Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Artem80

Depresja po rozwodzie - to jak koniec życia - pomóżcie!

Rekomendowane odpowiedzi

Witajcie.

Jestem w trakcie separacji ale najprawdopodobniej dojdzie do rozwodu. Byliśmy młodym małżeństwem 1,5 roku stażu. Było nam ze sobą bardzo dobrze do czasu - kiedy różnica charakterów zaczynała dawać się we znaki - mowiąc kolokwialnie nie dogadywaliśmy sie. Żona postanowiłą wyprowadzić sie do innego miasta niby że na okres próbny, przemyśleć odpocząć aż w koncu stwierdziłą że uczucie w niej wygasło i nie chce wrócić do mnie. Przez cały ten okres bardzo ją prosiłem żebyśmy rozmawiali ze sobą, starali sie to wszystko uratować, wyleczyć żale i urazy, że potrzebujemy pracować nad własnymi charakterami i nad związkiem ..nic z tego. Moja żona jest bardzo upartą osobą do której trudno dotrzeć. Sama ma problemy z ktorymi powinna sie udać do psychiatry i psychoterapeuty (nerwica lekkowa, depresja) ale ona to wszystko dusi w sobie i nie chce dać sobie pomoć.

Po rozstaniu wróciłem do swojego domu rodzinnego i mieszkam z matką (co też nie jest dobrym rozwiązaniem ale musze sie odkuć finansowo żeby cokolwiek myśleć o swoim kącie). Wrociłem z ostrą depresją - która wynika z tego poczucia straty sensu życia po rozstaniu. Byłem u neurologa-psychiatry. Zażywałem symfaxin, alprox...

Ale generalnie nic z tego. Nie mam ochoty na nic. Mam 30 lat a wydaje mi sie że to koniec mojego życia, że zaraz umrę i juz nic szczęścia w życiu nie zaznam a chcialbym jeszcze obdarzyć drugą osobę miłością i miećrodzinę. Moje dotychczasowe hobby (ksiązki, gry, 2 wojna światowa) w ogole mnie juz nie interesuje. Jest tylko rozpacz i brak nadzieii. Staram sie sobie tłumaczyc ze jeszcze życie przede mną ale nie mam zadnej radości życia w sobie... nic a nic :( jest tylko czarnowidzctwo. I przyznaje, że to w dużej mierze przez to że wciąz bardzo kocham żonę i chciałym wszystko naprawić i pracować nad soba i naszym zwiazkiem ale ona twierdzi że w niej wygasło uczucie i nic nie moze z tym zrobić. Nie wiem zupelnie jak mam żyć teraz............

artem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Cześć-w tym cały ambaras żeby dwoje chciało naraz..terapia małżeńska byłaby dobra..tyle że bez żony nic nie da.Zadbaj teraz o siebie idź do psychoterapeuty,porozmawiaj.Rozstania bolą musisz dać sobie czas na uporanie z własnym bólem.Będziesz szczęśliwy pokochasz jak uporasz się ze swymi problemami.Rozumiem,że dzieci nie macie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Współczuję bardzo. Koniec związku, to z tego co znam z życia, zwykle utrata sensu, bo kończy się coś, w co wierzyliśmy. Do tego rozpacz, ból... Ale ten stan mija, każdy dzień jest lepszy i czas zaczyna znowu płynąć. To w żonie nie ma chęci rozwiązania problemu i póki co woli do odbudowania małżeństwa, więc nie masz na to żadnego wpływu. Chyba najbardziej męczące jest poczucie, że coś się mogło zrobić lepiej i że trzeba samemu wymyślić strategię, znaleźć rozwiązanie, zdobyć znów tego kogoś. I według mnie to właśnie ta nadzieja powoduje ból. I branie odpowiedzialności za coś, czego nie można przeskoczyć. A tylko żona może się z tym uporać, nic za nią nie zrobisz. Możesz tylko się starać chronić siebie przed złymi myślami i złym myśleniem o sobie. Jedyne co może mieć wpływ to to, co ona ze sobą zrobi i upływ czasu - który może pozwoli jej zrozumieć czego chce. To, że nie wyszło, nie znaczy, że z Tobą coś jest nie tak. Z Twojego postu wynika, że zachowujesz się dojrzale, może to z nią jest coś nie ok i jak tego nie zmieni, to nie będzie z Waszym małżeństwem już dobrze, albo po prostu nie pasujecie do siebie.

