Aktywne wątki (bez zabaw)
Wyświetlanie tematy w Nerwica lękowa, Forum NERWICA.com, Off-topic, Witam, Oferty, Leki - Indeks leków, Leki, Nerwica natręctw, Miasta, Kroki do wolności, PTSD - Zespół Stresu Pourazowego, Kosz, Depresja i CHAD, Psychologia, Medycyna niekonwencjonalna, Pozostałe zaburzenia, Zaburzenia odżywiania, Problemy w związkach i w rodzinie, Uzależnienia, Odpowiedzi i pytania do psychologa, Zaburzenia osobowości, Twórczość, Literatura, Fotografia/Malarstwo/Rysunek/Rzeźba, Muzyka/Film/Video, Inne, DDA/DDD, Schizofrenia, Socjologia, Zloty, Psychoterapia, Ważne tematy, Czytelnia, Dla Młodzieży i dla Rodziców, Strefa Rodzica, Strefa Młodzieży, Seksuologia, Pandemia, Psychiatria , Poradnie i szpitale psychiatryczne, Sprawy urzędowe, Leki przeciwdepresyjne, Leki przeciwpsychotyczne, Stabilizatory nastroju, Leki przeciwlękowe, Leki nasenne, Leki nootropowe, Stymulanty, Pozostałe, Regulamin Forum i Pod Lupą: Lęk i Zdrowie Psychiczne.
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Uwierz mi, nikt nie wygląda seksownie w takim setupie. Sam czepek z siateczki daje -5 do seksapilu
-
Mnóstwo wizyt u specjalistów od różnych rzeczy. Ok kości kto inny od dziąseł kto inny i wszystko agazuje czas i kasę. Nam jakieś zmiany na dziadkach, podejrzewają stan przednowotworowy. A jak będą zakładać aparat to muszą ponacinać szczękę. Jutro ma otrzymać w końcu plan leczenia
-
Najbardziej męczy mnie lęk od rana do wieczora, zrobił mi się chyba gad przy obecnej znośnie leków... Mam tak zwane meta ocd, może też hiper świadomość, ostatnio lepiej czułem się na leku brintelix plus arypiprazol, arypiprazol sam odstawiłem z powodu akatyzji, już wtedy zdarzały się spadki nastroju, potem pojechałem do domu rodzinnego, poszedłem na małego grilla do znajomych, wypiłem trochę i zrobiłem coś za co żałuję ogromnie i jestem śmieciem, wciągnąłem kreskę amfetaminy (nie oceniajcie mnie, wiem że lecząc się takich rzeczy się nie robi, jestem po prostu zwykłym idiotą) Nastrój zaczął spadać z dnia na dzień, myśli mocno wróciły, potem umówiłem się z moim psychiatrą, chciałem poprosić o ponowne włączenie arypiprazolu tylko w mniejszej dawce ale on stwierdził że nie i żebym wrócił do escitalopramu, który brałem z 7 lat po szpitalu ponad rok temu jeszcze, nie wziąłem na zakładkę bo źle przeczytałem i po prostu pierwsze 4 dni zacząłem odstawiać brintelix o połowę a dopiero potem znowu pojechałem do siebie kupiłem escitalopram i zacząłem go brać, po prostu od tej zmiany jest taki horror jakiego nie było, to już prawie miesiąc a ja czuję że już umarłem za życia, objawy jakby się zmieniły, moje meta ocd mówi mi że już nie ma pomocy, ja mam silny lęk od rana do wieczora którego nie da się wytrzymać, płaczę z bezsilności, i ten brak nadziei, tak mi się myśli zawiesiły, wiem że nikt nie zrozumie moich myśli ale chcę to po prostu gdzieś napisać, escitalopram pewnie by dłużej działał ale zdarzało mi się pić alkohol, tak jak i kiedyś gdy przyjmowałem paroksetyne przed jeszcze escitalopramem, były jakieś imprezy. Od półtora roku już piłem tylko czasem