Skocz do zawartości
Nerwica.com

Rozmowa z psychiatrą.


Kasia 1

Rekomendowane odpowiedzi

1 minutę temu, Mic43 napisał(a):

O ile mnie pamięć nie myli, to niejaki Adolf H. cierpiał na coś podobnego po pobycie na frontach pierwszej wojny światowej. Mianowicie przestał widzieć, choć wzrok miał w pełni sprawny.

Tak, dokładnie. Wielu żołnierzy po powrocie z frontu cierpiało na zab. dysocjacyjne/konwersyjne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Kasia 1 napisał(a):

Wszystko fajnie.

Ale temat był - jak rozmawiać z lekarzem psychiatrą?

Dostałaś odpowiedź przecież: normalnie opowiedzieć mu o swoich objawach. Lekarz nie jest wróżką, psychiatria  nie ma też do dyspozycji badań, które ujawnią wszystko za pacjenta. Im mniej mówisz - tym bardziej lekarz bawi się w zgaduj zgadule.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

48 minut temu, Mic43 napisał(a):

Znane są przyczyny tego zaburzenia? Ciekawe, bo ja mam spore problemy, żeby się odciąć od świata zewnętrznego, drobne hałasy już mjnie potrafią wkurwić i rozskupić. A nawet jak się odetnę od świata zewnętrznego, to o czymś myślę, w sensie słowami - to że sobie w myślach mówię, rozważam coś to też jest forma tej zdrowej dysocjacji?

Ja jak widzisz mam to zaburzenie, ale też jestem neuroatypowa, i to jest cechą takich ludzi, problem z bodzcami. Objawy dysoscjacji pojawiają się bez tego bodźca, tak jakby były pomylone w czasie 

No ja mam nnerwice frontowa A nie byłam na froncie XDD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dobra, ale ja nadal nie czaję czym różnią się zab. Dysocjacyjne od derealizacji/depersonalizacji?

DD często występuje w borderline, i innych zaburzeniach.

 

Ja mam DD od około 10 lat. Bez przerwy.

No teraz się patrzę na pokój i jestem jak we śnie. Odcięta. Od emocji bardzo często też. Jestem dla siebie obca.

 

Ja już się przyzwyczaiłam.  Nie boję się tego stanu. To dla mnie taka naturalna faza, coś jak po marihuanie czy innych specyfikach.

 

To jest dysocjacja?

Edytowane przez Verinia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Derealka to podkategoria. Tak jak masz różne rodzaje schizofrenii 

31 minut temu, Verinia napisał(a):

No dobra, ale ja nadal nie czaję czym różnią się zab. Dysocjacyjne od derealizacji/depersonalizacji?

DD często występuje w borderline, i innych zaburzeniach.

 

Ja mam DD od około 10 lat. Bez przerwy.

No teraz się patrzę na pokój i jestem jak we śnie. Odcięta. Od emocji bardzo często też. Jestem dla siebie obca.

 

Ja już się przyzwyczaiłam.  Nie boję się tego stanu. To dla mnie taka naturalna faza, coś jak po marihuanie czy innych specyfikach.

 

To jest dysocjacja?

 

Ja mam pseudoneurologiczne. Ty derealizacje. A ktoś ma fuge dysocjacyjna. Z tą różnicą że chyba można mieć wszystko na raz, a schizofrenie ma się jeden rodzaj. 

Chyba xd

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Derealka to podkategoria. Tak jak masz różne rodzaje schizofrenii 

 

Ja mam pseudoneurologiczne. Ty derealizacje. A ktoś ma fuge dysocjacyjna. Z tą różnicą że chyba można mieć wszystko na raz, a schizofrenie ma się jeden rodzaj. 

Chyba xd

Nie znam się. Mnie już nawet tez stan nie rusza. Z jednej strony dużo czuję, a często prawie nic.

weź tu ogarnij co nam jest xD

 

na mnie lekarz mówi Hybryda i ciekawy przypadek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Verinia napisał(a):

Nie znam się. Mnie już nawet tez stan nie rusza. Z jednej strony dużo czuję, a często prawie nic.

weź tu ogarnij co nam jest xD

 

na mnie lekarz mówi Hybryda i ciekawy przypadek.

