Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
homosapiens

Nie mam pojęcia jak mam ze sobą poradzić - moja historia

Rekomendowane odpowiedzi

Mam 25lat, mieszkam aktualnie w UK i nie radzę sobie KOMPLETNIE w życiu.

Czuję, że ma to związek z moim dzieciństwem.

Coś czuję, że to będzie długi post.

Zróbcie sobie kawkę / herbatkę i jedziemy.

Przepraszam za chaotyczną gramatykę oraz pisownię.

Przygodę z moją świadomością rozpocząłem w malutkiej wsi, mieszkałem wtedy z moja siostrą (7 lat starszą), mama, tata, dziadkowie na jednym piętrze (spałem z rodzicami w pokoju, siostra z dziadkami, what?).

Na piętrze mój wujek (od strony mamy brat) z żoną i dwoma synami lekko starszymi od mojej siostry.

 

Katolicka rodzina, kościół za płotem (dosłownie) prawie co dziennie bywałem + nauka, jedzenie, spanie, sam biegałem po gospodarstwie (tak było małe gospodarstwo), mało kontaktu z rówieśnikami dopóki nie poszedłem do przedszkola i szkoły podstawowej.

Byłem bardzo dobrym uczniem, marzyłem o studiach itd.

Ogólnie to matka ciągle w domu lecz dziadkowie mnie głównie wychowywali, ojciec pracuje non stop, widzę go tylko co jakiś czas.

Bardzo podobały mi się gry, wiecie pegazus itd.

moi rodzice kompletnie ignorowali proszenie o kupno, więc uczęszczałem do znajomego, który posiadał to cudo i grałem u niego ile mogłem.

Nie pamiętam żadnej zabawy z moją mamą, parę razy układałem puzzle z moją ciotką.

Sam sobie pozostawiony dzieciak biegający wokół domu.

W wieku 10lat , 2002, przeprowadzka do nowego domu.

Trochę większa wieś i szkoła w małym miasteczku i tutaj się zaczęło.

Moi rodzice ubierali mnie w ciuchy po kuzynach.

Miałem pokrzywione okulary (nawet nie wiem czemu moi rodzice ich nie naprawili?)

wadę wymowy, pokrzywione zęby, wadę kręgosłupa, krzywę stopy (od za małych butów – tak myślę).

Jednym słowem od samego początku byłem popychadłem, wyśmiewadłem, wiadomo o co chodzi.

Dodatkowo nie dostawałem kieszonkowego (sklepik szkolny = marzenie),

nie miałem nic do powiedzenia – nigdzie nie byłem, niczego nie doświadczyłem:

szkoła, kościół, zabawa samemu = my life.

Miałem zauroczenie w jednej z dziewczyn, udało mi się nawiązać znajomość, zostawiłem jej list w tornistrze,

wychowawczyni go przechwyciła z zeszytem i przeczytała na forum klasy robiąc ze mnie jeszcze większe pośmiewisko i kończąc moją znajomość z tą dziewczyną (bałem jej się spojrzeć w oczy).

Obok nowego domu mieszkali ciotka (strona ojca) z wujkiem (wujek alkoholik, na rencie) + kuzynostwo,

kuzyn (dwa lata starszy), kuzyn nr. 2 (dwa lata młodszy), kuzynka (3 lata młodsza).

Najstarszy kuzyn pokazał mi muzykę rap, rock…

Wiecie bunt, przekleństwa itd.

Miałem dość bycia popychadłem, w wieku 12-13 lat rozpoczął się bunt, walka z rodzicami o nie chodzenie do kościoła, uciekanie z mszy, bycie ateistą, lekceważenie ich,

bycie rozrabiaką w szkole, przeszkadzanie, chuligaństwo.

Po zmianie paczka, która mi dokuczała zaczęła mnie powoli akceptować i rozrabiać ze mną.

Zapraszali mnie do swoich domów, graliśmy godzinami na komputerach itd.

Gdy poszedłem do gimnazjum kompletnie zostałem odseparowany od swojej paczki i stałem się na nowo popychadłem lecz uzależnionym od gier (w 1 gimnazjum dostałem W KOŃCU stary używany komputer na gwiazdkę).

Stałem się zamknięty w sobie, co dziennie słyszałem dokuczanie na korytarzu, zostawałem popychany, przyklejane podpaski na moje plecy aby ośmieszyć mnie przed całą szkołą.

Jak tylko wracałem do domu siadałem do komputera i grałem aż do późnej godziny.

Niewyspany, non stop przed komputerem na starym małym krzesełku, zgarbiony przez cały czas.

