-
Postów
4 162 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez take
-
To miłe. Moja psychika myśli, że długi rachunek sumienia powinien być zbędny czy wręcz zabroniony w moim przypadku. 10 największych grzechów i rozgrzeszenie ze wszystkich, też tych, które się nie zmieściły w tej dziesiątce - takie rozwiązanie może widzieć moja psychika dla osób upośledzonych religijnie, duchowo, psychicznie, takich jak ja. Myśli, że powinna być z góry ograniczona liczba grzechów podczas rachunku sumienia czy spowiedzi w takich przypadkach. Od około pięciu miesięcy nie byłem u spowiedzi i komunii (korzystanie z sakramentów może być teraz dodatkowo utrudnione przez pandemię koronawirusa). Ostatnio dużo się modlę, zwłaszcza na stojąco czy chodząco. Niemal codziennie odmawiam Psalm 91, zwykle co najmniej kilka razy.
-
Bardzo ciekawy temat. W katolicyzmie głównym celem małżeństwa nie jest "zaspokojenie" pociągu płciowego, a spłodzenie i wychowanie potomstwa. Przez tradycyjny katolicyzm "zaspokajanie" pragnień seksualnych jest bardzo często (jeśli nie zawsze) uważane za grzech, coś zasługującego na karę boską bądź przynajmniej coś nieświętego, co jest w sprzeczności ze świętością. Antykoncepcja jest surowo zakazana, pod groźbą grzechu śmiertelnego, który skazuje na wieczną mękę, jeżeli nie jest odpuszczony. Nie chciałbym płodzić dzieci z powodu chęci zaznania przyjemności zmysłowej lub nawet budowania więzi z żoną. Chciałbym, aby wszystkie dzieci poczynały się po to, aby w nieskończoność być szczęśliwe bez bólu na chwałę bożą. Bardzo idealistycznie to brzmi... Moja psychika uważa, że islam przesadza w jedną stronę, a ateizm w inną. Czasami "gniecie" mnie pociąg seksualny, od dzieciństwa mam "potrzebę" posiadania partnerki i satysfakcji seksualnej. Dla osób religijnych te "potrzeby" mogą być prawdziwym utrapieniem! Nie mam żony, nigdy nie miałem dziewczyny. Mam jakby "deprechę", "nic mi się nie chce" jakby.
-
Teraz nie czuję "wkurzenia". Może go nie czuję zbyt często... Czasami "wkurzy" mnie siostra, która mnie nieładnie nazwie, i to nawet bez większego powodu. Nazwała mnie "zj****", gdy po prostu byłem w kuchni dziś w nocy (chyba napój przygotowywałem sobie, oczywiście on był bezalkoholowy), o ile dobrze pamiętam (gdzieś nad ranem może, jeszcze było ciemno). Nie wiem, jak sobie poradzić z tym, że tak mnie traktuje. "Po dobroci zdaje się nie rozumieć". Ale źle zachowywać nie musi się zawsze. Może być normalnie czasami, myślę. Ma ponad 19 lat.
-
wiosna (zwłaszcza wcześniejsza, bo trzeba nosić więcej ubrań i krótsze dni) ananas czy grejpfrut?
-
skok ze spadochronem biegunka czy wymiotowanie?
