-
Postów
1 215 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez nieprzenikniona
-
Ja teraz biorę 45 dulo i 50 sulpirydu i o ile po sulpirydzie (biorę na czczo) po ok 2h czuję się bardzo dobrze o tyle 2-3h po wzięciu dulo (biorę ok 12) oczy mi się zaczynają zamykać i strasznie mnie muli, dlatego myślę, czy nie przerzucić dulo na ok 18-19 żeby po tych ok 3h iść spać...poza tym znowu zaczyna boleć mnie żołądek:/ nie wiem czy to kolejny objaw psychosomatyczny, czy ubok któregoś z leków... Natomiast jeśli chodzi o działanie na psychikę to emocjonalnie czuję się stabilnie a raczej odcięta od odczuwania czegokolwiek, z jednej strony to wprowadza spokój, z drugiej wydaje się czymś sztucznym, no i na terapii ciężko pracować na emocjach, których nie ma...
-
Ja chodziłam do mojej obecnej terapeutki dawno temu przez jakieś 3 lata (z przerwami na hospitalizację i jej urlop macierzyński), po tym czasie okazało się, że nie możemy dograć godzin terapi (zmieniałam pracę na taką typu 8-16) więc rzuciłam terapię w sumie z dnia na dzień na 10 lat, dopiero po tym czasie zreflektowałam się, że moje działanie było chyba zbyt pochopne (chociaż taki typowe dla mnie)...no ale i tą kwestię poruszyłyśmy teraz w obecnej terapii i w sumie nawet moja terapeutka przyznała, że czuję iż wtedy zbyt mało się postarała aby mnie zatrzymać...natomiast rok temu jak okazało się, że musimy zmienić termin jednej sesji (oczywiście na niespecjalnie mi pasującą) to znowu praktycznie rzuciłam terapię (chociaż finalnie udało się to przegadać)...w sensie, że na mnie takie dość drobne rzeczy działają bardzo mocno i potrafią totalnie wywalić racjonalne działanie (na szczęście z wiekiem jest pod tym względem nieco lepiej i potrafię się trochę zatrzymać)...dlatego to co robi Twoja obecna terapeutka byłoby dla mnie osobiście nie do przejścia już nie mówiąc o możliwości poruszaniu tematów związanych z traumą (w sensie blokady z powodu braku zaufania)... Napisałaś też, że nie masz już iść do kogo wyżej bo ona zajmuje się stricte zaburzeniami które posiadasz, osobiście też jestem osobą z cptsd (długi okres molestowania we wczesnym dzieciństwie), moja terapeutka nie jest osobą konkretnie od tego typu zaburzeń (pomijam że pracuje jako psychoanalityk) ale na przestrzeni obecnych dwóch lat (czyli od czasu powrotu do niej na terapię) jej podejście do mojego leczenia mocno się zmieniło i nawet udało mi się poczuć tą więź (z którą mam ogromne problemy)...także chyba nie ma jednej reguły, w sensie lepiej otwierać się przy kimś przy kim czujemy się bezpiecznie niż pracować nawet teoretycznie z najbardziej "profesjonalnym" specjalistą przy którym czujemy się niepewnie...myślę, że właśnie u osób z cptsd sama bezpieczna relacja odgrywa bardziej leczniczą rolę niż jakiekolwiek stosowane metody terapeutyczne...
-
U mnie po czymś takim byłaby krótka piłka, moja noga by tam więcej nie stanęła...może to wynika z moich zaburzeń ale czegoś takiego bym nie przełknęła no chyba, że byłoby to wynikiem jakiegoś nagłego wypadku i kompletnemu brakowi możliwości poinformowania o tym fakcie. Szczerze jeżeli takie sytuacje mają miejsce dość często a powody są hmmm średnio poważne (jak brak auta) to jednak faktycznie bym zrezygnowała na Twoim miejscu...Rozumiem też, że w takiej sytuacji nie bardzo chce Ci się szukać kolejnej pomocy ale może z czasem będzie łatwiej bo jak sama piszesz raczej tej pomocy potrzebujesz...
