Skocz do zawartości
Nerwica.com

Aktywne wątki (bez zabaw/bez offtop)

Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Mam wrażenie, że wypróbowałam tych leków około 30. Może nawet więcej. Zerowy efekt oznacza dokładnie to: zerowy efekt. Całkowity brak nawet minimalnego zmniejszenia lęku. Na maksymalnej dawce najsilniejszych leków mogłam być w stanie jedynie płakać w łóżku z bólu. Leczyłam się u dwóch specjalistów, ale pierwszy nie wypisywał mi żadnych leków, bo twierdził, że jestem za młoda. Dopiero w wieku 18 lat, inny lekarz zaczął mi wypisywać leki. Ale kilka lat temu ze mnie zrezygnował, bo skończyły mu się pomysły. A ponieważ nie jestem w stanie pojechać ani nawet pójść gdzieś dalej, zostałam bez lekarza. Niestety nie pamiętam, jakie to były SSRI, bo było to prawie 10 lat temu ale brałam dwa rodzaje i po obu miałam silną reakcję alergiczną. Po tym drugim trzy dni walczyłam o życie. W moim przypadku trauma to jest jeden poziom. A drugi to nieprawidłowe myślenie i postrzeganie pewnych zagadnień, często nieuświadomione, które blokuje postępy terapii. Ale tak naprawdę przy samej traumie prawie nit mi nie grzebał. 90% mojej terapii CBT było o tym, że dzieci mnie w podstawówce nie lubiły, choć wielokrotnie powtarzałam, że mam to dziś gdzieś od dawna. A kiedy zaczynałam mówić o tym, co czuję, słyszałam, że nie mogę tego czuć w ten sposób bo w książkach pani terapeutka miała inaczej. I ona nie umie mi pomóc.
  3. Jurecki

    Czekam na...

    Cholera, jakaś mucha mi chodzi po ekranie, a sio, pójdziesz precz
  4. Najbardziej męczy mnie lęk od rana do wieczora, zrobił mi się chyba gad przy obecnej znośnie leków... Mam tak zwane meta ocd, może też hiper świadomość, ostatnio lepiej czułem się na leku brintelix plus arypiprazol, arypiprazol sam odstawiłem z powodu akatyzji, już wtedy zdarzały się spadki nastroju, potem pojechałem do domu rodzinnego, poszedłem na małego grilla do znajomych, wypiłem trochę i zrobiłem coś za co żałuję ogromnie i jestem śmieciem, wciągnąłem kreskę amfetaminy (nie oceniajcie mnie, wiem że lecząc się takich rzeczy się nie robi, jestem po prostu zwykłym idiotą) Nastrój zaczął spadać z dnia na dzień, myśli mocno wróciły, potem umówiłem się z moim psychiatrą, chciałem poprosić o ponowne włączenie arypiprazolu tylko w mniejszej dawce ale on stwierdził że nie i żebym wrócił do escitalopramu, który brałem z 7 lat po szpitalu ponad rok temu jeszcze, nie wziąłem na zakładkę bo źle przeczytałem i po prostu pierwsze 4 dni zacząłem odstawiać brintelix o połowę a dopiero potem znowu pojechałem do siebie kupiłem escitalopram i zacząłem go brać, po prostu od tej zmiany jest taki horror jakiego nie było, to już prawie miesiąc a ja czuję że już umarłem za życia, objawy jakby się zmieniły, moje meta ocd mówi mi że już nie ma pomocy, ja mam silny lęk od rana do wieczora którego nie da się wytrzymać, płaczę z bezsilności, i ten brak nadziei, tak mi się myśli zawiesiły, wiem że nikt nie zrozumie moich myśli ale chcę to po prostu gdzieś napisać, escitalopram pewnie by dłużej działał ale zdarzało mi się pić alkohol, tak jak i kiedyś gdy przyjmowałem paroksetyne przed jeszcze escitalopramem, były jakieś imprezy. Od półtora roku już piłem tylko czasem pojedyncze piwo co też żałuję że robiłem Tydzień temu byłem w szpitalu, wytrzymałem tam tydzień, wypisałem się kłamiąc że jest trochę lepiej i nie mam myśli samobójczych, nie jadłem, nie dałem rady się umyć w tym lęku w tej depresji... Nie wiem już co mam robić, byłem przedwczoraj u swojego psychiatry, biorę teraz escitalopram drugi dzień dwie tabletki, pół tabletki ranofren ze szpitala, Mirtazapine na noc, agomelatyne też na noc, pregabaline stopniowo kazał zwiększać do 600 na dobę, ale