Skocz do zawartości
Nerwica.com

Aktywne wątki (bez zabaw)

Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Off-topic, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Kosz, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, Twórczość, Literatura, Fotografia/Malarstwo/Rysunek/Rzeźba, Muzyka/Film/Video, Inne, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Jestem rozdrażniona i mama mówi, że to widzi jakbym nie była dziś sobą. Obwinia, że od trzech dni zmniejszyłem dawkę,.ale uwierzcie musiałam, bo uczucie tego leku w dawce 400nie zgniata. Nie umiem opisać stanu, ale totalnie mnie mentalnie odcina i mam tachykardię + lęk+ nasilona derealizację. Mam tak dwie godziny około od maksymalnego stężenia leku.. W dzień jest okay. Wieczorem biorę ten lek ze strachem. Tak chyba być nie powinno
  3. Mój tata zmarł na raka, mam ojczyma. To on w wieku 9 lat mnie dotknął. Było to jeden raz i o jeden za dużo. Nie mogłam współżyć, miałam problemy, pomagał mi psycholog, seksuolog i ginekolog. Może to dla kogoś śmieszne i niezbyt na temat, ale ja myślałam, że już nigdy nie urodzę dziecka, że się nie nadaję itp. Od tego czasu zaczęła się silna nerwica. Ginekolog skierował mnie na oddzial gdzie wykonano mi zabieg nacięcia błony dziewiczej. Gdyby nie taka metoda to ja bym sama tego nie opanowała. Nie byłoby szans na to. Nie wiem czy go nienawidzę czy jak odbieram. W każdym bądź razie to się przytrafiło i się nie odstanie.
  4. Zniszczona38

    Co dzisiaj zjadłeś?

    Ja też już dawno nie jadłam i jakoś chciałam spróbować tutaj za granicą. Czy ja wiem...To raczej już nie dla mnie jedzenie.
  5. Maat

