Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kompletny brak asertywności


Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 26.02.2026 o 09:05, sailorka napisał(a):

Cześć. Mam problem z asertywnością. Nie potrafię się sprzeciwić, jestem uległa i unikam konfliktów. Szczególnie w rodzinie. Mój mąż nie dogaduje się z moimi rodzicami, przez co ich kontakty są bardzo ograniczone. Moi rodzice są niedojrzali emocjonalnie, na przykład mama jak coś mam zrobić, to nie patrzy na konsekwencje, które ja poniosę, tylko na to, jak ona się z tym będzie czuła. Jej emocje są najważniejsze.

Wracając do kwestii asertywności. Mąż i mama często mają skrajnie różne opinie na dany temat. Każdy ciągnie mnie w swoją stronę, a ja czuję się jak ofiara ich manipulacji, zwłaszcza mojej mamy.

Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie umiem powiedzieć "nie". Czasami jak tak mi wchodzą na głowę, czuję, że zaraz zwariuję. A mam schizofrenię, więc nawroty są możliwe przy większym stresie.

Co z tym zrobić? Jakieś pomysły? Dodam, że byłam na kursie asertywności, prowadzonym przez psycholożkę, ale najwyraźniej nie pomogło.

 

Trzeba umieć powiedzieć stanowczo nie i tyle. No, ale jak ktoś jest dobry dla Ciebie mimo jakichś kłótni to jest trudne. 

Ja też z tym problem mialam, gdy byłam grzeczna, spokojna i widzicie sami do czego mnie to doprowadziło. Nie można dać sobie wejść na głowę. Zwłaszcza, gdy jest się dorosłym, doświadczonym życiowo. 

I nie ma tak, że komuś to nie pasuje. Każdy ma swoje granice wytrzymałości i wie po danych sytuacjach czy coś się da załatwić kulturalnie w spokoju czy czasem trzeba coś niemiłego wykrzyczeć. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@You know nothing, Jon Snow ja się z Tobą nie zgodzę w tym, że "czasem trzeba coś niemiłego wykrzyczeć" (bo widzę co robisz w swoim wątku). W temacie asertywności warto to mocno rozróżnić: asertywność nie polega na krzyku ani na „dociskaniu” kogoś wulgaryzmami. Asertywność to jasne, spokojne postawienie granicy – takie „nie”, które jest stanowcze, ale bez awantury. Bo odmowę czy przeciwne zdanie da się przekazać bez podnoszenia głosu: krótko, konkretnie, bez tłumaczenia się i bez wchodzenia w przepychankę. Krzyk zazwyczaj nie przekonuje nikogo do niczego – częściej odpala u drugiej osoby obronę albo agresję i robi się zwykła pyskówka, a nie asertywna postawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz, Dryagan napisał(a):

@You know nothing, Jon Snow ja się z Tobą nie zgodzę w tym, że "czasem trzeba coś niemiłego wykrzyczeć" (bo widzę co robisz w swoim wątku). W temacie asertywności warto to mocno rozróżnić: asertywność nie polega na krzyku ani na „dociskaniu” kogoś wulgaryzmami. Asertywność to jasne, spokojne postawienie granicy – takie „nie”, które jest stanowcze, ale bez awantury. Bo odmowę czy przeciwne zdanie da się przekazać bez podnoszenia głosu: krótko, konkretnie, bez tłumaczenia się i bez wchodzenia w przepychankę. Krzyk zazwyczaj nie przekonuje nikogo do niczego – częściej odpala u drugiej osoby obronę albo agresję i robi się zwykła pyskówka, a nie asertywna postawa.

 

Ja też się z Tobą nie zgodzę @Dryagan. Oczywiście z tym, że trzeba jasne, spokojne granice postawić tak. No i co? Pisalam wiele razy, milczałam gówno to daje. Niektórzy są tak natrętni i nierozumni, że gówno to daje.

A ci manipulanci z tym swoim słodkim pie*doleniem są jeszcze gorsi. 

Czasem trzeba krzyczeć, ktoś usłyszy albo zrobi nam się lżej, jeśli w taki sposób wyładowujemy emocje. 

Mam mowę wulgarną, wiem jak mój brat Alexi Laiho, nic nie poradzę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

35 minut temu, Dryagan napisał(a):

@You know nothing, Jon Snow ja się z Tobą nie zgodzę w tym, że "czasem trzeba coś niemiłego wykrzyczeć" (bo widzę co robisz w swoim wątku). W temacie asertywności warto to mocno rozróżnić: asertywność nie polega na krzyku ani na „dociskaniu” kogoś wulgaryzmami. Asertywność to jasne, spokojne postawienie granicy – takie „nie”, które jest stanowcze, ale bez awantury. Bo odmowę czy przeciwne zdanie da się przekazać bez podnoszenia głosu: krótko, konkretnie, bez tłumaczenia się i bez wchodzenia w przepychankę. Krzyk zazwyczaj nie przekonuje nikogo do niczego – częściej odpala u drugiej osoby obronę albo agresję i robi się zwykła pyskówka, a nie asertywna postawa.

