Skocz do zawartości
Nerwica.com

Utrata zaufania w związku


Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, Żaba Monika napisał(a):

To dużo udało Wam się zrobić w ciągu 3 miesięcy, a raczej 2, bo w ostatnim miesiącu nie miałeś już kasy.

I dlaczego sąd postanowił Ci umorzyć dług, a nie zabrał oszczędności? Coś tu się nie klei.

I dlaczego mama leczy się na raka prywatnie? Przecież na raka leczy się państwowo i prywatne placówki nie mają do tego sprzętu ani personelu.

Słuszne uwagi!! Coś mi z tyłu głowy dzwonilo że za dużo kasy... ale no tak to oczywiste że powinien te oszczędności mieć odebrane. I leczenie raka to prawda!! Może miał na myśli łapówki dla lekarzy :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

32 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

 

O to właśnie chodzi :D

Będzie wiedziała że przyjechał dla niej a nie jakiś głupi odkurzacz


Dzięki, natomiast ja tutaj szukam rad, które mają realne zastosowanie a nie porady ja dla nastolatków. Tak czy inaczej dzięki za wyraźnie zdania 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

19 minut temu, ksynoheks22 napisał(a):


Dzięki, natomiast ja tutaj szukam rad, które mają realne zastosowanie a nie porady ja dla nastolatków. Tak czy inaczej dzięki za wyraźnie zdania 

Nie ma sprawy, ale jak nie możesz normalnie zajechać do niej bez zapowiedzi, to wgl bezsens taka relacja. Ale nie ma sprawy;*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, ksynoheks22 napisał(a):


Dzięki, natomiast ja tutaj szukam rad, które mają realne zastosowanie a nie porady ja dla nastolatków. Tak czy inaczej dzięki za wyraźnie zdania 

Dlaczego uwazasz, ze porady dla nastolatkow do ciebie nie pasuja? Chyba, ze zwolnienie rzeczywiscie wystawil ci psychiatra...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 5.06.2026 o 14:45, Żaba Monika napisał(a):

Czasem jest tak, ze nic sie nie da zrobic i taka masz niestety sytuacje. Prosby i nachodzenie niczego nie dadza, a nawet jesli by cos daly to bylby wyproszony zwiazek, ktory w kazdej chwili moze sie rozpasc. 

Moze sama zateskni i przyjdzie, i tylko wtedy to bedzie mialo sens, bo ona musi byc pewna, ze chce byc w tym zwiazku. 

Lepiej sie nie ludzic, ze jest na to duza szansa, choc wiem, ze teraz chcialbys sie chwycic kazdej, nawet najmniejszej nadziei.

 


Zdaje sobie sprawę z tego, że powrót nie zawsze jest możliwy. Oczywiście powroty są możliwe ale nie zawsze. Tak czy inaczej póki mogę to staram się wierzyć w  to, że uda mi się ją odzyskać i zbudować coś nowego w oparciu o nowe zasady. 
 

Pierwszy raz w życiu jestem w takiej sytuacji w której tak mocno pracuję nad sobą po rozstaniu. Przeanalizowałem wszystko i jestem zdyscyplinowany i zdeterminowany, żeby osiągnąć zamierzone cele. Prawda jest taka, że nigdy nie byłem pasywny i nawet w związku cały czas szedłem do przodu. Zdecydowałem się na pomoc ze strony psychologa w celu naprawy tego co we mnie źle działało i mam nadzieję, że to wszystko plus zmiany w moim życiu wpłyną pozytywnie na szanse odzyskania jej. W chwili obecnej jej brak i chęć odzyskania jej stała się dla mnie swego rodzaju katalizatorem do zmian. Oczywiście nie robię tego dla nie, ale dla siebie w nadziei że dzięki temu będę w przyszłości szczęśliwszy sam ze sobą i z kimś z kim będę budować życie - choć cały czas mam nadzieję, że to będzie ona.
 