-
Też mam parafilie, od kilku lat mam też diagnozę zaburzeń schizotypowych. Zaburzenia preferencji seksualnych trwają u mnie od dzieciństwa, były dziwaczne i obrzydliwe dla większości ludzi. Nie było to coś takiego jak pedofilia, nekrofilia, zoofilia - coś bardziej "osobliwego", (jakby) fetyszyzm. Jako nieletni nie byłem zainteresowany penetracją i typową masturbacją. Często wyobrażałem sobie chyba, że jestem osobą płci żeńskiej (może regularnie, zwłaszcza w gimnazjum?). Odrzuciłem "seksualność" po bierzmowaniu, zacząłem bać się piekła. Od ponad 13 lat nie masturbowałem się w nietypowy sposób, niegenitalny ("zwykła" masturbacja mnie nie pociągała) - chodzi o czynności doprowadzające do orgazmu, ewidentnie seksualnej przyjemności. Z powodu parafilii byłem kilka razy u seksuologa. Na ostatniej wizycie (27.11.2019) zaproponowali mi zastrzyki, nawet nie tabletki, w związku z moim zaburzonym pociągiem płciowym. Penetracja wciąż raczej mnie nie pociąga, chociaż pociąga ona moją naturę teraz raczej bardziej niż w dzieciństwie. Psychika jakoś nie widzi czegoś szczególnego w penetrowaniu czy byciu penetrowanym, inne formy aktywności seksualnej wyglądają jej na atrakcyjniejsze(?). Do ok. 13 r. ż. myślałem, że dzieci rodzą się w wyniku współżycia analnego, o pochwie mogłem wtedy nie wiedzieć, uświadomił mnie o tym, że dziecko wychodzi przez pochwę czy że poczyna się w wyniku stosunku waginalnego kolega, który chyba nie ukończył zwykłego gimnazjum. Chciałbym być całkowicie aseksualny, bo przez pociąg seksualny łatwo popełnić grzech śmiertelny.
-
Moja psychika pod koniec lipca 2020 "wymyśliła" teorię, że świat, w którym żyję, jest "wirtualny". I że ja jestem jedyną prawdziwą osobą w tym wszechświecie, wszyscy inni to "wyniki niezwykle złożonej symulacji", którzy tak naprawdę nic nie odczuwają, są jak postacie w grze komputerowej. Derealizacja? "Wirtualizm". Tak nazwałem ten "pogląd". Przypomina nieco solipsyzm. Jako argumenty za "wirtualizmem" psychika może uznawać "koincydencje" (w moim życiu, w Koranie, w Biblii), fakt, że jest wiele sprzecznych religii monoteistycznych oraz przede wszystkim?) istnienie mnóstwa zła w tym świecie (cierpienie, brzydota, nieczystość i nieład prokreacyjno-seksualny...). Niestety, mój poziom funkcjonowania obecnie jest jeszcze bardziej "arsenowy", niż był parę lat temu. Przez koronawirusa boję się jeździć komunikacją zbiorową (ograniczam to). Nie szukam pracy i nie robię prawa jazdy. Dużo śpię, rano jestem senny, trudno się wstaję. Mogę czuć się "jak pijany", gdy chcę się podnieść z łóżka we wczesnych godzinach. Może to przez kwetiapinę? Biorę tylko 100 mg na dobę, w tym 50 mg o przedłużonym uwalnianiu. Jeden z użytkowników forum aspi.net.pl twierdzi, że nie mam zespołu Aspergera, zaburzeń ze spektrum autyzmu (autism spectrum disorder - ASD). Raczej skłoniłby się ku temu, że w dzieciństwie miałem schizoidalne zaburzenie osobowości. Teraz mam schizofrenię według niego (pewnie przez "koincydencje"). Od ponad czterech lat nie mam diagnozy F20, tylko F21+F84.5. Zwykle do tego było jeszcze OCD, raz umiarkowany epizod depresyjny.
-
to drugie brak matki czy brak ojca?
-
Nie w pojedynczej intencji. Na przykład za konających, grzeszników, dusze w czyśćcu, uniknięcie zakażenia koronawirusem, dobrą spowiedź (odpowiednie przyjęcie sakramentu pokuty). Teraz raczej nie mam tak, że jak się nie pomodlę, to stanie się coś złego. Do kościoła (a właściwie to na mszę przed kościół) chodzę, ale ostatnio tylko w dni nakazane (zwłaszcza są to niedziele). Czy modlitwy mi pomagają? Chyba tak, ostatnio mam mniej kompulsywnych przysiąg (zwłaszcza składanych Allahowi), nie oglądam pornografii (nawet w celu przyzwyczajenia się do istnienia pewnych części ciała i czynności (i nie chodzi tu o współżycie połciowe)). Moje modlitwy nie są z nerwicy obecnie (zwykle chyba). Przypowieści o mężczyźnie na morzu w ogóle nie słyszałem, z tego, co pamiętam.