pojedyncze piwo co też żałuję że robiłem Tydzień temu byłem w szpitalu, wytrzymałem tam tydzień, wypisałem się kłamiąc że jest trochę lepiej i nie mam myśli samobójczych, nie jadłem, nie dałem rady się umyć w tym lęku w tej depresji... Nie wiem już co mam robić, byłem przedwczoraj u swojego psychiatry, biorę teraz escitalopram drugi dzień dwie tabletki, pół tabletki ranofren ze szpitala, Mirtazapine na noc, agomelatyne też na noc, pregabaline stopniowo kazał zwiększać do 600 na dobę, ale ona mi nie pomaga. Ogólnie to wybuch mojej nerwicy był prawie 20 lat temu jak się bałem pewnego gościa wieczorem w łóżku rozmyślałem o tym i się martwiłem że mnie złapie, wtedy taki lęk mnie trzymał, i coś mi się zawiesiło w głowie takie jakby "i teraz już zawsze będę tak myślał, taka zawieszona myśl lękowa" , nie dotycząca tej sytuacji, tak wtedy to było realne że aż dostałem wtedy ataku paniki że mi się takie coś zrobilo w mózgu... Czytałem czy to schizofrenia czy co najpierw, jakieś leki słabe najpierw, ja nie wiedziałem jak to tłumaczyć... Leki potem przez lata działały na takim poziomie że to było z tyłu głowy i się przypominało ale nie było depresji, a teraz głowa moja, ja sam przekonuje siebie że to już nie minie, ten ciągły lęk i depresja, leżę tylko bo niczym nie mogę się zająć to po prostu bombarduje... Nie mam na to wpływu, myśli typu skończę ze sobą, to już koniec, nic cię już nie ucieszy,, stracisz kobietę, stracisz wszystko, (chociaż niewiele mam poza rodzina i tą kobietą która jest dla mnie wszystkim, ale nawet nie pisze do niej nie pytam co słychać bo aż mi łzy lecą, po co na co, czuję tylko lęk i depresję, wszystko straciło znaczenie, nikt nie rozumie co mam w głowie, ale to zrozumiałe... Płaczę z przekonania że żadne leki już mi nie pomogą, spróbował bym psychoterapii na której nigdy nie byłem gdy leki działały bo uważałem że na moje meta ocd specyficzne które sabotuje od startu każdy rodzaj pomocy, nie zadziała. Nigdy nie powinienem pić żadnego alkoholu biorąc leki, ale chciałem żyć jak każdy wtedy... Mam silne myśli s, ale boję się zrobić to bliskim ale w takim stanie po prostu nie da się wytrzymać, skulony na łóżku z lęku, i te myśli że teraz jest inaczej, tak źle nie było i nie ma już pomocy. Przepraszam że bez ładu i składu ale ciężko mi teraz inaczej, biorę po pół tabletki lorazepam żeby mieć chociaż chwilę zmniejszonego lęku i móc oddychać Nie wiem po co to piszę, to chyba wołanie o pomoc, jestem dobrym człowiekiem, pomagam zwierzętom, kocham je, ale z jakiegoś powodu coś każe mi cierpieć niewyobrażalnie albo umr.zeć. Proszę wiem jakie w tym błędy popełniłem, nie oceniajcie mnie, sam się za to biczuje Czy dla mnie jest jeszcze jakaś pomoc? Jest dużo rzeczy z dzieciństwa i młodości które miały wpływ na wybuch tej nerwicy, mogę o nich spokojnie gadać ale to już nie ma znaczenia na obecne objawy...
- Dzisiaj
-
Gad zrobił mi się chyba po nswrocie i zmianie leków z brintelix na escitalopram na którym teraz między innymi jestem
-
Mam codziennie już gdzieś od ponad miesiąca, agresywne, już nawet wiem jak...
