-
Postów
1 902 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Doktor Indor
-
A czasem wprost przeciwnie Ja jestem osobą, która w dzieciństwie nigdy się tak naprawdę nie liczyła, i to mnie chyba wyczuliło na wrzody na dupie – odbieram bycie wrzodem na dupie jak przekraczanie moich granic. Ale to nie jak ktoś zabiega o kontakt (to jest spoko, sam jestem słaby w utrzymywaniu kontaktu :/) tylko jak mówię na coś „nie”, a ktoś dalej wrzoduje. Więc jestem słabym klientem BTW, wrzody na dupie kojarzą mi się z inną historią, gdy zrobiłem ex kąpiel w olejkach eterycznych, tylko chyba za dużo ich nalałem i za mało (albo w ogóle) nie wymieszałem z wodą, więc osiadły na dnie a ona dostała poparzeń chemicznych na pewnej niewymownej tylnej części ciała, i nie mówię o plecach… To też racja. W ogóle uważam, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu ze sobą, żeby umieć być z kimś innym. A że ja się często czuję samotny to inna sprawa, ale to nie jest samotność, którą ktokolwiek może wypełnić – czy to najbardziej kochająca partnerka (a prawda jest taka, że nikt mnie nigdy nie kochał tak bardzo, jak kocha mnie ona), czy znajomi, czy jakakolwiek inna relacja. Cała moja tożsamość jest zbudowana na rdzeniu samotności i to jest kwestia dzieciństwa a nie czegokolwiek, co mogę zrobić z tym w dorosłości. Nigdy nie pamiętam, żeby było inaczej, więc musiałem się nauczyć z tym żyć.
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Miałem etap próby zastąpienia kawy yerbą. Dało mi to zupełnie nic. Nakupowałem tego stuffu prawie jakbym wyznanie zmienił i dewocjonalia kupował, yerbokubeczek aka matero, słomeczka aka bombilla, jakieś fancy yerby o nazwach, których nawet nie powtórzę, i ilościach liczonych w kilogramach, jakaś łopatka wyżłobiona drewniana której nazwy też już nie pamiętam, jakieś jeszcze inne pierdoły do tego, czajnik własny, żeby temperatura była dobra (bo w pracy mieliśmy zwykły), całą szafkę w pracy na to miałem. No i się zaczęło. Nawaliłem tej yerby do tego yerbokubeczka pod korek, zalałem małą ilością wody, siorbałem tą słomeczką, i jakbym pił po prostu mocniejszą herbatkę. Zero efektu pobudzającego. I tak koniec końców skutkowało to błagalno-dziękczynną wycieczką pod ekspres do kawy, a yerbę w końcu w piździec oddałem, przynajmniej tę która jeszcze nie spleśniała od wilgoci (bo nawilżacz powietrza przy biurku też miałem). -
Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada. Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie. Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę. Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali. Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła? Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.
-
Jedna przyszła Tak to właśnie zrozumiałem – jak walkę o to, żeby się tobą zainteresowała. Walkę z nią samą, z jej… nudą? Z konkurencją też, żeby być lepszym od konkurencji. I ja właśnie w taką walkę nigdy nie wchodzę. Jestem to jestem, daję siebie, ale tylko tyle. Albo aż tyle. Jak coś ma wyjść, to wyjdzie. No rozumiem – po prostu ja mam do tego inne podejście. Może dlatego, że nie przeszkadza mi aż tak bycie samemu. Chyba. Mam masę zainteresowań, potrafię wypełnić sobie czas, jasne że super jest dzielić z kimś życie, ale jak mam dzielić je z kimś tylko po to, żeby ktokolwiek był, to wg mnie strata czasu. Pustki i tak nie zapełni, a bycie w niesatysfakcjonującym związku to dopiero samotność. No to to jest racja. Choć dla mnie największy spokój będzie, jak będzie zdrowie. Wtedy może sobie coś dorobię na emeryturze, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. A jak zdrowie się posypie to co mi po tej kasie – żeby mieć na opiekunkę, żeby mi pieluchy zmieniała? Do dupy takie życie. Wiem, i tu też mam odwrotnie Ein Volk, ein Reich, ein Indören… no, znaczy, jedna praca, spokojnie sobie robię w niej to co lubię, a po robocie mam czas dla siebie. Najgorzej jak gdzie się nie obrócisz, tam ciemność. Masz coś zrobić, ale nawet nie wiesz, od czego zacząć. Przerasta cię projekt. Ale ja wychodzę z założenia, że dajcie mi kompa, dajcie mi problem, dajcie mi kod i dajcie mi święty spokój, a zrobię – i póki co się to sprawdza. Czy to jest walka… Ciężko powiedzieć. Walka od ticketu do ticketu, ale raczej nie jest to walka o pozycję, a walka z problemem, z kodem, walka