-
Postów
2 356 -
Dołączył
Treść opublikowana przez nvm
-
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
neon, choć nieraz rzekomo "ubolewam" nad swoją egotycznością, to jednak wiem (?) też, że w praktyce niestety (?) nie wiele mogę z tym zrobić. Nawet moim przyznaniem się do swojej egotyczności w praktyce tylko łechczę swoje - rzekomo "oświecone" - ego (patrzcie i podziwiajcie mnie, jaki to jestem skromny i jak potrafię się przyznać!). Ot, taki paradoks ;-) -
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
Dla mnie osobiście prawdziwa medytacja to po prostu przeciwieństwo zachowań obsesyjno-kompulsyjnych. A ze takie coś powoduje problemy, kłopoty i trudności - owszem - bo stare bóle w końcu wypływają na wierzch. Zachowania obsesyjno-kompulsyjne przez lata służyły trzymaniu ich pod powierzchnią. Teraz w końcu można zmierzyć się z prawdziwym życiem. -
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
-
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
-
Medytacja - nasza forumowa GRUPA WSPARCIA
nvm odpowiedział(a) na Prometeus temat w Kroki do wolności
Ja praktykuję medytację typu "flow" :) Tzn. nie stawiam oporu, lecz swobodnie sobie przepływam. -
To: "Życie jest straszne, przerażające, a ja muszę się chronić!". 1) Czy to prawda? Tak, oczywiście, że tak!!! 2) Czy mogę mieć absolutną pewność, że to prawda? Nie, no absolutną to oczywiście nie, to przecież tylko perspektywa, historia, opowieść, myśl, przekonanie, można przyjąć inną... 3) Jak się czuję, gdy wierzę w tę myśl? Zestresowany, zalękniony, zamknięty w sobie. Spada mój poziom świadomości, wewnętrznie usypiam, uciekam do tyłu. 3a) Czy mam jakiś niewywołujący lęku powód, aby trzymać się tej myśli? Nie - jedynie takie "powody", w których to lęk tak naprawdę wchodzi tylnymi drzwiami. 4) Kim byłbym bez tej myśli? Wolnym, zrelaksowanym, beztroskim człowiekiem, pełnym radości i błogości i spokoju, cieszącym się życiem :-) Odwróć tę myśl: 1) Życie nie jest straszne, a ja nie muszę się chronić. No tak. Życie jest po prostu jakie jest - neutralne, a ja nadaję mu interpretację, historię, opowieść. Nie muszę się chronić - to tylko moja decyzja - zamiast tego mogę zaufać i cieszyć się życiem, żyć beztrosko i odważnie. 2) Mój sposób myślenia jest straszny, a ja muszę się przed nim chronić. No tak. Mój sposób myślenia mnie przeraża i niszczy, ogranicza, wywołuje u mnie lęki i depresję. Tak, muszę się przed nim chronić, bo mnie on wykańcza. Muszę myśleć pozytywnie, patrzeć pozytywnie, widzieć pozytywnie - bo nie chcę tu utknąć. 3) Życie jest fantastyczną i ekscytującą przygodą, a ja mogę zrobić absolutnie wszystko!!!! No tak :-)
-
Ja też obecnie nie mam pracy. [videoyoutube=KQJnf9iassU][/videoyoutube]
-
Być może. Nie wyczuwam większego napięcia związanego z pisaniem. To oznacza, że albo to nie są emocje, albo nie widzę jeszcze tak głęboko.
-
Obawiam się, że nie rozumiem o co Ci chodzi.
-
A czy uważacie, że dobrze jest się kierować emocjami (czyli de facto "dobrowolnie" (mhm, bo taka decyzja na pewno została w pełni świadomie (czyli przy pełnej jasności widzenia) podjęta, ta, jasne, akurat...) dawać się im porywać)? A jeśli odejmiemy emocje, to jaka pozostanie motywacja? Gdyby ludzie nie kierowali się emocjami, to przecież cały świat by zupełnie inaczej wyglądał, cała cywilizacja. Pewnie dużo mniej by się działo...choć możliwe, że do pisania tego posta motywuje mnie coś głębszego niż emocje...ręki sobie nie dam uciąć (w przeciwieństwie do głowy), ale jest to niewykluczone... BTW: Neon, uwielbiam to powiedzenie, które masz w opisie xD
-
Hmm... pewnie tak mam...na nie do końca uświadomionym poziomie, wymykającym się mojej uwadze? Pewności 100% chyba nie mam...jakoś trudno mi to jest tak do końca jasno chyba zaobserwować...
-
Kurczę...do dziś się zastanawiam, czy moja była jest chora na psychopatię...bo to by wiele wyjaśniało...
-
No jak to? Bo "potrzeba" to takie słowo umowne... ;] Trochę mi się kojarzy z taką postawą roszczeniową, domaganiem się czegoś, wiarą w przekonanie, że "potrzebuję", "muszę", z takim lgnięciem... Może i nawet tak (mniej lub bardziej świadomie) mam, ale to nie znaczy, że chcę emocjonalnym schematom nadawać pozory obiektywności ;]
-
Moją "potrzebą" jest de facto rozluźnienie i spokój... ;-)
-
Mój kolejny "dylemat" to czy oddawać się psychologiczno-duchowym ćwiczeniom myślowym (zwłaszcza przy moich obsesyjno-kompulsyjnych skłonnościach), czy też może jednak lepiej po prostu pozwolić wszystkiemu "swobodnie przepływać". Chyba jednak trzeba tutaj się zdać po prostu na swoje wewnętrzne "wyczucie" i eksperymentować, ucząc się metodą prób i błędów ;-)
-
Osobiście ubolewam nad przemilczaniem (?) kwestii potrzeby (?) uważności przez KK (i w ogóle przez społeczeństwo - w tym psychologów/psychoterapeutów - dlaczego? przecież bez uważności można wręcz zwariować). Staram się ją jakoś pogodzić z chrześcijaństwem. Czy naprawdę chodzi o to, żeby ufać naszym lękom i nawykowej tresurze umysłu? Nawet mój kolega - gorliwy katolik - radzi mi, bym "wyłączył emocje" (przynajmniej na chwilę), bo zakrzywiają one rzeczywistość. Podczas gdy ja jestem zaprogramowany, by ufać tresurze umysłu...choć staram się to zmieniać... Chciałbym móc być spokojny, że poprzez uważność nie oddalam się od Chrystusa...
-
Moim zdaniem bardzo ciekawy punkt widzenia przedstawia tutaj książka Kazimierza Dąbrowskiego "W poszukiwaniu zdrowia psychicznego". Autor przedstawia teorię dezintegracji pozytywnej, według której większość zaburzeń psychicznych (chyba wszystkie oprócz psychopatii i czegoś tam jeszcze) - w tym schizofrenia - są właśnie oznakami rozwoju człowieka. Autor na najniższym szczeblu rozwoju plasuje psychopatów. Poziom wyżej normalnych ludzi. Później pojawiają się zaburzenia, nerwice, psycho-nerwice, konflikty wewnętrzne...i - jeśli wszystko idzie dobrze - dochodzi do wtórnej integracji.
-
Captain Obvious mode ON Lęk "zaburza" ocenę sytuacji, zmienia perspektywę, moją tymczasową "osobowość" i w związku z tym "moje" "zachowanie". Captain Obvious mode OFF
-
3) Dopiero niedawno zaspokoiłem swoją ciekawość seksualną, oglądając różne filmiki z pogranicza erotyki i pornografii. Już mnie tak nie ciągnie. Wcześniej się powstrzymywałem zapewne głównie ze względów religijnych.
-
1) Moi rodzice byli i są bardzo liberalni, tolerancyjni, a i tak mam blokady i nie poukładaną do końca seksualność, to pewnie kwestia religijna (nerwica, skrupulactwo). 2) Jako dziecko odkryłem masturbację. Nazywałem ją "łaskotkami". Pochwaliłem się rodzicom, że odkryłem coś tak fajnego. Powiedzieli mi, że to normalne. Gdy wszedłem w okres dojrzewania, doszło do pierwszego wytrysku. Nie spodobało mi się to. Sprawdziłem później jeszcze raz i znów wytrysk. Brzydziłem się tym chyba, więc po prostu przestałem.
-
Zapisałem się do psychologa ;-)
-
Naemo, nie biorę leków. Mam po prostu nawyk tłumienia płaczu i bolesnych uczuć. Dotąd sam robiłem sobie auto-terapię, ale teraz myślę o udaniu się do psychologa.
-
Dzisiaj udało mi się po raz pierwszy od dawna trochę wypłakać.
-
Jakiś czas temu - po wielu latach - nawiązałem kontakt ze swoją eks Femme Fatale, moim demonem przeszłości. Ta sprawa była niedokończona od lat, i przez lata się do niej przygotowywałem. Spotkałem się z nią, szczerze sobie z nią porozmawiałem. Sprawa zamknięta I co się okazało? Ona już tak na mnie nie działa! Już nie ma tej mocy nade mną! Jestem odporny! Lata przygotowań, rozwoju i zdobywania mądrości nie poszły na marne! Dzisiaj zakończyłem pewien projekt, który realizowałem od kilku miesięcy ;-) Ogólnie moja psychika w ostatnich 2 latach się bardzo wyprostowała, a w ostatnim roku zrobiłem gigantyczne postępy!