-
Dawno mnie tu nie było wieć napiszę kilka zdań od siebe po prstu XD Od tego czasu przeszedłem multum badań między innymi Angio Tk z kontrastem jakk i bez całej klatki jedynie co wyszło to cechy rozedmy płuc... miałem robione nawet Angio tk wieńcowych wyszło bez zwapnień z objaów które zostały do wyeliminowania to jakieś dziwne gniecnie w lewej stronie klatki piersiwej, nie ma reguły może się nasilać przy ruchu, schylania itp, sam nie wiem od czego i takie dziwne pulsowania i drzenia w brzuchu, jeśli chodzi o sen to śpię jak zabity 8-9h
-
Jakby co, mogę odpowiedzieć na wszelkie pytania. 15 lat z dopalaczami i chłonięciem wiedzy na ich temat zostało w głowie. Podobnie jak alkohol, czy papierosy. Taki etanol (alkohol) jest neurotoksyczny, czyt. nieodwracalnie niszczy komórki nerwowe i zmienia charakter zażywającego 3-CMC? 4-MMC?
-
Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?
Franzprzygidnik odpowiedział(a) na LINA temat w Nerwica lękowa
Gniecenie w lewej stronie klatki piersiowej obecnie najabrdziej mi dokucza obecny zestaw Asentra 150 Gabpaentyna 3x100 Miansek 30 nebilet 1/2 -
Czekam na weekend, będzie się dużo działo.
-
Nie no tyle to nie
-
Jesień - czuję się do dupy, jak to przemóc?
shadow_no odpowiedział(a) na Śmojda temat w Depresja i CHAD
Tak samo covidowy lockdown nie był pod tym względem najgorszy -
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
-
Chowam się przed biurokracją...
-
Jaki masz styl? Jaki Ci się podoba? (mile widziane zdjęcia przykładowych stylówek).
Ela Elka odpowiedział(a) na Niewkopomonowana temat w Off-topic
Wszystko dżinsowe spodnie kurtka tzw. katana. -
Super zdjęcia
-
Utrata pracy PROBLEM w związku dni ciągnące sie w nieskończoność
Niewkopomonowana odpowiedział(a) na Trbr temat w Depresja i CHAD
Ile czasu się znacie? Czy wgl padła szczera rozmowa, że jesteście razem? Czy usłyszałeś od niej, że Cię kocha lub dała Ci to do zrozumienia? Ile było dobrych chwil, a ile złych? Wiesz... ważne jest też to, czy powiedziała kiedykolwiek słowo "przepraszam" ze szczerością, gdy popełniła błąd. A każdy popełnia. Ja byłam w 10 letniej relacji, która nigdy nie była czymś, co dawało mi poczucie, że jestem kochana, rozumiana, chciana. Raz był ze mną, potem coś źle i miał mnie gdzieś. Byłm jedynie na chwilę, gdy miał "czas" i przyjeżdżał, zrobił swoje, i uciekał. Ja go kochałam. Pragnęłam choć trochę uwagi. On wiecznie zajęty, zapracowany. Pamietam najgorszą jego stronę, kiedy pojechałam późnym wieczorem, z kilkoma piewami w plecaku do niego, 7km, do jego wsi. I gdy dotarłam do miejsce w którym się widywaliśmy (przez cały ten czas nigdy nie byłam u niego w domu), koło kościoła. I piszę, że jestem w jego rejonach i może by wyszedł, bo możemy pogadać i się napić na takiej starej budowie, gdzie siedzieliśmy. I on mówi, że nie ma czasu, bo pracuje. Kazał mi czekać 2 godziny. Zgodziłam się. BYłam młoda - miałam 20 lat, a byłam w nim szalenie zakochana... Poszłam sama na tą budowę, było bardzo późno i piłam piwo, czekając, POjawił się po 3 godzinach i wiecie co? Powiedział, że przyszedł na 5 minut, bo idzie do kolegi. A ja się tak wkurzyłam. On poszedł, a ja za nim rowerem. Dogoniłam go, zablokowała mu drogę rowerem i zaczęłam mu wygarniać, że jest jak jego ojciec pijak, który bił matkę. I on wtedy mnie zrzucił z roweru na