-
Postów
8 648 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez monk.2000
-
sylwia80, witaj wśród swoich. Fajnie posmęcić, ale jednak przychodzi czas kiedy trzeba ruszyć w drogę. Ja już długo smęcę i powoli tracę do tego talent.
-
30-latkowie mieszkający z rodzicami-wstyd czy normalna sytua
monk.2000 odpowiedział(a) na carlosbueno temat w Socjologia
Ja mam 24 i mieszkam w domu rodziców. Chciałbym się wyprowadzić kiedyś, zacząć życie na własną rękę. Jednak tutaj czuję się na razie bezpieczny. Marzę, że kiedyś stanę na nogi i będę mógł sprostać takim rzeczom jak samodzielna egzystencja. W rodzinie o pomoc materialną właściwie mogę liczyć tylko od mamy. Ale wiadomo, głos rozsądku podpowiada: co będzie jak jej zabraknie? Z moimi zaburzeniami może być trudno, bardziej mnie to jednak martwi niż mobilizuje. carlosbueno, dobrze cie rozumiem. Zawsze jednak sobie zadaje pytanie, co by było gdyby wszyscy nie chcieli pracować, ludzie by wyginęli czy co by się stało? -
carlosbueno, też czekam aż kraj się bardziej zlaicyzuje. Pociesza mnie jak zmniejsza się fanatyzm wśród ludzi. To człowiek powinien szukać Boga, a nie jest on wciskany na siłę przez ludzi u góry. Czasem myślę, że moje życie byłoby prostsze gdyby nie przygoda z Kościołem. A odnośnie deklaracji. Rzecz która mnie boli to podziały, znowu będą jedni i drudzy. Oglądam jak się kłócą ludzie w telewizji i marzę o jakimś świecie gdzie jest zgoda. Wszechświat jest duży więc gdzieś tam pewnie jest taki, chciałbym się tam udać.
-
Bonus, cześć. Należysz do tych legendarnych użytkowników forum, których poznałem na początku pisania. Teraz już się całkowicie pogubiłem kto jest kto.
-
Cześć Magda. Spróbuj się wygadać. Co jest twoim problemem największym, że weszłaś na to forum? Jest coś co lubisz robić i n prawdę ci sprawia przyjemność? Jak życie w społeczeństwie? Odnajdujesz się?
-
Cześć. Witam was odnowiony po obejrzeniu serwisu informatycznego. Chyba mi brakuje kontaktu ze światem. Trochę mi się nie chce mówić, bo nie wiem o czym.
-
Cześć. Tradycyjnie: piję herbatę, tym razem grzaniec. Sam siedzę w domu i może pójdę do babci na Wiadomości. Ach ta rutyna, choć na swój sposób jest mi z tym dobrze.
-
Pustka, ledwo myślę. Boję się pomyśleć, że robię się coraz głupszy. Już mam wizję siebie jako śliniące się warzywko.
-
Od której można być na miejscu? Od której zaczyna się zabawa?
-
Przyszła mi do głowy taka myśl. Człowiek poznaje przez kontrast. Każdy kolor, albo liczba ma swoje przeciwieństwo. Kiedy jesteśmy uwarunkowani swoim nawykami do człowieka przychodzi habituacja. Patrząc długo w jeden punkt wzrok traci ostrość. Dlatego ptaki ruszają głową, żeby cały czas widzieć. Poznajemy naszą miejscowość poprzez dostrzeżenie innych miejsc. Kiedyś gdy wyjechałem do podobnej miejscowości do mojej 4,5 tysięcznej Goliny, wróciłem ze świeżym spojrzeniem. Miasto było inne, czułem się jak turysta, dziwiąc się światem wkoło. Do czego zmierzam. Jakie macie sposoby, by wydobyć się z rutyny i znowu "poczuć się młodo". Ja mam tak z tym forum. Wyrobiło mi się wiele zwyczajów i nie potrafię czerpać radości z ponownego odkrywania tego miejsca. Po prostu fizycznie jestem tu obecny, piszę posty, ale jednocześnie duchem jestem nieobecny. Żeby zakończyć pozytywnie, biorę się właśnie za przemeblowanie na komputerze. Mam zamiar odświeżyć jego wygląd, zmienić funkcjonalność. Na nowo dostrzec w nim to co praktycznie jest przeze mnie nie zauważane. Pamiętam swój pierwszy komputer i tą fascynację. Jak pojawił się jakiś błąd to potrafiłem rozmawiać o tym z kolegami w szkole.
-
We mnie muzyka od dawna wzbudza przeróżne uczucia. Jest to jedno z ciekawszych rzeczy jakich można doświadczać. Nic dziwnego, że jak ktoś był głuchy przez całe życie, a potem usłyszał dźwięk to często płacze. Ostatnio słucham muzyki z lat 80 i podoba mi się ta muzyka. Brak mi tylko jakiś odpowiednich słów, jak by opisać to.
-
Cześć. Dzisiaj mam wyłożone i mogę gadać we wronach. Może to wpływ alkoholu. Mam ochotę na jakąś grę logiczno-platformową w starym stylu. Np. coś jak Bulder Dash albo Supaplex.
-
Ja zwlekam z zapisaniem się. Myślałem o schronisku dla zwierząt. Ale mój nihilizm by przekładał się na materialistyczne traktowanie zwierzaków. Zwierzęta traktuję jako prymitywniejsze od człowieka formy życia, w czasie psychozy jednym z lęków było zniknięcie w niebyt, a innym właśnie cofnięcie się w rozwoju i zostanie zwierzęciem, rośliną. Może jednak takie chodzenie tam pomogłoby mi nabrać nowego spojrzenia i przełamać pogląd na zwierzęta jako biologiczne zabawki z kilkoma funkcjami, a dostrzegłbym nie wiem co, ale może by to było pozytywne.
-
Ja może sobie kupię na targu jak będę. Jestem w ciągu tego miesiąca gospodarzem i rządzę całą chatą. Świat robienia poważnych zakupów to dla mnie nowość. Ale truskawki? Może jakiś koktajl. Szkoda, że jagody są drogie.
-
Ja jestem, ale chyba nie będę tu żartować. Idę poczytać coś o komputerach.
-
New-Tenuis, a czemu Chorwaci, a nie np. Niemcy?
-
Piknik, cześć. Miło mi cię przywitać.
-
Mnie mundial nie interesuje. Mógłbym usiąść przed telewizorem i powiedzieć sobie: jest wielkie święto, trzeba je celebrować. Ale na prawdę nie czuję tej fascynacji. Może relaksujące jest oglądanie tego, patrzenie jak biegają ludzie i kopią piłkę. Ale żeby to przeżywać, zastanawiać się kto może wygrać, znać nazwiska piłkarzy, to nie mój świat. Może to jeszcze nie problem, nie każdy to musi lubić. Ale żeby była jakaś alternatywa. Macie jakiś pomysł jak się wciągnąć w to? Może tracę coś ważnego, fascynację sportem.
-
A mi radość sprawiło włączenie Radia Trójki, zostawiałem to na lepszą chwilę i właśnie ta chwila nadeszła. Siedzę sam w domu i głos ludzki mile widziany.
-
Siedzę na forum. Po głowie chodzą myśli: zrób porządek ze swoim życiem. Niby jak? Do tego mam Colę w lodówce i zaraz się napiję.