-
Długo już jesteś u niej w terapii? Najlepiej faktycznie porozmawiać z terapeutką, skoro miała 1,5 mc nieobecności z powodów rodzinnych to być może te nagłe odwołania wizyt też dotyczyły tych spraw...w życiu bywa różnie, chociaż najzupełniej w świecie rozumiem zniechęcenie, na mnie wszystkie przerwy w terapii np. bardzo mocno działają i nawet teraz po miesięcznej przerwie urlopowej (zapowiedzianej dużo wcześniej i z możliwością kontaktu mailowego) ciężko mi "wrócić" do relacji... Jeśli jednak terapia wygląda tak, że nie można polegać na terminowości terapeuty to chyba faktycznie warto rozważyć ew. zmianę czy rezygnację...
-
Ostatnio robiłam próby wątrobowe i były ok ale chyba będę chciała zmienić Dulo na coś innego bo skutki uboczne dają popalić, w nocy pocę się tak, że nawet dłonie mam całe mokre, do tego (tu nie wiem czy po dulosetynie czy nie) nasilił mi się skrajnie objaw raynauda. No i doszły jakieś masakryczne bóle brzucha...za to pozytywów mało, nastrój raczej kiepski, derealizacje etc.
-
Intensywne zapachy
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Parramirtia temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
U mnie akurat zapachy niczego nie wywołują, ale za to każdy dotyk działa jak flashback (zwłaszcza niespodziewany), chociaż do tego spodziewanego też muszę się zmusić wewnętrznie (mowa tu min. o dotyku całkiem neutralnym np. Jak przytulenie kogoś z okazji składania życzeń, na przywitanie etc)...pierwszą reakcją jest zawsze coś w rodzaju paniki, przyspieszony puls, chęć wyrwania się przy jednoczesnym zamrożeniu...nawet jak mój mąż przytuli mnie w nocy podczas snu to wybudza mnie od razu skok tętna i reakcja stresowa (chociaż później jest już ok i zaczynam czuć się bezpiecznie)....czy sobie z tym radzę? W sumie to nie, jedynie aby nie odbiegać od normy i nie rzucać się w oczy swoją "innością" staram się aby nie było widać tych wszystkich reakcji...(kontrola na max. poziomie) -
Ja bym jeszcze poczekała na rozkręcenie dulo, na początku też okropnie mnie muliła (dobre 1,5 mc), teraz jest już ok...może nie mam super powera ale nie jestem chodzącym "zgonem". Z minusów znowu pogorszył mi się sen, potrafię spać po 4-5h, gdzie wcześniej normalnie spałam 8-9, do tego mega męczące sny i potworne pocenie się w nocy (to chyba najbardziej wkurzający ubok), szczególnie, że wcale nie jest mi przy tym ciepło, wręcz mam wrażenie zimnych prądów przepływających wzdłuż kręgosłupa (sama nie wiem czy to od leku czy wtf)
-
Akurat nie jest to mój główny problem ( jeśli chodzi o psychikę) więc w tej kwestii łatwo o optymizm i "lekkie" podejście do tematu. Natomiast rozumiem, że te wszystkie objawy mogą wywoływać stany lękowe. Na pocieszenie dodam, że podobno bardzo dużo osób ma podobne objawy (słowa mojej psychiatry) właśnie po covid ale podobno mijają tak do roku czasu...no chyba, że nerwica się rozkręci, wtedy somatyka też potrafi ześwirować i tworzy się błędne koło...
-
Nie wiem czy to szumy ale praktycznie codziennie zatyka mi uszy tak jak przy zmianie ciśnienia podczas lotu itp. Wcześniej nie miałam takich objawów...