ziemie i kopnął kilka razy. Wstałam, dostałam szoku, że tak mnie potraktował. Zaczęłam ryczeć i powoli szłam z rowerem stronę drogi,żeby wrócić do dom, ale ledwo szłam z tym rowerem. Bo człlwiek, który był dla mnie ideałem potraktował mnie okropnie. I ons szedł ze mną i milczał. Przytulił mi i powiedział, że przeprasza, a za chwilę, ze to moja wina, bo lubię "przemocowy seks". Wytłumaczył wszystko z dupy, ale ja byłam jeszcze taki dzieciakiem. On 10 lat starszy. Wybaczyłam mu. SIedzieliśmy chwilę, ale ja byłam zdrugostana i pojechałam do domu. To była jedyna sytuacja, kiedy podniósł na mnie ręke. Rzadko się widywaliśmy. On uważał, że się przyjaźnimy, ale miał wszystko co chciał. Potrafił mnie obrażać przez mess,a w realu był cudowny, miły itp. Natomiast pisząc ze mą, albo nie pisał w ogóle, nawet dniami, albo pisał zdawkowo. A ja na każdą wiadomość czekałam jak w obsesji narkotykowej. Byłam już uzalezniona. NIgdy nie przeprosił. Za to ja przepraszałam wiecznie. I tutaj nie przesadzam. Od dwóch psychologów usłyszałam, że to psychopata najprawdopodniej. NIe wiem. Bardzo cierpiałam, bo słyszałam takie słowa jak: Odkochałem się, gdy zachorowałaś. Albo: Jak zmienisz to i to, to będziemy znowu razem. Moim problemem było to, że nie słuchałąm ludzi, kórzy błagali mnie, by to zakończyć, bo cierpiałam strasznie. MOdliłam się nawet, by w końcu odejść. Próbowałam, ale wracałam. Najdłuższa nasza przerwa trwała rok. I słyszę słowa: Ty mnie najbardziej satysfakcjonujesz. I wtedy czujesz, że jednak jesteś kimś waznym dla niego. Jak trafiłam do szpitala, a on znalazł nową laskę (gdzie dwa dni przed dowiedzeniem się, że od kilku miesiięcy z kimś się spotyka, powiedział ze znowu ja jestem jego dziewczyną) nie odwiedził mnie. Ale co było zabawne i nie wierzę, że to przypadek, bo w nie nie wierzę - jego matka, chora na nerwicę trafiła do mojej sali. Zobaczyłam tego swojego cudownego przyjaciela w szpitalu. Podeszłam i zagadałam. Coś odpowiadał. Wyglądał jakby nie chciał już niczego ode mnie. Potem jak był w sali u mnie z matką, żeby jej pomóć się tak ogarnąć, to nie odezwał się ani słowem, nic. Matkę ma fajną, polubiłam ją. Nie mówiłam jej nic o jej synu. PO prostu nie chciałam, żeby przeżywała, bo nie zasługuje na dodatkowy stres. BYła równą babeczką, chodizlysmy razem na fajkę. No i co... potem sie to powoli kończyło, ale waracałam do pisania z nim. Po roku, gdy zaończyli związek, napisał do mnie, że może odnowimy znajomość. SPotkaliśmy się raz i.. wiecie co. Ja zaczęłam uważać, że jest głupi. NIe sprostał mojej rozmowie. BYł jakiś sztuczny, wyczułam maskę i taką ogromną blokadę. Szybko poszłam do domu, bo rozmowa była cienka i moje różowe okulary opadły w tym momencie na zawsze. Już nie postrzegam go jako kogoś ciekawego,dobrego i ważnego. Nie. Dostrzegłam już manipulację, którą widziałam wcześniej, ale teraz miałam pewność. I cóż. Nie mamy żadnego kontaktu. Raz mu napisałam, co o nim myślę. Zablokowałam, zeby nie przeczytać jego odpowiedzi, bo już mnie nie interesuje jego odbijanie piłek i gierki. Ja serio czuję taką wolność, od kiedy już psychicznie i fizycznie jestem wolna od tego osobnika. Niestety została we mnie nieufność, ostrożność - ale może jest mi to potrzebne, bo ja byłam zawsze naiwna. Rodzice mówili o mnie, że łatwo mną sterować i coś wmówić, że