Skocz do zawartości
Nerwica.com

Całkowicie nieuzasadnione popełnianie żałosnych błędów.


TheStig

Rekomendowane odpowiedzi

Od początku liceum byłem zakochany w koleżance z klasy. Jestem prawie pewien, że o tym wie.Jednak ciężko przechodziłem zmianę środowiska i niejako zdecydowałem się odpuścić, przynajmniej na jakiś czas, bo wiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Pierwszy rok był dla mnie fatalny. Miałem socjofobię ( osobista diagnoza :P ). Moje osobiste wartości konfrontowały się ze światem zewnętrznym. Nie ufałem sobie, swoim osądom, nie portafiłem ocenić, co jest właściwe,a co nie. Teraz kończę liceum i wszystko wygląda zupełnie inaczej. Mam paczkę dobrych znajomych, jestem całkiem rozpoznawalny w szkole i spełnia się moja ekstrawertyczna strona mnie. Staram się być niezależny i myślę, że nieźle mi to wychodzi. Mimo, to ciągle staram się coś komuś udowodnić, głownie kobiecie w której byłem/jestem zakochany. Ona ma faceta, od prawie roku. Uwielbiam ją i to mnie denerwuje. Wydaje mi się to żałosne, że jestem w niej zakochany od tak długiego czasu i nigdy nic miedz nami nie było. Denerwuje mnie, że nie wiem czy to wszystko jest prawdziwe (uczucie), czy tylko to sobie wmawiam.Nie uważam siebie za osobę życiowo nieporadną, a jednak mam talent do popełniania błędów. Ostatni był, dla mnie osobiście, katastrofalny. Błąd tak śmieszny głupi i nieoczywisty, że nawet nie wiem, jakie wnioski wyciągnąć. To mi przypomina przeszłość, gdy nie kontrolowałem tego co robię. Parę dni temu była studniówka, na którą wszyscy nakręcali się od pół roku. Dla mnie była to jedna z najgorszych imprez. Zaprosiłem niewłaściwą osobę. I to rzucało się w oczy. Miałem kogoś na oku, ale nie wypaliło. Dzień później zaprosiłem moją studniówkową partnerkę. Nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłem. Znalismy się trochę, a 2 miesiące wcześniej na wspólnej imprezie ostro przesadziła z alko. Nigdy nic do niej nie czułem. Zbłaźniłem się. Mam dobry kontakt z dziewczynami ( jako facet, nie przyjaciel), a zaprosiłem osobę 2 lata młodszą, ciekawą z wyglądu, ale kompletnie nie ciekawą z charakteru. Nie mogę zrozumieć, dlaczego podjąłem tak absurdalną decyzję. na studniówce nie dało się z nią normalnie tańczyć, bo zbyt dużo wypiła ( za co jestem częściowo odpowiedzialny). Chciałem udowodnić tej z którą nie mogę być, że stoję na własnych nogach, że nie przejmuję się nią i sobie dobrze radzę w towarzystwie, zwłaszcza kobiet. Chcę jej udowodnić, że jestem prawdziwym facetem i nie mam nic wspólnego z tym co działo się ze mną 2 lata temu. Nie po to, żeby ją odzyskać. Wręcz przeciwnie, chcę się od tego wyrwać poprzez pokazania na ile mnie stać. Chciałem wzbudzić u niej zazdrość. Uważam, że na dzień dzisiejszy mam wszelkie podstawy, żeby udowodnić jaki poczyniłem postęp, a mimo to zbłaźniłem się. Staram się nie przywiązywać zbytniej uwagi do błędów, wybaczam je sobie, co pozwala mi się rozwijać. Ale tego nie mogę sobie wytłumaczyć. Mam wrażenie, że koleżanki z klasy patrzą na to trochę z POLITOWANIEM, nienawidzę tego. Nie chcę żadnego pieprzonego współczucia. Nie rozumiem, co mi strzeliło do głowy. Często zdarza m i się popełnianie takich absurdalnych błędów, na szczęście nie o tak beznadziejnych skutkach. To do mnie nie pasuje, to jest idiotyczne. Jak mam mieć zaufanie do siebie samego, skoro takie coś cały czas się zdarza..? Jak wy to widzicie? Pozdrawiam

 

-- 24 sty 2012, 18:14 --

 

odświerzam

 

-- 24 sty 2012, 18:14 --

 

odswieżam* :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To co mi sie rzuciło w tym co napisałeś to, to że wciaz sobie nie wybaczyłeś tego, że nic nie zrobiłeś w stosunku do wspomnieniej dziewczyny kiedy była ku temu okazja!!! Nie wybaczyłeś sobie!!! Mam wrażenie, że teraz bardziej sobie próbujesz coś udowodnić, niż jej!!! To jak taka trochę obsesja na jej punkcie!

 

Czy masz świadomość, że ona po tej studniówce może sobie nic nie pomyślała na Twój temat? Gdyż ona mozliwe, że zwyczajnie nie myśłi o Tobie i sie nie zastanawia jaki byłeś i jaki jesteś obecnie? To Ty oceniesz ciągle siebie jakby przez pryzmat tego co ona mogłaby sobie pomyśleć, bądź nie pomyśleć! To bardziej fantazjowanie i mało to ma wspolnego z rzeczywistoscią!

 

Myslę, że nie tyle jej chcesz coś udowodnić, co sobie samemu! To tak jakbyś sam przed sobą musiał zdawać jakieś wymaginowane egzaminy aby dobrze o samym sobie myśleć. Tylko udowadnianie sobie czegoś daje Ci poczucie wartości!!!

 

Jednak takie poczucie wartosci zawsze będzie tylko chwilowe, do następnej porażki...

 

Może warto wybrać się do psychologa aby popracować nad swoją samooceną! Aby nie uzalezniać siebie (tego co wiesz o sobie) od innych osób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×