-
Cześć:) Też mam problemy z parestezjami i szumami usznymi po covid (łagodny przebieg w lutym). Zresztą same objawy covid były u mnie głównie postaci neurologicznej. Obecnie od lekarki dostałam duloksetynę, która miała przy okazji te objawy złagodzić, ale dziwne mrowienia/ drętwienia (np. połowy języka) mam nadal nawrotowo co kilka dni. Z tym, że ja jakoś bardzo się tym nie przejmuję, raczej po prostu odnotowuję te objawy jako coś chwilowo nieprzyjemnego i lekko upierdliwego Pewnie nie bardzo pomogłam, ale przynajmniej możesz nie czuć się sam w tych dziwnych pocovidowych symptomach.
-
Pogoda jak dla mnie mogłoby tak być cały rok
-
Wpływ CPTSD na teraźniejszość
nieprzenikniona opublikował(a) temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Podczas terapi dostrzegłam jak bardzo moja przeszłość wpływa na teraźniejszość, a raczej na to w jaki sposób powielam schematy (związane z traumą), jak bardzo fatalnie się przez to czuję i jak bardzo nie potrafię inaczej...mam wrażenie, że to błędne koło z którego nie ma żadnego wyjścia (nie pomaga mówienie o tym na terapi, nie pomaga odcięcie emocjonalne, nawet niemyślenie o tym nie pomaga bo prędzej czy później wszystko wraca z taką samą siłą...). Mam wrażenie, że tonę w bagnie poniekąd już na własne życzenie (ciężko mi wszystko tłumaczyć przeszłością, skoro obecnie teoretycznie powinnam dokonać zmian, widząc wszystkie przyczyny i skutki). W ogóle komuś skutecznie udało się przerwać ten schemat raz i na zawsze? Czy po prostu lepiej zaakceptować to i pozbyć się złudnej nadziei na cokolwiek innego? -
Nie, nadal zostaję na 30mg bo wyeliminowała najgorsze stany (ms i autoagresję) a cała reszta nadaje się do pracy terapeutycznej (z tym, że ja nie mam depresji ani stanów lękowych) No i nie ma sensu fundować sobie większych skutków ubocznych....póki co kolejna wizyta jakoś we wrześniu, no chyba że po drodze coś się pogorszy...aaa i chyba zacznę brać dulo na noc, może wyeliminuje nieco zamulenie w dzień
-
W tym tygodniu idę na wizytę do lekarki bo mija już miesiąc na dulo, zobaczymy co dalej...zastanawiam się, czy nie brać leku jednak na noc bo po kilku godzinach od zażycia dość mocno mnie zamula/ otępia...tak poza tym to jest nawet ok, chociaż nadal pewne skutki uboczne dają się we znaki (suchość w ustach, zaparcia, znaczny spadek libido).
-
U mnie w sumie dopiero 2 tygodnie na 30mg więc ciężko ocenić, z jednej strony czuję się bardziej stabilnie, brak myśli s i zachowań autoagresywnych, zdecydowanie odczuwam większą obojętność względem świata, lepiej mi się też śpi niż po fluoksetynie...z drugiej strony jestem ciągle lekko zamulona i zdysocjowana, do tego dość często boli mnie żołądek, ciągle chce mi się pić, nadal miewam dziwne parestezje (chociaż może to też jeszcze efekt odstawienia fluo)...za jakieś 2 tygodnie muszę umówić się ponownie na wizytę do lekarza, zobaczymy co dalej z tym lekiem...uboki nie są jakieś mega ciężkie więc może dam mu szansę, chociaż chciałabym nieco więcej aktywizacji a mniej zamuły z tego też względu nie biorę dodatkowo pregabaliny na noc bo już w sumie na dulo padam dość szybko
-
Jest tu ktoś kto cierpi na complex PTSD?