Wiem, że kwestią rozstania była utrata poczucia bezpieczeństwa. Wiem, że nie tylko z powodu braku szczerości a raczej ukrywania pewnych rzeczy, tylko też tego co ukrywałem - upadłość konsumencka, to informacja na tym etapie relacji która może doprowadzić do wątpliwości. I tak jak wspomniałem to nie tak, że byłem goły i wesoły itd. Kasę cały czas mam, natomiast wiem że te wszystkie rzeczy mogły mnie przestawić w mało atrakcyjnym świetle, bo mogła pomyśleć że skoro jestem w upadłości, to czy może ze mną zakładać rodzinę nie wiedząc ile mam pieniędzy itd i jak wygląda moja sytuacja finansowa. 
 

Coraz bardziej zaczyna docierać do mnie taka myśl, że powrót do niej może mi zająć kilka miesięcy, może pół roku albo i dłużej, dopóki wszystkiego sobie nie ogarnę i poukładam. Czy do tego czasu ona będzie z kimś innym? Nie wiem. Czy będzie sobie układać życie na nowo? Zapewne. Czy będzie chciała mnie w tym życiu, kiedy zobaczy że te zmiany się dokonały? Mam nadzieję. 
 

Co do leczenia mamy, to dlatego leczymy ją prywatnie bo to jest raz szybsze niż czekanie miesiącami na wyniki - biopsja, rezonanse, tomografy, badania krwi, wycinki itd. Poza tym mama ma nowotwór typu MALT, którego nie da się wyleczyć - trzeba wyciąć kawałek płuca a to kosztuje. 
 

Wiem, że moje życie obecnie nie wygląda tak jak w chwili kiedy się poznaliśmy. Ona jest magistrem prawa, ma własne mieszkanie (kupione przez rodziców ale własne), dobrą pracę w agencji mediowej, ambicje itd. Ja w chwili kiedy ją poznałem pracowałem jako szef marketingu w międzynarodowej korporacji. Wynajmowałem mieszkanie 80m2, jeździłem dobrym autem, mam wyczucie stylu i dobrze się ubieram bo jestem taką osobą, która zwraca uwagę na estetykę i to nas łączyło. Ogólnie nie udawałem kogoś kim nie jestem. 
 

Natomiast ta cała sytuacja zmieniła trochę moje życie i sprawiła, że ona mogła zacząć patrzeć na mnie z innej perspektywy - mniej atrakcyjnej.

 

Jestem po studniach marketingu, straciłem pracę w międzynarodowej korporacji, jestem za zwolnieniu od psychiatry, aby mieć jakiekolwiek wpływy gotówki co miesiąc a nie dlatego, że się załamałem lub potrzebuje pomocy. Dodatkowo dorabiam sobie jako tynkarz, aby szybciej stanąć na nogi. Wróciłem do rodziców. Niedługo będę musiał pozbyć się auta i przez jakiś czas jeździć czymś gorszym. Przez stres schudłem 8kg i moja sylwetka nie wygląda tak dobrze jak wcześniej (brak regularnych treningów, diety itd). I wiem, że dla niej ten kontrakt między tym co było a tym co jest mógł sprawić, że ona nie chce być ze mną w takim stanie i momencie mojego życia, gdzie walczę każdego dnia o swoje życie. 
 

Zwłaszcza, że ona ma 26 lat a ja 34, i myśli o dzieciach ślubie itd. Oczywiście ja też o tym myślę i mieliśmy takie samo spojrzenie na te sprawy i całą resztę, natomiast zdaje sobie sprawę, że będąc teraz na takim etapie życia mogę nie pasować do jej projektu życia i przez to postanowiła odejść.

 

Nie wybielam się. Zdaje sobie sprawę, że najpierw muszę odbudować swoje życie i dopiero wtedy będę mógł myśleć o powrocie, jeśli do tego czasu będzie jeszcze możliwy. 
 

W chwili obecnej skupiam się na sobie i na tym aby doprowadzić swoje życie do porządku i wrócić na tory na których byłem w chwili kiedy mnie poznała.

 

Bardzo mnie korci aby do niej napisać, odezwać się ale co miałbym zrobić? Napisać „hej co tam słychać?” „Co robisz?” 
 

