-
Postów
1 550 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Verinia
-
O czym Ty za przeproszeniem mówisz?
-
A co powiesz o mnie? - hihhihi
-
nie no, spać mi się chce, ale za godzinę mama po mnie będzie.
-
bywa
-
co Ty taki nerwowy.
-
święto Wszystkich Świętych nie jest złym świętem o ile naprawdę potrafisz przy czyimś grobie pomyśleć o tym, że ten człowiek kiedyś był na naszej planecie, a teraz został tylko grób i jego szczątki. To święto zadumy nad przemijaniem i przypomnieniem o naszym końcu i zadawaniem sobie pytań: jak żyję, po co, i co może być ewentualnie dalej, gdy tu nic po nas nie zostanie - tylko ten grób, modliwy, tęsknota bliskich, wspomnienie... może kilka dobrych słów. To po nas zostanie, a świat kręci sie dalej.. Wielu ludzi idzie na groby dla towarzystwa, są to zagorzali katolicy, pomodlą kilka wyuczonych regułek i nawet nie myślą, nie zastanawiają się nad tym, co zapamiętają o nim, jakie było jego życie i jest. Dla mnie jest to Święto powagi, bo śmierć nie jest zabawna, śmierć jest konieczna, dla każdego. NIe lubię, gdy ludzie rozmawiają przy grobach. Dla mnie to taka głupota, brak szacunku dla tego miejsca. Cmentarz to nie spotkanie towarzyskie, gdzie możesz porozmawiać na tematy błahe. Nie, to nie to miejsce, nie ten dzień. A halloween jest dla mnie odwrotnym świętem. Jest raczej zdystansowaniem się do śmierci i duchów, które mimo, że wydają się straszne, nie muszą takie być. To też ciekawe święto i również może przybliżyć nas do postrzegania świata duchowego. Jest to jednak święto dla młodych, by bawili się tym, co i tak lubią oglądać.
-
cukierki jeszcze nie są u nas powszechne, chyba że w większych miastach (?) u mnie chyba nie, ale przebierańców widać coraz częściej i jest to fajne - dla mnie.
-
A ja nie umiem leżeć po przebudzeniu. Od razu wstaję i włączam czajnik, idę na wc, myję się, a potem spokojnie przy kawie kontempluję poranek powoli się budząc do życia.
-
no nie ma. Czy ja coś napisałam takiego? Halloween to święto duchów i potworów. moim. dokladnie.
-
Leżę w łóżku, kawa się chyba skończyła i pewnie zrobię kolejną. Oglądam... uwielbiam ten kanał od lat.
-
Czy wy też wieczorami macie lepszy nastrój i bardziej coś wam się chce?
Verinia odpowiedział(a) na Ryś temat w Schizofrenia
Ja ostatnio czuję się dobrze rano (wtedy mam energię na różne fajne rzeczy i pracę), ale wieczorem się bardzo poprawiło, bo też mogę się skupić na książce lub filmie/dokomencie itp., z tym, że wieczorem muzyka już odpada zwykle, bo szukam spokojnych zajęć, ale nastrój jest dobry - a to ważne, bo wieczory były dla mnie od wielu lat niefajne, delikatnie mówiąc. Także... teraz każda pora dnia ma swój urok. W dzień jest więcej obowiązków, więcej aktywności, ale też więcej energii do temu sprostania. Jeśli nie zrobię czegoś rano, to wieczorem ciężko będzie mi to zrobić. Nawet jakieś twórcze zajęcia są dla mnie przyjemniejsze w dzień, choć wieczory też są już inne i samo to, że mogę się na czymś skupić, bez niepokoju i chandry, apatii - to jest dla mnie sukces. Czy to zasługa dobrej w końcu ilości litu we krwi? Bardzo możliwe -
Nienawidzę się spieszyć, i jak zaśpię budzik, to wszyscy mnie naganiają, bo już trzeba wyjeżdżać, więc rezygnuję z makijażu i czeszę się byle jak i kilkakanście minut zostawiam sobie na spokojne wypicie kawy i założenie randomowych ubrań. A tak, to lubię spokojnie posiedzieć, posłuchać czegoś, w między czasie się przygotowywać do danego dnia. Nie lubię się denerwować tym, że ledwo z trupa wchodzę w rolę żyjącego w krótkim czasie. Dostaję nerwa wtedy i często właśnie staram się wstać koło 4/5 rano. Tylko też trzeba się wcześniej położyć.
