Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nie mogę się pogodzić z przeszłością seksualną partnera


Malina9

Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, Dalja napisał(a):

Tak potocznie nazwałam, że nieraz wszystko super A potem poznaje kogoś nowego, albo zdradzi albo inne przyczyny odejścia. 

W sumie raz tak było u mnie. Nawet nie wiem czy żałuję. Z jednej strony tak, z drugiej… Wtedy podjąłem taką decyzję, jaka wydawała mi się najlepsza.

 

2 godziny temu, Dalja napisał(a):

Niekoniecznie zdradzal, mógł w przerwach miesiąca czy dwóch mieć tą faze że się bawił i spał np. z 5 laskami w miesicu

Patrzę po sobie. Ja zdradzałem.

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Bez przesady ile to mogło być kasy. Chyba nie była to luksusowa od prezydenta :P

Nie wiem jakie były wtedy ceny. Czy luksusowa… raczej nie, normalna laska.

 

Generalnie poszliśmy ze znajomymi na miasto z „domówki” (coś zjeść + znudziło nam się picie w domu), potem do klubu nocnego, a potem stwierdzili, że zafundują prawiczkowi przygodę. Tak to jest jak się ma starszych kolegów :D 

 

To byli zresztą ludzie, którzy lubili popisywać się pieniędzmi. Takie towarzystwo, przyznam się że trochę mi to wtedy imponowało. Jeden teraz jest ministrem, drugi dyrektorem w spółce skarbu państwa (i kawałem sk…syna, jak się okazało, bydlakiem i gwałcicielem). Zdecydowanie złe towarzystwo.

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Tak, zapewne nie miał okazji jeszcze tak głęboko kochać, albo nie wykształcił tej umiejętności.

Tu znów z doświadczenia. Często wydawało mi się, że kocham, a po czasie okazywało się, że to obok miłości nawet nie stało.

 

Obecną dziewczynę kocham, ale to jest zupełnie inna relacja, niż te poprzednie. Jak to moja matka określiła, gdy ją poznała: „boże, w końcu normalna dziewczyna, a nie ciągle te tłuki jeb…ne”. Tia.

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Nie tak do końca. Później sobie uświadamiasz że mimo mniejszej winy to Ty też odpowiadasz, twój czyn, za tamta zdradzona osobę a co najważniejsze za dzieci jeśli są. Twój kaprys, a jakby źle poszło to by dzieci mogły mieć życie zniszczone. 

Nie dodam sobie tym punktów, ale nie mam takich rozterek. Ok, jakby były dzieci, to może jeszcze. W moim przypadku nie było.

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

No ja też miałam akcje.... siano w glowie

Ale ja tego nie żałuję. Nie widzę powodu dla którego miałbym nie zrobić tego znowu, gdyby była taka sytuacja (i gdybym nie był z obecną dziewczyną).

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Ja zmarnowalam 2.5 roku de faceto i 3.5 de jure. Do tego załamanie psychiczne. Wszystko dlatego że człowiek gowno o miłości wiedział a chciał byc ok

Ja nie uważam tego czasu za zmarnowany. Wszystko czegoś nas uczy, ten związek też mi wiele pokazał, wiele nauczył i wiele dał. Gorzej, że tamta dziewczyna ma po nim traumę. Ona przywiązała się do mnie o wiele bardziej niż ja do niej, miała ze mną lękowy styl przywiązania, ja miałem z nią unikający. Wiele razy była przeze mnie emocjonalnie odrzucana, szczególnie gdy mnie coś przerastało. Zamykałem się w sobie, a ona umierała w środku.

 

Zdrowe to nie było. Ale nie, ten związek mnie nie skrzywdził. Skrzywdził mnie inny, i to tak, że podnosiłem się po tym przez wiele lat, ale o tym nie chcę pisać.

 

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Ja mam 2 teorie z czego u mnie. Znaczy 1-że sfera seksu to jedyne o czym ja decyduje w swoim życiu, jedyne gdzie jest po mojemu w sensie.  A 2 to co Ty mówisz, może faktycznie, braki emocjonalne, osoby z którą się jest mocno zwiazanym

Większość moich (auto)destrukcyjnych zachowań wynika, i zawsze wynikała, z wewnętrznej pustki. Prawdziwe źródło było w domu i w byciu wychowywanym przez dwójkę narcyzów, z których jeden dodatkowo był alkoholikiem, który nie kontrolował swojej złości i agresji.

 

1 godzinę temu, Malina9 napisał(a):

No w sumie dałeś mi do zastanowienia. Co to były za wyliczenia i o „ile to wyliczenie” się nie zgadzało. Bo jak jedynie o około  miesiąc albo i mniej to nigdy nic nie wiadomo …

Żeby się potem nie okazało, że jednak dziecko jest… i to „potem” to przy okazji wyciągania rączki po pieniążki.