A co ma być słychać? Od chwili naszego rozstania (26 maja), minęło mało czasu i co ona miałaby z tym zrobić? Uwierzyć mi na słowo, że dokonuje zmian w swoim życiu? Dla niej to co robię, to dopiero początek drogi. Dla niej to, że pracuje po 12h dziennie 6 dni w tygodniu, to sekwencja zdarzeń a nie trwała zmiana. Robię to wszystko aby jak najszybciej stanąć na nogi ale czy tego dokonałem? Jeszcze nie. 
 

Wyobraźcie sobie, że budujecie dom. Dzisiaj zalałem fundamenty. Przychodzę  do niej i mówię: „Zobacz, zalałem beton, mam plan, za pół roku będą ściany, kupuj firanki!”. Dla mnie dom już powstaje. Ale dla niej? Na razie to jest tylko rozkopana działka i plama betonu. Ona nie wie, czy za tydzień nie braknie mi sił albo czy pogoda nie zepsuje planów. Fakt dokonany dla kobiety to moment, kiedy dom stoi, dach jest pokryty, a ja zapraszam ją na kawę do gotowego salonu.

 

Nie wiem co o tym sądzicie i co mi radzicie, natomiast z każdym dniem coraz bardziej zaczynam myśleć, że aby ją odzyskać to musi się we mnie dokonać realna zmiana. 
 

Skoro Paulina przestraszyła się niestabilności i chaosu, to zaufanie i szacunek odzyskam tylko wtedy, kiedy udowodnię, że mój kryzys minął i znowu panuje nad swoim światem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

1 godzinę temu, ksynoheks22 napisał(a):

I wiem, że dla niej ten kontrakt między tym co było a tym co jest mógł sprawić, że ona nie chce być ze mną w takim stanie i momencie mojego życia, gdzie walczę każdego dnia o swoje życie. 

...

 

Życzę Ci żebyś znalazł prawdziwą miłość albo żeby związek z Pauliną mógł trwac w chorobie i zdrowiu... Ale tak jest, że dla jednych związek to bardziej kontrakt a dla innych wbrew światu bycie razem. Czy to nie jest przypadkiem cena tego że oboje są z klasy wyższej, gdzie utrzymanie się w statusie to nie rzadko konieczność by nadal być postrzeganym jako "ja"? Taka refleksja

Elita zawsze chciała pozostać zamkniętym kręgiem to było coś co dodawało im w swoich oczach wartości

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lepiej  pamiętać że ten drugi jest tylko człowiekiem prędzej czy później zrobi coś złego bo natura ludzka jest słaba, i chodźby nie wiem jak człowiek starał się być tym najlepszym to prędzej czy później wyjdzie kim jest a nie kim stara się być pokazać z najlepszej strony ,

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w sumie to są moje doświadczenia, macie inne zdanie ,swoje doświadczenia. Ja miałam b.zaangazowane związki wieloletnie ,przyjaźnie z ludźmi więc to są moje doświadczenia, słowo się powtarza ale nie znalazłam odpowiedniejszego.Doswiadczenia to najbardziej  trafne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Utrata zaufania to zburzenie fundamentów relacji zarówno w przyjaźni jak i miłości. Kiedy to zostaje nadszarpnięte zostają zgliszcza. Wtedy już nic nie działa. Dużo od siebie daję i tyle samo  wymagam. Co innego pokłócić się o jakąś sprawę ale mieć w głowie "mój człowiek" a co innego gdy czujesz na kilometr brak szczerości i lojalności. Celebruje pewne zdanie: powiem ci w twarz co myślę ale za plecami będę cię bronić.

Edytowane przez Melodiaa

Jak pokonasz sam siebie to już nic nie stanie Ci na drodze...