-
Ja rano to potrzebuję co najmniej godziny, żeby się dobudzić kawą i często puszczam muzykę, żeby dostać siły na ogarnięcię się, tzn zęby, mycie twarzy robię wcześniej, ale jeszcze trzeba zrobić sobie twarz, włosy, papieros I wtedy jestem gotowa do pracy. Dlatego nastawiam budzik dużo wcześniej, bo moje budzenie się psychiczno-fizyczne trwa długo, a czas rano płynie szybciej. Ciekawe...
-
kocham wcześnie wstawać, ale najpierw potrzebuję mocnej kawy, potem czas na dobrą, energetyczną muzykę
-
penis jest zbędny, ale czasem rozkminiałam, jakby to było go mieć
-
niewiedza błogosławieństwem? Zależy czym dla Ciebie jest wiedza, bo jeśli żadną z porządanych rzeczy, to ucz się być głupim i wtapiaj się w tłum, żyjąc jak oni. Jeśli to da Ci spełnienie, kofmort i szczęście - dąż do tego. Może okazać się, że dołączysz do tego klubu normalnych, identycznych i będzie Ci z tym dobrze. Jak widać nie każdy chce się rozwijać, pogłębiać wiedzę, roszerzać wiedzę o sobie i innych, szkolić w kwestiach np. międzyludzikich, jak działa świat i wszechświat. Jeśli już wgl nie obchodzi Cię zdobywanie wiedzy, to myślę, że jesteś bliżej nim, może nawet bliżej Ci już do nich, niż do tych, którym zależy na czymś więcej, niż na pozornej idylli. Nie ma takiej. Można mniej myśleć, można mniej czuć, można żyć jak gdyby nic nas nie obchodziło. Są tacy, którzy wiedzą, że ich przeznaczeniem jest inna droga, może bardziej wyboista i wymagająca, ale kochają to, gdzie zmierzają. Świadomość, samoświadomość. Nauka. Wolność. Prawdziwe i głębokie relacje. Zrozumenie. To są moje wartości. Może tzw. Czarny Reset będzie prawdziwym komfortem życia, ale nie dla ludzi, którzy chcą wolności. Przyszłość może być zaskakująca, bardzo zaskakująca i niekoniecznie w przychylnej postaci. Ale może niektórym będzie wygodnie.
-
i tego byś chciał? współczuję. traktujesz życie i ludzi jak przepustkę do hedonizmu. Życie nie jest wygodne, ale trzeba jeszcze mieć odwagę, by sprostać sobie i temu właśnie życiu, ale może to ciebie nie dotyczy.
