Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Juliaaa78569

Co jest ze mną nie tak? Nerwica natręctw? Czy zwariowałam?

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich.

Piszę tutaj, bo już zaczynam wariować od tego wszystkiego. Uprzedzam, że post może być długi, więc polecam się przygotować. Otóż może zacznę od tego, że mam 15 lat i cierpię na nerwicę natręctw i depresje. A przynajmniej tak stwierdził psychiatra i psycholog. No więc na wstępie chciałabym napisać, że prawie dokładnie rok temu, czyli był to kwiecień 2017 mój tata popełnił samobójstwo, powiesił się. Zostawił mnie, mojego starszego brata, młodszego brata i mamę. Bardzo to przeżyłam, ale o dziwo po kilku tygodniach zaczęłam normalnie funkcjonować. Gorzej z moją mamą i starszym bratem. Mama mimo wszystko jest silna i dała radę. Mój starszy brat znalazł mojego tatę, gdy ten....no wisiał. Współczuje mu naprawdę, ale on też się pozbierał szybko. Młodszy brat jest za mały by to pamiętać, bo wtedy miał niecały roczek. I z jednej strony mu tego zazdroszczę, a z drugiej żałuje, bo nigdy nie pozna swojego taty. A on był naprawdę świetnym człowiekiem. Ale nie wracajmy do tego, bo nie o tym ten post jest. Zaczęłam spotykać się z przyjaciółmi i w ogóle miło spędzać czas. Wakacje minęły mi naprawdę super, nie miałam jeszcze żadnych objawów tego cholerstwa. I to zaczynają się schody. Zaczęła się szkoła i najgorszy koszmar. Dodam do tego, że jestem osobą bardzo nerwową i często się stresuje nawet z byle powodów. Od września zaczęłam się stresować każdym dniem w szkole. To się oczywiście zaczęło jeszcze w 2016, ale nie wchodźmy w szczegóły. Po prostu codziennie rano było mi niedobrze, bolał mnie brzuch itp. Byłam u lekarza i nic nie wyszło. Wyniki dobre. We wrześniu - grudzień doznawałam okropnych bólów głowy. Koszmarny ucisk, takie jakby pieczenie, przelewanie się czegoś w głowie. No cuda na kiju. Oczywiście zaczęłam przez to okropnie panikować i stresowałam się każdym dniem w szkole, bo bałam się, że ten ból, czy co to wgl było powróci. No i za każdym razem tak było. Tak przepłakałam 3 miesiące. Uwierzcie mi, coś strasznego. No dobra, poszłam z mamą do neurologa. Nie stwierdził nic, powiedział, że to prawdopodobnie przez stres, brak ruchu, traumę itp, itd. No okej, ale bóle nadal nie przechodziły. Wmówiłam sobie, że mam jakiegoś guza mózgu i oczywiście sprawdzałam wszystkie objawy w internecie. To co tam pisało, aż mnie przeraziło. No i panika. Ale dobra, zaczęłam częściej wychodzić na dwór, coś tam ćwiczyć albo raczej próbować, no i wszystko jakoś samo przeszło gdzieś w połowie grudnia. W międzyczasie bałam się, że zasłabnę, że mam jakieś choroby, że nigdy z tego nie wyjdę itp. Nadal ciągle mi było niedobrze i słabo, ale jakoś się to zmniejszyło i zaczęłam "normalnie" funkcjonować. Do szkoły nadal bałam się chodzić, ale lęk o wiele się zmniejszył. I tak w miarę przyjemnie zleciał styczeń i trochę lutego. I tu zaczyna się piekło. Od razu mówię, że miałam dużo egzaminów i różnych konkursów, które bardzo mnie stresowały. Nie wiecie nawet jak. Pod koniec lutego miałam grypę i znów powrócił mi ten ucisk w głowie. Ale on był tak silny, że wpadłam