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No więc napisałem do Pauliny z zapytaniem czy nie wybierze się ze mną na derby 5 lipca w Warszawie. Zapytałem o to dlatego, bo wygraliśmy te bilety razem 19 kwietnia w trakcie otwarcia sezonu jeździeckiego. Wzięliśmy wówczas udział w konkursie na najładniejszą parę. Szczerze powiedziawszy, to nie sądziłem, że w ogóle zakwalifikujemy się do jakiegokolwiek etapu. Szczerze to nawet nie wiedziałem, że taki konkurs się odbywa. I z początku byłem sceptycznie nastawiony. Natomiast w pewnym momencie zdałem sobie sprawę co mi szkodzi, prawda? I w końcu w końców pokazło się, że wygraliśmy. Wygraliśmy i byłem bardzo dumny z tego, zadowolony. Zresztą Paulina też. Było po niej widać to zadowolenie, tą dumę. I pomyślałem, że te ponad trzy tygodnie ciszy, że pozwoliły też mi zrozumieć wiele rzeczy. Sprawią, że że to akurat będzie odpowiednia chwila. Nie kontaktowałem się z nią wcześniej, bo zajmowałem się sobą. Naprawianiem swojego życia, porządkowaniem swojego życia, wszystkich spraw. Musiałem skupić się na sobie i musiałem skupić się na źródle tego problemu. Pracowałem z psychologami, psychoterapeutami nie tylko nad nad tym związkiem, nie tylko nad tą relacją, ale też nad sobą samym, zwłaszcza nad sobą samym, aby zrozumieć przyczynę tego rozstania. I zdałem sobie sprawę, że przyczyną był brak bezpieczeństwa. Raz brak bezpieczeństwa wynikający z utraty zaufania, bo ukrywałem przed nią, co ukrywałem. A drugą kwestią był brak bezpieczeństwa wynikający z tego, że kiedy usłyszała o tej upadłości, kiedy usłyszała, że miałem firmę, która splajtowała, w wyniku czego musiałem no niestety pójść w kierunku tej upadłości konsumenckiej. Dla niej, dziewczyny młodej, dziewczyny, która nigdy nie miała do czynienia z tego typu sprawami. Słowo upadłość, słowo dług. Skojarzyło się od razu z czymś niebezpiecznym. Odpalił się w niej po prostu tryb walcz lub uciekaj. I z tych dwóch opcji Paulina wybrała ucieczkę. Czy mam do niej o to pretensje? Nie. Czy mam do niej o to żal? Nie. Czy to było coś co dało się naprawić? Tak. Ku mojemu zdziwieniu zabawne jest to, że zadzwonił do mnie mój prawnik kilka dni temu z informacją, że otrzymał pismo z sądu z informacją, że wszystkie moje długi zostały umorzone. I w chwili obecnej jestem czysty. Jestem wolnym człowiekiem od jakichkolwiek długów, od jakichkolwiek zobowiązań. Natomiast Paulina miała pełne prawo zareagować tak jak zareagowała. Czy mogła mi wybaczyć? Mogła. Czy miała prawo tego nie robić? Miała. Natomiast nie samo to jest najgorsze. Zrozumiałem powód, zrozumiałem, że poza utratą zaufania utraciła też właśnie to takie poczucie bezpieczeństwa w kontekście budowania głębszej relacji w kontekście takim długoterminowym, gdzie chcielibyśmy na przykład, nie wiem, założyć rodzinę. Dla niej informacja o tym, że miałem firmę, która upadła i musiałem sobie z tym jakoś poradzić, żeby zabezpieczyć swoją przyszłość w postaci upadłości konsumenckiej była czymś z czym nie miała do czynienia. Słysząc to nie zastanawiała się nad tym, że to nie jest tak, że ja brałem kredyt na na to, aby sobie zlikwidować zmarszczki na czole. Po prostu chciałem być niezależny finansowo, chciałem mieć coś swojego. Władowałem to swoje pieniądze, nie wyszło to. No i niestety popadłem w długi. A jako że chciałem sobie z tym jakoś poradzić, żeby móc normalnie żyć i zabezpieczyć swoją przyszłość, no to musiałem pójść w kierunku upadłości. Natomiast kiedy ona to usłyszała, to nie słyszała o firmie, nie słyszała o tym, że nie zrobiłem tego z premedytacją, że nie zrobiłem tego specjalnie. No bo usłyszała