Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Bonus

Czy bycie niezależnym finansowo się opłaca?

Rekomendowane odpowiedzi

I tak jak w temacie.

 

Niezależność finansowa, ale nie tylko dla niektórych jest dobra, bo jeżeli są własne pieniądze, to nikogo nie trzeba się o nic prosić, domagać, tylko utrzymuje się samemu.

Niektórzy są zależni np. od rodziców, czy dalszej rodziny, bo nie mają dobrej sytuacji, nie mają dobrej pracy albo żadnej pracy.

Jeżeli ludzie pracują za marne pieniądze ( takie można uznać w minimalnej pensji, która w Polsce jest nawet czterokrotnie niższa, niż w krajach Europy Zachodniej ), to też się z tego tak całkiem nie utrzymają.

I potrzebują wsparcia, pomocy rodziny.

Życie w dużych i największych miastach jest coraz droższe, gdzie wszystko tam jest droższe niż w małych i najmniejszych miastach.

Żeby się móc utrzymać w każdym, dużym mieście to nie wiem, ile tam trzeba by zarabiać, żeby wystarczyło na wszystkie opłaty, na jakiś wynajem mieszkania, na czynsz.

Zależy też od wydatków, jakie są.

Więc, żeby być całkowicie od innych niezależnym, to muszą być dobre zarobki, które pozwolą funkcjonować samemu.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Bonus napisał:

I potrzebują wsparcia, pomocy rodziny.

Mnie rodzina nie pomagała. Po prostu brałam drugi etat i tyle. Albo płatne nadgodziny. Człowiek łapał się czego mógł, bo był postawiony pod ścianą i tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Bonus, niektórzy nie mają rodziny, która może ich wspomóc finansowo.

Każdy orze jak może, że tak powiem. Albo 2 etaty, albo etat plus praca na umowę zlecenie lub jakieś inne kombinacje, co tam kto sobie wymyśli i zorganizuje. 

Rezygnujesz z wydatków na rzeczy, które mogą poczekać, starasz się oszczędzać na tym na czym możesz oszczędzić i żyjesz.

Swoją drogą takie sytuacje są czasami dobre do nauki "życia", że nie ma nic za darmo i na wszystko trzeba zapracować, bo nikt w razie wu nie pomoże, bo np. nie ma kto albo z czego pomóc. Wtedy się tak na prawdę docenia wartość pieniądza i czasu i energii, które trzeba włożyć, żeby na nie zapracować.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi ojciec kupił mieszkanie, więc pod tym względem duzo pomogl. Ale teraz nikt mnie nie utrzymuje. Pocieszam się, że koniec końców mogę dostawać zasiłek z Zusu, ale wolę do tego nie dopuścić. Na razie pracuję. Całe życie ojciec mi wmawiał, że muszę być niezależna więc czuję się okropnie, jeśli ktoś mi daje pieniądze, na które moim zdaniem nie zasłuzylam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Warto tez zauwazyc, ze czasem razem z darowana pomocą finansową, ida tez oczekiwania. Moi tesciowie nam pomogli troche na starcie, ale przy okazji uwazali, ze moga ingerowac z tego powodu w nasze zycie.

Natomiast jesli jest sie na swoim, nie musisz nic robic pod "czyjes dyktando". Wolnosc i swoboda ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O, to jest bardzo ważne. Mój ojciec jest okropnym człowiekiem i myślę, że nie mogłabym mu tego powiedzieć, gdyby mnie wciąż utrzymywał. Znaczy, nie mówiłam mu tego, ale mam taką opcję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, są różne sytuacje w życiu.

Nigdy nie jest i nie będzie prosto i fajnie. A co mają powiedzieć ludzie, którzy są całkiem sami, bez rodzin, bez ojca i matki, bez bliskich znajomych i muszą być niezależni?

 

Ja znałem takiego znajomego, mieszkał w Szczecinie i on już umarł parę ładnych lat temu.

Był całkiem sam, bo był rozwiedziony z żoną już w latach 90-tych. Dzieci żadnych nie miał, bo albo nie wyszło, albo nie chciał ( tego nie wiem jak było u niego ).

