Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Mikaela

I na mnie przyszedł ten czas...

Rekomendowane odpowiedzi

...czas by chyba przyznać, że mam nerwicę. Od 1,5 roku żyję w strachu o swoje życie. Codziennie duszę się i umieram, nasłuchuję swojego serca, martwię się czy to co zjadłam spowoduje znowu ból brzucha.

Mam 35 lat, 4 lata temu pochowałam mamę, byłam przy jej trwającej 6 miesięcy chorobie, gdy znikała mi w oczach, gdy traciłyśmy kontakt bo choroba zabrała jej zdolność mówienia. I byłam przy jej odejściu. Pierwsze 2 lata były ok, aż pewnego dnia rano wstałam z łóżka i padła, Diagnoza zapalenie trzustki - stresowe bo przecież nie lekowe ani alkoholowe... Od tego czasu mało co mogę jeść, jak zjem to dlatego, że muszę ale stale towarzyszy mi ból brzucha, zapewne mam zespół IBS lub inną od-stresową chorobę jelit, być może refluks. Piszę być "może ponieważ" nie potrafię iść do lekarza, idę za 2 tygodnie na wizytę ponieważ narzeczony postawił mnie już pod ścianą, mam iść się przebadać. 

 

Wczoraj wieczorem miałam taki dziwny epizod, moje serce tak jakby zostało napompowane powietrzem lub wodą, biło bardzo niemiarowo zaczęło przyspieszać, pojawiły się poty, kołatanie serca, pokasływanie, drżenie wszystkich mięśni. Kompletnie bez przyczyny - oglądałam telewizję. Jakiś neutralny program... Od razu myśl, że umieram, a zaczęłam od tamtego dnia gdy trafiłam do szpitala bardzo się bać, że coś mi się stanie, że umrę a bardzo tego nie chcę i boję się, że bez mojej kontroli i mimo, że walczę to to się dzieje i narasta w danej sytuacji. Po prostu boję się wtedy, że właśnie umieram i nie mogę nic na to poradzić, że umieram i nakręca się taki straszny mechanizm. Wszystko bardzo przeżywam, wyjście do sklepu jest dla mnie bardzo trudne, w sklepie dostaję napadów bólu brzucha, kołatania serca, potów. Nieco bezpieczniej czuje się, gdy idzie ze mną narzeczony. Ostatnio wyszliśmy na spacer i modliłam się, abyśmy już wracali.

Jakiekolwiek wycieczki czy wypady za miasto to dla mnie zadanie do wykonania i przeżycia i marzę, by już wrócić do domu. 

Nie mogę wejść na kilka schodków ponieważ czuję, że mdleję, moje serce zaczyna kołatać. 

Powoli eliminuje się z mojej diety coraz więcej dań i pokarmów ponieważ boję się, że mi zaszkodzą i spowodują ból brzucha, w rezultacie komfortowo czuje się tylko gdy zjem zupę lub jakiś bardzo prosty makaron. 

Towarzyszą mi stałe zaparcia, dziś podejrzewam, że nawykowe. Wtedy gdy padłam, stało się to w łazience, zatem dziś boję się iść do łazienki w obawie, że znowu coś mi się tam stanie - rezultat zaparcia. 

Nie jestem w stanie przełykać tabletek, boję się zadławienia, połknięcie tabletki odwlekam a jak już muszę to doznaję kołatania serca i potów. Z tego powodu także mam niedobory mikroelementów. Oczywiście, mogłabym je przyjmować w formie płynnej ale do tego także nie mogę się zmobilizować.

Myślę, że mam spore niedobory magnezu i potasu, czytałam, że  także mogą dawać takie objawy, generalnie jestem oczytana i wiem co może mi dolegać ale nie potrafię iść po pomoc a skrzętnie ukrywam wszystko przed narzeczonym. Gdy pyta czy wszystko ok to choćbym mdlała, mówię że jest ok. 

Powinnam iść na zwolnienie z pracy ale nie mogę się zebrać by iść do lekarza po L4 bo będę musiała wyjść z domu i opowiedzieć to wszystko a już napisanie tego wiele mnie kosztuje. 
Od wielu lat bardzo źle znoszę miesiączkę, przywykłam już chyba do tego, że w tych dniach po prostu leżę i czekam co się stanie, były czasy gdy przyjeżdżała do mnie co miesiąc karetką. Ale boję się iść do lekarza, pójdę ponieważ mam od niedawna znajomego ginekologa ale już dziś przeżywam to, że mam do niego iść.

 

Sytuacja z "powietrzem w sercu" wczoraj wieczorem była straszna, bardzo się bałam, że umieram, tak po prostu umrę i co? i po prostu umieram i to dzieje się tu i teraz. I oczywiście nie powiedziałam nic narzeczonemu choć był obok, poszłam do drugiego pokoju pod pretekstem jakimś a on zasnął. Po jakimś czasie ja zasnęłam zmęczona nasłuchiwaniem swojego serca. 

 

Chciałabym aby ktoś wziął mnie do szpitala, przebadał, podał wszystkie leki jakie są potrzebne i zrobił to wszystko trochę obok mnie, żebym ja mogła dostać już rezultat...

 

Ja wszystko wiem co powinnam zrobić... ale czuję się tak, jakbym sama była swoim największym wrogiem.