Bardzo fajna ksywka, taka drapiezna :D ale derealki nie zazdroszczę... uczucie że Cię nie ma. Przynajmniej tak to zapamiętałam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Verinia napisał(a):

Kiedyś cierpiałam na powtarzające się myśli natrętne. Jakieś tam natrętne zachowania/czynności też miewałam, na zasadzie jak coś zrobię to będzie dobrze/jak czegoś nie zrobię, to coś się złego wydarzy.

 

Moje myśli kręciły się wokół nietypowych tematów np. że sąsiedzi wiedzą, że nie mam koleżanek i jestem gorsza/ myśli egzystencjalne - po co żyjemy, jaki jest sens życia i po co cokolwiek robić (do dziś często mam takie), jak to się dzieje, że ludzie mówią/skąd się wzięła mowa, że nigdy nikt mnie nie polubi za to jaka jestem, bo gdzieś tam sobie ubzdurałam, że jestem TA GORSZA.


A to nie jest po prostu niska samoocena? Nigdy nie zagłębiałem się w ten temat, ale widzę, że mam podobnie jak inni tutaj piszący. Ciągle myślę, że jestem gorszy i każdy o tym na pewno musi wiedzieć. Dziwię się gdy ktoś powie inaczej i uważam, że kłamie, bo oczywiste jest to, że to jaki jestem nie może być w najmniejszym stopniu pozytywne. Cały czas są ze mną myśli negatywne, nigdy nie robię czegoś dobrze według własnej "głowy". 
Dawniej gdy byłem dzieckiem ciągle towarzyszyły mi myśli w stylu - zrobiłem to lewą ręką to trzeba też prawą. Zostawiłem ten papierek od cukierka to przecież muszę ten drugi też schować, bo będzie smutny (coś w tym stylu heh, brzmi zabawnie, ale jednak to męczące było), jeśli wybiorę jabłko po lewej to tamto po prawej poczuje się gorsze, itd. itd. Dziś też tak mam, ale nie doskwiera mi to tak bardzo. Trochę czuję się źle dokonując pewnego wyboru lub nie robiąc czegoś ponownie, ale to mija i idę dalej. 
Czasem wydawało mi się to dziwne, ale jakoś nie interesowałem się tym, bo mam inne problemy ze sobą, które wydają się ważniejsze. 

A co tematu to na 100% trzeba powiedzieć prawdę o sobie. Nie ukrywać czegoś i opowiadać jak jest. Jeśli potrafisz to mów ile wlezie, a jeśli nie to dobry psycholog powinien sam potrafić wyciągnąć z Ciebie informacje które są potrzebne. 
Sam mam z tym problem, bo chciałbym zapisać się znów na terapię, ale nie bardzo wiem od czego zacząć, bo jest tego tak dużo... a czasu mało. I niby wiem, że to co napisałem wyżej jest okej, ale mam trochę pustkę paradoksalnie w głowie. Chociaż wydaje mi się, że po prostu zacząłbym od tego, że jest źle, a później opowiadał dlaczego, dodawał powód za powodem. Może udałoby się poskładać to w całość jakoś. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Catriona napisał(a):

Dostałaś odpowiedź przecież: normalnie opowiedzieć mu o swoich objawach. Lekarz nie jest wróżką, psychiatria  nie ma też do dyspozycji badań, które ujawnią wszystko za pacjenta. Im mniej mówisz - tym bardziej lekarz bawi się w zgaduj zgadule.

Ponoć psychiatra jest od leczenia umysłu.

Po latach pracy z pacjentami  powinien być lepszy od wróżki. 

Jeżeli wróżka umie " czytać " między słowami i mimiką twarzy bądź gotów itp. to lekarz psychiatra powinien być bardziej wykwalifikowany w swej dziedzinie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Happyandsad napisał(a):


A to nie jest po prostu niska samoocena? Nigdy nie zagłębiałem się w ten temat, ale widzę, że mam podobnie jak inni tutaj piszący. Ciągle myślę, że jestem gorszy i każdy o tym na pewno musi wiedzieć. Dziwię się gdy ktoś powie inaczej i uważam, że kłamie, bo oczywiste jest to, że to jaki jestem nie może być w najmniejszym stopniu pozytywne. Cały czas są ze mną myśli negatywne, nigdy nie robię czegoś dobrze według własnej "głowy". 
Dawniej gdy byłem dzieckiem ciągle towarzyszyły mi myśli w stylu - zrobiłem to lewą ręką to trzeba też prawą. Zostawiłem ten papierek od cukierka to przecież muszę ten drugi też schować, bo będzie smutny (coś w tym stylu heh, brzmi zabawnie, ale jednak to męczące było), jeśli wybiorę jabłko po lewej to tamto po prawej poczuje się gorsze, itd. itd. Dziś też tak mam, ale nie doskwiera mi to tak bardzo. Trochę czuję się źle dokonując pewnego wyboru lub nie robiąc czegoś ponownie, ale to mija i idę dalej. 
Czasem wydawało mi się to dziwne, ale jakoś nie interesowałem się tym, bo mam inne problemy ze sobą, które wydają się ważniejsze. 