w tak niesamowitą panikę i ataki histerii. Ogromny lęk, drżały mi ręce, potliwość, czułam, że zaraz zasłabnę, bóle brzucha i ogólna beznadzieja. Do tego doszły duszności, że myślałam ,że zaraz się uduszę i chciałam, żeby mama dzwoniła po karetkę, bo ja tu zaraz umrę. No okej jakoś na drugi dzień przeszło, ale lęk został. Cały marzec żyłam w wielkim, ogromnym niepokoju. Strach ogarniał mnie wszędzie, a sama nie wiedziałam czego się boję. No i nadchodzi jeszcze gorsze piekło. A no i oczywiście co kilka dni miałam ataki paniki, coraz bardziej dla mnie niezrozumiałe, bo nie wiedziałam co się dzieje. I teraz nadchodzą natrętne myśli, chyba te najgorsze. Otóż pewnego wcale nie pięknego dnia, siedziałam przed telewizorem i oglądałam jakiś tam serial. Nie ważne jaki, bo to nie ma żadnego znaczenia, coś tam leciało już nawet nie pamiętam co. I w pewnym momencie, tak za przeproszeniem, z d*py, bo tak naprawdę to się z d*py wzięło. No więc nagle pojawiła mi się myśl, a co jeśli jestem lesbijką? I tak o to zaczęła się plątanina myśli, tych najgorszych. Dosłownie w przeciągu sekundy tak się wystraszyłam i oczywiście zaczęłam to analizować. Wspomnę tylko, że parę miesięcy wcześniej jakoś po samobójstwie taty oglądałam dwa seriale, w których były lesbijki. Wtedy to wgl nie miało dla mnie znaczenia i jakoś nie zwracałam szczególnej uwagi na to, po prostu oglądałam serial skupiając się na głównej fabule. Dla uściślenia było to "Słodkie kłamstewka" i "Trzynaście powodów". Tak wiem , że oglądanie tego drugiego serialu po tym co się stało było totalną głupotą, ale już mniejsza. No więc te myśli trwały tydzień. Codziennie płakałam, panikowałam i mówiłam, że ja nie chcę być lesbijką, bo faktycznie tak jest. Nie podobają mi się dziewczyny i nigdy nie podobały. Zawsze lubiłam chłopaków, jednego nawet kiedyś miałam i zawsze byłam jakimś zauroczona. No a gdy te myśli się zjawiły totalnie zwątpiłam we wszystko co dotychczas wyznawałam i pojawiły się myśli typu: a co jeśli jestem lesbijką? a co jeśli zawsze byłam a o tym nie wiedziałam? a co jeśli jestem ukrytym homo? a co jeśli tylko udaje że lubię chłopaków a tak naprawdę lubię dziewczyny? a co jeśli podświadomie jestem homo, a o tym nie wiem? a co jeśli wiem, że jestem homo, ale jednocześnie o tym nie wiem i tylko udaje że jestem hetero a tak naprawde jestem homo? itp. Takiego czegoś jest mnóstwo, do tego dochodzą przeróżna obrazy w głowie, których nie będę opisywać, bo aż wstyd o tym mówić. Przy tym towarzyszył mi lęk, niepokój, wściekłość, beznadzieja, bezradność itp. Bałam się wychodzić do ludzi, bałam się spojrzeć na jakąś dziewczynę, bo miałam lęk że mi się spodoba i to oznacza że jestem homo. Bałam się chodzić do szkoły, bałam się rozmawiać wgl z dziewczynami i tak dalej. W szkole czułam się wyobcowana, bałam się nawet spojrzeć na nauczycielki, bo miałam lęk, że te myśli wrócą i zacznę sobie wyobrażać jakieś ohydne rzeczy. To na początku trwało tydzień. Przeszło. A na miejsce tego pojawiły się nowe myśli dotyczące zwariowania. Z dnia na dzień myśli zmieniły swój kierunek. Nagle zaczęłam panicznie bać się że zwariuje, że zaraz oszaleję i się zabije i komuś coś zrobię. Bałam się