-
Postów
1 550 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Verinia
-
Cześć chciałbym pogadać o czym ważnym co zmieni wasze życie i doceni co macie
Verinia odpowiedział(a) na nelypolishboy temat w Kroki do wolności
jakieś 2 lata temu zakończyłam przygodę z treningami, bo na siłowni chciałam się popisać xD chuj wie przed kim. I wzięłam na dźwigni, duży ciężar na nogi - tak je do góry podnosisz, leżysz/siedzisz i powtarzasz - do górym, na dół. I wzięłam za dużo ciężaru, bo szło gładko. I szło, ale czułam w lewym kolanie jakieś przeskakiwanie, ale nie przerwałam. Dużo biegałam na bieżni i te schody. Jakies inne też ćwiczenia, ale sztangi nie tykałam, bo tam było jakieś dziwne rozłożenie, że sami faceci tam byli. No ale siłownia trwała krótko, bo potem jak stawałam na lewe kolano, to spadałam na ziemię. Okropność.. Do dzisiaj coś tam jeszcze siedzi, ale mniejsza. Przez wiele lat w sumie biegałam, rower - 2 godziny, prawie codziennie, ćwiczyłam w domu ze sztangą właśnie - przsiady i martwy ciąg, intwerwały, układy taneczne, dużo chodziłam. I to było regularnie przez wiele lat, oczywiście zdarzały się jakieś przerwy na parę dni, czy czasem tydzień, ale ogólnie prawie codziennie była ta aktywnośći. A najlepsze było uczucie po bieganiu: meta i ta euforia, adrenalina - niesamowite. Wtedy biegałam blisko lasu. No i ogólnie też kocham pływać. I teraz zostaje mi spacerowanie i pływanie: roweru już nie lubię jakoś, wolę szybki marsz itp. Każdy ruch jest istotny. Czy to w domu nawet jakieś porządki, czy to spacer, czy cokolwiek innego. Ważne żebyś to lubił. Wtedy robisz to, kochasz to, ale często trzeba się zmusić do wyjścia z chaty, a potem nawet nie wiesz jak mija 3 godzina twojego krążenia po mieście. Raz z górki, raz pod górkę, to tu, to tam. Sama moja trasa do domu to 3 km, więc też jest kawałek. No i moja praca to też chodzenie z pudłami między innymi. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna. Jeśli nie masz siły i ochoty na mocne treningi, to rób lekki. Ja tez lubię roziąganie, jakiś pilates. No ale chciałabym znaleźć teraz coś innego, bo to już nuda dla mnie. Sport pomaga, zwłaszcza jak robisz to regularnie. NIe musi to być jakiś wycisk 2 godzinny. Lepiej chyba częściej, reglarnie niż zacząć miesiąc góra dwa treningować do rzygu i zrezygnować A potem trudno wrócić. ALe każdy jesy inny. Mój brat chodził na boks, niestety pierwszą walkę przegrał i zrezygnował, potem studia i praca no i ma inne priortytety. -
Czas, który straciłam na nieodpowiednią osobę i zaufanie do ludzi, do facetów -ogólnie.
