Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Lebensgefahr

co mi w glowie siedzi

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich, mam 28 lat i cos sie ze mna dzieje. Nie wiem jak sklasyfikowac swoje zaburzenia, ale wyglada to chyba jak nerwica lękowa z jakims rodzajem agorafobii?

Od dziacka zawsze odczuwalam jakies tam niepokoje i strachy oraz mialam swoj wewnetrzny swiat. Ogolnie pojeta nadwrazliwosc, glebia uczuc i emocji. Od momentu dojrzewania poca mi sie rece ciagle i juz wtedy meczyly mnie pytania w glowie dotyczace nieskonczonosci i skonczonosci i ogolnie czesto zamartwialam sie dziwnymi rzeczami. Miewalam tez dolki, momenty beznadziei braku sensu zycia nawet anhedoni ale nigdy nie bylo tragedi jakiejs i mimo to zawsze bylam odbierana jako silna osobowosc, nie bylam zamknieta w sobie, mialam duza charyzme i poczucie humoru, bylam lubiana mimo to zawsze trzymalam sie z boku i jakos nie pasowalo mi w dluzszej mierze przebywanie z ludzmi oprocz jakiegos mojego grona znajomych. Przezywam wewnetrznie bardzo roznego rodzaju cierpienia i zle sytuacje z przeszlosci i potem wciaz dreczy mnie ich rozpamietywanie. Ogolnie to nie potrafie permanentnie osiagnac spokoju wewnetrznego. Czasem mam wrazenie ze moje wlasne mysli mnie wykoncza.

Miewalam juz rozne stany psychiczne ale nigdy nie utrudnily mi one w takim stopniu funkcjonowania jak to sie teraz dzieje. Ogolnie oprocz ciaglego uczucia poddenerwowania , niepokoju lub nawet ekscytacji ktora sprawia ze sie poce cala i dygocze mam trudnosci z wyluzowaniem sie od dluzszego czasu, ale prawdziwy problem z lękami u mnie ujawnil sie dopiero jak poszlam do pracy. Na poczatku bylo wszystko normalnie, polubilam niektorych pracownikow oni polubili mnie, zawsze z czegos sie pozartowalo itd. Zachowywalam sie jak zawsze. Nagle zaczelo mnie to wszystko meczyc, zaczeli mnie meczyc ludzie, nie chcialo mi sie z nikim gadac, i podejmowanie rozmow bylo dla mnie męczące, pogrązalam sie w swoich myslach i denerwowalm sie jak ktos mnie czyms zagadywal. Powoli zaczelam unikac kontaktu z innymi, wolalam byc zawalona robota niz zmuszac sie do rozmowy o niczym. Zaczelam odczuwac lęk zwiazany z przyjsciem do pracy, ze jestem tu uwiazana przez 8 godzin wsrod nich i musze podejmowac te rozmowy. Zaczelam sie denerowac bardzo obecnoscia innych wspolpracownikow, mialam przy nich kompletna pustke w glowie, nie chcialo mi sie smiac z zartow, nie wiedzialam co w ogole mam im powiedziec. Zaczela stresowac mnie sama ich obecnosc. Jak ktos tylko podchodzil szczegolnie ktos z kim sie lubie i stawal mi nad biurkiem odrazu oblewaly mnie poty, mialam uderzenia goraca i nie wiedzialam co mam ze soba zrobic co potegowalo jeszcze przekonanie ze widac to po mnie. Dziwnie wygladam, dziwnie sie zachowuje i nie chcialam zeby nikt sie na mnie patrzyl ani przebywal obok. Jakies takie dziwne uczucie ze jestem zawieszona w jakims swoim swiecie i oni nagle sie do niego dobijaja przez jakas niewidzialna szybe. Zaczelo mnie to calkowicie wytracac z rownowagi i dezorganizowac prace. Ciezko bylo mi sie usmiechnac do kogo kolwiek i chodzilam permanentnie spieta i wystraszona. Bole karku, sztywnosci, i ten lejacy sie strumieniami pot przy kazdej okazji, nawet mam wrazenie ze czasem glowa mi sie trzesie. Nie chcialam zeby nikt podchodzil i mnie obserwowal. Zaczelam miec poczucie osaczenia i uwiezenia. Luzne rozmowy albo nawet pojawienie sie niektorych osob w polu widzenia wywolywalo u mnie ataki paniki i chcec jak najszybszej ucieczki. I nie radzac sobie juz z tym zaczelam poprostu zwiewac pod byle pretekstem kiedy znajdowali sie w moim otoczeniu do lazienki lub przed budynek i balam sie wrocic, nie wiedzialam co mam robic, nie moglam poskladac mysli czulam sie w potrzasku. Nie raz zdarzylo mi sie uciec podczas rozmowy. Mialam wrazenie ze zwariowalam. Czulam sie jak w jakims innym swiecie, a oni wydawali mi sie straszni, jakby zabierali mi powietrze. Czasem ktos do mnie zwyczajnie zazartuje a ja mam wrazenie jakbym conajmniej zobaczyla ufo, sens ich slow do mnie nie dociera, przerazenie w oczach paraliz, i brak jakiej kolwiek rekacji oprocz nerwowej. Juz czasami naprawde wydawalo mi sie ze lada chwila wykrzycze "zostawcie mnie wszyscy w spokoju", zostawie wszystko, wybiegne z tej roboty jak stalam i nie wroce juz nigdy. Najgorsze ze moje dziwne zachowania sa dostrzegane, zauwazylam ze nie raz inni patrza po sobie, zdazaly sie juz pytania czy sie dobrze czuje lub czy wszystko ze mna wporzodku. Czuje ze mnie obserwuja i dziwi ich moje zachowanie. Pytaja czym sie stresuje co mnie jeszcze bardziej dobija. Kazdy dzien stal sie walka z sama soba i ze swoimi zachowaniami, czy uda mi sie wybrnac i opanowac czy znowu cos odwale i uciekne gdzies sie schowac. Juz nawet w domu stres mnie nie opuszczal, ciagle myslalam o tych chorych sytuacjach w pracy i analizowalam wszystko zalamujac sie jak ja moglam sie w ten sposob zachowac. Nie moglam sie zrelaksowac bo ciazyla mi mysl ze jutro przeciez znowu tam ide.