-
chcę zostać mnichem
-
Ja też. W sumie to ten dzień był mega zamulony. Poszłam w 3 godzinną drzemkę koło 13, a potem to nic się nie robiło konkretnego, aż wybija prawie 22
-
Wiesz, wpadłam w dziwną grupę na mess związaną z chorobą ChAD. I tamta grupa wykorzystała to, że byłam w mocnej manii. Włączyliśmy się na kamerkach i ja odwalałam jakieś dziwne rzeczy: tańczyłam, robiłam durne miny itd. Oni mieli bekę i mogli też to w sumie gdzieś nagrać, ale mniejsza. Jeden z tych ludzi napisał do mnie, gdy byłam w Katowicach u rodziny. Powiedział, że właśnie jest w tym mieście i możemy się sptokać. Ja się zgodziłam i podałam mu adres (ogromny błąd). Byłam już u skraju psychozy i traciłam poczucie rzeczywistości, mocne urojenia, bezsenność i ogólnie nieciekawie. On się pojawił i pisze do mnie, że jest pod domem. Moja mama widziała, że mi się coś dzieje, że to psychoza. Ja już bez kontroli napisałam, żeby wszedł do domu i wszedł na górę po schodach. I on idzie. Ubrany w moro i glany. Wygląda jak pijany/naćpany i nie miał sympatycznej miny. Powiedział, że wszedł, bo ja powiedziałam, że mam przemocową mamę. Zaczął się szturchać z moją mamą, która nie chciała mnie nigdzie puścić. Ja uciekłam na balkon i zawołałam sąsiada. Jakimś cudem usłyszał i przyszedł.. Zaczęli się bić. W międzyczasie ten frajer popchnął moją mamę na ziemię. Wyszłam znowu na balkon i zadzwoniłam na policję. Zjawili się. Przesłuchali mnie i moją mamę, a tmatych gości chyba wzięli, albo puścili. Chyba puścili. Moja psychoza nadal trwała i nie ogarniałam, co się właściwie dzieje, co się stało i co ja wyprawiam. DO tego doszły już ogromne urojenia. Myślałam, że w domu są duchy, że muszę gdzieś iść z tym gościem, żeby "dopełnić misję/zadanie" chuj wie. No i on podał mi adres jakiegoś miejsca, hotelu chyba. Pojechałam uberem tam i poszliśmy do środka. NIc się nie działo. On powiedział, że widzi, że jestem pobudzona i może dać mi olanzapinę i to mnie uspokoi. Wzięłam. Zapaliłam tam kilka papierosów. Chyba nic nie piliśmy. I nagle ktoś zadzwonił nad ranem, i to była policja. Odebrałam. Policja mnie szukała z psem tropiącym. Znaleźli i poprosili o zejście do nich na rozmowę. Najpierw przed samochodem, potem w ich wozie, a potem już w szpitalu psychiatrycznym. Wykryto u mnie THC i dopalacz jakiś. Fajnie, nie? NIe chcę wchodzić na fejsbuki, bo zawsze, gdy mi się pogarsza, albo dostaję hipomanii, to zapraszam ludzi, których nie znam. Czasem jestem hakowana, czasem wypisują do moich bliskich, żeby pożyczyć hajs - jako ja. Ostatnio właśnie się ktoś włamał. Za dużo się uzewnętrzniam, co nie jest specjalnie dla mnie korzystne zważając na moje przemyślenia i miasto, rodzinę, to miejsce gdzie się znajduje i jak ludzie mogą te moje wypowiedzi wykorzystać przeciwko mnie, albo nawet mojej rodzinie. Tutaj też mi grożą pewne rzeczy, ale nie czuję się tak, jak tam. Tam naprawdę przewijało się sporo ludzi, którzy byli wobec mnie agresywni. Niektórzy grozili, bo ja coś powiedziałam na jej faceta, czy do niego pisałam blablablabla. Nie obchodzą mni te dramaty. Nie mam tam już nikogo z kim mogłabym utrzymywać kontakt. Resztę ludzi mam na whatsapp i tam się udzielam Obcy, to obcy. NIe zaufam już tak prędko. Zawsze jest tak, że rodzina o mnie walczy, kocha mnie i mogę na nich liczyć. Tylko na nich.