-
klienci są różni, i często trzeba zacisnąć zęby, żeby nie zachowywać się nieprofesjonalne. Teraz traktuję ludzi jak po prostu obiekt, do zarabiania hajsu. Nie zależy, by z nimi gadać. Już nawet nie staram się im "dogodzić". Zauważyłam, że więcej kupią, gdy dasz im więcej czasu na obejrzenie produktów, swoją przestrzeń, bez takiego reklamowania, na siłę proponowania rzeczy (kiedyś tak robiłam). Teraz mam inne podejście. Oczywiście mówię, co jest wg mnie dobre, fajne itd., ale bez jakiejś presji, żeby wszystko kupili. Mam z nimi kontakt, ale nie jakiś "przemiły". Zmieniłam się trochę i to się odbija na handlu też. Zdarzają się jakieś pierdolone komentarze ludzi, i wtedy krótka riposta bez gniewu, czy podnoszenia głosu, wulgaryzmów. Coś tam powiem, ale jak ktoś już przekracza granicę, to jest odesłany do tzw, "sklepu", gdzie jest taniej itp xD Natomiast mój tato ( z nim tez pracuję w niektóre dni) jest bardziej bezpośredni i jak ktoś go wkurzy, to totalnie miażdży bez kontroli, a do tego ma bardzo niski, potężny głos, więc ludzie się czasem boją odezwać, ale i tak kupują, bo mamy najtaniej - niż jakieś biedronki - i często zieniamy asortyment. Przychodzą też osoby, które lubią sobie z nami pożartować, bo jak jestem z tatą, to potrafimy czasem robić śmieszne sytuacje. Bliżej mi do charakteru ojca, choć ja z klientami bardzie podchodzę na zasadzie: albo przemilcz, albo weź to w żart, albo rzuć ciętą odpowiedzą, ale bez agresji. To często jest trudne, bo ludzie potrafią Cię skrytykować, np. twójw wygląd, wygląd ciastek, pytać o cene 5 razy pod rząd i o każdą rzecz, żebyś opisał, co to jest, targują się... mają jakieś dziwne żarty, kradną, kłamią, i mówią że u w sklepie taniej. I cóż. No ale lubię tę pracę. Mamyy stałych klientów, więc już się znamy. Rzadko przychodzi ktoś, kogo nie znamy, a codziennie pracujemy w innych miastach, więc to jest super. A najbardziej lubiłam sobotę i muszę sobie ten dzień wkręcić w "grafik". Tam jest taka fajna atmosfera. Reszta handlarzy jest prze zabawna i ludzie trochę inni, jest ich więcej, dużo młodszych i często nowych, bo to jest wielki plac i wgl. Na początku tej pracy (10 lat temu), a w liceum trochę dorabiałam też wakacjami - miałam stres, musiałam nauczyć się liczyć w pamięci wszystko i dobrze wydawać, miałam dodatkowo fobię społeczną, byłam wycofana i jak był tłum, to panikowałam, zwłaszcza jak zostawałam sama za ladą. A potem się to rozkręcało. Moja komunikatywność, nawet organizacja towaru, własna perspektywa, nauka jak sprzedawać, jak proponować, uczyć się cen ciągle, co jest jakie - bo ciągle nowy towar, czytanie etykiet itp. No ale sztuka czarowania, samej prezencji siebie, swojego wysławiania się, czasem żartowania, tworzenia miłej atmosfery (nie zawsze) z czasem się to wszystko poprawiało. Doświadczenie, tylko to się liczyło. Żadna nauka, tylko wchodzisz na glęboką wodę i ruszasz z tym. Czasem bywało bardzo ciężko. W domu też czekała praca fizyczna z całym towarem itd. Więc jest to fizyczna praca, handel, kontakt z ludźmi. Musisz sporo gadać, co już pod koniec pracy jest dobija, choć ja kocham gadać. Często się wkrada monotonia, ale to nic. Nie pracuję tak często jak kiedyś, rodzice też nie, bo mamy inne źródła dochodów, ja też już sporo mam odłożonych dolarsów. Możemy odetchnąć i skupić się na życiu, choć nadal pracujemy. Wstaję przeważnie 4:30 i wracam koło 12/13 plus dodatkowa praca fizyczna w domu. Potem wolne. A ile razy w tygodniu pracuję? Mało. Kiedyś praktycznie cały tydzień, a teraz... no nie powiem, bo powiecie, że jestem leniem. Handel to fajna praca, ale to dzięki renomie i zaangażowaniu moich rodziców jest tak dobrze, jak jest. hmm, oni pracuję już 25 lat jakoś, na początku była fabryka makaronu, a potem poleciało w uzalezniający ludzi cukier - słodycze. No i tyle.