-
Gods Top 10, jakiś pomysł jest. Ostatnio czytam książkę o utrzymywaniu gospodarstwa domowego. Jestem sam na miesiąc w domu i taka wiedza jest dla mnie ciekawa. Wiem jak co się nazywa. Co ciekawe książka jest z 1975r. więc dodatkowo wiedza historyczna jak kiedyś się żyło. Inna wiedza to wiedza techniczna. Chciałbym pracować jako technik/inżynier ale przeraża mnie ilość wiedzy. Te opasłe tomy, można w tym siedzieć latami i nadal nic nie wiedzieć. To jest ten problem: chciałbym nauczyć się wszystkiego i to niezwykle dokładnie. Nie mam mózgu geniusza, więc to nie takie łatwe. Chciałbym zrobić z siebie taką chodzącą encyklopedię, z jednej strony włóż pytanie, z drugiej wyskakuje odpowiedź. A to nierealne, każdy jest zależny od informacji z zewnątrz oraz od uwarunkowań własnego umysłu. Zmiana w chodzącą encyklopedię uczyniłaby mnie niezdatnym do zwyczajnych czynności typu rozmowy o pogodzie, jeżdżenie nad jezioro, odwiedzanie rodziny. Oglądam sobie Laboratorium Dextera o geniuszu w laboratorium naśmiewając się do własnego nierealnego marzenia o byciu człowiekiem mózgiem-komputerem. Z tą wiedzą widzę zależność jak Murzyni zdobili ciało, bogacz szpanuje w Ferrari, a ja bym chciał upodobnić się do tego czego się uczę. Takie poszukiwanie samego siebie przez wiedzę. Widzę jakąś informację i chciałbym by zamieszkała w moim mózgu jako coś co uczyni mnie bogatszym.
-
Powoli nie mogę się doczekać. W 2013 te trzy zloty na których byłem stanowiły miłe urozmaicenie życia w izolacji. Teraz rok 2013 będzie dla mnie rokiem zlotów. Liczę, że i teraz będzie fajnie. Właśnie, jedzie ktoś przez Konin, żeby mnie zabrać samochodem? Razem zawsze raźniej. Będziemy zwiedzać Toruń? Ponoć jest sporo różnych atrakcji.
-
Ja często mówię sobie: robię sobie przerwę od kontaktów z rodziną i wybieram izolację i życie jako obywatel RP. Obywatel, czyli bardziej patrzę na moje obowiązki względem społeczeństwa. To w końcu od instytucji państwowych zależy moje przetrwanie. Tam jest szpital, ZUS, szkoła, zakład pracy. Jak dostałem dowód to się poczułem pełnoletni i było to dla mnie poczucie dumy. Chociaż, da się też w drugą stronę, odciąć od świata, a polegać na rodzinie. Ale to już chyba w przypadku ciężkiej choroby i wyrozumiałych członków rodziny. Ostatecznie jesteśmy zależni od państwa, dom starców, dom opieki społecznej. Zawsze mnie pociesza istnienie jakiś socjalnych instytucji. Bo gdyby tylko polegać na współplemieńcach mogłoby być kiepsko. Jest jeszcze zakon i uznanie się za podwładnego bóstwa. Myślenie: nie odpowiadam przed rodzicami, odpowiadam przed bogiem. Reasumując, da się odciąć od toksycznej rodziny, ale odciąć całkowicie się nie da. Zawsze jesteśmy zależni, co za świat.
-
Temat jak najbardziej dla mnie. Zanim zachorowałem wydawało mi się, że jestem zdolny. Miałem opinię: zdolny, ale leniwy. Potrafiłem się uczyć, ale tylko wtedy gdy miałem zewnętrzną motywację. Dobra ocena, wygrana konkursu, wygranie zakładu z kolegami. Przeglądałem książki jak byłem mały, muszę przyznać że miałem dużą ciekawość świata. Teraz gdy mam anhedonię, nagrody za nauką mnie nie pocieszają, bo nie sprawia radości zrobienie czegoś co robi wrażenia na innych. Kiedyś nie doceniałem możliwości, które daje intelekt, grałem w gry na PC i to była moja główna pożywka. Miałem różne hobby, ale nigdy uczenia się nie traktowałem poważnie. Kto wie, może dlatego właśnie przyswajałem wiedzę, bo mnie to bawiło. Teraz mam problemy z motywacją do nauki. Wyobrażam sobie, że wiem wszystko, a w tym wyobrażeniu nadal jestem nieszczęśliwy. Więc czy warto? Mylę chyba dwie rzeczy: zdrowie psychiczne i wydajny intelekt.