 

Mi pomagało kiedyś po rozstaniu też takie hasło "Nie ma miłości bez wzajemności". Czyli jeśli moje uczucia nie uszczęśliwiają drugiej osoby, to są... niepotrzebne. Bo miłość to uszczęśliwianie kogoś, więc jeśli to nie jest możliwe, to znaczy, że prawdziwa miłość nie jest możliwa między nami. Przy czym nie czułam, żeby takie myślenie było skierowane przeciwko mnie - to nie musi być moja wina, że nie mogę tej drugiej osoby uszczęśliwić. Może ona sama nie umie uszczęśliwić siebie? Ale pomagało mi na rozczulanie się nad "wielką miłością" - choć brzmi trochę okrutnie, ale u mnie przynajmniej zdawało egzamin.

 

-- 12 sie 2011, 22:39 --

 

A po ludzku to bardzo współczuję. Tak po prostu. Ludzie, którzy nie dojrzeli do małżeństwa nie powinni się w to pakować. Ehh... :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam !

 

Widzę że jesteś wrażliwym mężczyzną który nie poddaje i walczy o to co kocha! Bardzo dobrze, dałeś do zrozumienia żonie że Ci na niej zależy, że chcesz ratować wasz związek. Jeżeli czujesz że warto, walcz dopóki możesz. Jednak pamiętaj, że to nie zależy wyłącznie od Ciebie. Aby było dobrze muszą chcieć dwie osoby, sam nic nie zdołasz.

 

Piszesz o problemach Twojej żony, postaraj się jej pomóc. Zacznij od szczerej rozmowy, zapytaj ją czy decyzja o rozwodzie jest przemyślana, czy nie podjęła jej pochopnie. Wspomnij o specjalistach którzy mogą pomóc waszemu związkowi. Być może żona chcę się z Tobą rozwieść przez depresję. Powiedz jej o swoich uczuciach i chęci pomocy z twojej strony, odpowiedź jej jak sam to przeżywasz.

 

 

Wydaję mi się że to wszystko co możesz zrobić. Jeżeli nie pomoże trudno. Chociaż nie będziesz sobie zarzucać że nie wykorzystałeś wszystkich możliwości i będziesz miał czyste sumienie w przyszłości.

 

Piszesz że wmawiasz sobie że całe życie przed Tobą - kiedy to prawda! Jesteś młodym ( i z tego co widzę ) wrażliwym mężczyzną, a powiem Ci z własnego doświadczenia że właśnie wrażliwość kobiety cenią najbardziej ! :). To normalne że czujesz ból, pamiętaj jednak że choć brzmi to kolokwialnie czas leczy rany!

 

Wierzę że Ci się uda, jak nie dojdziesz z żoną do porozumienia, to na pewno z biegiem czau ułożysz sobie życie na nowo i będziesz szczęśliwym człowiekiem! Życzę Ci wszystkiego dobrego i trzymam kciuki!

 

 

Pozdrawiam i powodzenia!

 

 

 

 

Madziorex

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Piszesz o problemach Twojej żony, postaraj się jej pomóc. Zacznij od szczerej rozmowy, zapytaj ją czy decyzja o rozwodzie jest przemyślana, czy nie podjęła jej pochopnie. Wspomnij o specjalistach którzy mogą pomóc waszemu związkowi. Być może żona chcę się z Tobą rozwieść przez depresję. Powiedz jej o swoich uczuciach i chęci pomocy z twojej strony, odpowiedź jej jak sam to przeżywasz.

(...)

Piszesz że wmawiasz sobie że całe życie przed Tobą - kiedy to prawda! Jesteś młodym ( i z tego co widzę ) wrażliwym mężczyzną, a powiem Ci z własnego doświadczenia że właśnie wrażliwość kobiety cenią najbardziej ! :). To normalne że czujesz ból, pamiętaj jednak że choć brzmi to kolokwialnie czas leczy rany!

 

Wierzę że Ci się uda, jak nie dojdziesz z żoną do porozumienia, to na pewno z biegiem czau ułożysz sobie życie na nowo i będziesz szczęśliwym człowiekiem! Życzę Ci wszystkiego dobrego i trzymam kciuki!

