Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Sonea

Brak poczucia tożsamości, brak uczuć - moja historia

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

 

Nie potrafiłam się zdecydować, który dział wybrać - nerwica czy depresja. Jeżeli po przeczytaniu tego posta stwierdzicie, że zrobiłam coś nie tak, to nie krzyczcie na mnie za bardzo, jestem tutaj nowa i rozpaczliwie potrzebuję pomocy. Nie piszę tutaj po to, by uzyskać profesjonalną radę albo przepis na ozdrowienie. Chciałabym tylko podzielić się z Wami moją historią i poznać Waszą opinię. Wysłuchanie przez osoby, które być może borykają się z podobnymi problemami, może mieć dla mnie zbawienne działanie.

 

Dwa lata temu dostałam diagnozę - nerwica lękowa. Miałam typowo somatyczne objawy - wymioty, zawroty głowy, drętwienie kończyn. Chodziłam na terapię przez równy rok, w "międzyczasie" poszłam do psychiatry i zaczęłam przyjmować leki, ponieważ nasiliły się ataki paniki i myśli o śmierci. Terapia szła do przodu, moje życie również, zaczęłam się wygrzebywać. Nie było we mnie jakiś przełomów, odkryłam trochę "siebie", nie poznałam podłoża moich problemów, jednak wszystko zaczęło się uspakajać. Odstawiłam leki. Bez nawrotu nerwicy. Minął rok od rozpoczęcia terapii, a w mojej rodzinie zaczęły się poważne problemy finansowe. Musiałam wybrać - terapia albo korki (byłam w klasie maturalnej, zależało mi na dobrych wynikach). Z racji tego, że czułam się "zdrowa", wybrałam korki. Terapeutka też uważała, że dam sobie radę.

 

W "międzyczasie" poznałam chłopaka. Choć początkowo miałam opory (wcale nie szukałam miłości, nie czułam się gotowa na związek), zakochałam się (jednak zajęło mi to trochę więcej czasu niż chłopakowi). Przez pół roku żyłam miłością i nauką. Mieliśmy poważne plany na przyszłość, a ja nawet przez chwilę nie wątpiłam, że chcę układać sobie z nim życie. Niewiele myślałam - co bardzo mnie martwiło, bo jestem osobą, która wszystko dogłębnie analizuje - po prostu czułam, cieszyłam się i żyłam. Potem przyszła matura, a ja ze stresu wyszłam na jednym z najważniejszych dla mnie egzaminów - języku polskim. Nie zdałam tej matury. Następnie przyszły pierwsze odrobinę poważniejsze problemy z chłopakiem - jest introwertykiem, czasem zamyka się w swoim świecie, ciężko mu okazywać swoje uczucia. Miał kryzys, fatalnie czuł się psychicznie. Ja jestem dumna i bardzo wiele wymagam od otoczenia, dlatego ciężko mi było przełknąć niewystarczające zaangażowanie z jego strony, jednak pierwszy raz w życiu odpuściłam siebie i postanowiłam po prostu przy nim być.

 

Pewnego dnia, tak po prostu, zakiełkowało we mnie zwątpienie. Czy na pewno go kocham? Pojawiło się znikąd i zasiało we mnie lęk. Poprzedniego dnia czułam, że jestem w stanie oddać za niego życie, a następnego byłam pełna wątpliwości. Nie przeraziłam się za bardzo, bo jestem człowiekiem, który bardzo często wątpi - w siebie, swoje umiejętności i otoczenie. Ciężko mi kontaktować się ze swoimi uczuciami. Czasem nawet wątpię w to, czy kocham swoją mamę, najlepszą przyjaciółkę, siostrę. To obrzydliwe, bo uwielbiam ludzi, chciałabym móc oddać się im w pełni, ale coś mnie ogranicza. Jednak lęk zaczynał się nasilać. Pojawiły się objawy jak przy nerwicy - depersonalizacja, brak koncentracji, utraty pamięci. Przez całe pół roku czułam, że mam dużo mniejsze możliwości intelektualne, ciężej było mi się skupić, uczyć, jednak w tamtym momencie nie potrafiłam prowadzić normalnych rozmów z ludźmi. Nasiliło się to do tego stopnia, że całe dwa tygodnie zlały mi się w kilka mało wyraźnych obrazów. Miałam wtedy ogromną dawkę emocji, ponieważ zaczęłam rozmawiać z chłopakiem o tym, jak się czuję. Pojawiło się mnóstwo problemów, których nie widzieliśmy - jego kryzys, moje zwątpienie. Doszły kolejne objawy - przestałam rozumieć zachowanie ludzi, szczególnie jego. Byłam tak bardzo zamknięta w swojej głowie, że nawet najmniejszy grymas, który wcześniej doskonale rozumiałam, był dla mnie nie do rozszyfrowania.