-
mi brakuje lajków, ale też łapek w dół
-
Spałam ledwie 6 godzin z przerwą krótką w nocy, ale dobrze, bo wyszłam z tego snu siłą woli. Miałam krótki paraliż, ale ważne, że ten sen się skończył. Mam tylko zagwostkę: co ten sen oznacza dla mnie? Sam Freud połowę swojego dorobku psychologicznego, poświęcił symbolice snów. I pewna wyjątkowa osoba powiedziała mi kiedyś: pamiętaj swój sen. Do rzeczy: Najpierw opiszę sen, tak jak jestem w stanie, bo sny często nie oddaję w pełni tego, co się dzieje we śnie i co się wtedy czuje, a potem napiszę znaczenie tego snu, jakie udało mi się znaleźć itp. 1.Przychodnia do psychiatry: Czekałam w "kolejce" kilka godzin, tylko że kolejki nie było. Dopiero po tych godzinach poszłam do gabinetu pielęgniarek i mówię im, że już tyle czekam i nie mogę się dostać do lekarki. Do swojej lekarki. Przychodnia byłą natomiast jakaś inna, obce miejsce. Pielęniarki i był tam jeden facet, zaśmiali się i do mnie z pogardą powiedzieli, że dziś lekarz mnie nie przyjmie. Wtedy weszła tam kobieta, że ona teraz chce iść do tej lekarki. Ją potraktowali inczej. Z uśmiechem. Powiedzieli, że może tam iść do niej. A ja do nic: ale co to znaczy, że ona wchodzi po mnie i może iść, a ja nie? Oni: No tak to jest (coś takiego). Powiedziałam, że chcę się "wypisać" z tej przychodni, z tej wizyty w ogóle i że kończę tutaj "karierę". Oni, że niestety czeka się długo na wypisanie się z tego leczenia w tym miejscu i należy sporo pieniędzy zapłacić, by udało się to zrobić. Wyszłam wściekła. 2. Scena powrotu do domu. Było bardzo ciemno, a ja bardzo chciałam się dostać w bezpieczne miejsce i ochłonąć. Szłam dziwną drogą, totalnie nie wiedziałam gdzie jestem, ale szłam w kierunku domu. Nadle oświetliła się droga, za mną pociąg. A ja na środku torów, o czym nie miałam pojęcia. I skąd wzięłam się w takim miejscu? Pociąg był tuż obok, ale w ostatniej chwili udało mi się wyskoczyć z torów, osunąć na jakieś trawy po lewej stronie. 3. Młody chłopak bity w twarz: Spojrzałam nagle za siebie i widziałam scenę, gdzie policjanci biją w twarz młodego chłopaka, biorą go mocno w ramiona i prowadzą do pyschiatryka. 4.Widzę swój pokój, poduszkę i telefon. Obraz jak zdjęcie. Już byłam pewna, że jestem we śnie, mam otwarte oczy, ale nie mogę się poruszyć. Wiedziałam, że to paraliż senny i zaraz się obudzę w pełni. Zaczęłam tylko starać się obudzić siłą woli i starać ruszyć. W końcu udało się, ruszyłam się, usiadłam na łóżku i poczułam ulgę i w końcu bezpiecznie. I teraz opiszę, co znalazłam o swoim śnie. Oczywiście ma to charakter symboliczny i subiektywny, ale bardzo chciałam się dowiedzieć, co może ten sen znaczyć. To może być długie, ale może zechce ktoś dobrnąć do końca 1. Motyw przychodni psychiatrycznej często symbolizuje potrzebę wsparcia emocjonalnego, poczcie przeciążenia psychicznego lub pragnienie, by ktoś zajął się naszym stanem wenętrznym. Długie czekanie bez kolejki, a następnie śmiech personelu i info, że miejsce zajęła inna osoba, może odzwierciedlać poczucie bycia zignorowanym, niedocenionym lub potraktowanym niesprawiedliwie mimo wysiłku i cierpliwości. Odmowa odwałania wizyta i wysokie koszty mogą wskazywać na wrażenie, że wyjście z trudnej sytuacji emocjonalnej jest skomplikowane, kosztowne (emocjonalnie) i wymaga dlaszego oczekiwania. 