że zamkną mnie w szpitalu psychiatrycznym i zakują w pasy bezpieczeństwa. Czułam taki lęk i jednoczesnie bezradność. Do tego doszedł lęk przed schizofrenią. Bałam się że zacznę mieć urojenia, że zacznę słyszeć głosy i inne różne dziwactwa. Bałam się że skończę jak mój tata i zostawię rodzinę. Po prostu że zwariuje. To mnie zżerało od środka. Mama codziennie dawały mi leki uspakajające, usypiające itp. Piłam też melisse. W sumie nadal piję. Codziennie bałam się wstać, zasnąć. Bałam się jednym słowem wszystkiego co mnie otacza!! No dobra, to też z czasem minęło. I tutaj znowu nadchodzi najgorszy wróg, czyli myśli o homo. Uderzyło znowu jak grom z nieba. I znów ciągłe analizowanie, martwienie się, płacz, wściekłość, bezradność, złość. W głowie zaczęły mi robić dziwne obrazy. Wstyd to nawet pisać. Bałam się nawet spojrzeć na mamę i babcię, bo już w głowie zaczyna się tworzyć coś chorego. Serio, to co teraz się dzieje to jest naprawdę chore. Zaczynam wierzyć w to, że jestem zdrowo szurnięta i powinni mnie zamknąć w psychiatryku. Wariuję od tego codziennie, to nie pozwala mi wgl normalnie funkcjonować. A co najgorsze pojawiają mi się myśli: a co jeśli ty tego chcesz tylko boisz się to przyznać, a co jeśli ukrywasz że jesteś homo i cały czas siebie oszukujesz, a co jeśli ty tylko udajesz że tego nie chcesz a tak naprawde chcesz itp. TO JEST NIE DO ZNIESIENIA! Boję się że przez to nigdy nie znajdę chłopaka i nie założę rodziny. Że zawsze będę skazana na to żeby być homo, A JA TEGO NIE CHCĘ! A te myśli próbują mi wbić co innego. Mi nigdy nie podobały się dziewczyny. Owszem uważałam że niektóre ładnie wyglądają, ładnie się ubierają i że wgl mają fajną figurę, bo ja takiej nie miałam. Ciągle siebie do innych porównywałam, patrzyłam jakie mają piersi i zazdrościłam im urody, bo ja tak nie wyglądałam, piersi mam małe, praktycznie wgl ich nie mam i wyglądam jak patyk. I przez to wszystko zaczęłam analizować całe moje życie i te sygnały traktuję jako, o nie spojrzałaś się wtedy na dziewczynę, jesteś homo, o nie patrzyłaś tak na dziewczynę, jesteś homo, o nie ty tylko udawałaś że lubisz chłopaków, a tak naprawdę jesteś homo. TO NIE MNIE JUŻ DO RESZTY WYKAŃCZA! Do szkoły nie chodzę, tylko siedzę w domu. Byłam już u psychiatry i stwierdził, że mam nerwicę natręctw i przepisał codziennie Asertin. Zapisałam się również na terapię do Pani psycholog i póki co byłam na dwóch spotkaniach, ale poprawy żadnej. Owszem po wyjściu od niej czuję się lepiej, tak na duchu ogólnie, ale po kilku dniach ten koszmar wraca. Mam robić jakieś ćwieczenia TRE, czytać o dorastaniu, zająć się czymś, odwrócić uwagę, ale to nic nie działa. Tracę nadzieję. Czasem jest dobrze, myśli słabną i wtedy czuje się wspaniale, ale bardzo często te myśli nie dają mi spokoju. A i psycholog jeszcze stwierdziła depresję, choć nie wiem czy to prawda. Czasami pojawiały mi się myśli, życie jest bez sensu, po co ja żyję, chyba się zabije, ale to właśnie przez te myśli. Telewizji już nie oglądałam bo przecież tam są dziewczyny, boję się na jakąkolwiek spojrzeć, bo te myśli wrócą, nawet jakieś postacie żeńskie z kreskówek wywołują te myśli. Nawet jak spojrzę na jakąś