ona mi nie pomaga. Ogólnie to wybuch mojej nerwicy był prawie 20 lat temu jak się bałem pewnego gościa wieczorem w łóżku rozmyślałem o tym i się martwiłem że mnie złapie, wtedy taki lęk mnie trzymał, i coś mi się zawiesiło w głowie takie jakby "i teraz już zawsze będę tak myślał, taka zawieszona myśl lękowa" , nie dotycząca tej sytuacji, tak wtedy to było realne że aż dostałem wtedy ataku paniki że mi się takie coś zrobilo w mózgu... Czytałem czy to schizofrenia czy co najpierw, jakieś leki słabe najpierw, ja nie wiedziałem jak to tłumaczyć... Leki potem przez lata działały na takim poziomie że to było z tyłu głowy i się przypominało ale nie było depresji, a teraz głowa moja, ja sam przekonuje siebie że to już nie minie, ten ciągły lęk i depresja, leżę tylko bo niczym nie mogę się zająć to po prostu bombarduje... Nie mam na to wpływu, myśli typu skończę ze sobą, to już koniec, nic cię już nie ucieszy,, stracisz kobietę, stracisz wszystko, (chociaż niewiele mam poza rodzina i tą kobietą która jest dla mnie wszystkim, ale nawet nie pisze do niej nie pytam co słychać bo aż mi łzy lecą, po co na co, czuję tylko lęk i depresję, wszystko straciło znaczenie, nikt nie rozumie co mam w głowie, ale to zrozumiałe... Płaczę z przekonania że żadne leki już mi nie pomogą, spróbował bym psychoterapii na której nigdy nie byłem gdy leki działały bo uważałem że na moje meta ocd specyficzne które sabotuje od startu każdy rodzaj pomocy, nie zadziała. Nigdy nie powinienem pić żadnego alkoholu biorąc leki, ale chciałem żyć jak każdy wtedy... Mam silne myśli s, ale boję się zrobić to bliskim ale w takim stanie po prostu nie da się wytrzymać, skulony na łóżku z lęku, i te myśli że teraz jest inaczej, tak źle nie było i nie ma już pomocy. Przepraszam że bez ładu i składu ale ciężko mi teraz inaczej, biorę po pół tabletki lorazepam żeby mieć chociaż chwilę zmniejszonego lęku i móc oddychać Nie wiem po co to piszę, to chyba wołanie o pomoc, jestem dobrym człowiekiem, pomagam zwierzętom, kocham je, ale z jakiegoś powodu coś każe mi cierpieć niewyobrażalnie albo umr.zeć. Proszę wiem jakie w tym błędy popełniłem, nie oceniajcie mnie, sam się za to biczuje Czy dla mnie jest jeszcze jakaś pomoc? Jest dużo rzeczy z dzieciństwa i młodości które miały wpływ na wybuch tej nerwicy, mogę o nich spokojnie gadać ale to już nie ma znaczenia na obecne objawy...
  5. Dzisiaj
  6. Gad zrobił mi się chyba po nswrocie i zmianie leków z brintelix na escitalopram na którym teraz między innymi jestem
  7. Mam codziennie już gdzieś od ponad miesiąca, agresywne, już nawet wiem jak...
  8. Dawno mnie tu nie było wieć napiszę kilka zdań od siebe po prstu XD Od tego czasu przeszedłem multum badań między innymi Angio Tk z kontrastem jakk i bez całej klatki jedynie co wyszło to cechy rozedmy płuc... miałem robione nawet Angio tk wieńcowych wyszło bez zwapnień z objaów które zostały do wyeliminowania to jakieś dziwne gniecnie w lewej stronie klatki piersiwej, nie ma reguły może się nasilać przy ruchu, schylania itp, sam nie wiem od czego i takie dziwne pulsowania i drzenia w brzuchu, jeśli chodzi o sen to śpię jak zabity 8-9h
  9. Fobic

    Dopalacze

    Jakby co, mogę odpowiedzieć na wszelkie pytania. 15 lat z dopalaczami i chłonięciem wiedzy na ich temat zostało w głowie. Podobnie jak alkohol, czy papierosy. Taki etanol (alkohol) jest neurotoksyczny, czyt. nieodwracalnie niszczy komórki nerwowe i zmienia charakter zażywającego 3-CMC? 4-MMC?
  10. Gniecenie w lewej stronie klatki piersiowej obecnie najabrdziej mi dokucza obecny zestaw Asentra 150 Gabpaentyna 3x100 Miansek 30 nebilet 1/2
  11. Tak samo covidowy lockdown nie był pod tym względem najgorszy
  12. sailorka

    Gdzie do pracy?

