Skocz do zawartości
Nerwica.com

Ślady


StaticLine

Rekomendowane odpowiedzi

Długo zastanawiałam się jak opisać to co sie zadziało w moim życiu. W sumie pomysl spisania tego podsunela mi T. Nie chciałam robić z tego pamiętnika, ani opisywać sucho zdarzeń. Dlatego wymyśliłam sobie ten sposób. Bardziej dla siebie, ale moze ktoś zrozumie mechanizm tego z czym zmagają sie osoby z ptsd, zwłaszcza gdy nie sa świadome. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozdział I

 

Poniedziałek

 

Budzik zadzwonił o 6:17. Sylwia otworzyła oczy, ale przez kilka sekund nie zrobiła nic. Leżała nieruchomo, patrząc w jasną plamę światła na suficie. Zasłony nie były całkiem zasunięte i przez niewielką szczelinę między nimi wpadał poranny blask. Jeszcze nie mocny, tylko taki, który bardziej przypomina obietnicę dnia niż prawdziwy dzień.

Budzik przestał dzwonić. Cisza. Sylwia wyciągnęła rękę spod kołdry i po omacku znalazła telefon.

6:18.

Nie zaspała. Po prostu nie miała ochoty wstawać.

Przesunęła palcem po ekranie. Kilka powiadomień. Jedna wiadomość. Dwie reklamy. Przypomnienie o rachunku, którego zdecydowanie nie chciała oglądać o szóstej rano.

Zatrzymała się na wiadomości.

Karolina: Żyjesz? 😂

Sylwia uśmiechnęła się pod nosem.

Sylwia: Niestety.

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.

Karolina: To dobrze. Kawa?

Sylwia: Oczywiście.

Karolina: 8:10, czekam w biurze.

Sylwia odłożyła telefon.

-Despotka- mruknęła.

Tym razem wstała.

Podłoga była zimna.

-Cholera.

Wciągnęła chapcie na stopy i przez chwilę stała na środku sypialni, próbując przypomnieć sobie, co właściwie miała dzisiaj zrobić.

Praca.

Zakupy.

Telefon do mamy.

I coś jeszcze.

Coś ważnego.

Zmarszczyła brwi.

Nic.

-Przypomni mi się- powiedziała sama do siebie.

Zawsze sobie to mówiła i najczęściej miała rację.

W łazience zapaliła światło i od razu tego pożałowała.

Lustro było bezlitosne o tej porze.

Włosy sterczały jej na wszystkie strony, pod oczami miała delikatne cienie, a policzek był odgnieciony od poduszki.

Przyjrzała się sobie.

-Wyglądasz cudownie- powiedziała z przekąsem w głosie. 

Lustro nie odpowiedziało. Odkręciła wodę.

O 6:43 w kuchni pachniało kawą.

Sylwia stała przy blacie w jednej ręce trzymając kubek, a drugą przewijając wiadomości. Karolina zdążyła wysłać jeszcze jedną.

Karolina: I uprzedzam, że jak przyjdziesz po ósmej, to kawa będzie moja.

Sylwia: Szantaż.

Karolina: Motywacja.

Telefon zawibrował ponownie.

Karolina: Poza tym Justyna już jest.

Sylwia zerknęła na zegarek.

6:44.

-Jak ona może już być? -mruknęła.

Nie była. Sylwia doskonale wiedziała, że Karolina właśnie ją podpuszcza. To akurat było dla niej typowe.

Schowała telefon do kieszeni. W mieszkaniu było cicho.

Przez uchylone okno dochodził szum samochodów. Ktoś na klatce schodowej zatrzasnął drzwi. Później rozległy się szybkie kroki, które po chwili ucichły.

Sylwia upiła łyk kawy. Za gorąca. Skrzywiła się i odstawiła kubek.

Na lodówce wisiała kartka.

KUPIĆ:

- mleko

- chleb

- kawa

- proszek do prania

- coś na obiad

Pod spodem, mniejszym pismem:

Nie zapomnij.

Sylwia przez chwilę patrzyła na ostatnie dwa słowa. Nie pamiętała, kiedy je napisała. Oderwała kartkę, zmięła ją i wyrzuciła. Potem wzięła nową.

Napisała:

KUPIĆ:

- mleko

- chleb

- kawa

Zastanowiła się.

Dopisała:

- coś dobrego

Tym razem przykleiła kartkę magnesem w kształcie kota. Kot patrzył na nią głupkowato jednym okiem.

-Ty przynajmniej pamiętasz.

Wzięła kubek i ruszyła do sypialni.

O 7:31 zamknęła drzwi mieszkania.

Zbiegła po schodach dwa piętra, zanim przypomniała sobie, że zostawiła telefon.

- Cholera - syknęła sama do siebie i wróciła na górę.

Telefon leżał na szafce w przedpokoju.

Kiedy go podniosła, ekran rozświetlił się od kolejnej wiadomości.

Karolina: Nie mów, że znowu czegoś zapomniałaś.

Sylwia spojrzała na telefon z niedowierzaniem.

Sylwia: Skąd ty wiesz?

Karolina: Bo cię znam.

Sylwia pokręciła głową.

Sylwia: Psychopatka.

Karolina: Do zobaczenia.

Schowała telefon do kieszeni i tym razem naprawdę wyszła. Na zewnątrz było chłodno. Jeszcze nie zimno, ale zdecydowanie nie było to już lato. Sylwia zapięła kurtkę pod szyję i ruszyła w stronę przystanku. Po drodze minęła piekarnię. Zatrzymała się. Przez szybę zobaczyła półki pełne świeżego pieczywa. Spojrzała na telefon.

7:39.

Miała jeszcze czas. Weszła do środka.

-Dzień dobry- powiedziała sprzedawczyni.

-Dzień dobry. Poproszę dwa croissanty.

Kobieta zapakowała je do papierowej torebki. Sylwia zapłaciła i już miała wyjść, kiedy zatrzymała się.

- I jeszcze...

Spojrzała na gablotę.

-Jedno takie z serem.

Sprzedawczyni podała jej bułkę. Sylwia wzięła ją do ręki.

-To dla mnie- wyjaśniła, jakby conajmniej ktoś pytał.

Sprzedawczyni uśmiechnęła się.

-Oczywiście.

Sylwia zapłaciła i wyszła.

Dopiero na chodniku zorientowała się, że powiedziała to na głos. Parsknęła śmiechem. I przez chwilę, idąc w stronę przystanku z papierową torebką w dłoni, naprawdę nie myślała o niczym.

Ani o pracy. Ani o rachunku. Ani o tym, co miała jeszcze zrobić. Po prostu szła.

Poniedziałek dopiero się zaczynał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×