2. Ciemność, nieznana trasa i prawie potrącenie przez pociąg. Scena na torach kolejowych należy do klasycznych obrazów zagrożenia i poczucia bycia "na drodze" niebezpieczeństwa. Pociąg zbliżający się bardzo blisko, a następnie udane odskoczenie w ostatniej chwili, często symbolizuje sytuację,m w której czujemy się zagrożeni, przytłoczeni lub niemal "przejechani" przez okoliczności lub emocje innych osób. Udane uniknięcie wypadku może oznaczać, że mimo silnego napięcie udało się zachować bezpieczeństwo emocjonalne lub znaleźć sposób na uchylenie się od pełnego uderzenia sytuacji. 3.Policja i młody pacjent. Obraz policjantówm, którzy używają siły wobec młodego chłopaka i zabierają do psychiatryka, może odzwierciedlać poczucie bezsilności, kontroli zewnętrznej lub lęk przed byciem "zamkniętym" w własnych emocjach bądź ocenianym jako "problem". Może też być echem doświadczenia bycia świadkiem lub ofiarą agresji, wobec której nie ma się wpływu. 4. Paraliż senny lub stan przejściowy między snem, a jawą. Pojawia się to przy silnym stresie lub zmęczeniu. Uczucie ulgi po przebudzeniu oraz chwilowy ból głowy i mięśni są typową reakcją organizmu na intensywne przetworzone w nocy. Dowiedziałam się, że wczorajsza sytuacja z agresywną pacjentką miała duży wpływ na sen. Osoby, które łatwo przejmują emocje innych, częśto "przenoszą" takie doświadczenia do snu, gdzie zostają one przetworzone w formie dramatycznych, symbolicznych scen. Agresja klientki mogła zostać przekształcona w obraz "zagrożenia" (pociąg) oraz w scenę siłowego potraktowania młodego pacjenta. Poczucie bycia niesprawiedliwie potraktowanym i braż możliwości wyjaśnienia sytuacji koresponduje z odmową wejścia do gabinetu mimo długiego oczekiwania. Rozmowa z mamą, która również wywołała napięcie, mogła dodatkowo wzmocnić ogólne poczucie bycia krytykowanym lub niedocenianym. Wszystko się skleja A teraz czas na kawę.
-
-
-
Sorki, że tu pisze ale usłyszałam z zewnątrz dziwny dźwięk, jakby z nieba, taki mocny, robotyczny, trzeszczący. Trwał może 10 sekund. Najpierw pomyślałam że coś się dzieje, ale szybko ucichło. Dziwne...
-
Już wiem czemu Gosia mnie polubiła
-
-
jestem też rozczrowana ludźmi, a jeszcze rano z mamą o tym gadałam, żeby uważać na ludzi, bo to pasywno agresywne znęcanie się nad człowiekiem w imię jakiegoś dobra czy moralności jest tak... dwulicowe, tak podłe. Cały dzień mi zjebała, ale tacy ludzie uwielbiają to. Samotnikiem jestem i nim pozostanę. Żeby przez jakąś sukę tak się czuć - nie miałam tak z obcą osobą i to klientką. Serio. Dalej mam nerwa, bo chodzą takie suki, mają dzieci pewnie jakiegoś męża, a może już nie. Serio - te oczy. Mówi się o złym spojrzeniu. Jedna pielgniarka nam to mówiła, bo mieliśmy jakiś dziwny zbieg okoliczności. No mniejsza, może coś w tym jest, że taka jędza nawet oczami Cię truje i życzy ci źle. Nie patrzę ludziom w oczy, bo to mnie męczy, gdy widzę... to co widzę i nie chcę ich energii. Ale są też fajni ludzie, tylko w znacznej mniejszości i zachowuję dystans. Ech, okropny dzień. Mam taki ból istnienia, bo nie pasuję, bo ludzie nie umieją słuchać i rozmawiać. Bo nie mam nikogo z kim mogłabym być. To naprawdę smutne jest.
-
guys - jako ludzie. glupie gadanie.
-
Ja jednak zostaję w swojej wygodnej pracy. Nie muszę się martwić o finanse. Może żyje hedonistycznie. Może żyje po łatwiźnie. Może mogłabym gdzieś wyżej i odnosic sukcesy. Może mogłabym się kłócić z szefem albo się go brać. Może musiałabym harować jak wol marząc jedynie o łóżku. Myślę czasem o studiach, lecz czy to zgadza się ze mną. Czy wierzę jeszcze w pychologię. Coraz częściej kłócę się z nią jak z Panem Bogiem. Życie jak Madrycie.
