Rebelia
Użytkownik-
Postów
3 632 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Rebelia
-
Sayace, jaką masz motywację, żeby wskoczyć w dres i pomykać po osiedlu? Szukam, szukam i znaleźć nie mogę. Teoretycznie teraz mogłabym wciągnąć swoje cichobiegi i wyruszyć w podróż po ciemnych uliczkach, ale: 1. nie chce mi się, 2. boję się ciemnych uliczek, 3. nie bardzo mi się widzi spotykanie kogokolwiek.
-
zima, a w jakiej branzy działasz?
-
zima, ja okrutnie nie znoszę nowych sytuacji, tzn ciężko mi przebrnąć przez początkowe dni. Później wpadam w wir pracy, wiem z kim pracuję i robi się lajcik. Kiedyś robiłam z jedną sucz, jak się okazało po jakimś czasie nie taka straszna była. Więc o ile przebrnę początki, to później już lepiej. Najgorzej - jak ze wszystkim - zacząć.
-
Oooo bieganie, temat rzeka. Codziennie mówię sobie, że znów zacznę truchtać. Moja koleżanka od dystansów odpadła, a sama nie mogę się zmotywować. Samej się nie chce, poza tym jakoś średnio widzę obserwowanie przez osiedlowych dresów, a do parku o tej porze lepiej nawet nie wbijać. Ech, życie. Kiedy brałam leki woda w organiźmie zatrzymała mi się na tyle wyraźnie, że wyglądałam jak pulpet, który spierdolił ze słoika.
-
Witam w klubie (częściowo), ale wiem o czym mówisz. A jak odezwie się już ktoś z pracy, patrzę na telefon i widzę numer mi nieznany, to serce od razu w gardle i zastanawiam się, odbierać czy nie. Raz z okazji totalnego zamurowania i strachu zanim nacisnęłam przycisk odebrania połączenia, telefon... przestał dzwonić. U mnie to raczej w mniejszym stopniu lęk przed odpowiedzialnością, prędzej strach przed tym, jak odbiorą mnie inni, bo gratisowo pewnosć siebie kuleje mi strasznie i pomimo poker fejsa czasem mam wrażenie, że ludzie w pracy mnie po prostu zeżrą żywcem. Nie wspominając o tym, że każde eleganckie ubieranie do roboty sprawia, że czuję się jak małpa na kiju.
-
Idąc tym tokiem myślenia, o faceta na poziomie też ciężko
-
Albo antykwariaty śmierdzące starą książką. Tak czuję się "jak w domu" można powiedzieć, spokojnie buszuję sobie w książkach, sprzedawca wypełnia sobie karty i fiszki, można spokojnie podejść do takiego i pytać, nikt nie wybuchnie nadmiernym odstraszającym entuzjazmem. Pewnie, wiem że to często gęsto obowiązek wielu pracowników, nie mniej jednak spotkałam się kiedyś z przypadkiem doskonale przygotowanej obsługi, która nie naruszała mojej strefy, nie sikała entuzjastycznym głosikiem i nie przeszkadzała mi w trakcie np. mierzenia gaci. Takie osoby powinny być w jakiś sposób uczulone, że jeśli stają trzy kroki od klienta, uśmiechają się obłąkanie i recytują formułkę głosem piszczącego dziecka na koncercie biebera to... no po prostu nie zadziała. Natomiast podoba mi się, kiedy obsługa stoi jakiś kawałek ode mnie, nie dotknie mnie na wyciągnięcie ręki, cicho i taktownie oznajmia, że w razie problemów czy czegoś jest tu i tam. I git, problem solved.
-
No ostatnio z uwagi na depresyjne nastroje ostatnio mało muzyki słucham, tyle co na youtube poklikane. A szkoda, bo cisza w nadmiarze generuje mi bagno w mózgu
-
Z lżejszych klimatów podobał mi się jakiś nowszy kawałek alice in chains po reaktywacji, zaś katatonia średnio nie bardzo do mnie przemawia Reiben
-
Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Rebelia odpowiedział(a) na cicha woda temat w Nerwica lękowa
Ojaaa, coś mnie trafi dzisiaj chyba... Podreptałam pod gorący prysznic, masażyki gąbkami, ogólny relaks po stresującym dniu i zaczątkach ataku. Wracam sobie do komputera ze szklanką wody, przepełniona świeżością i jebs... mail, na który czekałam i który strasznie mnie w sumie zdenerwował (ale nie było w nim nic do denerwowania, wyolbrzymiłam). I znów oczy jak 5 zeta, ciekawe, czy zasnę. -
Wodzenie oczami za mną mi nie przeszkadza (skupiam się na swoich zakupach), natomiast alergicznie reaguję na obsługę, która podchodzi do mnie i pyta "może w czymś pomóc?????". Wtedy walić zakupy, wychodzę, nie wiem czemu.
