To już cały weekend minął? Przeleżałam go. Spotkałam się na krótko z mamą, męczy mnie jej gadanie, gada takie czasem oczywiste i niepotrzebne rzeczy po kilka razy, że zaczyna mnie kłuć głowa, jakoś irytuje mnie ostatnio coraz bardziej, jak wszyscy ludzie. Nie mogę z nikim długo wysiedzieć. Wszystko mnie zaczyna mrowić od irytacji. Nie wiem, co dzisiaj będę robiła, mam urlop, na którym mi nie zależy, na niczym mi nie zależy, tylko leżę, jem i śpię, powtórz. Przytyłam od tego, znowu. Powinnam szukać mieszkania, może przejrzę oferty, choć już mnie ściska w środku z niechęci, nic mi się, kurwa, nie chce, nie czuję już niczego, mam tak rozjebany mózg, że aby poczuć cokolwiek jeszcze dobrego, muszę dotrzeć pod samą granicę, a nie chcę przeżywać kolejny raz tego strachu, chcę się od tego uwolnić. Może przejadę się do galerii i pochodzę, nie wiem, wszystkiego mam dosyć. Męczy mnie, że otwieram oczy i już mam dość. Jeszcze tak wcześnie muszę je otwierać...