wszystko łykam i wszystkim ufam i jestem hojna. No i się zmieniłam przez ten związek. Uważam, że ma to plusy, bo wiem, czym jesto wolność. Czym jest myślenie o sobie dobrze, a nie wieczne uczucie, żeby ktoś mnie docenił, pokochał, był. Teraz mam to w dupie. Dopóki mam rodzinę, to jestem szczęśliwa. NIe ufam obcym, ale jeśli okazują się lojalni, to ja mogę się zaangażować i zaprzyjaźnić. Stałam się pewniejsza siebie, bo nie otrzymuję wiadomości na temat, że zawsze się mylę i jestem taka i taka. Teraz sama widzę w sobie zalety i nie musze szukać potwierdzenia u facetów. Faceci mnie bardzo zawiedli i jestem już zdystansowana i na pewno nie chcę związku w najbliższej przyszłości. Jak ktoś się ma pojawić, to się pojawi. A jak bęðę gotowa, to nawet sobie wejdę na tindera i będę chodzić na kawę Wiele lat straciłam na niego, ale widocznie tak miało być. I serio, doceniam jaki spokój mam, bo te lata były naprawdę niezłą karuzelą. Opisałam swoją historię. Może znajdziesz coś dla siebie. NIe mam rad, bo każdy ma własne życie, własne przekonania itp. -
legendy
-
jakieś 2 lata temu zakończyłam przygodę z treningami, bo na siłowni chciałam się popisać xD chuj wie przed kim. I wzięłam na dźwigni, duży ciężar na nogi - tak je do góry podnosisz, leżysz/siedzisz i powtarzasz - do górym, na dół. I wzięłam za dużo ciężaru, bo szło gładko. I szło, ale czułam w lewym kolanie jakieś przeskakiwanie, ale nie przerwałam. Dużo biegałam na bieżni i te schody. Jakies inne też ćwiczenia, ale sztangi nie tykałam, bo tam było jakieś dziwne rozłożenie, że sami faceci tam byli. No ale siłownia trwała krótko, bo potem jak stawałam na lewe kolano, to spadałam na ziemię. Okropność.. Do dzisiaj coś tam jeszcze siedzi, ale mniejsza. Przez wiele lat w sumie biegałam, rower - 2 godziny, prawie codziennie, ćwiczyłam w domu ze sztangą właśnie - przsiady i martwy ciąg, intwerwały, układy taneczne, dużo chodziłam. I to było regularnie przez wiele lat, oczywiście zdarzały się jakieś przerwy na parę dni, czy czasem tydzień, ale ogólnie prawie codziennie była ta aktywnośći. A najlepsze było uczucie po bieganiu: meta i ta euforia, adrenalina - niesamowite. Wtedy biegałam blisko lasu. No i ogólnie też kocham pływać. I teraz zostaje mi spacerowanie i pływanie: roweru już nie lubię jakoś, wolę szybki marsz itp. Każdy ruch jest istotny. Czy to w domu nawet jakieś porządki, czy to spacer, czy cokolwiek innego. Ważne żebyś to lubił. Wtedy robisz to, kochasz to, ale często trzeba się zmusić do wyjścia z chaty, a potem nawet nie wiesz jak mija 3 godzina twojego krążenia po mieście. Raz z górki, raz pod górkę, to tu, to tam. Sama moja trasa do domu to 3 km, więc też jest kawałek. No i moja praca to też chodzenie z pudłami między innymi. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna. Jeśli nie masz siły i ochoty na mocne treningi, to rób lekki. Ja tez lubię roziąganie, jakiś pilates. No ale chciałabym znaleźć teraz coś innego, bo to już nuda dla mnie. Sport pomaga, zwłaszcza jak robisz to regularnie. NIe musi to być jakiś wycisk 2 godzinny. Lepiej chyba częściej, reglarnie niż zacząć miesiąc góra dwa treningować do rzygu i zrezygnować A potem trudno wrócić. ALe każdy jesy inny. Mój brat chodził na boks, niestety pierwszą walkę przegrał i zrezygnował, potem studia i praca no i ma inne priortytety.