umysłowa. Przynajmniej tak do tego podchodzę. Choć jasne, że jakiśtam lęk w mojej sytuacji (jedynego pracownika z PL tam) jednak jest – poprzedni zespół, choć toksyczny, znałem jak łyse konie, tu nawet nie wiem jak oni wyglądają, choć pracujemy razem od paru lat, a przez różnice kulturowe… No oni są bardzo wycofani, poważni, zasadniczy, między sobą też. Więc ciężko mi, królowi zwyrolskich memów i nieśmiesznego humoru, znaleźć wspólny język. Ale znalazłem. A słyszałeś kiedyś żebym przeklinał robotę? Było tak, ale wtedy akurat nie mieliśmy kontaktu. Byłem emocjonalnie w bardzo złym miejscu w poprzednim zespole, ale sprowadzało się to do tego, że ja po prostu nienawidziłem tego projektu, to było gówno, które trzeba było jakoś próbować pudrować, podczas gdy należało je zaorać. Sama dziedzina też nie do końca moja – znałem ją, ale bez entuzjazmu. A teraz robię to co lubię. Co nie znaczy, że lubię absolutnie wszystko, co robię. Ale ogólnie tak jak wtedy robota wysysała ze mnie energię całkowicie, tak po przejściu tutaj przestałem narzekać – bywa ciężko, ale jest dobrze. U mnie to jest bardziej skomplikowane Mam rys, czasem się odpala, czasem nie. Generalnie zwykle mam to pod kontrolą. Coś co mi kiedyś terapeutka powiedziała: Niech sobie pan wyobrazi kurnik. Są w nim kury. Jest hałas, harmider, kury się kłócą, dziobią, za chwilę się godzą i generalnie sobie gdaczą w tym kurniku razem. To jest forum lub grupa dla borderów. A teraz pan sobie wyobrazi, że jest w tym kurniku kogut, a za chwilę wchodzi drugi kogut. Pióra lecą, jest wrzask, i wychodzi albo jeden żywy, albo żaden. I to jest forum lub grupa dla narcyzów. I ja to obserwuję też tutaj w naszym forumowym kurniku. Bardzo optymistycznie zakładasz, że upłynęłoby aż 10 minut Ale dwóch takich jak ja to i świat by nie wytrzymał, więc się nie zdarzy. To jak dwie bomby na pokładzie jednego samolotu (i mówiąc o bombie nie mam na myśli krągłości ciała w porównaniu do długości lontu). No to generalnie warto (a czasem trzeba). Ale staram się samemu wybierać swoje walki. Jeśli towarzystwo jest toksyczne to odpuszczam, niech się sami żrą i przekrzykują w swoim sosie. Spokojnie, właśnie jestem w trakcie swojego chyba najdłuższego maila w życiu. Piszę wieczorami. Ile już mamy… 184 kB. A odniosłem się dopiero do 18% treści. Kolega też ma lekkie piórko… I to druga osoba, z którą takie gigantyczne maile wymieniamy.
-
To prawda, ja mam do tego trochę inne podejście. Jasne, trzeba walczyć ze światem, żeby utrzymać się na powierzchni, bo tak jest ten świat zbudowany, ale związek to jest ta jedna rzecz, o którą nie chcę musieć walczyć. W związku chcę się czuć komfortowo i móc być sobą. Jeśli miałbym musieć walczyć o partnerkę, to ja takiej partnerki nie chcę. Finanse to też trochę inna sprawa, bo dla mnie od góry pieniędzy ważniejszy jest święty spokój. Mógłbym zarabiać dużo więcej, niż zarabiam teraz, gdybym się bardziej poświęcił, ale nie chcę się poświęcać dla pieniędzy. Stać mnie na to, na co chcę, żeby było mnie stać, a spokój i stabilność są dla mnie bardzo ważne. Praca, atmosfera w pracy – jeśli musiałbym w pracy walczyć i ciągle udowadniać swoją wartość, to byłoby to wg mnie toksyczne środowisko pracy. Jasne, na początku trzeba się wykazać, ale raczej nie robię nic, co jest ponad moje możliwości – jestem po prostu sobą, pracuję na miarę swoich możliwości, i wolę robić to, co lubię, niż awansować, mieć wyższą pozycję w korporacyjnej strukturze robienia sobie na głowę, większe pieniądze, ale robić jakieś nudne pierdoły. Pozycja… To też jest ciekawy temat. Jeśli jestem w towarzystwie, w którym są ludzie, z którymi muszę walczyć o pozycję (np. narcyzi, którzy próbują innych zdominować), to nie wchodzę w takie walki i opuszczam toksyczne towarzystwo. W moim towarzystwie z wyboru też chcę czuć się spokojnie i swobodnie, a nie zastanawiać się nad tym, co mówię i w jaki sposób to może być przeciwko mnie wykorzystane. A zdrowie to już mieszanka wyborów (np. diety, ruchu), genów i przypadku – też nie traktuję tego w kategoriach walki. Co najwyżej walki z samym sobą, gdy wywala panika a ja muszę coś zrobić, ale udowadnianie sobie na siłę, że mogę, gdy wiem, że będę się z tym męczył, już mi przeszło. Nic mi to nie dawało oprócz cierpienia. Wg mnie osoby, które wiecznie o coś walczą, stają się niewolnikami tej walki.