-
Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Rebelia odpowiedział(a) na cicha woda temat w Nerwica lękowa
Ciekawostka sytuacyjna: o ile wszyscy moi zdrowi znajomi przed wystąpieniami publicznymi czują stres (norma), to ja w momencie kiedy widzę salę pełną ludzi, kiedy podchodzę do mikrofonu czuję się, jakbym przebiegła maraton, zaczynam się pocić, z automatu o ile makijaż zawsze był bezbłędny, zaczyna mi po prostu spływać z ryja (czuję nadmierne wydzielanie sebum), nogi jak z waty, nie wspominając o tym, że przed widzami nie mogę trzymać podniesionej kartki, bo ręce latają mi jak w jakimś stadium parkinsona. Zastanawiam się, czy kiedokolwiek się z tego wyleczę. Ten przykład jest mega podbramkowy, bo wystąpienia zdarzają się ledwie kilka razy w miesiącu, nie codziennie, ale w innych sytuacjach obcowania z ludźmi też mnie często gesto coś takiego łapie nawet fejs tu fejs. nervka, nie dostaję od razu ataków paniki, ale kiedyś wsiadałam tylko drzwiami, gdzie nie stał nikt w okolicy, nie wspominając o młodych wracających ze szkoły (w sumie do tej pory mam wrażenie, że się ze mnie śmieją, pomimo że wiem, że to zwyczajna bujda). Kiedy nie dało się wylosować wejścia odludnego, szybko wbijałam z partyzanta i kitrałam się w części autobusu, która nie wymagała ode mnie przesuwania, przepuszczania i generalnie szara myszka mode on, spuszczona głowa albo gapienie się za szyby, zero lustracji pasażerów. No i standardowo, pociłam się jak świnia, kiedy musiałam z tobołami podróżować wypchanym autobusem. -
Yy, no dobra, i tak jest lepiej bo mi się trochę zdanie o samej sobie zmienia na przestrzeni czasu, karcę się w myślach, w stylu "patrz na rozmówcę, a nie w ziemię" i różne takie duperele, no sami kumacie, próby walki z tym stanem, żeby jakoś zminimalizować strachy małe i duże w kontaktach z innymi. Swój na swego trafi, jak to mówią, bo po zastanowieniu się, dostrzegam pewne zależności, w sensie, to widać kiedy ktoś ma wybujałe ego i pewność siebie zabijającą otoczenie, nie wpadłam na to, że rozpuszczam takie informacje zwrotne dookoła siebie. Damn
-
Ej, wiecie co, dzisiaj zaobserwowałam jedną rzecz i zaczęłam się nad nią zastanawiać. Myślicie, że ludzie silniejsi psychicznie, bardziej pewni siebie i swoich racji wyczuwają w jakiś sposób to, że znajduje się obok nich ktoś słabszy? Dzisiaj miałam takie wrażenie, niby poker fejs, ale czułam, że oni wiedzą o moich słabościach i przez to być może czułam się jak się czułam, trochę hm, nie na miejscu i w złym czasie widząc ich siłę. No wiecie, oni rosną w oczach, a ja przez to stawałam się coraz bardziej mała przy nich, ktoś kuma o co mi chodzi?