Z dalszej rodziny też już prawie nikogo nie miał, bo tam te osoby też umarły, a ci, którzy żyją to on ich nawet nie znał.

 

Nikt mu niczego nie dał za darmo.

Nie dostał nic od nikogo i sam musiał pracować i zadbać o swoje życie. Tyle że miał słabość do alkoholu i lubił pić, ale pił za swoje, nie za czyjeś pieniądze.

No i to go zabiło, bo potem chorował, miał cukrzycę poważną, do tego lubił popijać alkohol.

Mógłby dalej żyć, gdyby o siebie lepiej dbał i nie pił alkoholu.

Miał już swój wiek, bo miał ponad 60 lat i krótko pocieszył się emeryturą, bo tylko dwa lata, a potem umarł.

Znałem go i nikt nigdy się nie zapytał jego: "czy ma coś do jedzenia? Czy czegoś mu potrzeba?".

Sąsiedzi się też nie interesowali nim, a mieszkał w kamienicy po niemieckiej od dziecka, na tej samej ulicy, gdzie się wychował.

Ojca i matki już nie miał w młodym wieku, bo umarli.

No i nie miał rodzeństwa, ani brata, ani siostry, a tylko dwóch dalszych kuzynów, z którymi też nie miał prawie żadnego kontaktu. A którzy też potem umarli, jeszcze jak on żył.

 

I mógł liczyć tylko na siebie, bo wiedział, że nikt do niego nie przyjdzie i mu nie pomoże.

Bo to nie chodzi o to, żeby jemu ktoś coś dawał za darmo. Nawet nie miałby pomocy, normalnej, bo nie miał ani takich osób w rodzinie, ani znajomych.

Zresztą on też nigdy nie prosił nikogo nawet o złotówkę.

Wolał sam zarobić.

 

Trzeba też chcieć prosić innych o pomoc, a niektórzy tego nie chcą i nie lubią.

 

Wiadomo, jak to jest, bycie zależnym od innych, często od rodziny wiąże się z pewnymi problemami, dlatego niektórzy nie lubią i nie chcą NIEZALEŻNOŚCI.

Są osoby, nawet często w rodzinach bliskich, które, niby pomagają, a potem się okazuje, że potrafią wypominać, wyliczać z każdej złotówki, "ile to musieli pomagać komuś... " i przypisują sobie takie prawo, że skoro komuś pomagają, to oczekują nie tylko wdzięczności, ale i jakiegoś posłuszeństwa od takiej osoby.

Czyli, nie jest to "pomaganie" z czystego serca.

Są różne sytuacje w rodzinach, są różne spięcia i nieporozumienia, na różnym tle, więc "bycie zależnym" od osób w rodzinach do czegoś zobowiązuje.

 

Nie ma całkowitej bezinteresowności, nawet w bliskich rodzinach, jeżeli chodzi o pomaganie finansowe, o, zależność.

 

Dlatego, jak ma się swoje, to jest najlepsza sprawa, bo nie trzeba wtedy od innych wysłuchiwać: "Ile to ja Tobie musiałem pomagać, ile na to wydałem pieniędzy, a teraz nie jesteśmy w dobrych relacjach i to jest przykre".

 

T są trudne sprawy życiowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W różnych rodzinach panują różne zwyczaje. Czasem całkowita zależność finansowa potomka to dobra "broń" w rękach rodziców, którą mogą użyć do nieformalnego ubezwłasnowolnienia potomka w stylu "pamiętaj, że żaden pracodawca nie zatrudni takiego zera jak ty, tylko dzięki nam jeszcze w ogóle żyjesz, jeśli spróbujesz podjąć jakąś decyzje bez naszej zgody, zakręcamy ci kurek z żywnością i lecisz do piachu"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, Mark123 dobrze to powiedział.

 

Takie są zwyczaje w niektórych rodzinach. Jeżeli ktoś w rodzinach chce komuś pomagać, np. ojciec, matka synowi, córce to jest sprawa takich rodziców.