A co tematu to na 100% trzeba powiedzieć prawdę o sobie. Nie ukrywać czegoś i opowiadać jak jest. Jeśli potrafisz to mów ile wlezie, a jeśli nie to dobry psycholog powinien sam potrafić wyciągnąć z Ciebie informacje które są potrzebne. 
Sam mam z tym problem, bo chciałbym zapisać się znów na terapię, ale nie bardzo wiem od czego zacząć, bo jest tego tak dużo... a czasu mało. I niby wiem, że to co napisałem wyżej jest okej, ale mam trochę pustkę paradoksalnie w głowie. Chociaż wydaje mi się, że po prostu zacząłbym od tego, że jest źle, a później opowiadał dlaczego, dodawał powód za powodem. Może udałoby się poskładać to w całość jakoś. 

Nie wiem jak to co teraz opisujesz, ale opis z dzieciństwa to pasuje pod nerwice natrectw

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

55 minut temu, Kasia 1 napisał(a):

Ponoć psychiatra jest od leczenia umysłu.

Po latach pracy z pacjentami  powinien być lepszy od wróżki. 

Jeżeli wróżka umie " czytać " między słowami i mimiką twarzy bądź gotów itp. to lekarz psychiatra powinien być bardziej wykwalifikowany w swej dziedzinie. 

Nie, lekarz ma leczyć choroby, a nie bawić się we wróżkę. Niestety, cytując słynnego doktora z serialu, pacjenci częściej w tym przeszkadzają a nie pomagają. Właśnie nie mówiąc. Możesz się zachowywać jak księżniczka i oczekiwać że lekarz może trafi, może nie, ale nie jęcz później że masz źle dobrane leki bo nie mówisz mu najważniejszych informacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

56 minut temu, Kasia 1 napisał(a):

Ponoć psychiatra jest od leczenia umysłu.

Po latach pracy z pacjentami  powinien być lepszy od wróżki. 

Jeżeli wróżka umie " czytać " między słowami i mimiką twarzy bądź gotów itp. to lekarz psychiatra powinien być bardziej wykwalifikowany w swej dziedzinie. 

On ci bada głowę, on ma jeszcze mniejsza pewność niż inni lekarze w swoich dziedzinach. Ale to nadal lekarz i leczy, nie ma się czego bać:) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

On ci bada głowę, on ma jeszcze mniejsza pewność niż inni lekarze w swoich dziedzinach. Ale to nadal lekarz i leczy, nie ma się czego bać:) 

Mnie dużo nastraszyła bliska osoba, że nie powinno chodzić do lekarza psychiatry bo z małego problemu zrobią ogromny i wariata z człowieka. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, Happyandsad napisał(a):


A to nie jest po prostu niska samoocena?

Nie. Nawet moja była psycholożka mówiła, że nie mam niskiej samooceny. Moja samoocena jest labilna.. Zależy od mojego stanu i nastroju. W podwyższonym poczuciu szczęscia i zwiększonej energii czyli w hipomanii jestem bardzo pewna siebie. Moja samoocena wtedy jest bardzo wysoka. Mogę zniszczyć każdego psychologicznie. Czuję się lepsza. Wyjeżdżam w Polsce. Kontakt mogę nawiązać z każdym. Nie boję się wtedy słąwnych osób. Czuję się dobrze ze sobą, tak jak oni. Towarzyskość, świetny humor, ogromna kreatywność. Chęć poznania mnóstwa osób.