Byłem również popychadłem na swojej ulicy i okolicach, nawet moje własne kuzynostwo, którzy byli moimi sąsiadami mnie sprzedawali i wyśmiewali w towarzystwie innych…

W drugiej klasie po uderzeniu w twarz moje okulary zostały uszkodzone i jeden z nosków odpadł,

chodziłem w nich ponad rok bez jednego noska, metal wbijał się do mojego nosa powodując ból oraz zakażenie z wylewająca się ropą.

Dopiero po roku zostały one wymienione.

Przez ten ludzie patrzyli na mnie z pogardą.

Byłem nikim w oczach ludzi i tak samo się czułem, coraz bardziej pochłonęły mnie gry, siedziałem przez komputerem cały czas poza szkołą, nawet w wakacje większość czasu, ponieważ uciekałem do domu przez rówieśnikami aby nie być kolejny raz poniżony czy uderzony.

Odnośnie moich relacji z rodziną:

moja siostra – tylko cześć i na razie, mijanie się w korytarzu,

mama – gotowała, prasowała, robiła obiadki lecz jak próbowałem z nią porozmawiać to akurat rozwiązała krzyżówkę albo oglądała serial

tata – nie było go w domu 90% czasu, jak był to zasypiał na siedząco.

Zostałem sam z komputerem…

Dostałem się jakimś cudem do technikum informatycznego (tylko to przyszło mi do głowy) z tej okazji rodzice kupili mi lepszy komputer,

byłem kompletnie zamknięty, po raz kolejny spodobała mi się jedna dziewczyna z liceum i znów zaliczyłem wyśmiewanie i pokazywanie palcami na korytarzach…

Siedząc cały czas przez komputerem kompletnie nie ucząc się oblałem pierwszą klasą i zostałem wydalony ze szkoły, poszedłem do innego technikum informatycznego, ta sama historia, brak przyjaciół, popychadło. Chociaż w tej szkole jeszcze nie było tak źle, ponieważ kumplowałem się z paczką chuliganów od samego początku, spowodowało to wagary, picie alkoholu, palenie papierosów oraz trawki, nie uczęszczanie na zajęcia oraz oczywiście wydalenie ze szkoły po pierwszym roku.

Poprosiłem moich rodziców o zapisanie mnie do psychologa, ponieważ nie mogę przestać grać na komputerze, po 3 wizytach była poprawa, zacząłem stawiać sobie cele, usunąłem wszystkie gry z komputera lecz rodzice z niej zrezygnowali, ponieważ psycholog powiedziała im, że to jest ich wina, ponieważ nie spędzają w ogóle ze mną czasu („nie będzie jakaś babka po studiach uczyła mnie jak wychować syna” – cytat ojca).

Zapisałem się do szkoły zaocznej, zajęcia co dwa tygodnie w weekendy, resztę czasu siedziałem przed komputerem, piłem alkohol i paliłem papierosy oraz trawę z moim najstarszym kuzynem,

raz miałem dużo trawy i byłem kompletnie w nocy sam, zapaliłem więcej niż zwykle, dostałem drgawek oraz uczucia umierania (bad trip) od tego czasu zaczęła się nerwica lękowa.

 

Nie mogłem spać po nocach, bałem się własnego cienia oraz o moje zdrowie, że mam raka, że umrę, budziłem się w środku nocy z drgawkami, jak wchodziłem do sypialni moich rodziców bo nie widziałem co się dzieje, szukałem pomocy, moja mama odpowiadała: to tylko nerwy, wkręcasz sobie, idź spać.

Męczyłem się z tym ponad rok, nie sypiając w nocy, mają koszmary, nie mogłem się na niczym skupić, przestałem palić papierosy bo po nich było jeszcze gorzej (czułem się bardziej chory).

Edukowałem się, zrozumiałem, że to było nerwica i walczyłem, zmniejszyłem objawy i mogłem spać w nocy… Znalazłem pracę jako magazynier i serwis IT w jednej z firm + szkoła.

Kupiłem samochód, praca, szkoła, granie. To było moje życie.

Poznałem dziewczynę na fotce, młodsza ode mnie, spotykałem się z nią przez jakiś czas ale okazało się, że puszcza się na lewo i prawo, zerwałem.

Poznałem kolejną na fotce, patologiczny dom, ojciec alkoholik.

Błagała mnie o pomoc, pomogłem jej uciec i zaczęliśmy mieszkać razem:

ona miała napady lękowe oraz widziała czarną postać, która ją nachodzi w nocy, budziła się z krzykiem.