 

1 godzinę temu, Malina9 napisał(a):

Ja chyba po prostu mam w sobie za dużo empatii i nie mogłabym się przyczynić do tego, żeby ktoś czuję się skrzywdzony

Ja już się z niej wyleczyłem. Cała moja empatia poszła w zwierzęta (niestety do przesady 😕), dla ludzi nie zostało jej zbyt wiele. Ale zauważyłem, że ludzie, którzy byli w przeszłości bardzo skrzywdzeni, tak mają.

5 minut temu, Mic43 napisał(a):

Tak byłem wychowany.

O, to ja też. Przekaz był taki, że liczą się wszyscy dookoła, tylko nie ja. Że ich potrzeby są ważniejsze od moich. Taki przekaz wyniosłem z dzieciństwa i w pewnym momencie poszło to u mnie w zupełnie przeciwną skrajność, przynajmniej w przypadku ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

O, to ja też. Przekaz był taki, że liczą się wszyscy dookoła, tylko nie ja. Że ich potrzeby są ważniejsze od moich. Taki przekaz wyniosłem z dzieciństwa i w pewnym momencie poszło to u mnie w zupełnie przeciwną skrajność, przynajmniej w przypadku ludzi.

Cóż, może wszystko przede mną. Ja empatyzuje tylko z tymi biednymi i smutnymi. Dla zadowolonych, radosnych i bezproblemowych nie mam empatii, a wręcz wrogość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Mic43 napisał(a):

tylko z tymi biednymi i smutnymi

E, źle mi się zacytowalo trochę.

Chciałam zaznaczyć, że mnie właśnie "ciągnie" do ludzi pokrzywdzonych powiedzmy.

I to samo się tak dzieje.

No i do zwierząt.

Ja nawet jak piszę na forum,to z kotem leżącym na moim brzuchu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 minut temu, Mic43 napisał(a):

Cóż, może wszystko przede mną. Ja empatyzuje tylko z tymi biednymi i smutnymi. Dla zadowolonych, radosnych i bezproblemowych nie mam empatii, a wręcz wrogość.

Ja tylko z kotami, jeżami, i ogólnie zwierzętami. Oprócz psów. Psa bym nie skrzywdził, ale nie lubię ich, może dlatego że jako dziecko byłem pogryziony. A ludzie… no cóż. Empatyzuję z tymi, których znam i których lubię. Reszta nie wyzwala we mnie takich emocji. Racjonalnie mogę im współczuć, ale nie mam reakcji emocjonalnych na ludzką krzywdę takich jak na krzywdę zwierząt (i to się wiąże też z otwieraniem portfela dla jednych i zamykaniem go dla drugich).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Mic43 napisał(a):

 

Ahaaaaaa, masz dosyć specyficzną pamięć 🙂

Ja mam tak że jak mnie ktoś pocisnie to oddaje tym samym. Pretensje możesz mieć tylko do siebie ;)

To rodzaj samoobrony. Moze Jezus umiał lepiej. Szkoda że tak nie umiem

Godzinę temu, Mic43 napisał(a):

Cóż, może wszystko przede mną. Ja empatyzuje tylko z tymi biednymi i smutnymi. Dla zadowolonych, radosnych i bezproblemowych nie mam empatii, a wręcz wrogość.

👌

@Malina9w mojej poprzedniej wiadomości napisałam tez jakby do Ciebie, Ale zapomnialam otagowac. Na twoim miejscu zrobiłbym tak:

Mówiła do siebie że jest starszy i doświadczony, a jako facet nie jest to jakies nadzwyczajne że miał dużo partnerek seksualnych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 

Generalnie poszliśmy ze znajomymi na miasto z „domówki” (coś zjeść + znudziło nam się picie w domu), potem do klubu nocnego, a potem stwierdzili, że zafundują prawiczkowi przygodę. Tak to jest jak się ma starszych kolegów :D 

:D :D :D

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 

To byli zresztą ludzie, którzy lubili popisywać się pieniędzmi. Takie towarzystwo, przyznam się że trochę mi to wtedy imponowało. Jeden teraz jest ministrem, drugi dyrektorem w spółce skarbu państwa (i kawałem sk…syna, jak się okazało, bydlakiem i gwałcicielem). Zdecydowanie złe towarzystwo.

Zwykle snoby, nierzadkie u tych co mają kasę. Moze w młodości nie musieli być snobami. Kurde, skąd takie bujanie z nimi

 

 

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 „boże, w końcu normalna dziewczyna, a nie ciągle te tłuki jeb…ne”. Tia.

Och, dobry miałeś gust xD

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 

Nie dodam sobie tym punktów, ale nie mam takich rozterek. Ok, jakby były dzieci, to może jeszcze. W moim przypadku nie było.