dziewczynę to już pojawiają sie jakieś bluźniercze myśli, lęk że zaraz ją zgwałcę, że zrobię jej coś na tle seksualnym. To już naprawdę jakaś chora obsesja, z którą nie potrafię sobie poradzić. Chciałbym wrócić do tego wszystkiego sprzed tego gó*wna i wtedy kiedy tata żył. Bardzo mi go brakuje, ale jednocześnie boję, że jakby żył, to czy te myśli by i tak nie były. Mam już wszystkiego dosyć. A i jeszcze również najgorsza z tych myśli: "A co jeśli to nie neriwca, tylko ty naprawdę jesteś homo, a próbujesz się usprawiedliwiać nerwicą, a co jeśli tak było zawsze, a teraz próbuje sobie wmówić że to nerwica a tak naprawde jestem homo?". A tak i jeszcze jest coś takiego, że myślę, że to nie nerwica, bo czasami tego lęku nie mam i niepokoju i też i wtedy myślę, czekaj czekaj skoro nie czujesz lęku i niepokoju to znaczy, że nie masz nerwicy i jesteś homo. I wtedy chce mi się naprawdę wyć i krzyczeć. Są również myśli że zaraz wszystkim homo , dziewczyny i wgl ludzi pozabijam. To jest okropne. Proszę pomóżcie, bo ja nie chcę takiego życia z tymi myślami, nie chcę być homo itp. Błagam zrozumcie mnie też, wiem, że okres dojrzewania i takie myśli o orientacji mogą się pojawić, ale żeby do takiego stopnia? I żeby mi codziennie od już miesięcy zatruwały życie? Nie chcę takiego życia jako homo, chcę mieć chłopaka, później męża, dzieci i fajną rodzinkę. A ta wizja przekreśla wszystkie moje plany i nadzieję. Nie wytrzymam doradźcie co jest ze mną nie tak!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przeczytałem wszystko. Przykre jest to, że już tacy młodzi ludzie muszą cierpieć z powodu nerwicy i depresji. Nie tak powinno wyglądać życie w wieku naście-lat.

Ile lat mial Twój Tata?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No niestety spotkało to mnie, ale próbuję się z tym pogodzić i zaakceptować, że to mam i już. Najgorsze są te natrętne myśli, ale szukam nadal jakichś technik, no i terapia. Tata był młody, miał tylko 44 lata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż. Mnie to dopadło w wieku 11 lat. Dosłownie najgorszy okres jaki może być. Zamiast cieszyć się z niewinnego życia, trzeba walczyć z tym piekielnym stworzeniem. Nigdy jeszcze przez 4 lata mojego życia z tym cholerstwem, nie byłem u psychologa i nie żałuję, ponieważ nie mam mocnych objawów oraz okaleczających mnie. Najwyżej się kończy na myślach. Trzeba z tym walczyć. Coś w stylu jaki podałaś myśli jaki podałaś "A może jednak jestem lesbijką?" "To tylko nerwica natręctw, nic poważnego" przynajmniej u mnie przechodzi i ta myśl nigdy nie wraca. Powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak tylko ciągle dręczy mnie takie coś, a co jeśli to nie nerwica, tylko naprawdę jestem homo i wmawiam sobie że to nerwica, bo to wypieram i że usprawiedliwiam to że jestem homo że to nerwica. To mnie tak miażdży że mam ochotę wyć. A ja nie chcę być homo i taka myśl przed nerwica nigdy nie miała miejsca no może raz miesiąc po śmierci taty ale szybko ją olalam i żyłam normalnie przez kilka miesięcy. I już nie wiem co jest prawdą, a co nie tak jakby mój system myślenia został kompletnie zepsuty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×