    Spamowa wyspa

    Wegetacja. Nie lubię.
  6. Dzisiaj
  7. Po jakim czasie zauważyliście działanie fluanxolu? Wiem, że w ciągu ok. tygodnia (w ulotce jest, że po tym czasie przy braku efektów można odstawić), ale ile to było u Was? No i jak z apetytem i wagą?- W górę? W dół?
  8. Biotyna z tego co kojarzę też jest stosowana przy niektórych problemach skórnych, nie tylko na włosy.
  9. Niewkopomonowana Przeczytałam wszystko, co napisałaś, i jest tu naprawdę sporo rzeczy, nad którymi warto się zastanowić. Przede wszystkim rozumiem, dlaczego jesteś wściekła. Z tego, co opisujesz, wiele Twoich reakcji podczas hospitalizacji miało konkretne przyczyny. Reagowałaś na zachowanie personelu, na sposób traktowania innych pacjentów, na sytuacje, w których czułaś, że dzieje się coś niewłaściwego. Do tego dochodziło odstawianie benzodiazepin, które samo w sobie może bardzo mocno wpływać na samopoczucie i reakcje emocjonalne. I właśnie dlatego tak trudno jest oceniać czyjś stan psychiczny wyłącznie na podstawie zachowania w szpitalu. Na przykład podniesienie głosu, kiedy widzisz, że ktoś jest źle traktowany, nie musi oznaczać zaburzenia nastroju. Może wynikać z poczucia niesprawiedliwości, potrzeby obrony drugiego człowieka, wcześniejszych doświadczeń albo po prostu z Twojego charakteru. Podobnie z przechodzeniem od pobudzenia do wyczerpania czy płaczu. Silna reakcja emocjonalna potrafi pochłonąć ogromną ilość energii. Sama po intensywnych konfliktach potrafię być kompletnie wyczerpana, czasem przez długi czas. To nie musi oznaczać, że mój nastrój przeszedł z jednego epizodu chorobowego w drugi. Czasami to po prostu organizm dochodzący do siebie po ogromnym napięciu. Nie twierdzę, że właśnie tak było u Ciebie, ale uważam, że takie możliwości powinno się brać pod uwagę, zamiast patrzeć wyłącznie na to, czy ktoś był pobudzony, spokojny, drażliwy czy płaczliwy. Ale chciałabym Cię też zapytać o coś trochę innego. Co właściwie chciałabyś osiągnąć, szukając diagnozy i pomocy? Czy najbardziej zależy Ci na tym, żeby derealizacja i depersonalizacja całkowicie ustąpiły? Czy bardziej na zrozumieniu, skąd się biorą, co na nie wpływa i dlaczego doświadczasz ich właśnie w taki sposób? A może chciałabyś przede wszystkim nauczyć się lepiej funkcjonować z tymi doświadczeniami, rozpoznawać własne reakcje i mieć większy wpływ na to, jak sobie z nimi radzisz? Pytam, bo to są różne cele i mogą wymagać trochę innego podejścia. Sama przez lata otrzymywałam różne diagnozy — między innymi ChAD, borderline, depresję i PTSD. Później dowiedziałam się o swoim DID, a jeszcze później zdiagnozowano u mnie ADHD. I wiesz co? Żadna z tych diagnoz nie sprawiła nagle, że wszystkie moje doświadczenia zaczęły idealnie do siebie pasować. Diagnozy pomogły mi zrozumieć pewne mechanizmy, ale nie powiedziały mi, jak konkretnie JA reaguję, co wpływa na moje zachowanie, dlaczego pewne sytuacje są dla mnie trudniejsze niż inne i jak najlepiej sobie z tym radzić. Tego musiałam się nauczyć, poznając siebie. Dzisiaj, kiedy korzystam z terapii, zaznaczam nawet, że nie chcę, żeby koncentrowała się ona na moim DID. Nie dlatego, że udaję, że go nie ma. Wręcz przeciwnie — jest częścią mojego życia i funkcjonowania. Po prostu nie traktuję samego istnienia mojego systemu jako czegoś, co trzeba naprawić. Jeżeli któraś z części chce uczestniczyć w terapii, zależy mi, żeby była wysłuchana i potraktowana poważnie. Ale są też inne sprawy, nad którymi chcę pracować. I chyba właśnie do tego zmierzam. Można wiedzieć, że doświadcza się dysocjacji, przeczytać mnóstwo artykułów, znać wszystkie kryteria diagnostyczne, a nadal nie rozumieć, dlaczego akurat dzisiaj świat wydaje się bardziej nierealny niż wczoraj. Czasami najważniejsze nie jest nawet to, co dzieje się w tych najbardziej dramatycznych momentach, ale to, jak wyglądają zwykłe dni pomiędzy nimi. Jak reagujesz na ludzi, na zmęczenie, na zmianę otoczenia, na poczucie bezpieczeństwa, na konflikty, na dobre wydarzenia. Co pomaga, co przeszkadza, co się zmienia z czasem. Dlatego tak bardzo zachęcam Cię do szukania