-
Nie wiem, czemu ale rozbawiło mnie to
-
No właśnie. Ja nawet się nie kłóciłam a ta z ryjem że się kłócę przy klientach i jej to bardzo przeszkadza. Ale teraz mam bekę. Bo chyba orgazmu nigdy nie miała ups
-
Dzięki za odpowiedź i podzielenie się tym, co napisałaś o tych pojebach. Klienci nie zawsze są mili. Zwykle udaję, że tego nie słyszę. Czasem coś odpowiem, ale w sposób bardziej psycholigiczny/cyniczny/żartobliwy niż wulgarny i z krzykiem. Ta kobieta mogła powiedzieć, że nie chce słyszeć naszych sprzeczek, choć to zaczęło się od tego, że coś mówiłam do mamy o kościele i haloween i chyba to był drazliwy temat dla niej i kazała mi się zamknąć. Klientka natomiast strasznie się wzburzyła, zaczęła krzyczeć, że nie można się "kłócić" przy klientach i ona sobie tego nie życzy. A ja wtedy do niej: "Pani to do mnie mówi?" i wtedy zbaczyłam jej wielkie, wyłupiaste i czarne oczy. NIe przeraziłam się, ale zaskoczyłam tym z jaką agresją skkoczyła na mnie, jak zaczęła mnie komentować, a sama darła się w furii. I to ma być obrona kultury osobistej? Wg mnie ona jest niezłym ziółkiem, ale nie kojarzę jej. Na odchodzne powiedziałam, żeby poszła kupować do innego miejsca, jak jej nie pasuje i do widzenia. Długo byłam wściekła. Przeklinałam pod nosem, ale to był koniec pracy, więc zaczynałyśmy się zmamą pakować. Mama jeszcze mówiła, że ta Pani jej broniła, ale serio... wątpię. Nie wierzę, że taki babsztyl chciał coś zrobić dobrego z taką furią. No ale dobra. Zaczęłam trochę płakać, założyłam słuchawki i przez całą drogę do domu się nie odzywalysmy z mamą. Wróciłyśmy. Tacie nie mówiłyśmy. Spakowałam się, wzięłam dużo rzeczy: nawet stolik i resztę obrazów. Przyszedł telewizor, stał już pod drzwiami. Napisałam do mamy Przepraszam. I się pogodziłysmy, tzn. wyjasnilysmy i gadalam nawet teraz z nimi obojga: tatą i mamą przez tel. Wyznałam, że ostatnio czuję się gorzej. Jestem rozdrażniona i okropnie wyczerpana jakoś. Uznałam, że zwiększę kwetiapinę (od lekarza mam pozwolenie, że mogę, gdy coś się dzieje), więc będę brać 500 w sumie, albo nawet 600 jak po wyjściu ze szpitala. No coś jest nie tak, bo dzisiaj naprawdę byłam jakaś zła, smutna i że taka sytuacja mogła mnie tak zmiażdżyć. NIe wiem. teraz mama mówi,że może ta pani chciała się na mnie wyładować, bo nie wzięła leków xd albo mąż jej nie kocha. NO takie tam. Ważne, że z bliskimi jest ok. Czasem się kłócimy i pisze wtedy źle o nich, bo tak się wtedy czuję, ale patrząc na to wszystko mam w nich wsparcie. A moja praca, to nie sklep, to jest miejsce w którym ludzie ze sobą gadają, żartują czy nawet dyskutują bądź kłócą. No tak to jest. A ta baba nei wypierdala, bo jej nie obsłużę, jak Boga kocham. NIgdy nie bylam tak urażona, jak dzisiaj przez obcą osobę.
-
Koszmar od rana w sumie mam już negatywne emocje. Ludzie mnie tak męczą. Nie wiem o co chodzi. Tak jakby pożerali całą moją energię z rana Tak jakby kontakt z tymi ludźmi był jakaś transakcją w której potem jestem wyczerpana i dzisiaj dodatkowo jest mi przykro.