-
Czas, który straciłam na nieodpowiednią osobę i zaufanie do ludzi, do facetów -ogólnie.
-
Spałam ledwie 6 godzin z przerwą krótką w nocy, ale dobrze, bo wyszłam z tego snu siłą woli. Miałam krótki paraliż, ale ważne, że ten sen się skończył. Mam tylko zagwostkę: co ten sen oznacza dla mnie? Sam Freud połowę swojego dorobku psychologicznego, poświęcił symbolice snów. I pewna wyjątkowa osoba powiedziała mi kiedyś: pamiętaj swój sen. Do rzeczy: Najpierw opiszę sen, tak jak jestem w stanie, bo sny często nie oddaję w pełni tego, co się dzieje we śnie i co się wtedy czuje, a potem napiszę znaczenie tego snu, jakie udało mi się znaleźć itp. 1.Przychodnia do psychiatry: Czekałam w "kolejce" kilka godzin, tylko że kolejki nie było. Dopiero po tych godzinach poszłam do gabinetu pielęgniarek i mówię im, że już tyle czekam i nie mogę się dostać do lekarki. Do swojej lekarki. Przychodnia byłą natomiast jakaś inna, obce miejsce. Pielęniarki i był tam jeden facet, zaśmiali się i do mnie z pogardą powiedzieli, że dziś lekarz mnie nie przyjmie. Wtedy weszła tam kobieta, że ona teraz chce iść do tej lekarki. Ją potraktowali inczej. Z uśmiechem. Powiedzieli, że może tam iść do niej. A ja do nic: ale co to znaczy, że ona wchodzi po mnie i może iść, a ja nie? Oni: No tak to jest (coś takiego). Powiedziałam, że chcę się "wypisać" z tej przychodni, z tej wizyty w ogóle i że kończę tutaj "karierę". Oni, że niestety czeka się długo na wypisanie się z tego leczenia w tym miejscu i należy sporo pieniędzy zapłacić, by udało się to zrobić. Wyszłam wściekła. 2. Scena powrotu do domu. Było bardzo ciemno, a ja bardzo chciałam się dostać w bezpieczne miejsce i ochłonąć. Szłam dziwną drogą, totalnie nie wiedziałam gdzie jestem, ale szłam w kierunku domu. Nadle oświetliła się droga, za mną pociąg. A ja na środku torów, o czym nie miałam pojęcia. I skąd wzięłam się w takim miejscu? Pociąg był tuż obok, ale w ostatniej chwili udało mi się wyskoczyć z torów, osunąć na jakieś trawy po lewej stronie. 3. Młody chłopak bity w twarz: Spojrzałam nagle za siebie i widziałam scenę, gdzie policjanci biją w twarz młodego chłopaka, biorą go mocno w ramiona i prowadzą do pyschiatryka. 4.Widzę swój pokój, poduszkę i telefon. Obraz jak zdjęcie. Już byłam pewna, że jestem we śnie, mam otwarte oczy, ale nie mogę się poruszyć. Wiedziałam, że to paraliż senny i zaraz się obudzę w pełni. Zaczęłam tylko starać się obudzić siłą woli i starać ruszyć. W końcu udało się, ruszyłam się, usiadłam na łóżku i poczułam ulgę i w końcu bezpiecznie. I teraz opiszę, co znalazłam o swoim śnie. Oczywiście ma to charakter symboliczny i subiektywny, ale bardzo chciałam się dowiedzieć, co może ten sen znaczyć. To może być długie, ale może zechce ktoś dobrnąć do końca 1. Motyw przychodni psychiatrycznej często symbolizuje potrzebę wsparcia emocjonalnego, poczcie przeciążenia psychicznego lub pragnienie, by ktoś zajął się naszym stanem wenętrznym. Długie czekanie bez kolejki, a następnie śmiech personelu i info, że miejsce zajęła inna osoba, może odzwierciedlać poczucie bycia zignorowanym, niedocenionym lub potraktowanym niesprawiedliwie mimo wysiłku i cierpliwości. Odmowa odwałania wizyta i wysokie koszty mogą wskazywać na wrażenie, że wyjście z trudnej sytuacji emocjonalnej jest skomplikowane, kosztowne (emocjonalnie) i wymaga dlaszego oczekiwania. 