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
  13. Ile czasu się znacie? Czy wgl padła szczera rozmowa, że jesteście razem? Czy usłyszałeś od niej, że Cię kocha lub dała Ci to do zrozumienia? Ile było dobrych chwil, a ile złych? Wiesz... ważne jest też to, czy powiedziała kiedykolwiek słowo "przepraszam" ze szczerością, gdy popełniła błąd. A każdy popełnia. Ja byłam w 10 letniej relacji, która nigdy nie była czymś, co dawało mi poczucie, że jestem kochana, rozumiana, chciana. Raz był ze mną, potem coś źle i miał mnie gdzieś. Byłm jedynie na chwilę, gdy miał "czas" i przyjeżdżał, zrobił swoje, i uciekał. Ja go kochałam. Pragnęłam choć trochę uwagi. On wiecznie zajęty, zapracowany. Pamietam najgorszą jego stronę, kiedy pojechałam późnym wieczorem, z kilkoma piewami w plecaku do niego, 7km, do jego wsi. I gdy dotarłam do miejsce w którym się widywaliśmy (przez cały ten czas nigdy nie byłam u niego w domu), koło kościoła. I piszę, że jestem w jego rejonach i może by wyszedł, bo możemy pogadać i się napić na takiej starej budowie, gdzie siedzieliśmy. I on mówi, że nie ma czasu, bo pracuje. Kazał mi czekać 2 godziny. Zgodziłam się. BYłam młoda - miałam 20 lat, a byłam w nim szalenie zakochana... Poszłam sama na tą budowę, było bardzo późno i piłam piwo, czekając, POjawił się po 3 godzinach i wiecie co? Powiedział, że przyszedł na 5 minut, bo idzie do kolegi. A ja się tak wkurzyłam. On poszedł, a ja za nim rowerem. Dogoniłam go, zablokowała mu drogę rowerem i zaczęłam mu wygarniać, że jest jak jego ojciec pijak, który bił matkę. I on wtedy mnie zrzucił z roweru na ziemie i kopnął kilka razy. Wstałam, dostałam szoku, że tak mnie potraktował. Zaczęłam ryczeć i powoli szłam z rowerem stronę drogi,żeby wrócić do dom, ale ledwo szłam z tym rowerem. Bo człlwiek, który był dla mnie ideałem potraktował mnie okropnie. I ons szedł ze mną i milczał. Przytulił mi i powiedział, że przeprasza, a za chwilę, ze to moja wina, bo lubię "przemocowy seks". Wytłumaczył wszystko z dupy, ale ja byłam jeszcze taki dzieciakiem. On 10 lat starszy. Wybaczyłam mu. SIedzieliśmy chwilę, ale ja byłam zdrugostana i pojechałam do domu. To była jedyna sytuacja, kiedy podniósł na mnie ręke. Rzadko się widywaliśmy. On uważał, że się przyjaźnimy, ale miał wszystko co chciał. Potrafił mnie obrażać przez mess,a w realu był cudowny, miły itp. Natomiast pisząc ze mą, albo nie pisał w ogóle, nawet dniami, albo pisał zdawkowo. A ja na każdą wiadomość czekałam jak w obsesji narkotykowej. Byłam już uzalezniona. NIgdy nie przeprosił. Za to ja przepraszałam wiecznie. I tutaj nie przesadzam. Od dwóch psychologów usłyszałam, że to psychopata najprawdopodniej. NIe wiem. Bardzo cierpiałam, bo słyszałam takie słowa jak: Odkochałem się, gdy zachorowałaś. Albo: Jak zmienisz to i to, to będziemy znowu razem. Moim problemem było to, że nie słuchałąm ludzi, kórzy błagali mnie, by to zakończyć, bo cierpiałam strasznie. MOdliłam się nawet, by w końcu odejść. Próbowałam, ale wracałam. Najdłuższa nasza przerwa trwała rok. I słyszę słowa: Ty mnie najbardziej satysfakcjonujesz. I wtedy czujesz, że jednak jesteś kimś waznym dla niego. Jak trafiłam do szpitala, a on znalazł nową laskę (gdzie dwa dni przed dowiedzeniem się, że od kilku miesiięcy z kimś się spotyka, powiedział ze znowu ja jestem jego dziewczyną) nie odwiedził mnie. Ale co było zabawne i nie wierzę, że to przypadek, bo w nie nie wierzę - jego matka, chora na nerwicę trafiła do mojej sali. Zobaczyłam tego swojego cudownego przyjaciela w szpitalu. Podeszłam i zagadałam. Coś odpowiadał. Wyglądał jakby nie chciał już niczego ode mnie. Potem jak był w sali u mnie z matką, żeby jej pomóć się tak ogarnąć, to nie odezwał się ani słowem, nic. Matkę ma fajną, polubiłam ją. Nie mówiłam jej nic o jej synu. PO prostu nie chciałam, żeby przeżywała, bo nie zasługuje na dodatkowy stres. BYła równą babeczką, chodizlysmy razem na fajkę. No i co... potem sie to powoli kończyło, ale waracałam do pisania z nim. Po roku, gdy zaończyli związek, napisał do mnie, że może odnowimy znajomość. SPotkaliśmy się raz i.. wiecie co. Ja zaczęłam uważać, że