-
Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)
Rebelia odpowiedział(a) na cicha woda temat w Nerwica lękowa
Byłaś z tym u gina? Może jakoś by zaradził, regulacja hormonalna czy coś w ten deseń. Nie wiem, co Ci doradzić, skoro aż tak bardzo Cię boli (mnie pomagały naturalne sposoby, ale u mnie wszystko chodzi jak w zegarku co do godziny, więc wiadomo kiedy reagować). Od czego masz tak rozregulowany cykl? Może jakieś środki rozkurzczowe by pomogły? Okłady na krzyż? -
Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)
Rebelia odpowiedział(a) na nadin-1 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Moim zdaniem ciężko jest ustalić jakąś jedną definicję czy zbiór cech charakterystycznych dla toksycznej osoby. Z tej okazji chociażby, że każdy człowiek jest inny i w inny sposób ta toksyczność może się przejawiać. Ciężko ustalić jakiś jeden moment, w którym czas zawijać kiecę, kiedy minie się taką granicę bezpieczeństwa, często odnoszę wrażenie, że wpada się w niezły bajzel od razu i bez ostrzeżenia. Z toksycznych relacji ciężko jest wybrnąć. bittersweet, dobrze w tym temacie prawi. Powiem tak, sama masz spore szanse, żeby uporać się z aktualnym problemem i sytuacją, ale długofalowo nadal istnieją duże szanse, że będziesz kierować się utartym wcześniej schematem. Terapia w moim odczuciu nie działa doraźnie, tylko właśnie długofalowo i istnieją ogromne szanse, że w przyszłości nie powielisz błędu, ładując się w podobny toksyczny związek. I od ludzi, którzy Cię wyniszczają najlepiej odciąć się totalnie. Nawet, kiedy myślisz, że trzymasz rękę na pulsie, to ta osoba i tak truje Ci tyłek i zanieczyszcza banię swoimi bredniami. Pytanie, po co chcesz na koleżeństwo przechodzić, wiedząc jak ta osoba potraktowała Cię w przeszłości? IMHO, ciężko będzie kontakt zerwać, ale moje doświadczenie mówi mi, że to jedyna droga. -
U mnie nawet po kawie ciśnienie jest w normie. Po energetykach też. Jedyne co, to do jakiegoś momentu puls był dość niski, ale raczej było to związane ze sporą aktywnością fizyczną. Monitorowałam ciśnienie również w trakcie tych spadków, senności, otępienia i również nie było żadnej zmiany, co w sumie wykluczyło część problemów i wtedy zostało ostatecznie zrzucone na nerwicę.
-
6 tabsów czego?
-
Mnie z kolei senność, zmęczenie łapie niemalże od razu po przebudzeniu, jeśli wiem, że muszę coś danego dnia załatwiać. Później bywa różnie. Jeśli mam danego dnia wyjść gdzieś lub coś załatwić, to często nawet w trakcie wykonywania tych czynności dobiera się do mnie zmęczenie, które czasem wiąże się też z odrealnieniem (widzenie wszystkiego jak przez szybę lub jak we śnie). Potrafi się zdarzać kilka razy dziennie, czasem nawet pomimo wykonywania jakiś zajęć może nie złapać mnie wcale. Nie dostrzegam w tym żadnych logicznych zależności. Po ssri było chyba najgorzej, bo senność i zmęczenie trzymały mnie cały czas, można to w sumie nazwać otępieniem bardziej. No i na takie stany nie pomagają żadne wspomagacze typu kawa czy kofeina ogólnie.
-
No z dwojga, to chyba lepiej odstawiać takie produkty dla zdrowszego życia (długofalowo), niż z myślą o zrzucaniu kilogramów. Odchudzanie to miły efekt uboczny zdrowszego żarcia Wczoraj zjadłam słodkości z lukrem i myślałam, że mi zęby wypadną (za słodkie). Najlepsze jest to, że uwielbiam piec ciasta i różne wynalazki, ale sama rzadko kiedy pożeram swoje dzieła, wolę naszprycować tym znajomych i domownika
-
Niektórzy rezygnują z tego typu smakołyków ze względów zdrowotnych, nie tylko odchudzających
-
Niby wiem, ale każdy taki napad zaczyna się "spokojnie", a kiedy jest ten moment, żeby coś zaradzić, wkrada się totalna dezorientacja i płynę na fali.
-
Nie. Ogólnie te ataki to już rzadko stosunkowo i o wiele lżej niż kiedyś, no ale są mimo wszystko.
-
Mniej więcej. Atak paniki, strachu.
-
O losie, po całym dniu w miarę ok, atak nadchodzi.