To jest takie podejście niektórych rodziców do dzieci, nawet już dorosłych, żeby ich zatrzymać przy sobie, w domu, żeby oni nie "poszli na swoje".

Ale to z czasem też może stać się uciążliwe dla takiego syna czy córki, a nawet i dla tych rodziców, którzy zauważą, że wydają za dużo pieniędzy na swoje dzieci, już dorosłe, a potrzeby są coraz większe u ludzi i to więcej finansowo kosztuje.

Jeżeli, rodzica na to stać, bo jest bogaty, to jest ok.

A ilu jest rodziców, którzy pracują za najniższą pensje, mają skromne renty, emerytury i nie stać ich na finansowanie i pomaganie swoim dzieciom?

Wtedy, żeby odciążyć takich rodziców finansowo, dzieci dorosłe mają obowiązek sami gdzieś pracować i zarabiać na swoje potrzeby.

Na "utrzymywanie kogoś" musi być stać finansowo.

Więc, NIEZALEŻNOŚĆ nie wynika tylko z tego, żeby "nie siedzieć komuś na głowie", żeby ktoś nie wypominał, że musi wydawać na kogoś tyle i tyle kasy. Ale też dlatego, że kogoś może być nie stać na pomaganie, z powodu braku pieniędzy, niskiej pensji, czy emerytury.

Zależność może być dobra tylko wtedy, jeżeli panują dobre relacje w rodzinie, jeżeli ludzie się dogadują i to działa w dwie strony.

 

Czyli: "ja Tobie pomagam i Ty mi pomagasz" i to jest wzajemność.

Żeby to było: coś za coś.

 

Pomaganie jest ważną i potrzebną rzeczą w rodzinie, a nawet wśród obcych ludzi, ale to wtedy musi mieć dwie strony.

Musi być za to jakaś wdzięczność, żeby i samemu pomagać.

Jeżeli nie ma pozytywnych wartości, są nieporozumienia w rodzinie, brak normalnej rozmowy i relacji, to też trudno komuś przyjmować pomoc od takich ludzi.

To są uczucia albo: pozytywne, albo negatywne względem innych ludzi w rodzinie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Całe życie obserwowałam dwie najbliższe mi kobiety w rodzinie i ich podejście, które nadal wzmaga we mnie torsje - "jestem kobietą i to mężczyzna powinien więcej zarabiać i mnie utrzymywać". W przypadku babci - nie przepracowała ani dnia w życiu, ustawiła się przy dziadku, który bardzo dobrze zarabiał, bawiąc się całe życie na jego rachunek. Nawet teraz po jego śmierci jest zabezpieczona finansowo. Mama - zarabia mniej niż najniższa krajowa w tej samej pracy na którą narzeka odkąd pamiętam. Ale nie przeszkadza jej to, bo są pieniądze w domu. Taty.

 

Obie nie widzą w tym niczego niewłaściwego. Rodzicielka bombarduje mnie uroczymi hasłami "niech Ci kupi", "kiedy gdzieś Cię zabierze", "czemu Ci nie postawi wakacji" itp, itd. Kipię złością z bezsilności i mojej aktualnej nieudolności życiowej. Echem odbijają mi się w potylicy słowa taty, który kpiącym tonem powiedział, że nigdy w życiu nie dam rady być niezależna finansowo. Powiedział to z taką oczywistością i spokojem jak to, że po poniedziałku jest wtorek.

 

Poza tym pieniądze były jedynym co mi dawano przez całe dzieciństwo, żyjąc w jednym domu niczym lokatorzy a nie rodzina. Uzależnianie od siebie w celu opóźnienia mojego odejścia z domu, jakby komukolwiek na mnie zależało. Nie idź do pracy, bo i tak nic nie potrafisz, nikt Cię nie będzie chciał, dasz się tylko wykorzystywać. Żywię do pieniędzy pewnego rodzaju obrzydzenie, ale jak przeżyć bez nich? 

