Skocz do zawartości
Nerwica.com

Opieka nad trudnymi/starzejącymi się członkami rodziny


Rekomendowane odpowiedzi

1 godzinę temu, autodestrukcja2 napisał(a):

Czy ktoś ma takie sytuacje? Konieczność opieki nad starzejącymi się członkami rodziny ( rodzice, dziadkowie etc ), z którymi relacje były/są trudne... ?

Tak. U mnie to ojciec i chyba jedyny sposób, w jaki da się to jakoś pogodzić, polega na tym, że z czasem zaczynasz trochę patrzeć na niego jak na innego człowieka. Kiedyś to ja byłem od niego zależny i bardzo się go bałem. Teraz role się odwróciły i to on jest stary, schorowany i zależny od pomocy innych. Tylko że to nie działa tak, że wraz z wiekiem człowiek nagle zmienia charakter, a jeśli zmienia to często na gorsze. Ojciec nadal potrafił stawiać sprawę tak, jakby to było oczywiste, że mam się nim zajmować, bo jestem synem i to mój obowiązek. Nie patrzył jakim kosztem to się odbywa.

Najtrudniej było wtedy, kiedy moja żona ciężko zachorowała, miała operację. Miałem wtedy na głowie dom, dziecko, opiekę nad nią, pracę i jeszcze ojca. A on nie chciał ani słyszeć o domu opieki, ani nawet o tym, żeby ktoś obcy przychodził do niego do domu. Chciał, żebym to ja wszystko ogarniał. I człowiek robi, bo z jednej strony pamięta wszystko, co było, a z drugiej patrzy na starego, chorego ojca i jednak nie potrafi powiedzieć: radź sobie sam. Przynajmniej ja nie potrafiłem. Dopiero kiedy dostałem zawału, coś się zmieniło. Ojciec chyba się przestraszył i zgodził się na płatną opiekę. A może moja żona po prostu tym razem postawiła sprawę jasno albo w ogóle go nie pytała. Szczerze mówiąc, nawet nie dociekałem. 

Więc chyba nie ma tu jednego sposobu na „pogodzenie” trudnej relacji z opieką. Można pomagać komuś i jednocześnie nadal pamiętać, że ten ktoś cię kiedyś ranił. Jedno nie unieważnia drugiego.

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dryagan, dzięki za podzielenie się. 

Bardzo trudna historia. Na szczęście są opiekunki i pielęgniarki ( chwała im za to..! ) i nie skończyło się dla Ciebie gorzej. 
Rozumiem, że tata jeszcze żyje? 

Strasznie to trudne, mam dokładnie to samo dośw. z patrzeniem na osobę jak na kogoś obcego... Łatwiej jest wtedy podejść z empatią, zadaniowo, zgodnie z jakimś kryterium etycznym itp..
Niemniej czasem zżerają mnie wyrzuty. Nie mam póki co aż tak trudnej sytuacji, żeby wszystko było na mojej i tylko mojej głowie... Totalnie nie, a mimo to czasami ciężko jest się skontrolować i w słabszych momentach nie reagować na triggery kiedy osoba pociąga za te stare sznury...

Strasznie ważny temat... mam wrażenie, że mało się o tym mówi 
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Dryagan napisał(a):

Można pomagać komuś i jednocześnie nadal pamiętać, że ten ktoś cię kiedyś ranił. Jedno nie unieważnia drugiego.

Bo tak jest. Jak u dziadka i ojca ile bluzgów szlo nadal!

 

 

My mamy w domu babcie po udarze ale ten udar to miała jak ja jeszcze w gimnazjum byłam albo konczylam podst

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Dalila_ napisał(a):

Ogólnie nie dziwię się starym ludziom że nie chcą iść do domu opieki. To jednak nieco dołujące że człowiek przestaje nagle mieć swój dom gdy miał całe życie jakiś. Dlatego pielęgniarki opiekunki sprzątaczki to chwała im za to

Dokładnie, nawet 2h pomocy dziennie ( na tyle przychodza pielegniarki z DPS u nas ) zmienia świat o 360stopni.
No problemem chyba jest też wątpliwy standard niektorych domów opieki... Te lepsze są kosmicznie drogie zazwyczaj... 
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

30 minut temu, autodestrukcja2 napisał(a):

Dryagan, dzięki za podzielenie się. 