-
Chciałam z nią o czym pomówić a mama, że już to mówiłam i nie chce gadać. Mnie to już mocno wkurzyło, bo próbuje z nią nawiązać jakiś kontakt. Nie mam pojęcia kim ja dla niej jestem I od tego się zaczęło.... A ta żmija z czarnymi oczami doprowadziła mnie do rozchwiania..na szczęście dziś będę w mieszkaniu sama. Koleżanka powiedziała że jej partner napisał książkę "seks, woda i łapówki" kaczor. I wiecie co? Ja od dawna myślę, żeby coś sklecić w książkę
-
Dziękuję. Pierwszy raz po takiej sytuacji doszłam do momentu płaczu. A moja matka nic. Teraz jedziemy i nic nie mówi. Z ludźmi łapie świetny kontakt, a ze mną nie lubi gadać. W sklepie potrafi drzec się na mnie, że coś kupuję nie takiego jak trzeba według niej. Robi aferę. Czepia się że źle się zachowuje i muszę brać więcej leków. Traktuję inaczej niż brata który ma pracę, studia i jest zdrowy psychiczne. A ja? Ta gorsza, chora, w pracy pod ich szefostwem więc łatwo mnie gnoic a klientka nie wiedziała o co nam poszło i tak wydarła się na mnie jakbym była potworem. Jest mi przykro zwłaszcza że mama mnie nie obroniła a klientkę uznała za jej anioła obrońcę. Haha. A ja tak pięknie o mamie często myślałam. Chyba mieszkanie samej dało mi trochę inny punkt widzenja. Na pewne sprawy w pracy też.
-
Jakaś klientka właśnie wydarła na mnie twarz, krzyczała z oczami węża, tak wyłupiastymi z ogromną agresją, że nie umiem się zachować w pracy. Kłóciłam się z mamą wtedy o jakąś glupote, ale bez przesady. Nie krzyczałyśmy. Nie będę pisać o co poszlo, tzn .moja mama mnie nigdy nie słyszy. Moje słowa się od niej odbijają. Miałam o niej zawsze dobre zdanie, ale potrafi mieć tak nanie wtjebane. A ta baba totalnie mnie zmiażdżyła. Mówiła o jakiejs kulturze a sama darła się na mnie jakby mogła tak po prostu. Miała straszne oczy. Jednak poszla szybko. Ja jej tylko na koniec żeby szła gdzieś indziej i że nawet nie jest to jej sprawą o czym rozmawiamy. Mówiła że nie można w taki sposób mówić o że ona to słyszy. Ja jej nawet nie znam. Pierwszy raz ja widzę, ale jak zaczęła się nanie drzec, to miała czarne oczy. Mama ma w dupie że po złości i gniewu na tą sytuację się popłakałam. Czuję się jak gowno w tej pracy często. Zawsze coś robię zle. A mama mówi że ta pani ja broniła..naiwne Wystarczyło spojrzeć na nią i to co gadała i jak gadała. Mam ochotę zmienić pracę. Mam ochotę się wynieść na koniec świata. Czuję się strasznie przez tą sytuację. A jak chcę powiedzieć coś mamie to ciągle zamknij się Zamknij się. Nie mów nic. Super kurwa
-
Mogą. Zwłaszcza, że to moje marzenie od wielu, wielu lat
-
Ale co Ty wgl wiesz o poczucia inności? Z książek, piosenek, czy cytatach na YT? Jeżeli nie wiesz czym jest poczucie inności, to nie mów, że ja deklaruję chęć bycia inną, bo nie o tym pisalam. "Alienacja, poczucie i chęć bycia lepszym itp itd" rozwiniesz myśl, bo to dość mocne słowa, więc czekam.na więcej. "Będzie mieć konsekwencje społeczne i w konsekwencji poczucie tożsamości itp itd" i tutaj poproszę również o rozwinięcie krótkiej myśli i mocnych słów, które wiele Min nie mówią, co konkretnie masz na myśli. Nie neguję niczego, bo chcę zrozumie, o czym chcesz naprawdę powiedzieć, bo tutaj są tylko skróty i mocne osądy. TYLKO BLAGAM, NIE PISZ ZE TO ŻART
-
Śpiącą. Zaraz idę spać i jebać to
-
Nie. Dopalacze to trucizna. Weź sobie zorganizuj lepsze smaczki