 

Od zeszłego roku jestem niezależna finansowo. Ale to już stąpanie po kruchym lodzie, bo jeśli się nie wezmę za zwalczenie demonów i znalezienie pracy to zamienię się w swoją mamę, co tylko bardziej mnie pogrąży. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Autorze wątku głupszego pytania zadać nie mogłeś, równie dobrze można zapytać czy opłaca się być zdrowym, pięknym czy dobrze zarabiać. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nie można przeliczać wszystkiego na pieniądze, bo za pieniądze nie kupi się pewnych rzeczy.

Nie kupi się prawdziwego szczęścia, radości, zdrowia, a ci, którzy myślą, że takie rzeczy można kupić, są w złudnym błędzie...

Pieniądz, realnie nie daje szczęścia, a tylko daje chwile, które cieszą.

W samotności, pieniądze nie cieszą. W chorobie też nie cieszą. W depresji też nie cieszą.

 

Tylko trzeba tego doświadczyć, żeby wiedzieć.

 

Pieniądze są tylko "narzędziem" do funkcjonowania.

 

Pytanie, jak ludzie do tego podchodzą? Zresztą, w dzisiejszych czasach najczęściej każdy musi liczyć na siebie.

Ludzie niechętnie innym, nawet w rodzinach pożyczają pieniądze, bo powiedzą, że: albo sami mają ich mało i też mają wydatki, albo mają ich więcej, ale nie pożyczą, bo takiej nie mają woli i tyle.

Więc "liczenie na kogoś" nie jest dobrą sprawą, tym bardziej na dłuższą metę. Tak już jest w życiu, że każdy musi się martwić o siebie.

Przyjaciół teraz też często nie ma, u boku, jak jest bieda, złe warunki bytowe, bo biedni są niepotrzebni.

Jak są pieniądze, a najlepiej duża ich ilość, wtedy i są: dobrzy znajomi i przyjaciele.

Bo masz pieniądze to coś znaczysz. Nie masz pieniędzy, to jesteś niepotrzebny.

 

A, prawdziwa przyjaźń nigdy się nie opiera na pieniądzach i na korzyściach.

Ona jest czysto - bezinteresowna.

 

Tylko takiej "przyjaźni" już jest w życiu niewiele.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, wiejskifilozof napisał:

I dodam ,mieć śliczną 42 łatkę u boku

Ale co to kogoś interesuje, przyjacielu?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 minut temu, Bonus napisał:

Pytanie, jak ludzie do tego podchodzą? Zresztą, w dzisiejszych czasach najczęściej każdy musi liczyć na siebie.

Ludzie niechętnie innym, nawet w rodzinach pożyczają pieniądze, bo powiedzą, że: albo sami mają ich mało i też mają wydatki, albo mają ich więcej, ale nie pożyczą, bo takiej nie mają woli i tyle.

Więc "liczenie na kogoś" nie jest dobrą sprawą, tym bardziej na dłuższą metę. Tak już jest w życiu, że każdy musi się martwić o siebie.

Urodził byś się kilkadziesiąt lat wcześniej, przeżył wojnę i biedę powojenną to zobaczyłbyś co to jest prawdziwa bieda, głód  i trud. We wcześniejszych wiekach bywało jeszcze gorzej o ile nie urodziłeś się w jakimś wysoko postawionym rodzie. A Ty ciągle o tym jak to strasznie jest w dzisiejszych czasach, nikt nie mówi ze jest lekko, ale prawdopodobnie takiego dobrobytu jak teraz nie było nigdy wcześniej.  Kiedyś nie było zapomóg, pomocy od państwa a Ty zdaje się korzystasz z jakiś więc tak nie narzekaj. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Bonus napisał:

Ale co to kogoś interesuje, przyjacielu?

Innych też może nie interesować to co piszesz a mimo to nikt Ci uwagi nie zwraca.

 

@wiejskifilozof, sio mi tu z tego tematu z Twoją miłością :nono:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, carlosbueno napisał:

Urodził byś się kilkadziesiąt lat wcześniej, przeżył wojnę i biedę powojenną to zobaczyłbyś co to jest prawdziwa bieda, głód  i trud. We wcześniejszych wiekach bywało jeszcze gorzej o ile nie urodziłeś się w jakimś wysoko postawionym rodzie. A Ty ciągle o tym jak to strasznie jest w dzisiejszych czasach, nikt nie mówi ze jest lekko, ale prawdopodobnie takiego dobrobytu jak teraz nie było nigdy wcześniej.  Kiedyś nie było zapomóg, pomocy od państwa a Ty zdaje się korzystasz z jakiś więc tak nie narzekaj. 