Woziłem ją po egzorcystach, pomagałem jej w stanach lękowych, udało się jej z tego wyjść.

Dodatkowo okazało się, że była gwałcona w dzieciństwie, przez pierwsze kilka miesięcy nie uprawiliśmy seksu bo płakała przy próbie.

Rozmawiałem z nią, pomagałem jej i powoli udało nam się dojść do tego.

Można powiedzieć, że byłem jej terapeutą a ona mi pomagała gdy dostawałem drgawek w nocy z powodu nerwicy. Był jeden problem… Nie pracowała, zawsze był jaki problem z pracą i szybko ją zwalniano + złamała nogę i była nie cały pół roku w gipsie, więc ja utrzymywałem mieszkanie + chodziłem do szkoły, 3 klasa maturalna.

Niestety musiałem pracować również w soboty i rzuciłem szkołę, to jednak nie wystarczyło i rozpoczęły się długi, podjąłem złą decyzję, zostałem wciągnięty w MLM przez szefa i straciłem 7 tysięcy złotych (na kredyt).

Długi, słaba płaca, problemy z Kasią, ze sobą + nasze kłótnie + problemy z jej rodzicami, szczególnie pijalnym ojcem, który mnie nienawidził i ciągle robił awantury, nachodził nas w naszym mieszkaniu.

Po 2 latach takiego życia. Zawsze marzyłem o wylocie do Kalifornii, USA.

Udało mi się znaleźć ludzi, którzy poszukiwali pracowników do sprzątania domów, obiecując dobrą płacę.

Wziąłem kredyt na ponad 10 tysięcy, kupiłem wizy dla mnie i Kasi, bilety lotnicze, tysiąc dolarów w kieszeń i polecieliśmy (planowaliśmy zarobić w dolarach i spłacić wszystko w 6 miesięcy).

6 miesięcy sprzątaliśmy domy amerykanom (ciężka, niewdzięczna praca) i żyliśmy w miarę okay, piękna Kalifornia, niestety raz byliśmy bezdomni, mieszkaliśmy w samochodzie, którym mieliśmy stłuczkę, na ulicy itd.

ale udało nam się wrócić po 6 miesiącach do Polski (bez kasy).

Zamieszkałem u Kasi w domu (prosiła mnie o to, ponieważ bała się Ojca).

Co dziennie byłem świadkiem awantur, broniłem ją i jej matkę przed ojcem, dostawałem znów ataków nerwicy, Kasia ataków paniki, kilka razy musiała interweniować policja, dorabiałem sobie na budowach aby spłacać długi, po ponad 6 miesiącach Kasia dowiedziała się, że jej kuzynka mieszka w Londynie, polecieliśmy…

Ja pracowałem w serwisie, Kasia w kawiarni, mieszkaliśmy u kuzynki od Kasi, ciągle imprezy, 8 osób w domu, narkotyki, alkohol (dzieci z patologicznej rodziny).

Po 4 miesiącach wynajęliśmy własne mieszkanie, ja straciłem pracę, mieliśmy problem z utrzymaniem się i spłacaniem długów w Polsce. Dorabiałem sobie na tworzeniu stron internetowych oraz naprawy komputerów.

Kasia powiedziała mi, że znalazła nową pracę, jako sekretarka, pracowała tam ponad miesiąc dopóki nie dowiedziałem się przypadkowo, że pracuje tak naprawdę jako prostytutka, gdy poinformowałem ją, że wiem czym się zajmuje, wyprowadziła się, zadzwoniła na policję i skłamała policji, że ją zgwałciłem, zostałem aresztowany, nie mogłem pracować więc straciłem mieszkanie, zabrali mi telefon, paszport, dokumenty, nie mogłem wrócić do Polski.

Jeden z klientów odebrał mnie z komisariatu, mieszkałem u niego w pokoju 3 miesiące dopóki nie znalazłem pracy, pracowałem w sklepie komputerowym, wynająłem własny pokój bo on wyleciał do Polski.

Nie widziałem się z rodziną ponad 2 lata ponieważ nie mogłem opuścić UK, dopiero nie dawno śledztwo zostało umorzone i otrzymałem z powrotem dokumenty, w między czasie, właściciel sklepu zamknął go i wyleciał do Afganistanu.