słowo dług. I dla niej, dla dziewczyny młodej, mającej 26 lat, której to nigdy nie dotknęło, która nie miała w ogóle z tym styczności, no niestety chcąc nie chcąc zapaliła się czerwona lampka. I pomyślała sobie: Boże mój, ten człowiek ukrywał takie rzeczy, nie dość że straciłam do niego zaufanie, to jeszcze ukrywał takie rzeczy, więc jeżeli on ukrywał takie rzeczy jak dług, który może spowodować później to, że nie wiem, będziemy razem, będziemy mieć dzieci, będziemy mieć dom, okaże się, że to nie jest wszystko, tylko on coś jeszcze ukrywał, może jeszcze gorsze rzeczy. I co będzie, jeśli ten dom nam zabiorą i trafimy z dziećmi na bruk? Nie chcę tego, uciekam. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że byliśmy ze sobą sześć miesięcy, więc dziewczyna to sobie przekalkulowała. zdała sobie sprawę nie mamy dzieci, nie mamy kredytu. Nic nas tak na dobrą sprawę nie wiąże jakoś mocno, więc lepiej teraz się z tego wycofać niż później jeszcze mocniej się rozczarować. Nie winie jej za to. Wiem, że to był mój błąd, że powiedziałem jej o tym, bo de facto nie musiałem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że niecały miesiąc po naszym rozstaniu jestem już totalnie czysty. Gdybym jej o tym wtedy nie powiedział, to nawet by nie wiedziała o tym, że wszystko zostało umorzone. Natomiast wracając do kwestii kontaktu byliśmy na tych wyścigach, wygraliśmy ten konkurs i jako nagrodę otrzymaliśmy dwa bilety na nadchodzące derby 5 lipca. Pomyślałem, że napiszę do niej, bo zdałem sobie sprawę też z tego dlaczego robiłem to co robiłem. Zdałem sobie sprawę, że nie chciałem chronić jej przed tym całym syfem, przed tymi wszystkimi problemami, przed upadłością, przed chorobą mojej mamy, przed tym, że w wyniku tej choroby, która wiązała się z pomocą finansową z mojej strony, która uszczupliła moją poduszkę finansową, w związku z czym musiałem zrezygnować z mieszkania, musiałem zrezygnować z samochodu. Zdałem sobie sprawę, że to nie tak, to nie był ten powód, to nie było to, że ja chciałem chronić ją przed tym wszystkim. Zdałem sobie sprawę, że że chciałem chronić samego siebie. Chciałem chronić swoje ego oraz swoją męską dumę przed tym, że nie chciałem w tamtym momencie przyznać przed sobą samym i przed nią, że moje życie znajduje się w takim miejscu, że moje życie nie wygląda tak jakbym chciał w tamtym momencie, że moje życie nie jest idealne. To był powód. To, że nie chciałem przyznać tego przed samym sobą, że chciałem chronić siebie. Dlatego to wszystko przed nią zataiłem. No i co? Napisałem do niej ponad trzy tygodnie od naszej rozmowy. Napisałem do niej, że wybieram się na te derby, że mam dwa bilety, bo w sumie wygraliśmy je razem i czy nie zechciałaby pójść tam razem ze mną. Napisała mi, że hej, dzięki. Natomiast za bilety muszę podziękować. Baw się dobrze. A co do zaproszenia na kawę, bo jednocześnie zaprosiłem ją na kawę, żeby dać jej ten jeden bilet, to Napisała, że za kawę też musi podziękować z tego to względu, że aktualnie się z kimś spotyka i spotkanie ze mną byłoby nie w porządku w stosunku do niego. I szczerze powiedziawszy, kiedy to przeczytałem, z początku nie chciałem wierzyć. Nie chciałem, nie chciałem tak na dobrą sprawę wierzyć w to, że nie minął nawet miesiąc, a ona już całkowicie postanowiła zamknąć ten rozdział. Szczerze zdałem sobie sprawę, że postanowiła zamknąć ten rozdział nawet nie w momencie, kiedy zaczęła się spotykać z tym facetem, ale postanowiła zamknąć ten rozdział w momencie, w którym zaczęła w ogóle szukać, w którym odpaliła ponownie aplikację randkową, w którym ponownie reaktywowała albo założyła od