-
Ja jestem zwolennikiem nierandkowania. Nie ma powodu, żeby iść na spotkanie z nastawieniem, że to jest kandydatka na potencjalną partnerkę, i rywalizowania z innymi facetami. To nie jest rozmowa o pracę, poza tym ja (nie chcę, żeby to źle zabrzmiało) za bardzo siebie szanuję, żeby rywalizować z kimś o uczucia. W ogóle nie uznaję czegoś takiego, jak walka o kogoś. Chce, to chce. Czuje to samo, to czuje. Nie chce, to nie. Miałbym się spieszyć, bo ktoś inny może wskoczyć na moje miejsce? To niech wskakuje, żadna strata w takim razie. W zasadzie wszystkie dziewczyny, które miałem, były na początku tylko koleżankami i jeśli coś wyszło i zaiskrzyło, to wyszło samo, spontanicznie, z obu stron. Wtedy nie ma presji, nie ma ciśnienia, nie ma rozczarowań, i też nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, żeby koniecznie pokazać się z najlepszej strony. Pokazujemy się z tej prawdziwej strony. Jak to komuś nie pasuje to tym lepiej, że to szybciej wyjdzie. No ale to nie były osoby, które korzystałyby z aplikacji randkowych, bo takie nigdy mnie nie interesowały – nigdy nie interesowały mnie dziewczyny o takim podejściu do relacji, żeby dopuszczać używanie aplikacji randkowych. Z rzeczy, które skreślają potencjalną partnerkę, korzystanie z tinderów jest dosyć wysoko, na równi z byciem instagramową atencjuszką. Jak ma instagrama i wrzuca tam jakieś fajne rzeczy, ciekawe zdjęcia – no to spoko, choć samo bycie produktem firmy Meta nie dodaje jej punktów. Jak ma instagrama i na co drugim (albo na każdym) zdjęciu jest jej ryj, to niestety ale won – nie mam ochoty być dodatkiem do torebki skupionego na sobie narcystycznego pustaka.
-
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Doktor Indor odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Może dla linki to był właśnie ten przypadek. Już pomijając, że czasem zwyczajnie nie ma się czasu żeby na wszystko odpisywać. Ja czasem wpadnę na Discorda tylko na chwilę, zerknę, odpiszę paroma zdaniami i lecę dalej do tego, co akurat robię. Choć to pewnie nie ten przypadek. Generalnie to, co piszesz, jest strasznie niesprawiedliwe – rozumiem, że poczułeś się dotknięty i urażony, ale ja znam linkę spokojnie ponad 15 lat (20 jeszcze nie będzie, ale 18-19 spokojnie) i uważam ją za jedną z najsympatyczniejszych osób tutaj. Illi zresztą też (choć znam krócej). Tamtej sytuacji obraz też mam zupełnie inny, oglądając ją z zewnątrz, ale to już zostało powiedziane. Masz prawo do swoich odczuć i swoich triggerów (tak jak Illi ma prawo do swoich!), ale obrażanie przez to innych jest słabe. -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Doktor Indor odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Czasem dochodzi się do takiego momentu, że już szkoda „szczempić” ryja. Brak odpowiedzi też jest odpowiedzią. Ja już nie chcę nic więcej pisać, bo znowu będzie, że indyk ludzi w dupska podszczypuje, ale mam jedną sugestię m.in. dla brum.brum – pytając o Discorda nie sugeruj się proszę opiniami innych ludzi, którzy czują się pokrzywdzeni (czy słusznie czy niesłusznie to już nie chcę oceniać, ale z tego co wiem nic nie było usuwane, więc można sobie na Discordzie prześledzić), tylko jak jesteś ciekawy, to zajrzyj i wyrób sobie opinię sam. -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Doktor Indor odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
W sumie to nie przekleństw a prymitywnych określeń na czynności seksualne. Żebyś ty Miczek wtedy powiedział „ok, spoko, sorry”, to już dawno każdy by o tym zapomniał, nie byłoby tematu i dalej byłoby miło. No kurna, przy kobietach po prostu nie wypada używać pewnych słów, różni są ludzie, nie każdy to rozumie, czasem się zapomni i to jest w porządku, że mu się zwróci na to uwagę. To że są takie kobiety, którym to nie przeszkadza, no to spoko – ale są takie, którym przeszkadza, i byłoby po prostu kulturalnie to uszanować. Trzymajmy jakiś poziom, plis, zamiast stroić fochy, bo ktoś uwagę zwrócił. Ja sam bywam burakiem ale staram się jednak tego wewnętrznego buraka w towarzystwie chować. -
Oczywiście, że się wzięło. Pewnie z doświadczeń. Tylko zamiast się zastanowić, czemu było tak, jak było, wolisz zgeneralizować swoje złe doświadczenia na wszystkie kobiety, bo tak jest łatwiej.
