Płaczę. Nie wierzę, że będzie jeszcze dobrze. Ciągle wpadam w te same błędne schematy. Nie mogę wyrwać się z tego środowiska, które wysysa ze mnie całą energię. Nie chce mi się już szlajać po galeriach i przeczekiwać, aż będzie można wrócić do mieszkania, nie zliczę ile śmieciowego żarcia tam zjadłam ostatnio, ani nie chcę iść do rodziców, niczego by nie zrozumieli, tylko sprawiliby mi jeszcze więcej problemów, jak wtedy, nie mam nigdzie miejsca dla siebie, jest mi bardzo źle i jestem z tym kompletnie sama. Dlaczego muszę się budzić rano?! Otwieram oczy i muszę kombinować, jak przetrwać, jak się nie dać, a i tak kończy się to wszystko fiaskiem.
Jeszcze te zasrane mieszkania i zasrani właściciele, wszystko musi być takie drogie i skomplikowane! Nigdy stąd nie ucieknę!!! Boże, jak ja nie mam siły!!!!