-
Pojechać po leki. Już nie mam kwetiapiny 25 mg. Podróż będzie do miasta wojewódzkiego, kilkadziesiąt kilometrów, z przesiadką w powiatowym. Oby nie było gorąco. Ani nawet za ciepło.
-
chyba w ciemności gorsze celibat do końca życia czy dzieciństwo bez biologicznych rodziców?
-
Ostatnio sporo się modliłem praktycznie codziennie. Od kilku miesięcy odmawiam w miarę regularnie Psalm 91, niekiedy kilka razy dziennie. W ostatnich dwóch tygodniach nierzadko udawało mi się odmówić pięć tajemnic różańca dziennie (przynajmniej średnio na dobę, niekiedy jednego dnia). Niestety, od ponad 3,5 miesiąca nie byłem u spowiedzi i nie przyjmuję Komunii Świętej. "Boję się", że nigdy w życiu nie odprawiłem dobrej spowiedzi. Nie chce mi się odbywać dłuższej spowiedzi, robić (przynajmniej dłuższego) rachunku sumienia. Moja psychika myśli, że nie można ode mnie wymagać normalnego rachunku sumienia, bo jestem bardzo poważnie zaburzony psychicznie i upośledzony życiowo (niczym tak, jak nie można wymagać od niemego, aby powiedział swoje grzechy). Bardzo lubię pisać w Internecie, korzystać z niego, zwłaszcza na laptopie. Często ograniczałem czas spędzony przy laptopie do poniżej trzech godzin na dobę. Dzisiaj siedzę całkiem długo, chociaż byłem na mszy około południa, przez ponad dwie godziny byłem poza domem. Na mszy się popłakałem, myślałem o celibacie, dożywotnim. Mogę być bardziej pogodzony z myślą o dożywotniej bezżenności i, oczywiście, braku jakiejkolwiek satysfakcji seksualnej. Miałem "potrzebę posiadania żony", mogę powiedzieć, że autentycznie chodzi tu o posiadanie. Czy jeżeli ktoś z powodu niepełnosprawności psychicznej nie jest zdolny do małżeństwa, to nie może też być duchownym czy osobą konsekrowaną? Osobiście myślę, że tak, bo życie konsekrowane bądź kapłańskie wymaga nawet większych wyrzeczeń i jeszcze lepszego zdrowia psychicznego niż normalne życie z małżonką i potomstwem, powołanie do celibatu jest szlachetniejsze w przypadku osób "o pełnej zdolności do czynności prawnych" niż małżeństwo. Jeżeli byłoby tak, że ktoś nie może popełnić grzechu śmiertelnego z powodu poważnych zaburzeń psychicznych, to wtedy jego celibat byłby mniej szlachetniejszy ("wynoszący duszę") niż zwykłe małżeństwo osoby, która mogłaby popełnić grzech śmiertelny. Tak myśli moja psychika.
-
Żyć w nieskończoność bez odczuwania cierpienia. Czy byłoby Ci przykro, gdyby ktoś nazwał Ciebie "dziobakiem"?
-
Dziękuję za współczucie. Nie podoba mi się to, że wciąż mam "nawyk", "natręctwo" przysięgania (może nie tak często, jak dawniej, ale jednak). Nie są to przyjemne zjawiska. Mam też taki "dzwiny" objaw (od dzieciństwa), że nie czuję wstydu, niesmaku, obrzydzenia w związku z nagością czy potrzebami fizjologicznymi - dla mojej natury te rzeczy są po prostu śmieszne, także wtedy, gdy nazwane nieprzywoitymi słowami. Czego to objaw? Czy osoby z psychopatią tak mają? Mam orzeczenie o niepełnosprawności i nie mam diagnozy psychopatii. To było przed okresem dojrzewania już. Czy osoby z zaburzeniami ze spektrum autyzmu lub schizofrenii też nie czują wstydu, niesmaku, obrzydzenia w związku z tymi rzeczami? Albo jestem jeszcze gorszy niż autysta ze schizofrenią, jeżeli chodzi o niebycie "dziwakiem" (przy czym zaradność życiowa też do wysokich nie należy u mnie).