Madziorex

 

Owszem, próbowałem jej pomóc, nam pomóc. Sam zdecydowałem się na leczenie psychiatryczne (depresja) i terapeutyczne (aczkolwiek z braku funduszy została mi autoterapia z pomocą książek - kiedyś tak pokonałem nerwicę natręctw) . Prosiłem, bardzo prosiłem, proponowałem - chodźmy na terapie małżeńską, osobno na indywidualne terapie, chodźmy do neurologa (moja żona ma wyraźne tiki nerwowe będące efektem duszonych emocji). Nic z tego :( ona uważa ze jej to nie jest potrzebne... Więc pozostałem nie tylko z rozpaczą po jej odejściu bo kochałem ja nad życie ale też z poczuciem porażki że nie potrafiłem do niej dotrzeć; z reszta nikt z jej rodziny nie ma żadnej na nią wpływu i żadnych sugestii nie bierze pod uwagę.

Nie dość że jestem za natury nieśmiałym typem samotnika to teraz już w ogóle mam lęk przed rozpoczęciem jakichkolwiek znajomości z kobietami, mam straszny żal i ranę w duszy po tym co się stało. Nie wiem, mam cholerna blokadę, nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafił nawet zagadać z kobietą... :( A przyznaje że bardzo wiele rzeczy mi sie przeewartościowało w tym związku i po rozstaniu. Rodzina i chęć dawania siebie drugiej osobie stała sie priorytetem... a teraz pozostała jedynie pustka i smutek, straszny smutek :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Wykazujesz bardzo dojrzałe podejście do problemu i zrobiłes duzo dla żony.Można komuś pomóc tylko wtedy gdy on sam tego chce.Oczywiste,że po tych przeżyciach masz różne odczucia.jest Ci ciężko,ale dopóki nie uporasz się z przeszłością nie będziesz mógł iśc dalej.Gdzieś tam czeka kobieta..abyś ją pokochał.Na kasę też można leczyc się u psychiatry i psychologa,to Ci teraz jes niezbedne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Artem80, ta historia mi bardzo przypomina jedną o której słyszałam osobiście zaczęłam się nawet zastanawiać czy się czasami nie znamy. Niestety myślę, ze nie da się tutaj już nic uratować, bo za daleko to zaszło. Lepiej się rozstać i odciąć od przeszłości. Ból z czasem mija, teraz jest wielki ale trzydzieści lat to dopiero start w życie, tak wiele się może wydarzyć jeszcze dobrego. Zakopanie się w depresji to niezbyt dobry pomysł dlatego trzeba wszelkimi sposobami czy to farmakologicznie czy też poprzez terapię wyjść z tego stanu. Wiem, łatwo mówić ale da się to zrealizować sama z tego bagna wychodzę. Szkoda życia, mamy tylko jedno i po co zbudzić się po latach z poczuciem zmarnowanego czasu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ka_Po, Kasiu zaczniesz, przecież z tego co pamiętam to nie Twoja jedyna miłość w życiu, wiesz jak jest. Najpierw pięknie, potem rutyna, a później albo sobie z tym radzimy albo nie. Ból rozstania, jak to napisałaś żałoba, ale po jakimś czasie to mija i zaczynamy się od nowa rozglądać. Zauważamy, ze jakiś mężczyzna się do nas uśmiechnie, ktoś zagadnie. wraca własna atrakcyjność i poczucie wartości. W sercu zaczyna się budzić nadzieja na nowe... i to jest własnie życie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dziewczyny czasem trzeba coś stracić żeby coś nowego zyskać..a może to NOWE będzie wspanialsze niż możnaby sobie to wyobrazić..i potem przychodzi refleksja..po co ja tak rozpaczałem/łam..skoro teraz jest tak dobrze.Życze wam jak nakrotszego czasu żałoby..i dużo radości..każda miłość jest cudowna,niepowtarzalna,jedyna...takich miłości wam życze:-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Artem80, mam identyczny problem, jestem w tej samej sytuacji. Róznica tylko taka, ze to mnie mąz zostawił, ze względu na moją chorobę CHAD.