-
Tak, to zdecydowanie. Tylko benzo trzeba jednak stosować bardzo ostrożnie. Pomóc pewnie pomoże, ale jak to będzie jedyny sposób, to zrobi się równia pochyła. Ja mam benzo na absolutnie wyjątkowe sytuacje, biorę tak mało że ciągle mi się przeterminowuje. Choć u mnie to i tak nie działa na sam atak, bo zanim zacznie działać to już atak minie. Pomaga jak wiem że będę miał coś co ten atak wyzwoli, wtedy biorę poprzedniego dnia i jakoś tak lepiej jest rano, spokojniej, ten próg wyzwolenia ataku jest wyżej. Wiesz, leki są po to, żeby ci pomóc. Jasne, coś też zabierają, zależy od leku i organizmu – u mnie ograniczają emocje, spłycają je a oprócz tego w sumie nie czuję żadnych objawów, a biorę te leki od lat. Pytanie co jest ważniejsze – dla mnie jednak możliwość normalnego funkcjonowania była ważniejsza… No tak jest, poza tym u mnie akurat SNRI nie spowodowały żadnego nasilenia na początku brania. Były inne objawy, ale niezwiązane z paniką (np. bezsenność, potliwość, w sumie już nie pamiętam bo to było dawno). Jasne, no to masz nazwijmy to standardowo. Ja mam trochę inaczej, ale ja raczej jestem w mniejszości. Teoretycznie może pomóc terapia, np. behawioralno-poznawcza czy EMDR. I znów, mi nie pomogła żadna, ale znam ludzi, którym realnie pomogła. I tak jak mówisz – rozum rozumem, wiesz że nic się nie dzieje, a emocje szaleją i rozum jest bezradny. To co pisze Dryagan też ma sens – zanim zaczniemy grzebać w psychice trzeba wykluczyć przyczyny organiczne – nawet nie dlatego że może coś się dzieje z serduchem, tylko żebyś w takich chwilach pamiętał, że się badałeś i lekarze nic nie znaleźli. Jeśli chodzi o oddychanie, to pamiętaj, żeby wydychać. Ludzie w lęku często łykają to powietrze, ale zapominają porządnie i spokojnie wydychać. I to też trochę spowalnia rytm serca (zdaje się że wpływa na jakiś nerw, nie wiem czy nie chodzi o nerw błędny, czytałem o tym ale już nie pamiętam).
-
Zobacz w necie techniki takie jak grounding, tapping czy body scan (skanowanie ciała). Mi to akurat zupełnie nic nie daje, ale podobno są ludzie, którym realnie pomaga zatrzymać atak.
-
Nie myl dwóch rzeczy – wcześniej pisałeś o benzo, teraz o SSRI. A to zupełnie różne rodzaje leków. SSRI, jeśli masz przepisane, krzywdy ci nie zrobi – bierz, zobaczysz czy pomoże (choć czasem konkretne SSRI nie pomagają i trzeba eksperymentować z innymi, no ale od czegoś trzeba zacząć). Jeśli masz to SSRI przepisane przez innego lekarza niż psychiatrę, to byłoby jednak dobrze brać te leki pod kontrolą psychiatry. Przynajmniej rozwieje twoje wątpliwości jeśli będziesz się gorzej czuł na adaptacji (gdy zaczniesz brać te leki, i dopóki nie zaczną dobrze działać, mogą dziać się różne rzeczy – nic strasznego ani groźnego, ale jak masz do tego tendencję to możesz sobie wkręcać różne niefajne rzeczy i się nakręcać). Tzn. każdy lekarz może wypisać takie leki, ale nie każdy zna się konkretnie na ich działaniu. Jeśli bierze się je już ileś lat to yolo, wiesz czego się spodziewać i jest stabilnie, ale jeśli dopiero zaczynasz, to wg mnie jest potrzebny psychiatra a nie np. internista. Od benzodiazepin trzymaj się z daleka jeśli absolutnie nie musisz ich brać.
