Skocz do zawartości
Nerwica.com

nvm

Użytkownik
  • Postów

    2 356
  • Dołączył

Treść opublikowana przez nvm

  1. Widzisz, różnica polega na tym, że Ty jesteś kobietą/dziewczyną, a więc pewnie nie możesz się odpędzić od adoratorów. Ja jestem facetem, a więc i tych adoratorek mam zdecydowanie mniej (jeśli w ogóle) ;-) Większość dziewczyn - nawet jeśli byłaby z jakichś dziwnych powodów mną zainteresowana - będzie naiwnie czekać, aż wykonam pierwszy krok. No to sobie poczekają Hmm...moje potrzeby emocjonalne zostają w dużej mierze zaspokojone poprzez koleżeństwo - "przyjaźń" byłaby dla mnie już zbyt wymagająca, zbyt ograniczająca, zbyt angażująca, zbyt głęboka, itd. No, chyba, że można liczyć przyjaźń z moją mamą, ale nie jestem do końca pewien w sumie co to słowo "przyjaźń" oznacza. A takie zagłębienie się w relację z drugą osobą, jak w związku, to już w ogóle byłoby dla mnie zbyt absorbujące. Szkoda mi na to mojego cennego czasu, energii i uwagi Wolę sobie pójść na spacer, poczytać książkę, obejrzeć TV/serial Czy też spotkać się z kolegą Poza tym...
  2. Aha. Czyli dla Ciebie "związek" to "koleżeństwo" PLUS pociąg fizyczny, erotyka i seks? Ja to nazywam "friends with benefits". To po co szukać? Samo się znajdzie Toteż nie szukam i u mnie jakoś "samo" się nie znajduje Tzn. nie jestem w "związku" Nie, żebym z tego powodu narzekał To chyba dobrze w sumie, że mnie to "nie dopadło"
  3. To się nazywa "koleżeństwo". Jak dla mnie, to każde takie "szukanie" jest "na siłę".
  4. Jak dla mnie samo szukanie związku to już jest "wychylanie się z siebie". Dla mnie to jest takie igranie z ogniem; złudzenie, że można zjeść ciastko i mieć ciastko. Takie trochę samo-oszukiwanie się według mnie. Jeśli rzeczywiście zachowuję siebie, to po co miałbym szukać związku? Poza tym już sama nazwa "związek" to sugeruje - "związać", czyli ograniczyć wolność. Ja się nie chcę czuć "związany".
  5. Sama widzisz - rozwalony tylko jeden dzień. Mówisz zatem - jeśli dobrze rozumiem - zaledwie o powierzchownych zmianach nastroju, a nie o sytuacjach, w których na długie tygodnie odechciewa Ci się żyć, a śmierć postrzegasz jako wybawienie z udręki. Moja była miała nade mną ogromną władzę, bo była moją pierwszą dziewczyną, a ja byłem od niej totalnie uzależniony i nie potrafiłem wyobrazić sobie swojego życia bez niej. Czułem się jednocześnie przez nią tak zastraszony, że już w ogóle bałem się cokolwiek powiedzieć, żeby nie wpadła w histerię. Chodziłem wokół niej na palcach; stąpałem po tym polu minowym najlepiej jak umiałem, ale nawet to nie wystarczało - ciągle wychodziło na to, że robię coś nie tak. Jak w Linkin Park - Numb ("Every step that I take is another mistake to you").
  6. Strzelając do nas z pistoletu? Czy aby nie filozofujemy teraz za bardzo?
  7. Problem polega na tym, że druga osoba może w bardzo łatwy sposób bardzo mocno zmienić nasze samopoczucie - czyli ma nad nami ogromną władzę. Przynajmniej jeśli jest się "zakochanym aż po uszy". Ale być może to kwestia płci - być może dziewczyny i kobiety zachowają na ogół większą niezależność emocjonalną.
  8. nvm

    Aseksualizm

    A mówi się, że to rzekomo facetom "tylko jedno w głowie"
  9. Ja będąc raz w związku zyskałem coś cennego na całe życie. Jako, że już to mam, nie potrzebuję już aż tak bardzo kolejnych związków.
  10. nvm

    ot

    A więc to już dotarło do Polski :/To ja już nie wiem - otwierać czy nie otwierać?
  11. nvm

    ot

    Ja się w szkole uczyłem o tym pod nazwą "emancypacja kobiet" i niech tak zostanie ;-) Dla mnie to tak jakby łączyć dzisiejszą "Solidarność" z tą z PRLu. Jak dla mnie, to: Emancypacja kobiet - TAK. Feminizm - NIE. Róbta co chceta.
  12. nvm

    ot

    No to tym bardziej szacun ;-) Choć nikomu nie życzę 10 godzin dziennie pracy Odnosiłem się raczej do Twojego logicznego myślenia. Jak dla mnie kobieta może wyglądać jak jej się żywnie podoba. Ja tam niezbyt lubię apodyktycznych ludzi Nie lubię jak ktoś na mnie próbuje presję wywierać.
  13. nvm

    ot

    Oczywiście, że mi się zdarza. A co? Już sama nazwa - "feminizm" - dyskryminuje mężczyzn. Jako mężczyzna wolę meninizm (tak - tutaj z kolei nazwa dyskryminuje kobiety). Dziękuję. Właśnie zaczynam odzyskiwać wiarę w kobiety! Ok. Ciekaw jestem w takim razie co nim kierowało. Czyżby miał to być persyflaż, jakaś prowokacja? No to się udało xD
  14. nvm