Dziękuję, że mogłam tu wyrzucić to z siebie.
 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na Forum. Wiele osób cierpi tutaj z powodu podobnych objawów. Jak chcesz porozmawiać, to polecam Ci dział nerwicy lękowej. Nie jesteś z tym sama.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 11.05.2021 o 12:35, Mikaela napisał:

...czas by chyba przyznać, że mam nerwicę. Od 1,5 roku żyję w strachu o swoje życie. Codziennie duszę się i umieram, nasłuchuję swojego serca, martwię się czy to co zjadłam spowoduje znowu ból brzucha.

Mam 35 lat, 4 lata temu pochowałam mamę, byłam przy jej trwającej 6 miesięcy chorobie, gdy znikała mi w oczach, gdy traciłyśmy kontakt bo choroba zabrała jej zdolność mówienia. I byłam przy jej odejściu. Pierwsze 2 lata były ok, aż pewnego dnia rano wstałam z łóżka i padła, Diagnoza zapalenie trzustki - stresowe bo przecież nie lekowe ani alkoholowe... Od tego czasu mało co mogę jeść, jak zjem to dlatego, że muszę ale stale towarzyszy mi ból brzucha, zapewne mam zespół IBS lub inną od-stresową chorobę jelit, być może refluks. Piszę być "może ponieważ" nie potrafię iść do lekarza, idę za 2 tygodnie na wizytę ponieważ narzeczony postawił mnie już pod ścianą, mam iść się przebadać. 

 

Wczoraj wieczorem miałam taki dziwny epizod, moje serce tak jakby zostało napompowane powietrzem lub wodą, biło bardzo niemiarowo zaczęło przyspieszać, pojawiły się poty, kołatanie serca, pokasływanie, drżenie wszystkich mięśni. Kompletnie bez przyczyny - oglądałam telewizję. Jakiś neutralny program... Od razu myśl, że umieram, a zaczęłam od tamtego dnia gdy trafiłam do szpitala bardzo się bać, że coś mi się stanie, że umrę a bardzo tego nie chcę i boję się, że bez mojej kontroli i mimo, że walczę to to się dzieje i narasta w danej sytuacji. Po prostu boję się wtedy, że właśnie umieram i nie mogę nic na to poradzić, że umieram i nakręca się taki straszny mechanizm. Wszystko bardzo przeżywam, wyjście do sklepu jest dla mnie bardzo trudne, w sklepie dostaję napadów bólu brzucha, kołatania serca, potów. Nieco bezpieczniej czuje się, gdy idzie ze mną narzeczony. Ostatnio wyszliśmy na spacer i modliłam się, abyśmy już wracali.

Jakiekolwiek wycieczki czy wypady za miasto to dla mnie zadanie do wykonania i przeżycia i marzę, by już wrócić do domu. 

Nie mogę wejść na kilka schodków ponieważ czuję, że mdleję, moje serce zaczyna kołatać. 

Powoli eliminuje się z mojej diety coraz więcej dań i pokarmów ponieważ boję się, że mi zaszkodzą i spowodują ból brzucha, w rezultacie komfortowo czuje się tylko gdy zjem zupę lub jakiś bardzo prosty makaron. 

Towarzyszą mi stałe zaparcia, dziś podejrzewam, że nawykowe. Wtedy gdy padłam, stało się to w łazience, zatem dziś boję się iść do łazienki w obawie, że znowu coś mi się tam stanie - rezultat zaparcia. 

Nie jestem w stanie przełykać tabletek, boję się zadławienia, połknięcie tabletki odwlekam a jak już muszę to doznaję kołatania serca i potów. Z tego powodu także mam niedobory mikroelementów. Oczywiście, mogłabym je przyjmować w formie płynnej ale do tego także nie mogę się zmobilizować.

Myślę, że mam spore niedobory magnezu i potasu, czytałam, że  także mogą dawać takie objawy, generalnie jestem oczytana i wiem co może mi dolegać ale nie potrafię iść po pomoc a skrzętnie ukrywam wszystko przed narzeczonym. Gdy pyta czy wszystko ok to choćbym mdlała, mówię że jest ok. 

Powinnam iść na zwolnienie z pracy ale nie mogę się zebrać by iść do lekarza po L4 bo będę musiała wyjść z domu i opowiedzieć to wszystko a już napisanie tego wiele mnie kosztuje. 
Od wielu lat bardzo źle znoszę miesiączkę, przywykłam już chyba do tego, że w tych dniach po prostu leżę i czekam co się stanie, były czasy gdy przyjeżdżała do mnie co miesiąc karetką. Ale boję się iść do lekarza, pójdę ponieważ mam od niedawna znajomego ginekologa ale już dziś przeżywam to, że mam do niego iść.

 

Sytuacja z "powietrzem w sercu" wczoraj wieczorem była straszna, bardzo się bałam, że umieram, tak po prostu umrę i co? i po prostu umieram i to dzieje się tu i teraz. I oczywiście nie powiedziałam nic narzeczonemu choć był obok, poszłam do drugiego pokoju pod pretekstem jakimś a on zasnął. Po jakimś czasie ja zasnęłam zmęczona nasłuchiwaniem swojego serca. 

 

Chciałabym aby ktoś wziął mnie do szpitala, przebadał, podał wszystkie leki jakie są potrzebne i zrobił to wszystko trochę obok mnie, żebym ja mogła dostać już rezultat...

 

Ja wszystko wiem co powinnam zrobić... ale czuję się tak, jakbym sama była swoim największym wrogiem.

Dziękuję, że mogłam tu wyrzucić to z siebie.
 

 

 

Mikaela to serce to nerwica miałem chyba z 50 x robione EKG i raz USG wszystko ok, czasami wypłukane elektrolity i witaminy, w nerwicy serce lubi dawać takie kabarety:) 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×