Skocz do zawartości
Nerwica.com

Już nie wytrzymuje


joker27

Rekomendowane odpowiedzi

Najbardziej męczy mnie lęk od rana do wieczora, zrobił mi się chyba gad przy obecnej znośnie leków... 

 

Mam tak zwane meta ocd, może też hiper świadomość, ostatnio lepiej czułem się na leku brintelix plus arypiprazol, arypiprazol sam odstawiłem z powodu akatyzji, już wtedy zdarzały się spadki nastroju, potem pojechałem do domu rodzinnego, poszedłem na małego grilla do znajomych, wypiłem trochę i zrobiłem coś za co żałuję ogromnie i jestem śmieciem, wciągnąłem kreskę amfetaminy (nie oceniajcie mnie, wiem że lecząc się takich rzeczy się nie robi, jestem po prostu zwykłym idiotą)

Nastrój zaczął spadać z dnia na dzień, myśli mocno wróciły, potem umówiłem się z moim psychiatrą, chciałem poprosić o ponowne włączenie arypiprazolu tylko w mniejszej dawce ale on stwierdził że nie i żebym wrócił do escitalopramu, który brałem z 7 lat po szpitalu ponad rok temu jeszcze, nie wziąłem na zakładkę bo źle przeczytałem i po prostu pierwsze 4 dni zacząłem odstawiać brintelix o połowę a dopiero potem znowu pojechałem do siebie kupiłem escitalopram i zacząłem go brać, po prostu od tej zmiany jest taki horror jakiego nie było, to już prawie miesiąc a ja czuję że już umarłem za życia, objawy jakby się zmieniły, moje meta ocd mówi mi że już nie ma pomocy, ja mam silny lęk od rana do wieczora którego nie da się wytrzymać, płaczę z bezsilności, i ten brak nadziei, tak mi się myśli zawiesiły, wiem że nikt nie zrozumie moich myśli ale chcę to po prostu gdzieś napisać, escitalopram pewnie by dłużej działał ale zdarzało mi się pić alkohol, tak jak i kiedyś gdy przyjmowałem paroksetyne przed jeszcze escitalopramem, były jakieś imprezy. Od półtora roku już piłem tylko czasem pojedyncze piwo co też żałuję że robiłem

Tydzień temu byłem w szpitalu, wytrzymałem tam tydzień, wypisałem się kłamiąc że jest trochę lepiej i nie mam myśli samobójczych, nie jadłem, nie dałem rady się umyć w tym lęku w tej depresji... Nie wiem już co mam robić, byłem przedwczoraj u swojego psychiatry, biorę teraz escitalopram drugi dzień dwie tabletki, pół tabletki ranofren ze szpitala, Mirtazapine na noc, agomelatyne też na noc, pregabaline stopniowo kazał zwiększać do 600 na dobę, ale ona mi nie pomaga.

Ogólnie to wybuch mojej nerwicy był prawie 20 lat temu jak się bałem pewnego gościa wieczorem w łóżku rozmyślałem o tym i się martwiłem że mnie złapie, wtedy taki lęk mnie trzymał, i coś mi się zawiesiło w głowie takie jakby "i teraz już zawsze będę tak myślał, taka zawieszona myśl lękowa" , nie dotycząca tej sytuacji, tak wtedy to było realne że aż dostałem wtedy ataku paniki że mi się takie coś zrobilo w mózgu... Czytałem czy to schizofrenia czy co najpierw, jakieś leki słabe najpierw, ja nie wiedziałem jak to tłumaczyć... Leki potem przez lata działały na takim poziomie że to było z tyłu głowy i się przypominało ale nie było depresji, a teraz głowa moja, ja sam przekonuje siebie że to już nie minie, ten ciągły lęk i depresja, leżę tylko bo niczym nie mogę się zająć to po prostu bombarduje... Nie mam na to wpływu, myśli typu skończę ze sobą, to już koniec, nic cię już nie ucieszy,, stracisz kobietę, stracisz wszystko, (chociaż niewiele mam poza rodzina i tą kobietą która jest dla mnie wszystkim, ale nawet nie pisze do niej nie pytam co słychać bo aż mi łzy lecą, po co na co, czuję tylko lęk i depresję, wszystko straciło znaczenie, nikt nie rozumie co mam w głowie, ale to zrozumiałe... Płaczę z przekonania że żadne leki już mi nie pomogą, spróbował bym psychoterapii na której nigdy nie byłem gdy leki działały bo uważałem że na moje meta ocd specyficzne które sabotuje od startu każdy rodzaj pomocy, nie zadziała.

Nigdy nie powinienem pić żadnego alkoholu biorąc leki, ale chciałem żyć jak każdy wtedy... Mam silne myśli s, ale boję się zrobić to bliskim ale w takim stanie po prostu nie da się wytrzymać, skulony na łóżku z lęku, i te myśli że teraz jest inaczej, tak źle nie było i nie ma już pomocy.

 

Przepraszam że bez ładu i składu ale ciężko mi teraz inaczej, biorę po pół tabletki lorazepam żeby mieć chociaż chwilę zmniejszonego lęku i móc oddychać

Nie wiem po co to piszę, to chyba wołanie o pomoc, jestem dobrym człowiekiem, pomagam zwierzętom, kocham je, ale z jakiegoś powodu coś każe mi cierpieć niewyobrażalnie albo umr.zeć.

 

Proszę wiem jakie w tym błędy popełniłem, nie oceniajcie mnie, sam się za to biczuje 

 

Czy dla mnie jest jeszcze jakaś pomoc? Jest dużo rzeczy z dzieciństwa i młodości które miały wpływ na wybuch tej nerwicy, mogę o nich spokojnie gadać ale to już nie ma znaczenia na obecne objawy... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Odpisze bo mam słabość do ludzi z OCD. 

Mam OCD od pewnie ponad 20 lat, leczę się od 12. Dobrze trafiłam na pierwsza panią doktor. Na pierwszej wizycie wytłumaczyła mi, że OCD leczy się lekami i terapią.

 

Jeśli czułeś poprawę na lekach to już jest jakiś punkt zaczepienia. 

Ja mogę napisać co u nie się sprawdziło:

-leki - tłumią lęk i nakręcanie sie,

-terapia- dzięki niej nauczyłam się czym jest to zaburzenie. Dodatkowo myślę pomogła mi by lepiej ogarniać życie. Cenie że mogę o swoich problemach porozmawiać z kimś i razem zastanowić się jak iść do przodu.

 

Leczenie to jest trochę taka droga bo raczej bez spróbowania czegoś trudno stwierdzić czy coś pomoże i dużo zależy od indywidualnych predyspozycji. 

Uważam, że warto dawać sobie szansę nawet gdy jest ciężko. 

Lekarza można zmienić ale nie warto całkiem odpuszczac leczenia.

Terapeutę/terapię też można zmienić ale taki przykład.

 

Sama chyba nigdy nie zrezygnowałam z terapię indywidualnej wcześniej niż po ponad roku. 

Z terapii grupowej na której byłam pół roku nie zrezygnował nikt.

Nic dobrego nie wychodziło gdy sama odstawiłam leki, bo potem i tak do leków wracałam. 

Nigdy nie wzięłam żadnego psychotropu bez konsultacji z lekarzem, staram się dać szansę lekom pomimo różnych skutków ubocznych (senność, wymioty, zawroty głowy, duży apetyt, suchość w ustach itd.) Mówilam lekarzowi o tych skutkach i wspólnie decydowaliśmy czy zmieniać leki czy nie. Czasami organizm potrzebuje czasu by zaakceptować lek i by zaczął on pomagać. 

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja w szpitalu nie wytrzymam, to samo w domu, od lęku i tej depresji nie dam rady się tam umyć, jeść, budzę się z lękiem przerażony że to już koniec, lęk jest cały dzień taki ze nie da się wytrzymać, przy tej zmianie leków tak się zrobiło chyba, już miesiąc biorę escitalopram, trzeci dzień 2 tabletki, ale on nie zadziała, mi głowa mówi że już nic nie zadziała, jestem w pulapce, chcę po prostu się nie obudzić, tak bardzo chcę, to się tak zawiesiło że już nie ma dla mnie nadzieji, nie wiem po co to pisze, nikt tego nie zrozumie i nie zobaczy, dlaczego muszę się tak męczyć, już nie mogę... Całymi dniami 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja w szpitalu nigdy nie byłam.