nieprzenikniona odpowiedział(a) na rodzynka94 temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
Moje teoretycznie powinny współpracować bo we dwie są współwłaścicielkami przychodni w której przyjmują, ale mam wrażenie, że obecnie raczej ich współpraca układa się średnio....nawet jak czasami na terapi poruszam temat leków i lekarza to słyszę takie ogólniki jakbym mówiła o kompletnie obcej osobie a nie jej koleżance z pracy No i moja lekarka była mocno zaskoczona tym że chodzę na terapię 3 razy w tygodniu, a dowiedziała się o tym na wizycie po kilku miesiącach tak częstych sesji.. zatem raczej obstawiam, że kontakt mają żaden co mocno mnie dziwi, bo zawsze myślałam, że w takich miejscach można liczyć na bardziej kompleksowe podejście... Dlatego diagnozę w postaci bpd mam jeszcze sprzed ponad 10 lat z czasów szpitala i tak sobie przy mnie trwa na dobre i na złe -
Jest tu ktoś kto cierpi na complex PTSD?
nieprzenikniona odpowiedział(a) na rodzynka94 temat w PTSD - Zespół Stresu Pourazowego
A w ogóle to psychiatra Wam dopisał do karty cptsd? (Mówię o osobach u których zdiagnozowano to poza szpitalem). Rozumiem, że najpierw trzeba powiedzieć o przeżytych traumach, żeby w ogóle psychiatra wziął to pod uwagę? Tylko kurcze ja na 20-30 min wizycie za chiny nie potrafię, na terapi powiedziałam o pewnych rzeczach (a w sumie to napisałam maila) po 1,5 roku no i nadal mówienie idzie mi średnio tym bardziej u psychiatry sobie kompletnie tego nie wyobrażam... -
Jakie leki przy borderline?
nieprzenikniona odpowiedział(a) na Wiśniówka temat w Zaburzenia osobowości
Łącznie (najpierw 3 lata, później kilka lat przerwy bez leków i następnie 5 lat) przez 8 lat brałam fluoksetynę, obecnie zmieniam. Wcześniej próbowałam kilku innych leków ale nie bardzo pomagały lub miały za dużo skutków ubocznych (z tym, że ja jestem dość mocno wrażliwa na działanie leków, szczególnie tych "usypiających") -
W końcu po wielu latach jednak zejście z seronilu i zamiana właśnie na duloksetynę...poza wszystkimi innymi rzeczami ma mi pomóc też na parestezje (chyba pocovidowe). Póki co w tej kwestii chyba radzi sobie średnio bo dawno tyle obszarów ciała nie drętwiało mi na raz Co do reszty to pewnie łatwiej będzie określić jak już zejdę z całkowicie z fluo i pobiorę z 2 tyg samą duloksetynę...
-
Po zwiększeniu dawki seronilu wpadłam w niedowagę, nadal chudnę i kompletnie nie odczuwam potrzeby jedzenia czegokolwiek...zaczynam wyglądać źle, czuję się źle, więc mam nadzieję, że w poniedziałek moja lekarka wprowadzi jakąś zmianę w lekach...
-
Cieszę się, że nie mam żadnego kontraktu terapeutycznego, wątpię aby w czymkolwiek mnie powstrzymał, po prostu bym o tym nie powiedziała i tyle...cieszę się, że o swoich samouszkodzeniach mogę w miarę normalnie rozmawiać bo gdybym musiała dodatkowo udawać, że nic sobie nie robię albo powstrzymywać się tylko ze względu na terapię to pewnie bym się hamowała jeszcze mniej...a tak to czasami muszę znaleźć tą siłę i motywację w sobie, co wymaga więcej samozaparcia niż szukanie jej w zewnętrznym świecie.
-
To akurat mnie nie dziwi, tzn jej czas, myślę że ma bardzo niewielu stałych pacjentów, w przychodni której jest współwłaścicielką zajmuje się raczej wstępną diagnozą psychologiczną (jako klinicysta) i z tego co wiem szkoli się obecnie na superwizora więc może w ogóle odchodzić od "tradycyjnej" terapi z pacjentami....