Bardzo trudna historia. Na szczęście są opiekunki i pielęgniarki ( chwała im za to..! ) i nie skończyło się dla Ciebie gorzej. 
Rozumiem, że tata jeszcze żyje? 

To dość świeża sprawa - zawał miałem trzy tygodnie temu. Nie wiem jak będzie dalej. Na razie sam potrzebuję pomocy. 

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Raul silva napisał(a):

Życzę Ci  powrotu do zdrowia 

Powoli wracam do życia, ale nigdy juz nie będzie tak samo. Chociaż może i lepiej

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Dajesz smoku! Na co dostałeś zakaz?

Bardziej chodziło mi o to, że nagle nikt nie oczekuje, że wszystko ogarnę, wszędzie pojadę, wszystkich zawiozę, coś załatwię, posprzątam, przypilnuję i jeszcze normalnie pójdę do pracy. Wręcz przeciwnie - teraz jak próbuję się za coś zabrać, to słyszę, że mam usiąść i zostawić. A jeździć autem i tak mi nie wolno. Oficjalnie lekarz zabronił mi się przemęczać, dźwigać, forsować i żyć na pełnych obrotach. A nieoficjalnie rodzina chyba wyciągnęła z tego wniosek, że przez najbliższy czas nie wolno mnie eksploatować w żadnej formie. Wszyscy nagle pilnują, żebym przypadkiem nie podniósł nawet za dużo. Chodzą kurna na palcach i uważają, żebym się nie denerwował. Nawet ojciec w rozmowie telefonicznej powstrzymywał swój język

Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

45 minut temu, autodestrukcja2 napisał(a):

Ojej! Ale nie dają Ci lekarze szans na powrót do pełnej sprawności!? Technicznie rzecz biorąc po zawałach chyba ludzie jeszcze mogą normalnie żyć
A chcesz się podzielić co tacie dolega? Demencja czy juz starość? Ile ma lat? 
 

Mam nadzieję, że wrócę do pełnej sprawności. Lekarze też raczej tego nie przekreślają, tylko teraz pilnują, żebym nie próbował wrócić do dawnego tempa za szybko. Po zawale można normalnie żyć, tylko już chyba nie tak beztrosko jak wcześniej - leki, kontrole, rehabilitacja, pilnowanie ciśnienia, wysiłku i stresu. Największy problem jest taki, że człowiek zaczyna czuć się lepiej szybciej, niż naprawdę jest zdrowy.

Ojciec ma 80 lat. Kilka lat temu też przeszedł zawał, ma chorobę wieńcową, słabszą wydolność, problemy ze stawami i ogólnie coraz mniej samodzielności. Nie ma demencji, kontakt ma normalny, tylko fizycznie coraz gorzej sobie radzi. I zrobił się przez to strasznie marudny. Kiedyś mnie to bardzo irytowało, bo wszystko było nie tak, za wolno, nie po jego myśli. Teraz chyba pierwszy raz zacząłem go trochę rozumieć. Jak całe życie byłeś samodzielny i nagle musisz czekać, aż ktoś ci pomoże, coś poda, zawiezie albo zrobi za ciebie, to ta bezsilność bardzo łatwo wychodzi złością. Co zabawne, sam teraz zaczynam reagować podobnie. Widocznie pewne rzeczy najlepiej rozumie się dopiero wtedy, kiedy samemu człowieka dopadną.

Edytowane przez Dryagan
Są odpowiedzi, które przychodzą dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje walczyć ze światem, a zaczyna słyszeć własną duszę (Aida)

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×