 

To czemu nie porozmawiasz z lekarzem o zmianie leku? Kiedy masz kolejną wizytę?

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

22 minuty temu, bei napisał(a):

Ja w szpitalu nigdy nie byłam.

 

To czemu nie porozmawiasz z lekarzem o zmianie leku? Kiedy masz kolejną wizytę?

 

Byłem teraz w poniedziałek, zwiększył mi stopniowo pregabaline do 600 i dodał agomelatyne i zmniejszył ranofren do pół tabletki, za trzy tygodnie jak nie będzie lepiej to mówi żebym szedł do szpitala 😭 ryczę bo nie widzę dla siebie już wyjścia 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się na lekach nie znam, nic mi te nazwy nie mówią. Olałam ten temat, bo stwierdziłam, że to jest działka lekarzy żeby to ogarniać.

 

Mówiłeś mu, że nie wytrzymasz w szpitalu? 

Ten lęk to czegoś konkretnego dotyczy?

 

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, bei napisał(a):

Ja się na lekach nie znam, nic mi te nazwy nie mówią. Olałam ten temat, bo stwierdziłam, że to jest działka lekarzy żeby to ogarniać.

 

Mówiłeś mu, że nie wytrzymasz w szpitalu? 

Ten lęk to czegoś konkretnego dotyczy?

 

 

 

Ten lęk płynie cały dzień, z powodu moich myśli chyba, takie meta ocd, myślenie o myśleniu, myślenie że mam po prostu natrętne myśli tak to zawsze tłumaczyłem, a teraz doszedł lęk od rana do wieczora, i depresja, nic się nie liczy już, myśli dodatkowo same złe, czarne że tego nie da się pokonać czy z tym żyć i wiele innych 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje natrętne myśli i lęk raczej dotyczą czegoś konkretnego, np. bakterii.  Mam zwykle OCD. A ty masz diagnozę "meta OCD"?

 

Co do tego czy da się to pokonać czy nie to ja nawet jak poszłam na terapię to powiedziałam, że raczej nie wierzę, że z tego wyjdę. W sumie to trochę się pogodziłam z tym że będę miała to OCD, staram się nauczyć z tym żyć. U mnie zwykle jest lepiej gdy mam wokół dobrą atmosferę, a problem się nasila gdy się stresuje.

 

Generalnie mechanizm OCD jest taki, że im bardziej człowiek stara się nie myśleć tym bardziej myśli. Chodzi o to żeby nie skupiać się na tych myślach, nie walczyć z nimi, tylko pozwalać im płynąć. 

 

Mi w trudnych momentach pomagało np. stwierdzenie, że pomyśle o tym później. 

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, bei napisał(a):

Moje natrętne myśli i lęk raczej dotyczą czegoś konkretnego, np. bakterii.  Mam zwykle OCD. A ty masz diagnozę "meta OCD"?

 

Co do tego czy da się to pokonać czy nie to ja nawet jak poszłam na terapię to powiedziałam, że raczej nie wierzę, że z tego wyjdę. W sumie to trochę się pogodziłam z tym że będę miała to OCD, staram się nauczyć z tym żyć. U mnie zwykle jest lepiej gdy mam wokół dobrą atmosferę, a problem się nasila gdy się stresuje.

 

Generalnie mechanizm OCD jest taki, że im bardziej człowiek stara się nie myśleć tym bardziej myśli. Chodzi o to żeby nie skupiać się na tych myślach, nie walczyć z nimi, tylko pozwalać im płynąć. 

 

Mi w trudnych momentach pomagało np. stwierdzenie, że pomyśle o tym później. 

 

 

Nie mam takiej diagnozy bo to jest nazwa wymyślona przez społeczność i to mi do tego jakby pasuje. 

Teraz najbardziej mnie męczy lęk cały dzień od otwarcia oczu, doszło mi to przy obecnej zmienie leków chyba 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×