-
A ja na diecie, o nie :<
-
No oczywiście że tak
-
No i o tym cały czas mówię.
-
Albo dobrze o twoim wpływie na to szanowne forum
-
Właśnie o to „trochę” chodzi. Trochę racji jest, bo niektóre kobiety są takie, jak on opisuje. Ale on nie mówi o tym, że niektóre, tylko kategorycznie, że wszystkie. A to jest po prostu nieprawda. Jeśli tylko takie na swojej drodze spotyka, to zastanowiłbym się na jego miejscu, co robi nie tak.
-
O @Krejzi1 jest, a już się zastanawialiśmy gdzie cię wywiało
-
Dotyczą, jeśli indory mają za co sobie tej nagany udzielić. Teraz nie mają.
-
Przeczytaj to, co napisałem, jeszcze raz, tym razem ze zrozumieniem. Ja napisałem jasno, że to moim zdaniem, wbrew twierdzeniom jetsona, NIE jest kłamstwem.
-
Netoholizm i uzależnienie od komputera
Doktor Indor odpowiedział(a) na dr. Psycho Trepens temat w Uzależnienia
Dlatego u mnie to nie jest sztywne, ale już tak mi się w mózgu zrobiło, że najbardziej kreatywny jestem właśnie przy biurku, i obowiązkowo ze słuchawkami – nieważne czy jest cisza w domu czy nie, po prostu muszę mieć muzykę. Może to zaszłość historyczna po latach pracy na open space, gdzie w pewnym momencie nosiłem ochronniki słuchu dla budowlańców (ale to jak już mi się muzyka znudziła), ale potem kupiłem słuchawki z ANC i te słuchogłuchy nie były mi już potrzebne. Jasne, że siedzę np. na forum przy biurku albo czasem coś zrobię do pracy z łóżka (to już rzadziej) albo z innych miejsc, typu kuchnia czy działka (i tam mi się w sumie pracuje nieźle, bo wiem że mam coś zrobić, więc robię to żeby już zamknąć kompa i zająć się przyjemniejszymi rzeczami, np. leżeniem na hamaku). Inna sprawa, że akurat w mojej pracy biurko jest wskazane, bo mam masę sprzętu, z którym pracuję, i nie zabiorę wszystkiego ze sobą, a i w łóżku miejsca na to nie ma i infrastruktury, żeby to popodłączać. Na działce to już jak mam coś konkretnego do zrobienia, biorę konkretny sprzęt (albo czasem nie biorę, jak mam do zrobienia coś, co sprzętu nie wymaga – wtedy używam lapka, który leży na działce na takie właśnie okoliczności). Ale to rzadko, bo jednak wolę pracować z domu, a na działce już nie myśleć o pracy. Zresztą w altance na działce też mam tego lapka podpiętego pod stację dokującą, jest klawiatura i monitor, bo czasem jednak coś trzeba zrobić, a nie chce mi się dziubać na lapku. Taki mały kącik. Ale rzadko tam coś robię, bo jak jadę na działkę to nie po to żeby siedzieć przy kompie – muzykę czasem z tego włączę albo film (jest podpięte pod małe kino domowe i projektor) i tyle. Prywatne projekty też raczej robię w łóżku żeby tego nie mieszać, ale bywa że mi jednak wygodniej przy biurku (bo np. potrzebuję dwóch monitorów – tak, wiem, dla ciebie dwa to nie zabawa :D). -
Patrząc na to, jaką nienawiścią ziejesz do kobiet, to zapewne istnieją tam, gdzie nie ma ciebie, i robią wszystko, żeby ciebie lub facetów o takim podejściu, jak twoje, nie spotykać.
-
Netoholizm i uzależnienie od komputera
Doktor Indor odpowiedział(a) na dr. Psycho Trepens temat w Uzależnienia
Ja mam sztywny podział, który rzadko zaburzam (choć się zdarza) – pracuję przy biurku, odpoczywam z laptopem na łóżku. Przy biurku jest komp służbowy (laptop podpięty pod monitory i klawiaturę), na łóżku nie. Czasem tylko calle sobie odbywam z tabletu na łóżku, jak mi się nie chce dupy ruszać.