Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Kaji

Witam :>

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano (edytowane)

Witam. Szczerze, nie wiem od czego by tu zacząć.. Wpadłem na to forum jakiś czas temu, szukając chyba towarzystwa osób które mogłyby zrozumieć trochę więcej. Odkąd sięgam pamięcią miałem problemy w nawiązywaniu nowych znajomości itp.. W rodzinie raczej się śmiano, że "taki nie śmiały", niż szukano przyczyny, której sam też nie znałem do pewnego czasu. Chodzi o fobie społeczną. Zalążek mojej depresji, i wielu problemów, które odcisnęły się na moim życiu na przestrzeli lat. Nie byłem nigdy zbytnio rozmowny, właściwie nigdy z nikim się nie zżywałem, tak więc byłem idealnym kandydatem na tzw. kozła ofiarnego. Unikałem szkoły, powtarzałem klasy, a jako że z jakiegoś powodu nie chciałem się przed nikim uzewnętrzniać, po prostu udawałem zwykłego głupka. 3 lata temu skończyłem 18, myślałem wtedy o wizycie u psychiatry, bo już wtedy domyślałem się co może być na rzeczy, ale trochę minęło zanim się przełamałem. Opowiedziałem co i jak, że kontakt z innymi ludźmi, a tłumami w szczególności strasznie się na mnie odbija - z tego też względu zawsze mówiłem coś innego niż chciałbym powiedzieć, ludzie patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem, miałem wrażenie że nie pasuję do tego społeczeństwa. Zostałem wtedy umówiony na terapie, i dostałem receptę na jakieś tabletki, ser.. coś tam. Miałem zalecenie żeby przez pierwszy tydzień brać połowę dziennie, później całą. Po jakimś czasie brania, zacząłem mieć problemy ze snem, cały czas cały drżałem, i ogólnie dziwnie się czułem... mam wrażenie że efekt uboczny, ale za razem psychicznie też nie czułem się wcale lepiej. Zostawiłem to w cholerę, bo przysypiałem co 2-3 dzień... A na terapie się nie wybrałem ;x Rodzice wymagali żebym szedł do pracy, trochę mi zajęło, i pomijając ciśnienie z jakimi się zmagałem na rozmowach, jak i to na ilu z nich się ośmieszyłem, w końcu udało się coś znaleźć. Pracowałem rok... nie opisując już relacji jakie miałem z ludźmi stamtąd, dostałem zwolnienie dyscyplinarne... jak mówiłem, od czasu w którym pierwszy raz miałem takie problemy ze snem, ciągną się one po dziś dzień, raz jest lepiej, raz masakrycznie... No i tak zdarzyło mi się kilka razy zaspać... Z tym, że tego dnia się nawet nie pojawiałem, mimo że wychodziłem do pracy, im bliżej byłem zakładu, tym bardziej coś mnie zatrzymywało... To było pół roku temu, w tym czasie zacząłem mieć mały problem z alkoholem,  a będąc nietrzeźwym, zacząłem się dosyć brutalnie samookaleczać... mocno to wszystko we mnie uderzyło, martwi mnie trochę moja przyszłość. Nie mam pracy, nie mam pieniędzy, nie mam i nigdy nie miałem zaufania ze strony rodziców, którzy tak po prawdzie mnie nie znają... Chciałem skończyć z tym wszystkim, ale nawet po alkoholu nie mogłem się posunąć do tego stopnia, liczyłem że w amoku moich ataków skierowanych w samego siebie, przypadkiem się to skończy. Wiele ukrywam przed światem, nie mam starych znajomych do których mógłbym się w żadnej sprawie zwrócić, a o nowych nawet nie wspominam. Dni uciekają mi przez palce, a ja tylko słucham jakim trutniem się stałem, i w sumie byłbym tego świadom nawet gdyby nikt mnie o tym nie informował. Bywają dni że nie mam dosłownie siły na nic, siedzę po paredziesiąt minut, patrząc nie wiadomo na co, zrobię coś, i wracam do tego samego... szybko mija mi chęć na cokolwiek, o czym pomyślę że mógłbym się zająć. Nie widzę chyba sensu w niczym. Chcę po prostu móc być, dopóki mogę uciec w świat wyobrażeń... jakkolwiek to rozumieć. 

Edytowane przez Kaji

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

Cześć Kaji. Też mam tak, że całymi dniami nie umiem się zabrać za nic (np. teraz powinnam się uczyć, bo kolokwia itd). Ja mam 21 lat, makabryczny trądzik, przez który mam całą twarz zniszczoną i przez to nie chce mi się żyć. Pamiętam jak raz byłam pewna, że ze sobą skończę raz na zawsze, ale nie skoczyłam, bo za bardzo bałam się śmierci. Jestem z natury tchórzliwa.

Też nie umiem z ludźmi rozmawiać, odkąd pamiętam miałam fobię społeczną i baardzo niską samoocenę. Do dziś nie mam prawdziwych przyjaciół, tylko luźne znajomości. Marnuję dzień za dniem i już szczerze to przestało mnie obchodzić.

Nie umiem Ci nic poradzić. Czyli leków już nie bierzesz? Może by zmienić lekarza. W sumie nie wiem, czy w obecnej sytuacji można się umawiać na wizyty, chyba nie. Ja sama dostaję e-receptę mailem, bo mnie lekarz nie przyjmie.

Może jakieś hobby? Z doświadczenia wiem, że jak się skupię na czymś innym niż moje beznadziejne życie, choćby serial obejrzę, czy książkę poczytam, to przez chwilę jakby żyję życiem kogoś lepszego, normalniejszego niż ja i mam siłę, żeby cokolwiek zrobić.

A i jeszcze kawę polecam, ona mnie motywuje do działania.

Edytowane przez Edziaa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odzew;) Mógłbym powiedzieć, że staram się jak mogę, a za razem moje działania znacznie się ograniczają... Z chęcią zaciągnąłbym fachowej pomocy, lecz obecna sytuacja trochę to komplikuję. Nawet nie wspominam o kwarantannie, ale nie miałbym w tym momencie nawet funduszy żeby pójść do specjalisty. Nie mam nadal źródła zarobku, nie wiem szczerze jak długo będą mnie tu znosić biorąc pod uwagę że do niczego się chwilowo nie dokładam... Jestem jakby na uwięzi w jednym miejscu. Dochodzi jeszcze ta dyscyplinarka.. Ciężko mi o jakąkolwiek rozmowę, a co dopiero tłumaczenie się z tego w mój zagmatwany sposób. Nie mam też wykształcenia, które choć odrobinę może by mogło sprawić żeby lepiej na mnie patrzono w takich sytuacjach, a chciałem iść chociażby do szkoły weekendowej. Nawet się zapisałem, ale nie mogłem się przełamać żeby iść na zjazdy... nie że mi się nie chciało, szczerze to nie uważam się za lenia.. chociaż tak jestem odbierany. Cóż, minie kwarantanna i będę jeszcze coś tam próbował;) Co do zajęć, hobby.. kiedyś lubiłem coś porysować, poczytać.. a w ostatnim czasie nawet oglądanie czegokolwiek mnie nuży, niby patrzę, ale mentalnie gdzieś odpływam... wena gdzieś sobie poszła, co biorę ołówek do ręki, widzę że nic z tego nie będzie i odkładam. Liczę że ten stan nie będzie się utrzymywał następnymi latami, i uda mi się coś zmienić w tym życiu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×