Więc był jeden przypadek :P

 

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 

Ale ja tego nie żałuję. Nie widzę powodu dla którego miałbym nie zrobić tego znowu, gdyby była taka sytuacja (i gdybym nie był z obecną dziewczyną).

No ja też nie specjalnie, zwykły seks, znaczenie ma głębsze tylko ten jak się kocha kogoś.

 

 

 

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

Ja nie uważam tego czasu za zmarnowany.

No mnie też nauczył, z kim być nie mogę, z jakim typem ludzi. Ale takto zmarnowany w chust czas

Godzinę temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

 

Większość moich (auto)destrukcyjnych zachowań wynika, i zawsze wynikała, z wewnętrznej pustki. Prawdziwe źródło było w domu i w byciu wychowywanym przez dwójkę narcyzów, z których jeden dodatkowo był alkoholikiem, który nie kontrolował swojej złości i agresji.

 

U mnie narcyzow nie było, było dda. A takto podobnie w sumie

2 minuty temu, Mic43 napisał(a):

Hehe mam tak samo, więc pretensje też możesz mieć do siebie 🙂

Oki szatama. Ale to przewrazliwienie to chyba nie umnie :D u mnie niedowrazliwienie

Sztama

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, Dalja napisał(a):

Oki szatama. Ale to przewrazliwienie to chyba nie umnie :D u mnie niedowrazliwienie

Sztama

Ech, nie wiem co u kogo. Też czasem brałaś jako atak coś, co nie miało być atakiem.

A jak ktoś mi mówi, że np. mam głupie pytania, to nie wiem, nie uważam żeby to była nadwrażliwość, że reaguję jak reaguję. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Cień latającej wiewiórki napisał(a):

zawsze wynikała, z wewnętrznej pustki

Też mam problem z pustką. Zawsze gdzieś tam jest. Nagle może mnie dopaść, jak np. coś mi się nie uda itp. za mało się dzieje, coś nie jest idealne. I wtedy przejebane, robię się agresywny, a potem czuję się z dupy. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, Dalja napisał(a):

Zwykle snoby, nierzadkie u tych co mają kasę. Moze w młodości nie musieli być snobami. Kurde, skąd takie bujanie z nimi

Trochę przypadek, poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. Problem polega na tym, że mając z domu wzorzec narcyzmu jakby naturalnie mnie do tego ciągnęło, i do takich ludzi.

 

4 godziny temu, Dalja napisał(a):

Och, dobry miałeś gust xD

Po części było tak, że matka nigdy nie lubiła żadnej mojej partnerki (oprócz jednej, tej którą zostawiłem tak nagle, a ku… trzeba było się hajtnąć, bylibyśmy już dawno po szczęśliwym rozwodzie i nie zastanawiałbym się co by było gdyby) a po części… hmm, to były osoby bardzo zimne, egoistyczne, skupione głównie na sobie. Takie mnie nie przytłaczały emocjonalnie. Albo borderki, ale z nimi nigdy relacje nie trwały na tyle długo, żeby jakkolwiek je komukolwiek z rodziny przedstawiać (oprócz jednej).

 

4 godziny temu, Dalja napisał(a):

No mnie też nauczył, z kim być nie mogę, z jakim typem ludzi. Ale takto zmarnowany w chust czas

Ale czemu zmarnowany? Coś się działo, nie byłaś sama.

 

4 godziny temu, Dalja napisał(a):

U mnie narcyzow nie było, było dda. A takto podobnie w sumie

DDA / DDD to stały wzorzec i to się już pewnie nie zmieni. Trudno żeby było inaczej skoro sam, jakby nie patrzeć, z samej definicji DDA jestem DDA.

 

1 godzinę temu, Mic43 napisał(a):

Też mam problem z pustką. Zawsze gdzieś tam jest. Nagle może mnie dopaść, jak np. coś mi się nie uda itp. za mało się dzieje, coś nie jest idealne. I wtedy przejebane, robię się agresywny, a potem czuję się z dupy. 

Ja przez lata wypracowałem całkiem skuteczne sposoby radzenia sobie z tą pustką, tzn. odcinania się od niej. Wecznie zajęty, wiecznie coś się dzieje, plus pornografia. Gorzej jak jednak coś mi dowali na tyle, że te mechanizmy się załamują. Wtedy jest bardzo, bardzo źle. Aż znów dam radę wypierać.

 

Leki też pomagają. Wczoraj nie wziąłem (zapomniałem). Było ciężko. Ogólnie teraz przez tę akcję ratowania kotów i zrobienie z domu kociego hospicjum jest ciężko i już nie daję rady, ale dopóki biorę leki to jakoś jest. Najgorzej że odbija się to też na dziewczynie, a ona na to nie zasłużyła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×