 

Probowalam pokonywac te lęki nakrecajac sie pozytywnie przed praca i staralam sie przelamywac je sama zagadujac do osob w pracy. Ale czesto jak rozmowa sie przedluzala znow zaczynalo mnie odcinac i zaczynaly sie jazdy. Czasem sie udawalo wybrnac zajac czyms innym a czasem nie. Pilam meliski tabletki ziolowe nic nie dzialalo kompletnie, witaminki zdrowe jedzenie. Zafundowalam sobie wiecej ruchu zeby jakos sie pozytywnie pobudzic nawet zaczelam medytowac. I nic niezaleznie od niczego ataki i odrealnienia sie pojawialy ciagle. W pracy jest to dla mnie ogromny problem ale od innch znajomych tez zaczelam stronic, nie lubie jak dzwoni telefon, nie chce mi sie spotykac z nimi ani nie interesuje mnie co u nich slychac jak juz rozmawiam z nimi to na sile bo zupelnie nie wiem co mialabym do nich mowic. Wiele osob mysli ze ich nie lubie bo sie przestalam odzywac. Trace kontakt ze wszystkimi paradoksalnie bojac sie samotnosci. Czuje sie dziwnie wyobcowana i odizolowana. Mam poczucie ze staje sie dziwakiem albo wariatka w oczach innch i sama nie wiem co w tej mojej glowie siedzi, nie moge znalezc z innymi wspolnego mianownika.

Po 8 miesiecznej udrece zglosilam sie do psychiatry bo bylam juz bliska rzucenia pracy. Biore sertialine, a w razie atakow paniki biore 0.25 afobamu i to mi naszczecie narazie pomaga sie opanowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam poczucie ze staje sie dziwakiem albo wariatka w oczach innch i sama nie wiem co w tej mojej glowie siedzi, nie moge znalezc z innymi wspolnego mianownika.

Widzialem kiedys swiat w podobny sposob.

 

Niestety ale choroby zwiazane z umyslem,

roznia sie od tych 'tardycyjnych' tym, ze nie wystarczy wziazc kilka tygodni leków,

tu nic sie 'samo' nie naprawi.

Oprocz tego, ze bierzesz leki, musisz zaczac nad soba pracowac,

na poczatku najlepiej zaczac ta prace z psychologiem.

Niby tylko rozmowa, a na prawde pomoze pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×