2. Ciemność, nieznana trasa i prawie potrącenie przez pociąg. Scena na torach kolejowych należy do klasycznych obrazów zagrożenia i poczucia bycia "na drodze" niebezpieczeństwa. Pociąg zbliżający się bardzo blisko, a następnie udane odskoczenie w ostatniej chwili, często symbolizuje sytuację,m w której czujemy się zagrożeni, przytłoczeni lub niemal "przejechani" przez okoliczności lub emocje innych osób. Udane uniknięcie wypadku może oznaczać, że mimo silnego napięcie udało się zachować bezpieczeństwo emocjonalne lub znaleźć sposób na uchylenie się od pełnego uderzenia sytuacji. 3.Policja i młody pacjent. Obraz policjantówm, którzy używają siły wobec młodego chłopaka i zabierają do psychiatryka, może odzwierciedlać poczucie bezsilności, kontroli zewnętrznej lub lęk przed byciem "zamkniętym" w własnych emocjach bądź ocenianym jako "problem". Może też być echem doświadczenia bycia świadkiem lub ofiarą agresji, wobec której nie ma się wpływu. 4. Paraliż senny lub stan przejściowy między snem, a jawą. Pojawia się to przy silnym stresie lub zmęczeniu. Uczucie ulgi po przebudzeniu oraz chwilowy ból głowy i mięśni są typową reakcją organizmu na intensywne przetworzone w nocy. Dowiedziałam się, że wczorajsza sytuacja z agresywną pacjentką miała duży wpływ na sen. Osoby, które łatwo przejmują emocje innych, częśto "przenoszą" takie doświadczenia do snu, gdzie zostają one przetworzone w formie dramatycznych, symbolicznych scen. Agresja klientki mogła zostać przekształcona w obraz "zagrożenia" (pociąg) oraz w scenę siłowego potraktowania młodego pacjenta. Poczucie bycia niesprawiedliwie potraktowanym i braż możliwości wyjaśnienia sytuacji koresponduje z odmową wejścia do gabinetu mimo długiego oczekiwania. Rozmowa z mamą, która również wywołała napięcie, mogła dodatkowo wzmocnić ogólne poczucie bycia krytykowanym lub niedocenianym. Wszystko się skleja A teraz czas na kawę.
-
Oddział Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic - 7F
KacperM odpowiedział(a) na mała defetystka temat w Psychiatria
nie ma czegos takiego ze jakis konkretny oddzial da Ci "poczatek". to jest po prostu punkt na Twojej drodze w leczeniu. ktos moze chodzic na terapie ambulatoryjnie i wiecej z tego wyniesc nic oddzial. ktos moze pojsc na oddzial i stwierdzic ze juz wiecej terapii nie potrzebuje. ktos moze wiele lat chodzic na nieskuteczna terapie a potem w jego zyciu wydarzy sie cos co go zmieni. nie ma jednej zasady, szukaj tego co jest dla Ciebie odpowiednie na obecny moment! - Wczoraj
-
„Prostota, będąca wyborem jest akceptowalna, ale nie znosi się jej, gdy jest narzucana." - Dawid R. Hawkins, Przekraczanie poziomów świadomości
-
Odradzam większość suplementów - do śmietnika.
shadow_no odpowiedział(a) na Śmojda temat w Medycyna niekonwencjonalna
Na taki artykuł właśnie natrafiłem: https://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Lekarz-ostrzega-coraz-wiecej-ciezkich-uszkodzen-watroby-z-powodu-przyjmowania-tych-suplementow,290295,11.html -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
123she odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Dziękuję
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane