Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
123she odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Dzięki chyba się nawet nie czuję gorsza tylko smutno mi, że tak się muszę z tym ukrywać -
Swoją drogą takie popieprzone sny są ciekawe. Mnie ciekawi, skąd TO się bierze. Czasami tak bezsensowne że dosłownie ręce opadają. Widocznie tak ma być
-
-
Co dziś zrobiliśmy konstruktywnego
Niewkopomonowana odpowiedział(a) na Priscilla_126 temat w Kroki do wolności
Czuję się fatalnie, leje mi się z nosa i na zmianę gorąco i zimno. Nie mam siły leżeć, a musze zrobić obiad i takie tam, więc piję trzecią kawę. A tak bym poszła na miasto. Słońce swieci, a ja jestem zombie. Jak zrobię co trzeba to wracam do łóżka robić glupoty. Musze wyłączyć w końcu ten telewizor. -
Myślę, że większość osób ma popierdolone sny bez składu i ładu. Miałam też kiedyś sporo koszmarów, co mnie męczyło i nie wysypialam się. A teraz nie pamiętam nic i jestem z tego powodu bardzo zadowolona Idę spać. Nie ma mnie. Wstaje i jestem. Coś jak 8 godzinna śmierć
-
Tron.
-
Nowy prezydent
-
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Trudno powiedziec, co bedzie za 10 lat. Jak na razie dobrze mi sie tutaj zyje i trudno byloby mi zaczynac wszystko od poczatku w Polsce. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Pieprz w moździerzu odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Daję ci 10 lat zanim stwierdzisz, że coś w GB poszło nie tak i wrócisz do PL. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Żaba Monika odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Ja i Krejzi to bedziemy dluzej pracowac, bo pracujemy za granica. Moj wiek emerytalny to 68 lat. Chyba ze uzbieram kase wczesniej prywatnie, bo w sumie licze na to, ze wiekszosc mojej emerytury bedzie prywatna, ta panstwowa nie jest wysoka. -
Szalone precle z pieprzem i ziemniakami
Pieprz w moździerzu odpowiedział(a) na lily was here temat w Off-topic
Wiek emerytalny będzie powiązany z dzietnością i wszyscy będą zadowoleni. Lambadziary bezdzietne żaby i krejzolki będą pracować nowocześnie długo na wysokie emerytury a pieprzowe krowy rozpłodowe pójdą wcześniej na konserwatywną głodową emeryturę i łaskę dzieci. - Dzisiaj
-
Rozdział I Poniedziałek Budzik zadzwonił o 6:17. Sylwia otworzyła oczy, ale przez kilka sekund nie zrobiła nic. Leżała nieruchomo, patrząc w jasną plamę światła na suficie. Zasłony nie były całkiem zasunięte i przez niewielką szczelinę między nimi wpadał poranny blask. Jeszcze nie mocny, tylko taki, który bardziej przypomina obietnicę dnia niż prawdziwy dzień. Budzik przestał dzwonić. Cisza. Sylwia wyciągnęła rękę spod kołdry i po omacku znalazła telefon. 6:18. Nie zaspała. Po prostu nie miała ochoty wstawać. Przesunęła palcem po ekranie. Kilka powiadomień. Jedna wiadomość. Dwie reklamy. Przypomnienie o rachunku, którego zdecydowanie nie chciała oglądać o szóstej rano. Zatrzymała się na wiadomości. Karolina: Żyjesz? Sylwia uśmiechnęła się pod nosem. Sylwia: Niestety. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Karolina: To dobrze. Kawa? Sylwia: Oczywiście. Karolina: 8:10, czekam w biurze. Sylwia odłożyła telefon. -Despotka- mruknęła. Tym razem wstała. Podłoga była zimna. -Cholera. Wciągnęła chapcie na stopy i przez chwilę stała na środku sypialni, próbując przypomnieć sobie, co właściwie miała dzisiaj zrobić. Praca. Zakupy. Telefon do mamy. I coś jeszcze. Coś ważnego. Zmarszczyła brwi. Nic. -Przypomni mi się- powiedziała sama do siebie. Zawsze sobie to mówiła i najczęściej miała rację. W łazience zapaliła światło i od razu tego pożałowała. Lustro było bezlitosne o tej porze. Włosy sterczały jej na wszystkie strony, pod oczami miała delikatne cienie, a policzek był odgnieciony od poduszki. Przyjrzała się sobie. -Wyglądasz cudownie- powiedziała z przekąsem w głosie. Lustro nie odpowiedziało. Odkręciła wodę. O 6:43 w kuchni pachniało kawą. Sylwia stała przy blacie w jednej ręce trzymając kubek, a drugą przewijając wiadomości. Karolina zdążyła wysłać jeszcze jedną. Karolina: I uprzedzam, że jak przyjdziesz po ósmej, to kawa będzie moja. Sylwia: Szantaż. Karolina: Motywacja. Telefon zawibrował ponownie. Karolina: Poza tym Justyna już jest. Sylwia zerknęła na zegarek. 6:44. -Jak ona może już być? -mruknęła. Nie była. Sylwia doskonale wiedziała, że Karolina właśnie ją podpuszcza. To akurat było dla niej typowe. Schowała telefon do kieszeni. W mieszkaniu było cicho. Przez uchylone okno dochodził szum samochodów. Ktoś na klatce schodowej zatrzasnął drzwi. Później rozległy się szybkie kroki, które po chwili ucichły. Sylwia upiła łyk kawy. Za gorąca. Skrzywiła się i odstawiła kubek. Na lodówce wisiała kartka. KUPIĆ: - mleko - chleb - kawa - proszek do prania - coś na obiad Pod spodem, mniejszym pismem: Nie zapomnij. Sylwia przez chwilę patrzyła na ostatnie dwa słowa. Nie pamiętała, kiedy je napisała. Oderwała kartkę, zmięła ją i wyrzuciła. Potem wzięła nową. Napisała: KUPIĆ: - mleko - chleb - kawa Zastanowiła się. Dopisała: - coś dobrego Tym razem przykleiła kartkę magnesem w kształcie kota. Kot patrzył na nią głupkowato jednym okiem. -Ty przynajmniej pamiętasz. Wzięła kubek i ruszyła do sypialni. O 7:31 zamknęła drzwi mieszkania. Zbiegła po schodach dwa piętra, zanim przypomniała sobie, że zostawiła telefon. - Cholera - syknęła sama do siebie i wróciła na górę. Telefon leżał na szafce w przedpokoju. Kiedy go podniosła, ekran rozświetlił się od kolejnej wiadomości. Karolina: Nie mów, że znowu czegoś zapomniałaś. Sylwia spojrzała na telefon z niedowierzaniem. Sylwia: Skąd ty wiesz? Karolina: Bo cię znam. Sylwia pokręciła głową. Sylwia: Psychopatka. Karolina: Do zobaczenia. Schowała telefon do kieszeni i tym razem naprawdę wyszła. Na zewnątrz było chłodno. Jeszcze nie zimno, ale zdecydowanie nie było to już lato. Sylwia zapięła kurtkę pod szyję i ruszyła w stronę przystanku. Po drodze minęła piekarnię. Zatrzymała się. Przez szybę zobaczyła półki pełne świeżego pieczywa. Spojrzała na telefon. 7:39. Miała jeszcze czas. Weszła do środka. -Dzień dobry- powiedziała sprzedawczyni. -Dzień dobry. Poproszę dwa croissanty. Kobieta zapakowała je do papierowej torebki. Sylwia zapłaciła i już miała wyjść, kiedy zatrzymała się. - I jeszcze... Spojrzała na gablotę. -Jedno takie z serem. Sprzedawczyni podała jej bułkę. Sylwia wzięła ją do ręki. -To dla mnie- wyjaśniła, jakby conajmniej ktoś pytał. Sprzedawczyni uśmiechnęła się. -Oczywiście. Sylwia zapłaciła i wyszła. Dopiero na chodniku zorientowała się, że powiedziała to na głos. Parsknęła śmiechem. I przez chwilę, idąc w stronę przystanku z papierową torebką w dłoni, naprawdę nie myślała o niczym. Ani o pracy. Ani o rachunku. Ani o tym, co miała jeszcze zrobić. Po prostu szła. Poniedziałek dopiero się zaczynał.