    ot

    Nawiązuję tutaj do słynnego memu "szach-mat, ateiści!". Śmieję się z tego, jak emocje potrafią zaślepić i ograniczyć zdolność logicznego myślenia. Ubolewam jednocześnie nad tym, że wspomniane zaślepienie jest - według mnie - siłą napędową feminizmu. Ręce mi opadają, gdy słyszę te pseudo-logiczne wywody. A najgorsze jest to, że inni to kupują. Bo ciemny polski lud to kupi. Ja jestem produktem feministycznego społeczeństwa* i nie uznaję narracji o rzekomym patriarchacie. Zostałem wychowany i zaprogramowany by traktować kobiety jak równe sobie, a nawet lepsze. Długo je idealizowałem i wynosiłem na piedestał i za bardzo przejmowałem się ich opiniami. Dlatego też ubolewam, że próbują zrobić z siebie ofiary, a ze wszystkich mężczyzn (a więc i ze mnie) katów. To jest po prostu niesprawiedliwe. Zaś co do samego lakieru...sądziłem, że mój mem wystarczy, ale jak ktoś nie rozumie, to wytłumaczę to łopatologicznie. To byłoby to samo, gdyby ktoś te "facetki" siłą w firmie przytrzymywał i wbrew woli malował im paznokcie. Nikt im paznokci na siłę nie maluje, a psom - owszem. Jak ktoś nie dostrzega takiej różnicy i mówi, że nie ma żadnej, bo "i to przymus, i to przymus", to trudno mi się wówczas powstrzymać od seksistowskiego komentarza, że widocznie kobieca logika funkcjonuje cokolwiek inaczej. Chyba, że osoba, która to pisze, zdaje sobie sprawę, że pisze nieprawdę - bo możliwe, że to po prostu sofistyczna manipulacja. * Jak widać, rewolucja zżera własne dzieci
  15. nvm

    ot

    Szach-mat, patriarchacie!Feministki: 1 Męskie, szowinistyczne świnie: 0
  16. nvm

    ot

    Nie no. To to akurat jest kiepski przykład, bo to to akurat prawda. Osoby bezkotne są rakiem na żywej tkance społeczeństwa. No chyba, że ktoś ma alergię albo jakiś inny ważny powód. Ale jak nie, to nic takiego delikwenta nie usprawiedliwia. Sugeruję nałożenie dodatkowego podatku na osoby bezkotne.
  17. nvm

    ot

    Nie no. To to akurat jest kiepski przykład, bo to to akurat prawda. Osoby bezkotne są rakiem na żywej tkance społeczeństwa. No chyba, że ktoś ma alergię albo jakiś inny ważny powód. Ale jak nie, to nic takiego delikwenta nie usprawiedliwia. Sugeruję nałożenie dodatkowego podatku na osoby bezkotne.
  18. nvm

    ot

    Lol. Kto Ci takich głupot nagadał? Oczywiście, że to bzdura. Słuchaj się opinii innych ludzi, a wyjdziesz na tym jak Zabłocki na mydle.
  19. nvm

    Konkluzje dnia.

    Gdy popełnię jakiś błąd i w związku z tym doświadczam jakiejś straty, to w związku z tym mam tendencję, żeby się załamać, poddać i zrezygnować. "A, to mam już wszystko gdzieś, niech się już wszystko zawali. Nie powinienem był tego błędu popełniać, nie rozumiem co się stało, że go popełniłem, nie potrafię się już z tym pogodzić. Teraz to niech się już wszystko pali i wali - mam to gdzieś".
  20. Artemizja - lol [videoyoutube=V-ZvUDhiUtQ][/videoyoutube] Mniej więcej tak się dzisiaj śmiałem.
  21. nvm

    Konkluzje dnia.

    Myślę, że tak naprawdę chodzi o potrzebę jedności z innymi ludźmi i uzewnętrzniania się wobec nich, a taki przyjaciel może taką potrzebę w dużej mierze zaspokajać. Częściowo taką potrzebę zaspokaja także to forum - tutaj również można się przed innymi uzewnętrzniać, wyrazić siebie, czyli się z nimi połączyć. Wyjąć z siebie coś, co jest na razie tajemnicą i dać to do całości. Ale jest ryzyko - bo możesz wówczas nie zachować siebie samej.
  22. Dzielić się z innymi osobami, czuć z nimi więź, jedność i miłość, ale jednocześnie zachowując siebie. Czyli zjeść ciastko i mieć ciastko...
  23. [videoyoutube=oofSnsGkops][/videoyoutube]
  24. Nom. Tak naprawdę to najwłaściwszą odpowiedzią byłoby chyba, że to samo życie (z biologicznej perspektywy: tętno) mnie przy życiu trzyma. Z psychologicznego punktu widzenia otuchy dodaje mi nadzieja na ulgę - a trudno chyba o większą ulgę niż koniec zmagań. Marzenie o śmierci zakłada, że przyniesie ona koniec zmagań. Jeśli nie, to nie jest to prawdziwa śmierć. EDIT: Tak samo jak piorun idzie po linii najmniejszego oporu, a woda w próżni przyjmuje kształt kuli, tak samo ja chcę tak naprawdę jednego - całkowitego rozluźnienia napięcia.
×