nowa swój profil na Tinderze i zaczęła szukać. Zdałem sobie sprawę, że już wtedy podjęła decyzję, że ten rozdział jest zamknięty. I to było właśnie najtrudniejsze. Nie fakt tego, że się rozstaliśmy, bo zdaję sobie sprawę dlaczego. Natomiast najtrudniejsze właśnie było to, że w tym wszystkim tak szybko podjęła decyzję o tym, żeby to zakończyć. Oczywiście ona to zakończyła wcześniej, zakończyła tą relację, natomiast w tym wszystkim myślałem, że że nie będzie tak szybko próbować ułożyć sobie życia z kimś innym. I to nie chodzi o to, że mieliśmy jakiś układ, że ona powiedziała, że będzie na mnie czekać, że da mi czas na to, abym te wszystkie plany wprowadził w życie. Bo w sumie na jakiej podstawie miałaby czekać, prawda? W sumie zataiłem przed nią prawdę, więc kiedy nawet powiedziałbym jej o tych wszystkich procesach, przez które przechodzę, o tych wszystkich planach, które tak skrupulatnie realizuję, to przecież na podstawie utraty tego zaufania powiedziałaby, że ona mi nie wierzy. Więc skoro mi nie wierzy, to na co ma czekać? Natomiast no mimo wszystko jest to ciężkie do zaakceptowania. Ciężko jest też zaakceptować fakt, że ja już nic nie mogę zrobić, a chciałem się z nią spotkać i jej o tym wszystkim powiedzieć. Powiedzieć jej: słuchaj, pracuję nad sobą, zrozumiałem, jakie było źródło problemu, zdałem sobie sprawę z przyczyny, z konsekwencji i próbuję wszystko naprawić dla siebie. Przede wszystkim dla siebie, żeby odbudować swoje życie i zbudować je na nowo w oparciu o bezpieczeństwo, spokój, prawdę i na takich silnych, umocowanych fundamentach, w oparciu o to, co teraz robię. Chciałem jej o tym wszystkim powiedzieć, że udało mi się zamknąć sprawę tej upadłości, że jestem czysty. Chciałem jej powiedzieć, że odbudowuję swoją poduszkę finansową, która ucierpiała w wyniku pomocy rodzinie, pracując po 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu jako ogrodnik. Chciałem jej powiedzieć, że dostałem też swoją wymarzoną pracę, którą rozpoczynam od września. Chciałem jej powiedzieć, że zmieniłem auto na inne, bo tamto po prostu generowało zbyt wysokie koszty. Chciałem jej powiedzieć, że od września zamierzam wynająć mieszkanie. Natomiast w chwili, w której ona powiedziała mi o tym, że spotyka się z kimś innym, zdałem sobie sprawę, że to będzie bez znaczenia, bo tamta osoba jest teraz dla niej priorytetem. I wiem, że to co ona robi to jest wynik strachu przed samotnością, że ona po prostu nie radzi sobie z tymi emocjami, z tą stratą i potrzebuje atencji, potrzebuje takiej podbudowy swojego poczucia własnej wartości, że to jest taki związek z odbicia. Tak przynajmniej mówi mój psycholog, że to nie musi być wielka miłość, że oni się tylko spotykają, że ona po prostu w ten sposób zagłusza to wszystko i to jej pozwala zapomnieć. Jest to trudne do zaakceptowania, że wszystko to, co teraz robię, będę musiał robić tylko i wyłącznie dla samego siebie i że nie będzie jej przy mnie, że nie będzie mnie w tym wspierać, nie będzie mnie motywować. Natomiast zdałem sobie sprawę, że choćbym chciał, bardzo bym chciał, bo ją kocham, to nie mogę nic zrobić, bo nie mogę walczyć o kogoś, kto tej walki nie chce. I chciałem tutaj jednocześnie też podziękować wszystkim, którzy komentowali, którzy wyrażali swoje opinie, swoje zdania na temat tej całej sytuacji. Dziękuję wam za każde słowo, nawet te, które były szorstkie, które były gorzką prawdą, ale dziękuję wam. I co mogę powiedzieć więcej? Trzymajcie się, dbajcie o siebie i nie popełniajcie tych samych błędów, które ja popełniłem. Jeszcze raz dzięki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×