Też mi nowina...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedni maja ciężej drudzy maja lżej nigdy nie zapomnę slow ojca pechowe dziecko ;/szkołe dostałem ostrą dobrze, że szybko zapominam złe rzeczy. Pieniądze niestety są ważne, choć trochę dla psychicznego komfortu, że jak człowiekowi się noga powinie to będzie mógł przynajmniej trochę w domu się podleczyć. Doszedłem do tego wniosku już kilkanaście lat temu kiedy zawsze z wypłaty kilka groszy odkładałem na czarną godzinę, a jak miałem coś kupić to za każdym razem się zastanawiałem 3 razy czy to mi jest na pewno potrzebne. A pisze to, bo dzisiaj psychiatra zadał mi pytanie kiedy wracam do pracy odpowiedziałem jak będę gotowy. Z naszymi dolegliwościami faktycznie ciężko, ale kto szuka ten znajdzie normalna prace za normalne pieniądze nie za miliony. A co do starych czasów to skrobałem strugałem odtwarzaczem wiele rzeczy z drewna i przyznam się bardzo pracochłonna robota niema porównania do dzisiejszych maszyny cyc i 1 osoba na linii wkładająca deski, a co do starych czasów to kiedyś miałeś rzemieślnika na każdym rogu dzisiaj w większości kołchozy biedronki Lidle i robisz po 8/12 h i nawet się załatwić nie możesz.W Lidlu ponoć na zawołanie w Amazonie jak podkablujesz kolegę za to, że pisze SMSa dostajesz 50 zł także byle do przodu i każdy z nas wie dobrze czego potrzebuje co chce osiągnąć i na co go stać. Ja zawsze planuje, a ile z tego wychodzi to zawsze wychodzi po czasie i tak jak pisał pieniądze (W chorobie też nie cieszą. W depresji też nie cięszą.) bardziej się cieszę z odebrania dziecka z przedszkola albo ze spaceru nad jeziorem niż pójściem do pracy. Głowa do góry wszę dziej dobże gdzie nas niema. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 7.10.2020 o 17:02, carlosbueno napisał:

Autorze wątku głupszego pytania zadać nie mogłeś, równie dobrze można zapytać czy opłaca się być zdrowym, pięknym czy dobrze zarabiać. 

O to to to!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No, dla mnie to nie jest głupi temat, bo nie każdemu pasuje być zależnym.

Jak jest się od kogoś zależnym, np. w rodzinie, to niektórzy ( bo ludzie są różni, z różnym podejściem ) nie pomagają tak całkiem bezinteresownie i potem czegoś będą za to oczekiwali.

Np. posłuszeństwa. Jeżeli ktoś się w czymś sprzeciwi, to zaraz jest wypominanie: "Ja Tobie pomagam i jesteś ode mnie finansowo zależny. Mieszkasz u mnie, to należy mi się jakieś posłuszeństwo. Nie możesz o mnie powiedzieć złego słowa, bo jesteś ode mnie zależny, a beze mnie sobie nie dasz rady w życiu".

 

Dlatego, jeżeli ktoś nie chce tego wysłuchiwać, wypominania, to najlepiej odciąć się od kogoś i "żyć na własny rachunek".

 

Albo ktoś powie: "Skoro jesteś ode mnie zależny finansowo, mieszkasz u mnie, to należy mi się za to wdzięczność do końca".

Ale są różne sytuacje w życiu i każda, RELACJA może się popsuć z kimś i wtedy atmosfera już nie będzie miła, a "zależność" zostaje od kogoś.

I wtedy to już nie będzie dobre i fajne uczucie.

 

Więc, niektórzy wola być niezależni od innych, w rodzinie, żeby takich nie mieli potem z kimś problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×