dziwie ze nic nie wyszlo na jaw. Mieszkam w domu tak starym ze nie mam wlasnego pokoju, a lazienka jest w piwnicy. Mam tego serdecznie dosyc. Matka zakupoholiczka, caly dom zajebany reklamówkami z drogimi bizuteriami a ojciec to typ wycofanego człowieka - nie reaguje na nic, jest wycofany, matka u 'brokera' przejebala 100 tys a on nawet zadnej emocji nie wydal z siebie. Totalna porażka.

 

Moja dziewczyna ma aktualnie zjazdy na studiach. Polubila księgowość. Wjebalem w to rowniez sporo kasy poniewaz gdyby nie ja moglaby pomarzyć o studiach. Nie wiem już sam po co to pisze ale potrzebowalem zeby te emocje ze mnie zeszly i moze o ewentualne porady. Ciężko mi być samemu ze sobą. Szkoda mi pieniedzy na terapie bo odbylem ich az trzy i reszta mam wrazenie ze bedzie tylko utratą pieniędzy.

 

Życzę każdemu życia wolnego od lęków i depresji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napisałeś tak chaotycznie że myślałam najpierw że mówisz o tej samej dziewczynie. Ale chyba o 3 kolejnych to. 100 tyś przewalila żartujesz i z czego to oddacie z kredytu może? Masakra jakaś, radzę ją odciąć od środków. Ciężka sytuacja ale jeszcze się nie poddawaj. I nie wiem odstaw benzo bo wejdziesz w kanał się uzależnisz i życie twoje będzie do dupy jeszcze bardziej bo nie wyjdziesz z tego. Idź do psychiatry niech da inne leki zastępcze żebyś lżej zszedł, albo idź na odwyk może skoro nie masz pracy póki co i skorzystaj z tego 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sorki. Za duzo do wygadania sie mialem a moglbym to ciągnać w nieskończoność. 

 

Chodzi o jedną dziewczynę. Aktualnie nie mielismy kontaktu od 3 dni. Szczerze mowiac czuje ogromną pustke ale rowniez gniew ze względu na to ze nie probuje sie zainteresowac mną wiedząc ze nie jest u mnie dobrze. Aktualnie ma zjazd na studiach i w kolejnym tygodniu. Ja nie jestem uwikłany w żaden kredyt, nie mam długów, ona ma w banku i u mnie... u mnie marne 1700, w banku az boje sie pomyslec bo nie pytalem nigdy ze względu na zrozumienie jej ale ok 100 tys kiedy sie wygadala pare msc temu (jej mama umarła kiedy miała 15 lat, ojciec zostawił ją z siostrą w domu kiedy miala 16... naprawdę rozumiem jej sytuacje i to glownie dlatego ze pierwszych ataków paniki, nerwicy dostalem mając 18 lat i znam największe bóle jakie moze psychika przeżyć). Tak naprawdę dalem jej tyle wsparcia ze na wiesc o tym ze jest zadluzona juz w wieku 20 lat (2021 rok) ja na to machnąłem ręką. Naiwność? Moze tak. Zrozumienie? Tak, w 100%. Rozumiem kazdego i słucham każdego. Moja ostatnia terapeutka byla na tyle fatalna ze wywolywala u mnie straszne wnerwienie (przeszkadzala w wypowiedziach, byla bardzo ekstrawertyczna i wcinala sie między słowa, a ja jestem typem człowieka który naprawdę daje się wypowiedzieć każdemu, szczegolnie w kryzysie, chociazby narobil wielu głupot w przeszłości i daje bardzo duzo zrozumienia przez to co sam przeżyłem z własną głową).

 

Aktualnie czuje się po prostu zawalidrogą w jej oczach. Przeprowadzila sie z mniejszej miejscowosci do większego miasta, wynajela mieszkanie. Dziwnym trafem ostatnie pieniądze które jej pożyczyłem były w czerwcu. Od tego momentu nie oddala niczego. Faktem jest ze pozyczala kiedy mialem stala prace co miesiąc i oddawala szybko ale rowniez pozyczala znowu bardzo szybko. Nie wiem kto kogo gniecie, mam wrażenie ze porwalem sie na zbyt gleboka wodę z tym związkiem. Ale co mialem poradzić bedac introwertykiem ktory naprawdę pokochał szczerze kobiete ktora dawala mi poczucie swobody w kontakcie? Strasznie to przykre dla mnie i ciężko mi to ogarnąć. Teraz czuje sie wykorzystany.