jest głupi. NIe sprostał mojej rozmowie. BYł jakiś sztuczny, wyczułam maskę i taką ogromną blokadę. Szybko poszłam do domu, bo rozmowa była cienka i moje różowe okulary opadły w tym momencie na zawsze. Już nie postrzegam go jako kogoś ciekawego,dobrego i ważnego. Nie. Dostrzegłam już manipulację, którą widziałam wcześniej, ale teraz miałam pewność. I cóż. Nie mamy żadnego kontaktu. Raz mu napisałam, co o nim myślę. Zablokowałam, zeby nie przeczytać jego odpowiedzi, bo już mnie nie interesuje jego odbijanie piłek i gierki. Ja serio czuję taką wolność, od kiedy już psychicznie i fizycznie jestem wolna od tego osobnika. Niestety została we mnie nieufność, ostrożność - ale może jest mi to potrzebne, bo ja byłam zawsze naiwna. Rodzice mówili o mnie, że łatwo mną sterować i coś wmówić, że wszystko łykam i wszystkim ufam i jestem hojna. No i się zmieniłam przez ten związek. Uważam, że ma to plusy, bo wiem, czym jesto wolność. Czym jest myślenie o sobie dobrze, a nie wieczne uczucie, żeby ktoś mnie docenił, pokochał, był. Teraz mam to w dupie. Dopóki mam rodzinę, to jestem szczęśliwa. NIe ufam obcym, ale jeśli okazują się lojalni, to ja mogę się zaangażować i zaprzyjaźnić. Stałam się pewniejsza siebie, bo nie otrzymuję wiadomości na temat, że zawsze się mylę i jestem taka i taka. Teraz sama widzę w sobie zalety i nie musze szukać potwierdzenia u facetów. Faceci mnie bardzo zawiedli i jestem już zdystansowana i na pewno nie chcę związku w najbliższej przyszłości. Jak ktoś się ma pojawić, to się pojawi. A jak bęðę gotowa, to nawet sobie wejdę na tindera i będę chodzić na kawę Wiele lat straciłam na niego, ale widocznie tak miało być. I serio, doceniam jaki spokój mam, bo te lata były naprawdę niezłą karuzelą. Opisałam swoją historię. Może znajdziesz coś dla siebie. NIe mam rad, bo każdy ma własne życie, własne przekonania itp.
  14. jakieś 2 lata temu zakończyłam przygodę z treningami, bo na siłowni chciałam się popisać xD chuj wie przed kim. I wzięłam na dźwigni, duży ciężar na nogi - tak je do góry podnosisz, leżysz/siedzisz i powtarzasz - do górym, na dół. I wzięłam za dużo ciężaru, bo szło gładko. I szło, ale czułam w lewym kolanie jakieś przeskakiwanie, ale nie przerwałam. Dużo biegałam na bieżni i te schody. Jakies inne też ćwiczenia, ale sztangi nie tykałam, bo tam było jakieś dziwne rozłożenie, że sami faceci tam byli. No ale siłownia trwała krótko, bo potem jak stawałam na lewe kolano, to spadałam na ziemię. Okropność.. Do dzisiaj coś tam jeszcze siedzi, ale mniejsza. Przez wiele lat w sumie biegałam, rower - 2 godziny, prawie codziennie, ćwiczyłam w domu ze sztangą właśnie - przsiady i martwy ciąg, intwerwały, układy taneczne, dużo chodziłam. I to było regularnie przez wiele lat, oczywiście zdarzały się jakieś przerwy na parę dni, czy czasem tydzień, ale ogólnie prawie codziennie była ta aktywnośći. A najlepsze było uczucie po bieganiu: meta i ta euforia, adrenalina - niesamowite. Wtedy biegałam blisko lasu. No i ogólnie też kocham pływać. I teraz zostaje mi spacerowanie i pływanie: roweru już nie lubię jakoś, wolę szybki marsz itp. Każdy ruch jest istotny. Czy to w domu nawet jakieś porządki, czy to spacer, czy cokolwiek innego. Ważne żebyś to lubił. Wtedy robisz to, kochasz to, ale często trzeba się zmusić do wyjścia z chaty, a potem nawet nie wiesz jak mija 3 godzina twojego krążenia po mieście. Raz z górki, raz pod górkę, to tu, to tam. Sama moja trasa do domu to 3 km, więc też jest kawałek. No i moja praca to też chodzenie z pudłami między innymi. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna. Jeśli nie masz siły i ochoty na mocne treningi, to rób lekki. Ja tez lubię roziąganie, jakiś pilates. No ale chciałabym znaleźć teraz coś innego, bo to już nuda dla mnie. Sport pomaga, zwłaszcza jak robisz to regularnie. NIe musi to być jakiś wycisk 2 godzinny. Lepiej chyba częściej, reglarnie niż zacząć miesiąc góra dwa treningować do rzygu i zrezygnować A potem trudno wrócić. ALe każdy jesy inny. Mój brat chodził na boks, niestety pierwszą walkę przegrał i zrezygnował, potem studia i praca no i ma inne priortytety.