Ta separacja trwa juz 1,5 miesiąca:(

Chodzę do psychologa, jestem na Oddziale dziennym, nie wiem co bym zrobiła sama, bez opieki lekarskiej.

na początku szalałam z rozpaczy, wariowałam dosłownie, prosiłam, błagałam , to nic nie dało, aż w końcu dałam sobie spokój, chociaz ból pozostał.

Moja psychoterapeutka powiedziała, że przechodze teraz taki okres "załoby", który jest normalnym stanem po stracie bliskiej osoby i że czas wszysko zmieni i że mam teraz prawo do różnych uczuć od miłości po nienawiść.

Boję sie rozwodu i tych wszystkich formalności papierkowych, boje sie, ze nie poradze sobie będąc całkiem sama.

Artem, wiem ciężko Ci jest, nie wiem co Ci doradzić bo sama jestem w takiej sytuacji ale jeszcze zyję z dnia na dzień oswajam się coraz bardziej z sytuacją i tak narazie musi być.

Niestety nie mogę sobie pozwolić na wizytę u psychoterapeuty w związku z brakiem funduszy - pracuję jako lektor języka obcego w prywatnej szkole a teraz jest martwica wakacyjna jesli chodzi o lekcje. W urzedzie pracy nie moge sie zarejestrować bo zostalem skreślony na 4 miesiące po tym jak nie stawilem sie na spotkanie - a żeby było bardziej ironicznie to nie stawilem sie bo pojechalem na spotkanie z żoną (z ostatnią nadzieją kwiatami i uczuciem, nic z tego).

Zostały mi ksiązki i fora internetowe to moja jedyna podpora. Poza tęsknotą, lękiem o przyszłość najgorsza jest nerwowość, samotność i nieumiejętność usiedzenie w jednym mejscu. Zażywam tranxene ale chyba go powoli odstawie. O fajakch juz nie wspomnę ile "kopcę" a nigdy nie paliłem. Nie wiem juz jak mam sobie mówić że wszystko będzie dobrze. W sumie wciąż czekam na ostateczną odpowiedz od żony i poki sie to wszystko nie wyjasni w jedna czy drugą stronę nie zaznam spokoju.

Wszyscy dookoła mi mówią że potrzeba czasu, cierpliwości i z tym najbardziej nie potrafie sobie poradzić cokolwiek bym nie robił mam wrażenie żę teraz życie przesypuje mi się jak piasek przez palce, że tracę każdą minutę życia jeśli nie jest mi dane KOCHAĆ I DAWAĆ SIEBIE tej drugiej osobie . no cóż tak mi ten związek przewartosćiował wszystko

Mam 30 lat a prawda jest taka że to był mój pierwszy poważny zwiazek, dlatgo nie potrafie wyjsc z tego szoku. Nigdy nie staralem sie szukac na sile milosci ale jak juz znalazlem to kompletnie nie potrafie sobie poradzic z jej utratą. Jakikolwiek były to truzim to ten zwiazek był moim wymarzonym, zwińczonym malżeństwem, nadzieją na życie i BOJE SIE TEGO BARDZO, że skoro tak wielki ładunek emocjonalny włożyłem w ten związek nie wiem czy będę potrafił sie z kimś jeszcze zwiazać tak mocno, szczerze i spontanicznie.

ps. nie sądziłem że spotkam sie z takim odzewem na mojego posta. dzieki wam, to dla mnie w tym momencie jedyna sensowna podpora bo wiem ze jest szczera i nie wymuszona

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czekanie męczy,wiem dostałem kopa od dziewczyny po 3 latach,ponieważ stwierdziła,,że nie zamierza niańczyć!mojej nerwicy do końca życia,,no cóż bolało musiałem zaakceptować jej wolę,a było mi trudno.Czułem się gorszy,odrzucony..wściekły,że nie dosyć że sam się zmagam to jeszcze mi się posypało..przedawkowałem leki,uratował mnie kumpel z którym mieszkałem..wrócił wcześniej z imprezy..było krucho ze mną..widac miałem jeszcze żyć.Dziś wiem,że nikt ani nic nie jest warte tego by sobie życie odbierać.Więc bardzo Cię rozumiem..zapisz się może na terapie z NFZ..czeka się ale zawsze to lepsze niż nic.Polecam do czytania ,,Nową Ziemie,,Eckharta Tolle,,i trzymam kciuki za Ciebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×