 

Przy odstawianiu bezodiazepin/terapii widziałem że ją to męczy. Nie oceniam. Ona łatwo tez nie ma. Ale kiedy wrocilem do benzo nagle sie ucieszyla 'bo wrocilem pozytywny ja'. Jej perspektywy na leki tez nie oceniam bo wiem ze ich nigdy nie zazywala. Ale ja sam nie jestem kompletnie szcześliwy. Ale jako ze jestem znośny to jest fajnie. I tak to odczuwam. Ma być fajnie. Bo jak inaczej mam to interpretowac?

 

W sierpniu przyjechalem do niej w naprawdę kiepskim stanie. Liczyłem na wsparcie, nie potrafilem jej 'zabawić', bylem w glebokiej depresji. Siedziała i nic nie robiła. Powiedziała tylko w pewnym momencie 'ja cie nie rozumiem'. Strasznie mnie to zabolało, bo zawsze ją wspierałem, kiedy musiala emigrowac za pracą rowniez z nią jechalem, mimo ze nikt mi nie kazał. Ale rozumiałem ją. I ten brak zrozumienia z jej strony najbardziej mnie boli. 'Wszystko zalezy od ciebie', tak mi powtarzała. Nie. Strach pomyslec gdzie by była gdyby nie ja, który ją spotkałem w fatalnej sytuacji familijno-pieniężnej. Tęsknie za tym kiedy słuchaliśmy razem muzyki ktora nam sie podobała i oglądaliśmy filmy które nas fascynowały. I chcieliśmy to ciągle ze sobą spędzać czas. Aktualnie nie mam pojęcia czego ona oczekuje.

 

Koniec wypocin. Mozna zadawac pytania a ja odpowiem. Przepraszam za chaos ale jak mowilem - jestem bardzo skryty, nieufny i duzo mam do powiedzenia bo w końcu coś we mnie pękło. Piszcie co chcecie - negatywne opinie, pozytywne, zrozumiem każdą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, Żaba Monika napisał(a):

Fajnie, że pomagasz dziewczynie, ale myślę, że powinieneś się przede wszystkim skupić na pomocy samemu sobie.

Współczuję rodziny. 

Rozumiem tą opinie. Ale jestem naprawdę zamotany. To moja jedyna miłość. Wiem, ze zaczalem jej problemy rozwiązywać 'dzięki' benzodiazepinom i odwadze ktora mi daly i ogolnie nadwyrezac swoj organizm. Ale czy mam powiedziec ze tego zaluje? Nie. Czy zrobilbym inaczej teraz? Prawdopodobnie tez nie. Wczesniej nie mialem zadnej dziewczyny, mialem pasje, mam do teraz chociaz ciezej mi je realizować... więc mam wrazenie ze cel tutaj uświęcił środki.

Ponieważ odbyłem przed poznaniem jej dwie terapie, nie pomogły i chcialem zaznać prawdziwej miłości. Tyle i az tyle. 

 

Dodam jeszcze ze kiedy mieszkalismy razem moja matka przestala sie do mnie odzywać. I tu sie pojawił wyrzut sumienia. Komu przeszkadzam? Komu pomagam? Mam żyć dla siebie, dla rodziny, dla dziewczyny? Ktora opcja jest najwazniejsza?

 

Ale najgorsze pytanie jest jedno:

Dlaczego zostalem odrzucony ze strony matki? Bo mieszkalem bez ślubu? Nie odzywala sie do mnie przez 3 lata. Kiedy wrocilem do domu bo nie bylem w stanie sam placic za mieszkanie z dziewczyną zaczela sie odzywać.  Bardzo duzo rzeczy jest niezrozumiałych dla mnie na tym świecie...

Edytowane przez Trbr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×