  15. nie ma czegos takiego ze jakis konkretny oddzial da Ci "poczatek". to jest po prostu punkt na Twojej drodze w leczeniu. ktos moze chodzic na terapie ambulatoryjnie i wiecej z tego wyniesc nic oddzial. ktos moze pojsc na oddzial i stwierdzic ze juz wiecej terapii nie potrzebuje. ktos moze wiele lat chodzic na nieskuteczna terapie a potem w jego zyciu wydarzy sie cos co go zmieni. nie ma jednej zasady, szukaj tego co jest dla Ciebie odpowiednie na obecny moment!
  16. Wczoraj
  17. „Prostota, będąca wyborem jest akceptowalna, ale nie znosi się jej, gdy jest narzucana." - Dawid R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości
  18. Na taki artykuł właśnie natrafiłem: https://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Lekarz-ostrzega-coraz-wiecej-ciezkich-uszkodzen-watroby-z-powodu-przyjmowania-tych-suplementow,290295,11.html
  19. Teraz podnoszą się głosy, że skoro AI zastępuje powoli kolejnych ludzi to świat stanie się bogatszy i znajdzie się kasa xddddd xddddddddd XDDDDDDDDDDD
  20. Ale dodam że w ulotce w skutkach ubocznych wszystkie te objawy są ,problemy z koncentracją, zmęczenie, drażliwość i drżenie nóg. Także to ciężko stwierdzić od czego to.
  21. No i dostałem 52 punkty. To i tak dużo, więcej niz się spodziewam. Chyba jakbym się lepiej przygotował i trochę nakłamał to by była szansa na 70.
  22. No.. jakiś faktycznie słaby typ.. Dobze zes przezyła !
  23. Mogą. Zwłaszcza, że to moje marzenie od wielu, wielu lat
  24. Ostatni tydzień
  25. niestety chyba można mieć bardzo silną dysmorfofobię i dać się pociachac wierząc, że coś sie zmieni.
  26. Ciało cię zmusiło do zaprzestania bycia robotem, tylko coś głowa nie może odpuścić. Najważniejsze, że wszystko jest w porządku, gorsze dni też są potrzebne, to nic złego poleżeć sobie w łóżku cały dzień, poleniuchować za wszystkie czasy. Zregenerujesz się. Jutro może będzie lepiej, trzymam kciuki.
  27. Ludzie krytykują i nie zgadzają się, jak dzieci śmiesznie poprzebierane chodzą po domach i zbierają cukierki. Ale jak przebrany facet chodzi po domach i zbiera pieniądze dla Jezusa, to wszystko gra.
  28. Ja ostatnio czuję się dobrze rano (wtedy mam energię na różne fajne rzeczy i pracę), ale wieczorem się bardzo poprawiło, bo też mogę się skupić na książce lub filmie/dokomencie itp., z tym, że wieczorem muzyka już odpada zwykle, bo szukam spokojnych zajęć, ale nastrój jest dobry - a to ważne, bo wieczory były dla mnie od wielu lat niefajne, delikatnie mówiąc. Także... teraz każda pora dnia ma swój urok. W dzień jest więcej obowiązków, więcej aktywności, ale też więcej energii do temu sprostania. Jeśli nie zrobię czegoś rano, to wieczorem ciężko będzie mi to zrobić. Nawet jakieś twórcze zajęcia są dla mnie przyjemniejsze w dzień, choć wieczory też są już inne i samo to, że mogę się na czymś skupić, bez niepokoju i chandry, apatii - to jest dla mnie sukces. Czy to zasługa dobrej w końcu ilości litu we krwi? Bardzo możliwe
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×