-
W tej kwestii jestem po części pogodzona, że będę sama, ale mam jeszcze nadzieję, że może ktoś się w moim życiu pojawi, a ja zrobię mu miejsce
-
I jeszcze tak na marginesie napiszę: za młodu moim marzeniem było posiadanie rodziny. Chciałam bardzo wyjść za mąż, poznać miłość, zestarzeć się razem. Pewnie myślałam też o dzieciach, ale nie wiem, nie pamiętam. Teraz nie chcę ich mieć, natomiast jeszcze wierzę, że uda mi się otworzyć, zaleczyć rany, które nadal krwawią i wtedy może znajdzie się miejsce dla kogoś, kto mnie zaskoczy, kto będzie chciał mnie poznać - tak naprawdę. coś w tym jest
-
Nie miałam lekkiego dzieciństwa, ale nie będę o tym pisać. Czy obwiniam? Nie wiem, chyba już nie. Jakoś nie czuję gniewu, żalu, ale to, co się wydarzyło w przeszłości patologicznego, złego, niesprawiedliwego - ukształtowało mnie. Jestem tutaj, jestem dzisiaj, taka jaka jestem. Bez określania. Jestem buntowniczką i będę nią pewnie do końca swoich dni. Mam ogromne poczucie niesprawiedliwości, czy to do ludzi, władzy, kościoła. Ludzie są źli. Potrafią stworzyć piekło: państwu, światu, rodzinie, dzieciom, żonom/mężom itd. Nie ufam ludziom i nie wzięło się to z dupy. Nie chcę żadnego chłopa na ten moment, ani na najbliższy moment również nie. 10 lat straciłam kochając kogoś dla kogo byłam tylko opcją. I to nie wymysł - on sam powiedział, że się odkochał przez chorobę, potem chciał być znowu ze mną, a dwa dni później napisał, że ma kogoś od kilku miesięcy. Jebać to. Tyle KURWA czasu. I jestem wściekła na siebie, że taka ślepa byłam. A tamta i tak go zostawiła, co i tak przeczuwałam. On się nie nadaje do życia z kimś, a mnie pozbawił tej ufności, tej nadziei, że można mieć kogoś naprawdę do wspólnego życia i fajnych chwil/ lub gorszych w którzych można się wspierać i sobie pomagać. Pozbawił mnie wiary w mężczyzn. Przepraszam. Czuję niesamowitą nieufność do nich. Kiedyś uwielbiałam facetów, poznawałam, gadałam. Nie miałam z nimi problemów. Wolałam kolegów niż koleżanki. A teraz... szkoda gadać. Oceniam ich przez pryzmat tego chorego czasu z tym człowiekiem, który raz mówił: "jestem z Tobą", potem " będę z Tobą dopiero jak zmienisz to i to" i wgl szkoda gadać, co on wygadywał. Życzę mu, żeby zgnił pijąc ten alkohol w swoim smrodzie. NIe wybaczę mu, bo to był za długi czas, a on świetnie mną grał. I kto wie... może przez ten czas miał jakieś inne baby. Możliwe. NIe będę się rozpisywać, bo to naprawdę długa i popaprana historia. Byłam młoda, dopiero wkraczałam w dorosłość i musiałam trafić na pozera, gracza, pizdę (jak nazwała go moja koleżanka, gdy zobaczyła jego zdjęcie) XD Także tak, obwiniam jego. Obwiniam, bo muszę zapomnieć o wszystkim, a jak pisze o tym, to nadal coś się we mnie gotuje.
-
A ja im nie zazdroszczę. Mają łatwiej, bo nic nie widzą i nic nie wiedzą, no chyba tylko to, co się nauczyli z tv, internetu i szkół. Mam ich gdzieś, ale muszę jakoś z nimi obcować. No muszę. Tutaj wychodzi moje ego, ale serio... teraz ludzie są coraz głupsi. To mnie boli. A nie to, że nie jestem jak oni. Serio? Wolę zgnić sama, niż się do nich upodabniać, by zyskać jakieś społeczne profity.
-
Ale ja to robię również w realu. Jestem gadatliwa. Rozmawiam z obcymi, jak się nadąży okazja i klientami. Lubię żartować i ogólnie rozmowy są dla mnie ważne. Kocham to. Jednak nie potrafię znaleźć kogoś z kim stworzę więź, kogoś kto byłby dla mnie. Mam powierzchowne relacje, a szukam głębokich. Chyba jestem pod tym względem inna, bo ludzie zadowalają się ckliwymi tekstami i rozmowami, które mnie denerwują lub nudzą, więc w pewnym momencie muszę przerwać dyskusję i wyjść. I tak to wygląda.