Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 902
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. No właśnie… Są różne relacje – poważne związki i luźne chodzenie ze sobą. Problem jest wtedy, gdy jedna z osób jest (jak jej się wydaje) w poważnym związku, a druga po prostu sobie z nią chodzi do czasu, aż się nie znudzi albo nie trafi się ktoś lepszy (lub po prostu nowszy i przez chwilę świeższy).
  2. Nope. Wiesz co to znaczy „good enough”? Nie stać mnie (psychicznie i emocjonalnie) na eksperymenty. Jest OK. Jakoś tak mi się z tinderem skojarzyło, sam nie wiem czemu…
  3. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    Jak miałem dwójeczkę (i mówię o kotach) to też spędzały ferie u dziadków, ale z czwóreczką są dwa problemy – po pierwsze z bezpiecznym przewiezieniem szanownego towarzystwa (bezpiecznie mogę przewieźć dwójeczkę), po drugie z tym, że pan chory musi być izolowany od reszty. U nas jest, u dziadków by nie był – tzn. jest niby osobny pokój, ale w tym osobnym pokoju byłaby ta obecna dwójeczka, żeby nie dochodziło do walk kogutów. No i kwestia leków, kroplówek – szanowna pani babcia leki poda, ale kroplówki tam nie zrobią, bo są potrzebne dwie kumate osoby, a tam są trzy, ale kumata jedna. Tzn. pan teść, jeśli mogę tak go nazwać, jest bardzo kumaty, ale akurat nie w kwestii kotów. Więc na razie nigdzie nie wyjeżdżamy, a jak już wyjeżdżamy (mam raz w roku trzydniowy zlot branżowy) to przychodzi szanowna pani opiekunka do kotków, która jest chyba trochę przerażona, bo raz odebrała telefon: „no cześć jestem w pracy są kamery nie mogę gadać” (gdzie mi to ryba, czy gada, z kim gada i ile gada, byle kotkami się zajęła).
  4. Jako również starszy kolega, podpisuję się, ale z zastrzeżeniem – nie da się nikogo do niczego zmusić. Jak będziesz naciskał, żeby nie miała „to tylko kolegów”, to dalej będzie miała, tylko będzie się z tym lepiej ukrywała. Związek to nie tylko uczucie, ale też wybór. Jeśli chce odpuścić „tylko kolegów” (bez koszulek) dla ciebie, to odpuści. Jeśli nie chce, to nie zawracaj sobie nią głowy – widać nie jest gotowa na taką relację, jaką ty byś chciał i jakiej ty potrzebujesz. Albo, tu znów rada starszego kolegi, traktuj ją tak, jak na to zasługuje, i miej plan awaryjny. Jeśli związek zmienia się w grę, kto kogo zrobi w wała szybciej, to dobrze mieć tego świadomość i albo świadomie to odpuścić, albo wejść w to, pobawić się i być tym, który zrobi ją w wała szybciej, niż ona ciebie. Kiedyś napisałem na forum coś, co spowodowało potężny ból dupy niektórych szanownych koleżanek, ale laski dzieli się na takie, które się bzyka i takie, z którymi się jest. Problemy i ból zaczynają się, gdy myli się te pierwsze z tymi drugimi. A co do wyrzeczeń, to oczywiście możesz iść na ustępstwa, rezygnować z jakichś rzeczy w imię związku, ale tylko wtedy, gdy ty tego chcesz i tylko wtedy, gdy uważasz, że to jest fair. Szanuj się – jak ty nie będziesz się szanował, to laska będzie traktowała cie jak gówno, jak opcję zapasową, jak dodatek do torebki, a poleci na kogoś, kogo ustawić sobie tak łatwo nie może. Co oczywiście nie znaczy, że masz być skurwielem bez uczuć, bo to też nie służy budowie związku (choć niektóre kobiety na to lecą – pytanie czy ty chcesz być kimś, kim nie jesteś, tylko po to, żeby zdobyć kogoś, kto i tak nie zaakceptowałby prawdziwego ciebie).
  5. Stąpasz po grząskim gruncie, shad nienawidzi tej substancji całym swoim cienistym serduszkiem Mi też pomogła jak wszystko inne zawiodło. Tzn. nie wiem czy wszystko wszystko, bo nie brałem wszystkiego, ale zawiodły te leki, które brałem przed nią. I tak już biorę od… nie wiem od kiedy, leki ogólnie od 23 lat, wenlę myślę spokojnie od 18-19 lat, nie jestem pewien czy nie 20.
  6. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    Zazdro. W mojej obecnej kociej sytuacji to sobie mogę najwyżej wyjechać palcem do d… tzn. palcem po mapie chciałem powiedzieć, napisać.
  7. A ja bym zrobił ankietę – wyjdzie że 100% tęskniło (tych którzy nie tęsknili się zbanuje), to i ego się podbuduje, i dzień lepszy będzie
  8. Ja już widziałem produkty tworzone przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia o tym, co robią, jeszcze przed czasami AI. Jak masz trochę rozumu (albo garnek na głowie i szefa z bejsbolem obok) to nawet nie znając jakiegoś języka, czy technologii, polepisz coś z klocków, które znajdziesz w sieci, na stacku, itd. I nawet jakoś to działa. Siedzisz, aż wymęczysz, klepiąc na oślep (czy, jak sobie to teraz wyobrażam, wpisując na oślep prompty). Ale rozwój takiego produktu to jest potem katastrofa. Albo przepiszesz go od nowa, tym razem używając kogoś, kto ma mózg, albo będziesz tak dolepiał w nieskończoność, poprawienie jednego błędu spowoduje wywalenie pięciu kolejnych w innych miejscach, itd. No właśnie, robi się problem, robi się niezarządzalny gniot, i koniec końców trzeba to zgruzować i stworzyć od nowa, tym razem projektując – i przy okazji wprowadzając wszystkie te bugi, które przez lata dodawania kału do ulepu zostały jakimś cudem załatane. Albo, druga opcja, ciągniesz tego gniota ile się da, programiści się wypalają i odchodzą, na ich miejsce przychodzą nowi, którzy też się wypalają i odchodzą, aż w końcu dochodzisz do etapu, że trup zaczyna się rozkładać i pudrowanie go przestaje pomagać. Nabyłem najwyżej możliwość hobbystycznego vibe'owania różnych prostych rzeczy, które może jakoś będą działały. Przecież nie zatrudnię się jako programista w języku, którego nie znam. Chyba że będą szukali twórcy promptów, ale wtedy to już jest problem firmy, że w ten sposób chce tworzyć produkt – i wtedy też się nie zatrudnię, bo wolę programować niż pisać prompty. To, co zyskałem, to narzędzia, które wspomogą moją pracę, ale to nadal ja wykonuję tę pracę, a nie AI. To ja muszę rozumieć kod, który commituję, bo to ja się pod nim podpisuję. AI może najwyżej pomóc.
  9. No przekonywał cię nie będę Ale moim zdaniem o ile programowanie wspomagane AI ma przyszłość i sens (jeśli na końcu jest żywy mózg, który rozumie i akceptuje kod wypluty przez AI, lub traktuje go jako szkielet), o tyle robienie czegoś bez pomyślunku i bez pojęcia, jak to działa i dlaczego działa, bo AI wypluło kod, spowoduje taki dług technologiczny, że odbije się to nie tylko czkawką, ale czkawką z wymiotami. O ile mogę sobie wyobrazić wpisywanie promptów w AI do momentu, w którym AI wypluje działającą wersję, bo i bez AI niektórzy czasem robią zmiany na ślepo nie mając pojęcia, co robią i dlaczego, i jakoś to czasem działa (z naciskiem na „jakoś” i „czasem”), o tyle nie wyobrażam sobie wzięcia odpowiedzialności za taki produkt. Nie wyobrażam sobie, jeśli coś się potężnie wysypie na produkcji, wzruszyć ramionami i powiedzieć „to nie ja, to AI”. Poza tym będzie śmiesznie, jak w którymś momencie AI się podda, wyłoży na danym problemie – i co zrobi taki „programista”, który nie zna języka, w którym AI za niego programuje, jak będzie musiał użyć mózgu?
  10. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    Niby taka niepozorna zielona żabka, a tu proszę
  11. Doktor Indor

    Co teraz robisz?

    Szczego się kursujesz?
  12. Ja tylko czekam, aż to się zacznie mścić, a zacznie na pewno.
  13. To mniemam że irygator raczej nie wchodzi w grę… Ja się dzięki irygatorowi nauczyłem, że mam w ciele połączenie, o którym nie wiedziałem – tłoczę wodę do jednej dziurki w nosie, a wylatuje drugą. Magia.
  14. Bo trzeba opalić nad ogniem najpierw, wtedy sierść się zwęgli. Potem szczotą czyścimy i mamy pyszne mięsko, i nic między zęby nie wchodzi. Miłośnik zwierząt…
  15. Ja nie pilnuję swojego telefonu jak twierdzy, czasem np. daję dziewczynie jak chce zrobić jakąś fotę, bo mam lepszy aparat niż ona (w sensie w telefonie), a najczęściej mój telefon leży tam, gdzie go akurat zostawiłem, czyli uj wie gdzie (w kiblu, w kuchni, gdziekolwiek) ale wiem, że ona mi nie grzebie w galerii czy w wiadomościach. Sam też bym jej nigdy nie grzebał. To takie podstawy… nie wiem, prywatności, zaufania, szacunku.
  16. No i jak tu nie podtopić, jak ręka sama się zaciska na gardle i ciągnie w dół?
  17. Pamiętaj też, żeby bardzo dobrze rozgrzać olej na patelni (koniecznie na gazie) przed wrzuceniem zamrożonych, mokrych frytek. Efekty audiowizualne gwarantowane.
  18. No ale niektóre rzeczy są taniej, jak nie płacisz za wysyłkę. Choć ogólnie mam wrażenie że jest tam drożej niż na Allegro, a wyszukiwarka jest dramatycznie gówniana. W życiu. A najgorsze, że to jest w tym kraju nadal legalne. Akurat w Polsce, z naszymi doświadczeniami, propagowanie takich poglądów legalne być nie powinno. Jakoś faszyzm potrafili zablokować. Bo najłatwiej rządzić się cudzymi pieniędzmi.
  19. Oh you sweet summer child… Telefon to prywatna sprawa. Nie trzeba dzielić ze sobą wszystkiego żeby być w związku.
  20. Doktor Indor

    Samotność

    Pytanie co to jest prawdziwa przyjaźń. Miałem takie relacje, które się rozluźniły na tyle, że… Hmm, nie wiem czy nadal mogę liczyć na te osoby. Pewnie mogę. Ale oprócz liczenia na siebie w kryzysie jest jeszcze ten wymiar normalnego, zwykłego kontaktu – i mimo wielu prób nie udało mi się go utrzymać. To też zdecydowanie, i miałem i tak i tak. Niektórzy się zmienili tak bardzo, że już w życiu byśmy się nie dogadali. Ja też się zmieniłem. Miałem takie próby odnowienia kontaktu – i z perspektywy trzeba było zostawić wspomnienia tam, gdzie ich miejsce, a nie niszczyć ten obraz. A z drugiej strony niektórzy chyba zmienili się w tę samą stronę, co ja, bo z tobą czy z Linką, choć na pewno jesteśmy już innymi ludźmi, niż byliśmy wtedy, nadal świetnie się dogaduję
  21. Doktor Indor

    Samotność

    Jej do śmiechu nie było Może. Ale różnie to bywało. Tzn. zwykle ktoś tam się przewijał przez życie, ale jakość relacji bywała bardzo różna. Obecny związek to dopiero drugi, w którym czuję się faktycznie kochany. Inne to były albo jakieś dziwne układy, albo potrzeby i obsesje, ale miłości w tym nie było. Sam czy nie, przemijanie czeka każdego z nas, a kobiety jeszcze bardziej i szybciej. Choć ja teraz odkrywam swoje ukryte piękno – schudłem 10 kg, pysk jakoś tak lepiej i młodziej wygląda, aż przyjemnie w lustro spojrzeć. Ale to minie, nie da się być wiecznie młodym, ja i tak naginam czas (albo po prostu sobie wmawiam).
  22. Nawet. Nic. Ja w jakimś dobrym sklepie kupowałem, znajomy znalazł. No i jemu ta moja yerba dawała kopa. Więc może ja defektywny jestem No to jest jakaś opcja, tak się wybieram, wybieram, i w końcu się wybiorę, zobaczysz
×