specjalisty, który będzie chciał poznać nie tylko Twoje objawy, ale też Ciebie jako człowieka. I absolutnie nie namawiam Cię do rezygnowania z diagnozy. Przy tak długo utrzymującej się derealizacji i depersonalizacji porządna ocena diagnostyczna jest jak najbardziej uzasadniona. Chodzi mi tylko o to, żeby diagnoza nie stała się jedynym celem, bo samo poznanie nazwy zaburzenia nie zawsze daje odpowiedź na pytanie, jak z nim żyć. A co do testów online — osobiście nie wydawałabym pieniędzy na przypadkowe płatne testy z internetu. Niektóre kwestionariusze mogą być pomocne jako element oceny, również wypełniane online, ale ważne jest, kto je przeprowadza, jak interpretuje wyniki i co dzieje się później. Wolałabym przeznaczyć te pieniądze na konsultację z psychologiem klinicznym lub psychiatrą, który ma rzeczywiste doświadczenie z zaburzeniami dysocjacyjnymi. I bardzo mnie cieszy, że porozmawiałaś z rodzicami i że zaczynasz rozważać zmianę lekarza. Nie dlatego, że nowy lekarz na pewno postawi inną diagnozę, ale dlatego, że zasługujesz na możliwość spokojnego opowiedzenia o swoich doświadczeniach, bez ciągłego przerywania i zbywania. A najbardziej jestem ciekawa Twojej odpowiedzi na to pierwsze pytanie. Co dla Ciebie oznaczałoby, że naprawdę otrzymałaś pomoc? Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy, szczególnie kiedy wspomniałaś o szukaniu specjalisty w Rzeszowie albo prywatnie. Warto pamiętać, że terapia to zazwyczaj proces, który wymaga czasu. I nie chodzi wyłącznie o liczbę sesji potrzebnych do zauważenia poprawy. Najpierw trzeba znaleźć osobę, z którą rzeczywiście potrafisz nawiązać kontakt. Czasami udaje się za pierwszym razem, a czasami trzeba zmienić terapeutę, nawet kilkukrotnie. Potem potrzebujesz czasu, żeby tę osobę poznać, zbudować zaufanie, poczuć się na tyle swobodnie, żeby mówić również o rzeczach, których sama jeszcze nie rozumiesz. Terapeuta też potrzebuje czasu, żeby poznać Ciebie. Nie tylko Twoje objawy, ale też sposób myślenia, reakcje, relacje z ludźmi, codzienność, historię życia. To wszystko tworzy obraz, którego nie da się zbudować podczas jednej czy dwóch wizyt. I dopiero z czasem możecie coraz lepiej rozumieć, co się dzieje i nad czym właściwie warto pracować. Oczywiście nie oznacza to, że pierwsze spotkania nie mogą już przynieść ulgi czy czegoś wartościowego. Dlatego zanim zdecydujesz się na prywatną terapię albo dojazdy do większego miasta, zastanów się również, czy będziesz miała możliwość regularnego korzystania z tej pomocy przez dłuższy czas. Nie wiem, jak daleko masz do Rzeszowa, ale nawet godzina czy dwie podróży robią różnicę. Szczególnie kiedy masz gorszy dzień, źle się czujesz albo jesteś wyczerpana. A po terapii też nie zawsze wychodzi się w świetnym nastroju. Czasami sesja potrafi poruszyć naprawdę trudne rzeczy i potrzebujesz chwili, żeby dojść do siebie. Powrót do domu też jest częścią tego doświadczenia. Podobnie z kosztami. Prywatna pomoc może być świetnym rozwiązaniem, ale jeśli po kilku spotkaniach okaże się, że finansowo nie jesteś w stanie jej kontynuować, możesz znaleźć się w trudnej sytuacji, szczególnie jeśli zdążyłaś już zbudować zaufanie do tej osoby. Może warto też zapytać o możliwość spotkań online, przez wideo? Sama korzystałam z takiej formy, bo nie prowadzę samochodu. Początkowo było mi bardzo trudno się przyzwyczaić, bo nie przepadam za rozmowami przez kamerę, ale z czasem okazało się to dla mnie znacznie wygodniejsze i bardziej dostępne. Nie każdemu taka forma odpowiada i nie każdy rodzaj terapii dobrze się do niej nadaje, ale warto rozważyć taką możliwość, szczególnie jeśli znajdziesz dobrego specjalistę dalej od domu. Nie piszę tego, żeby Cię zniechęcać do szukania pomocy. Wręcz przeciwnie. Chodzi mi o to, żebyś znalazła rozwiązanie, które będzie dla Ciebie możliwe do utrzymania, a nie tylko dobrze zapowiadające się na początku. Bo znalezienie odpowiedniego terapeuty to jedno. Stworzenie sobie warunków, w których naprawdę możesz korzystać z tej relacji i stopniowo budować coś trwałego, to druga, równie ważna sprawa.
  10. Dalila_