Zostałem bez pracy, sprzedawałem co miałem aby opłacić czynsz, aktualnie to naprawiam komputery i rozwożę jedzenie na rowerze aby przetrwać …

Nie mam pieniędzy, długi nadal w Polsce niespłacone, problem ze spaniem po nocach, mieszkam w zagrzybiałym pokoju w ponurej okolicy (tylko na to mnie stać), nie mam kompletnie poczucia własnej wartości, ciągle jestem w stresie, nie chcę wrócić do Polski bez pieniędzy, jestem kompletnie nie w formie, po tylu latach na komputerze mam skrzywiony kręgosłup, okulary, nadwagę…

W dodatku wracają objawy nerwicy lękowej oraz hipochondrii.

Nie mam pojęcia co mam zrobić…

Jakieś porady? Od czego mam zacząć?

Nie potrafię sobie ze sobą kompletnie poradzić…

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej:)

 

Ja mam wrażenie, że Twoim największym problemem jest niska samoocenaZapewniam Cię, że masz w sobie więcej siły i zaradności niż Ci się wydaje. Mimo ciężkiej sytuacji załatwiłeś sobie dach nad głową i coś do jedzenia, a to wcale nie jest proste, jeśli nie ma się żadnego wsparcia. Ja też miałam niską samoocenę i mi terapeutka zaproponował takie ćwiczenie:

 

codziennie wieczorem trzeba sobie na chwilę usiąść i wypisać rzeczy, które się zrobiło danego dnia dobrze. Ale to nie chodzi o to żeby szukać nie wiadomo jakich rzeczy. To mają być rzeczy typu: wstałem z łóżka, mimo, że wiedziałem, że czeka mnie ciężki dzień, pomogłem komuś, mimo, że sam mam dużo na głowie, uśmiechnąłem się do gościa na ulicy albo zauważyłem, że za oknem ładnie świeci słońce. To są rzeczy które się wydają oczywiste może ale przecież zawsze można nie wstać z tego łóżka, stracić pracę i wybrać życie na ulicy. I zapewniam Cię że już niejeden w życiu tak zrobił (i teraz chodzi i żebra) a Ty przecież nadal próbujesz.

 

Piszesz że nigdzie nie byłeś i niczego nie doświadczyłeś. No to ja Ci odpowiadam. Może i nigdzie nie byłeś, ale doświadczyłeś więcej niż niejeden człowiek. I właśnie dzięki temu prawdopodobnie masz więcej do zaoferowania niż niejeden człowiek, bo więcej rozumiesz. Tylko że to są wartości psychologiczne, które mało kto zauważa, bo żeby je zauważyć to trzeba kogoś bliżej poznać. A według mnie one są ważniejsze niż takie rzeczy, które nieraz się widzi na pierwszy rzut oka (a już na pewno jakieś rzeczy materialne).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za przeczytanie mojego postu i podziwiam, że dotrwałaś do końca.

 

Wypróbuję Twoją metodę.

 

Najwięcej martwi mnie to, że mam 25lat, nie skończyłem szkoły średniej, nie mam żadnej stałej pracy, żadnych przyjaciół, mam nadwagę, zaburzenia związane z nerwicą lękową, długi w Polsce, więc mój majątek netto jest na minusie...

 

A jak byłem dzieckiem marzyłem o studiach i pięknym domu w słonecznej Kalifornii...

Za 5 lat będę miał 30lat...

 

Nie osiągnałem nic... a teraz nie mam odwagi oraz pewności siebie by spojrzeć ludziom w oczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiem tak. Jest coś takiego jak piramida potrzeb potrzeb Maslowa. W dużym skrócie chodzi o to, że człowiek na pierwszym miejscu potrzebuje zaspokojenia potrzeb fizjologicznych (tj jedzenie, picie, wydalanie itp itd) na drugim miejscu jest bezpieczeństwo (ale tą potrzebę się zaczyna dopiero realizować jak jest zaspokojona ta pierwsza, człowiek który jest głodny nie będzie dbał o swoje bezpieczeństwo, bo np pójdzie kraść). Ciężko się czuć bezpiecznie jak się nie ma zaufania nawet do samego siebie. A jak tu się uczyć jak się człowiek nie czuje bezpiecznie? Po prostu musisz sobie te wszystkie potrzeby po kolei zaspokoić, inaczej się nie przeskoczy. Nie wszystko na raz:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wysłałam Ci wiadomość prywatną, ale forum coś szwankuje i od wczoraj jest w folderze "Do wysłania":/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wysłałam Ci wiadomość prywatną, ale forum coś szwankuje i od wczoraj jest w folderze "Do wysłania":/

Wszystko działa, jak użytkownik odczyta wiadomość, to automatycznie wskoczy do wiadomości wysłanych ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×