 

W depresji natomiast jest na odwrót. Mam niskie poczucie własnej wartości. Obwiniam się o niepowodzenia życiowe. Jestem na siebie zła, że nie odnoszę sukcesów, że moje relacje są beznadziejne. Jestem zamknięta w sobie, małomówna. Leżę w łóżku i nie mogę się cieszyć NICZYM.  Pragnienie snu, ucieczka w sen. Ludzie mogą dla mnie nie istnieć. Nie potrafię się porozumieć. Zakrywam się pancerzem. Płaczę. Czuję się gorsza od innych.

 

Bywa i tak, gdy jestem w tak zwanej remisji. Wtedy to moja samoocena jest zdrowa i na średnim poziomie.

Jestem spokojna, wyważona. Bywam nieśmiała, bywam ekstrawertyczna. Różnie. Rozmawiam, ale nie jestem specjalnie przebojowa i charyzmatyczna. Zależy od sytuacji i osoby z którą rozmawiam. Domatorka, nie mam z kim wyjść, albo raczej odcięłam wszelkie relacje, bo mi szkodziły bardzo. Chodzę często na spacery, jeżdżę na rowerzy. Odwiedzam bulwary. Chodzę na zakupy. Lubię się szlajać, obserwować  ludzi. Muzyka na uszach i mogę tak spędzić połowę dnia. Mogę się też zamknąć w pokoju i uczyć się, czytać. Rysować. I tak mijają dni.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, alone05 napisał(a):

Ja mówię mojej psychiatrze, że jestem smutna, że mam wrażenie, że ludzie się na mnie patrzą w autobusie, o swojej fobii społecznej. Psychiatra zadaje też jakieś pytania, ja odpowiadam.

Ty masz schizofrenię? Sorry, nie musisz odp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 30.09.2025 o 18:14, Kasia 1 napisał(a):

Wszystko fajnie.

Ale temat był - jak rozmawiać z lekarzem psychiatrą?

No ja robię tak siadami i mówię: doktorze mam takie to a takie natrętne myśli dla przykładu i opisuje coś dokładnie

Hmm i teraz tak 
nie oczekuję że psychiatra wejdzie w mój świat wewnętrznych przeżyć poprzez wyrobioną w sobie empatię
jego współodczuwanie moich objawów nic by bowiem nie dało 

Oczekuję raczej że z tego co i jak mówię wyciągnie on wnioski na jakie pozwala mu jego wiedza i doświadczenie.

Lekarz jest jak najbardziej wykwalifikowany ale polega to na tym że ocenia nas z zewnątrz
jak najbardziej również po mimice, zachowaniu, strukturze wypowiedzi, logiczności, zborności etc. etc.
 

W dniu 30.09.2025 o 18:14, Kasia 1 napisał(a):

Wszystko fajnie.

Ale temat był - jak rozmawiać z lekarzem psychiatrą?

właściwie nawet nie mówiąc nic dajemy mu materiał do analizy
choć oczywiście im więcej ma materiału tym lepiej nas zdiagnozuje - dlatego by dać mu ten materiał należy mówić o wszystkim co uznamy za ważne i mniej ważne ale również nas niepokojące

Nie ma przy tym powodów do obaw że nas uzna za świra - to już jest jasne od samego początku 😜
choć lekarz nie widzi w nas wcale świra tylko jednak pacjenta

można się do tego przyzwyczaić że mówi się o takich dziwnych rzeczach do obcego człowieka
trudno jest zacząć owszem ale trzeba się przełamać
intencją dobra jest zrobić to po to by otrzymać jak najlepszą pomoc
 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Miła napisał(a):

No właśnie jak się z nimi rozmawia?

Zależy jacy oni są jeden cię wysłucha a drugi narzuci ci od razu chorobę.

No i tu pojawia się problem naszych oczekiwań względem psychiatry

Oczywiście zawsze się łatwiej gada z kimś empatycznym - to zwyczajnie jest miłe
Tyle że w rozmowach z lekarzem o coś innego jednak chodzi niż to żeby było miło w trakcie rozmowy.

Jak mamy świadomość że celem lekarza a i naszej wizyty u niego nie jest to żeby było miło ale to by zdiagnozować nasz stan i zaplanować leczenie choroby jeśli zostanie rozpoznana - to jest dużo łatwiej.

Wiadomo że gadamy z lekarzami w bardzo różnych naszych stanach czasem czujemy się lepiej czasem gorzej
stąd oczywiście lekarz nie powinien nas odrzucać od siebie obcesowością
Jednak nie miejmy mu za złe rozpoznania choroby - bo takie jest jego zadanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×