    Najpiękniejsza Polka

    Ja miałam grzywke do końca gimnazjum i siostra mi mówiła że jestem podobna do ani. Oglądała jakiś serial z nią o takich kolezankach z baru czy coś xd to wtedy wynika miała grzywke Z tych co wymieniliscie to zamienilabym się z Anią ale koło 30 bo wcześniej miała takie okrąglutkie za bardzo rysy i wyglądała jak dzidzia i z młoda mielcarz @Niewkopomonowanapprzypomniało mi się czy to nie jest luxuria astarov? Nie pomyliłaś cos
  11. Spoko, no tam dużo zaburzonych to ciężko nie rozmawiać. Ale i tak niech przeprasza raczej tamta a nie ty jak Ty to ofiara dezinformacji przecież:d
  12. Lek ma tą zaletę, że nie posiada praktycznie żadnych skutków ubocznych w porównaniu do SSRI i SNRI. Ja biorę od miesiąca i muszę przyznać, że na obecną chwilę - efekt jest żaden. Spowodowane jest to najprawdopodobniej niskimi dawkami. Zacząłem od 75 mg - kolejne 2 tygodnie to już 150 mg. Będę chciał zwiększyć do 225 mg - jak dalej nic to do 300 mg.
  13. ja też mam ciągle mnóstwo rzeczy do wywalenia, pochowania. W różnych pomieszczeniach są zbędne rzeczy, ciuchy do poskładania. Nie mówiąc o moich ubraniach na półce, które są po prostu tam powrzucane, a nie poukładane. Żal....
  14. koszulka szara luźna z piękną twarzą Davida Bowie z papierosem grubsze leginsy i różowe skarpetki
  15. Tak. Biorę ją cały czas Owszem, zmieniło się, bo regulowałem niedoczynność tarczycy, która mocno wpływała na jej działanie - osłabiała je znacząco. Teraz czuję niesamowitą kontrolę umysłu i spokój. Jednocześnie nie mam większych problemów z wysławianiem się, nawet w sytuacjach stresowych
  16. Na naszym kanale Discord: #sciana-uciech-memy wysłano nowego mema:
  17. Sąsiadka Madzia znowu u mnie .ma dwo domy, na to wychodzi...
  18. Nie ostatnio, ale jakoś czas temu kupiłam w jakimś ciucholandzie taką narzutę sweter. Uwielbiam to
  19. AI to błogosławieństwo Nie doceniacie go tylko używacie badziewia
  20. A ja kupuję zawsze inny podkład i jakoś jestem zadowolona z każdego.
  21. Lubię gadać z "nienormalnymi", co czyni mnie normalnie nienormalną w tym nienormlanym świecie i robotami z żyłami.
  22. No... życzę zdalnej. Bratu też życże, bo chciałby mieszkać w naszym rodzinnym mieście, w innym bloku, ale u nas w mieście. No. Jakby miał pracę tutaj, zdalną w swoim fachu, dobrze płatną to ekstra, bo będę go miała na oku i będziemy mogli się widywać często Ale na razie ma skończyć te studia, ostatni rok, bo powtarza przez urlop dziekański, bo miał boreliozę i tak... No ale ma dobrą robotę i cóż. Jest młodziutki więc się szkoli i myślę, że będzie z nami. Sam w mieście, trochę lipa.
  23. no to już jakiś wiek, ale dobrze, że przeżył życzę zdrówka
  24. Kiedyś pojechałam tam ze znajomym, którego zbyt dobrze nie znałam. Zapomniał swojego bagażu, który stał już przed jego mieszkaniem i obwiniał mnie, że nie przypilnowałam go wziąć. Mieliśmy spinę, choć w drodze tam z jakimś gościem, co prowadził byliśmy w dobrym nastroju. Rozbiliśmy mały namiot, który ktoś nam użyczył, no bo on nie wziął swoich rzeczy, w tym namiotu iwgl wszystkiego. Pierwszy dzień był fajny. BYłam wstawiona, gadałam z ludźmi, tańczyłam, niektórzy grali na gitarze, wszędzie był jakiś ruch i rozmowy. Jakieś zespoły grały, ale nie był to mój gust muzyczny do końca, ale było ok. Natomiast na drugi dzień czułam się źle i niestety wiedziałam, że muszę wziąć olanzapinę, bo jak piłąm to oczywiście nie brałam jakieś dwa dni leków, żeby się napić. Zaczęłam się telepać, znajomy miał mnie gdzieś i gdzieś poszedł. Ja już nie mogłam znieść swojego stanu, lęku i wgl masakra. Zdecydowałam, że muszę wrócić do domu. Miałam straszny kontakt z tym znajomym, był jakiś wredny i no cóż. Byłam sama a wokół mnóśtwo grupek i było mi przykro. Poszłam do kolejki kupujących bilety. Długo to trwało, ale w końcu udało się kupić i wrócić do domu. Podróż trwałą chyba 12 godzin, a obok mnie siedział Ukrainiec, który trochę się na mnie kładł i chciał kontaktu, co mnie tylko bardziej wkurzało, ale dużo też przysypiałam i jak w końcu wróciłam do ojczystego, mego miasta to dopiero poczułam się SZCZĘŚLIWA. Nie mówię, że Woodstock to jakieś zło, bo tak jak mówię, pierwszy dzień mi się podobał, jednak sprawy z kolęgą i mój stan psychiczny na drugi dzień nie pozwolił mi kontynuować tej imprezy.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×