W idealnym swiecie tak, w praktyce - jesteśmy ludzmi i czasem taka osoba przyzwyczajona do tego ze rządzi/mu sie ulega, jak czasem dostanie takim atakiem (może nie od razu jakies chore wyzwiska do 5 pokoleń wstecz, ale po prostu ktos odkryje sie z emocjami bardziej dobitnie niz zazwyczaj) to zaczyna dopiero myśleć.

nie twierdze, ze to jakis świetny sposób na komunikacje, bardziej efekt czegos, ale imo jest coś w tym twierdzeniu, ze

burze są oczyszczające. Czasami dają do myslenia osobom, które nie potrafia sie dojrzale komunikować, a tez ludzmi czasami po prostu targają emocje i jesli nie wala ciosami poniżej pasa i nie zdarza sie to nagminnie, wg mnie jest

ok.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

54 minuty temu, You know nothing, Jon Snow napisał(a):

 

Ja też się z Tobą nie zgodzę @Dryagan. Oczywiście z tym, że trzeba jasne, spokojne granice postawić tak. No i co? Pisalam wiele razy, milczałam gówno to daje. Niektórzy są tak natrętni i nierozumni, że gówno to daje.

A ci manipulanci z tym swoim słodkim pie*doleniem są jeszcze gorsi. 

Czasem trzeba krzyczeć, ktoś usłyszy albo zrobi nam się lżej, jeśli w taki sposób wyładowujemy emocje. 

Mam mowę wulgarną, wiem jak mój brat Alexi Laiho, nic nie poradzę. 

Krzyk i wyzwiska zwykle nie „dają” więcej niż chwilową ulgę dla Ciebie (bardzo chwilową). Drugą stronę najczęściej ustawiają w tryb obrony albo kontrataku zamiast przekonać do czegokolwiek. I masz gotową awanturę, a natręt dostaje jeszcze dodatkowe paliwo, bo widzi, że trafił. Jak spokojne „nie” nie działa, to rozwiązaniem nie jest głośniejsze „nie”, tylko konsekwencja. Jedno zdanie i koniec dyskusji: „Nie. Nie życzę sobie. Kończę rozmowę”. I potem realne działanie: rozłączasz się, odchodzisz, blokujesz, nie odpisujesz, zgłaszasz. To jest asertywność w praktyce — nie ton głosu, tylko to, że naprawdę przestajesz w tym uczestniczyć.

A co do „mam mowę wulgarną, nic nie poradzę” — poradzisz. To jest nawyk, nie wyrok. Możesz przekląć sobie pod nosem, możesz się wyładować w notatniku, na spacerze, na siłowni — byle nie przerabiać rozmowy z człowiekiem na obelgi, bo wtedy tracisz kontrolę nad przekazem i sama sobie robisz pod górkę.

 
 
 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak być powinno @Dryagan ale są tacy, którzy będą ci tak bezczelnie bez umiaru zatruwać życie, że żadne najspokojniejsze nie, nie nie pomoże nawet sąd ,policja nie potrafią pomóc. Z tym, że to już nie ludzie tylko stwory kompletnie nie rozumne, myślące że mogą sterować czyimś życiem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@You know nothing, Jon Snow owszem są sytuacje, gdzie trafiasz na totalnych natrętów do których nic nie dociera. I że czasem człowiek ma poczucie, że jest bezradny. Tylko właśnie wtedy krzyk też zwykle nic nie zmienia — poza tym, że zostajesz z jeszcze większym napięciem. Najskuteczniejsze w takim wypadku bywa nie mocniejsze słowo, tylko odcięcie się i żelazna konsekwencja: zero tłumaczenia, zero wchodzenia w dyskusje, zero reakcji emocjonalnej (bo to jest ich paliwo). I jeszcze jedno: czasem najmocniejsze rzeczy wypowiada się szeptem. Spokojnie, krótko, stanowczo — i potem robisz swoje. To potrafi działać mocniej niż jakakolwiek awantura. I właśnie się o tym po raz kolejny przekonałem (żeby dodać trochę prywaty)

 
 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak naprawdę w chwilach silnych emocji się o tym nie myśli, co jest właściwe a ja wiem @Dryagan, że to co piszesz jest mądre i gdy trafi się na inteligentne osoby jest to skuteczne. A nawet jeśli inteligentni do końca nie są to chociaż na takich, którzy mają świadomość, że każdy ma prawo do wolności, prywatności, swojej przestrzeni osobistej.

 

Mnie nie sprawia radości rzucać ku*wami w sieci, choć nabyłam jakąś lekkość do przekleństw i to tak naturalnie ze mnie wychodzi więc tak piszę i mówię. Granie na siłę kulturalnej osoby, gdy już Twoja osobowość przeszła jakąś metamorfozę nie jest szczere w stosunku do odbiorców, choć ja wiem że lepiej przekazywać coś w grzeczny sposób kulturalny i tak się porozumiewać. Ale odnoszę też wrażenie, że do każdego trzeba się zwracać na ich pozimie skoro na moim nie potrafią czegoś zrozumieć.

Mój wątek tak czy inaczej ma dość wielką oglądalność jak na ilość postów, nie bez powodu. Gdyby to innych odrzucało to by nie czytali i nie odwiedzali go. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×