 

Wszystko to doprowadziło mnie do stanu, w jakim znajduję się dzisiaj. Nie rozumiem tego, kim jestem. Nie wiem, jak zachowywać się w najprostszych sytuacjach. Reaguję albo agresywnie, albo ulegle. Kiedy próbuję przypomnieć sobie to, kim byłam przez ostatni rok, to czuję pustkę. Nie potrafię odczuć miłości do chłopaka, zaufania wobec cudownych przyjaciół. Nieustannie słyszę brzęczenie myśli, wszystkich moich problemów, wszystkich błędów i złych cech, jednak gdzieś głęboko wewnątrz mnie jest tylko cisza i pustka. W najgorszych momentach przychodziły myśli, że już nigdy nie będę potrafiła czerpać radości z życia. Że świat nie ma mi nic do zaoferowania. Wydaje mi się, że człowiek rodzi się z chęcią przeżycia. To coś bezwarunkowego i niepodważalnego. Ja nagle ją straciłam. Poczułam obrzydzenie do swoich pasji. Porzuciłam plany na przyszłość. Mój chłopak przeżywa podobne stany, jest tak samo rozwalony psychicznie. Postanowiliśmy, że damy sobie czas na znalezienie siebie, odbudowanie własnej tożsamości, poznanie siebie na nowo. Moje uczucie do niego to sinusoida - w jednej chwili czuję, że jest moją ostateczną motywacją, że tylko dla niego mogłabym zmienić siebie, że ostatnią rzeczą, na jakiej mi zależy, to MY, a w drugiej jestem pewna, że nie ma sensu tego ciągnąć, bo tylko wzajemnie się pogrążamy.

 

Teraz zadam kilka pytań, na które możecie odpowiedzieć domysłami albo własnym doświadczeniem - wszystko jedno, po prostu proszę o jakikolwiek odzew. Myślicie, że "przyczajona" nerwica, która nie dawała znaku życia przez dłuższy czas, mogła powrócić w postaci depresji? Czy w depresji normalne są takie zaburzenia uczuć i tożsamości? Wybaczcie, że powstał taki elaborat, jednak bardzo, bardzo prosiłabym o jakąś refleksję, odpowiedź, Wasze wspomnienia.

 

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Hello.

Myślę, że nie pozbyłaś się tego do końca i być może jak to ujęłaś "przyczaiła się", ale trzeba pamiętać że przy tym trzeba cały czas pracować nad sobą i nie odpuszczać sobie, bo można później łatwo stracić kontrolę i wpakować się w duże kłopoty.

Planujesz wrócić do terapii skoro nie masz teraz innych wydatków? Co planujesz z sobą zrobić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To mozę byc i uspiona nerica ,ale niestety bardziej to wygląda na uśpiona depresje szczególnie to zdanie:,,Kiedy próbuję przypomnieć sobie to, kim byłam przez ostatni rok, to czuję pustkę. Nie potrafię odczuć miłości do chłopaka, zaufania wobec cudownych przyjaciół. Nieustannie słyszę brzęczenie myśli, wszystkich moich problemów, wszystkich błędów i złych cech, jednak gdzieś głęboko wewnątrz mnie jest tylko cisza i pustka. W najgorszych momentach przychodziły myśli, że już nigdy nie będę potrafiła czerpać radości z życia. Że świat nie ma mi nic do zaoferowania."

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niete - bardzo się zaniedbałam, wszystkie swoje pasje i marzenia. Najważniejszy był dla mnie chłopak i matura, reszta zeszła na dalszy plan. Oczywiście, terapia jest konieczna, jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak beznadziejnie. Tylko boję się wracać do mojej terapeutki... W końcu wypuściła mnie w świat bez znalezienia podłożona "nerwicy". Zastanawiam się, czy nie iść do jakiegoś specjalisty od nerwic i depresji. Dla osób takich jak my ważne jest usłyszeć "Tak, to typowe objawy depresji, nie jesteś szalona, nie zwariujesz, nie masz guza mózgu, widziałem już milion takich przypadków".

 

 

Tahela - własnie dlatego tutaj jestem. Znam się z nerwicą całkiem nieźle i jakoś bym sobie poradziła z jej powrotem. Osoby chore na nerwicę panicznie boją się śmierci (i życia). Ostatnio uświadomiłam sobie, że gdyby uderzył we mnie samochód na ulicy, może odczułabym nawet jakiś rodzaj ulgi... Kiedyś kochałam życie, potrafiłam cieszyć się światem i przyjaciółmi - teraz zawsze jest we mnie lęk, który mnie dusi...

 

Dziękuję Wam za odzew :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Sonea, ważne jest by ufać swojej terapeutce i mieć dobry kontakt, więc jeśli tamta Ci nie odpowiadała to poszukaj kogoś innego, ale koniecznie się za to weź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Miałyśmy dobry kontakt, ale bardziej na poziomie koleżanek, niż terapeutki i pacjenta. Chyba powiem jej o swoich wątpliwościach względem jej osoby, jeśli nie uda jej się ich rozwiać, to poproszę ją o namiary na jakiegoś dobrego psychologa.

 

Wybacz, że moje posty są tak mało profesjonalne. Zazwyczaj piszę niewiele i na temat, jednak wraz z tymi zaburzeniami przyszła też ochota uzewnętrzniania się względem obcych osób. Czuję, że tutaj otrzymam sporą dawkę wyrozumiałości i zrozumienia. Jeżeli jednak przesadzam, to mnie upomnijcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Spoko. Piszesz co czujesz i dość konkretnie to opisujesz. Nie musisz sobie tym zawracać głowy czy jest to profesjonalne ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×