-
Ja mam strasznie glupie sny, żadnego praktycznie nie pamiętam,i każdej nocy śnią mi się takie bzdury!
-
@Grouchy pisales wczoraj o szkoleniach wojskowychno i dzis mi sie sniłlo ze jechalam na takie.Wojskową ciezarowka i spotkalam kolezanki z podstawowki z ktorymi od razu dostalysmy wspólny pokój w tzw.koszarach,co mnie ucieszylo. W ogóle bylo znowu ciekawie.Co za pomysly się tworza w tym spiacym łbie.Ja nawet nie mieszkam w Polsce hehe
-
Przywlekłam wiadro czarnego bzu. Będę robiła sok.
-
Poranne czynnosci wykonywane chaotycznie. Wzielam prysznic i umylam zeby, wyslalam maila, umylam kibelek, podalalam liscia, ktory zaczal zapuszczac pedy i pogapilam sie na niego, wstawilam pranie, uczesalam sie i ubralam, teraz trzeba by pomyslec o kawie.
-
Mnie się śni non stop: wycieczki zagraniczne (nurkowanie, surfing, snowboard), praca w WOPR-ze (przepracowałam tam społecznie 11 lat, a miały tam miejsce również tragiczne wydarzenia) oraz bieganie na zawodach (kiedyś biegałam pół-wyczynowo).
-
Długo zastanawiałam się jak opisać to co sie zadziało w moim życiu. W sumie pomysl spisania tego podsunela mi T. Nie chciałam robić z tego pamiętnika, ani opisywać sucho zdarzeń. Dlatego wymyśliłam sobie ten sposób. Bardziej dla siebie, ale moze ktoś zrozumie mechanizm tego z czym zmagają sie osoby z ptsd, zwłaszcza gdy nie sa świadome.
-
Nie mam siły. Wkurzają mnie ludzie i ja sama, nie mogę na siebie patrzeć, na moją ludzką formę. Wczoraj na zajęciach grupowych cała uwaga została skierowana na mnie, wysłuchałam tych psychologicznych pierdoletów, ale z zaciśniętymi zębami, myślałam, że zaraz tam wyskoczę z okna. Po prostu nie mogę słuchać tych ludzi. Tych, tamtych, żadnych, ich wypowiedzi, rady, wszystko jest na jedno kopyto i ta fałszywa empatia, przecież ja to czuję, widzę te spojrzenia, widzę obrzydzenie w ich oczach. I tak w końcu wyszłam w połowie zajęć, nie mogłam już wytrzymać, trochę mi też to zasugerowano, czułam to niedopasowanie, jak zawsze czuję, to się nie zmieniło i nie zmieni. Zamknęłam się w łazience i chyba z 15 min tam płakałam. Musiałam odreagować, jakoś tak wszystko, co złe, mi się przypomniało i skumulowało w głowie. Nie lubię robić czegoś, czego nie chcę, nie lubię, jak mi się wmawia, co czuję, jak pierdolą, że "też coś tam" - wstaw w "coś tam" ich własną interpretację dlaczego czegoś nie robię/nie zachowuję się tak jak oni. Ich "powód" ma się nijak z moim. Zawsze. Ale im się tak wydaje, to pierdolą i nie dają sobie przerwać, że nie o to chodzi! Nigdy tam nie wrócę, tylko się przekonuję za każdym razem, że byłam, jestem i będę sama w swoim osamotnieniu.
-
Kupilam 2 plastikowe pudelka z pokrywka, ktore chce postawic na szafkach w kuchni, a w nich ukryc rzeczy typu puste sloiki. Chyba znalazlam w miare odpowiedni rozmiar choc nie bylo latwo.
-
Za dużo spraw na głowie.
-
Kawałek oglądałam, ale później wyszło coś innego i póki co nie mogę się wypowiedzieć na ten temat.
- 16 odpowiedzi
-
- film
- (i 10 więcej)
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane