Skocz do zawartości
Nerwica.com

czarna rzodkiew

Użytkownik
  • Postów

    302
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez czarna rzodkiew

  1. Nienawidzę upałów, nie mam na nic siły wtedy, leżę pod wiatrakiem i zdycham.
  2. Na lęki, somaty, ogólne wyciszenie i liczyłam też na chęci do wychodzenia z domu, do ludzi, do jakiegokolwiek działania z uśmiechem na twarzy, ale nic z tego, jeszcze bardziej stresuję się kończącym się powoli zwolnieniem i powrotem do pracy, tym, co sobie ludzie pomyślą... Najchętniej rozpłynęłabym się w powietrzu.
  3. Nie ma w tym magii, ale gdy odwiedzam rodziców i siadam z tatą na kanapie, to czasami doświadczam takiego uczucia, jakbym znów była małym dzieckiem, gra telewizja i jest bezpiecznie, beztrosko, leniwie.
  4. Posprzątałam cały pokój i ogarnęłam szafę, z której wywalały się już rzeczy.
  5. Źle. Zawaliłam rozmowę o pracę.
  6. Tak, zapisałam się. Macie rację, zbyt pochopnie do tego podeszłam. Nie spodobało mi się u niej parę rzeczy, ale nie na tyle by ją całkowicie skreślić, w końcu jednak stworzyła dla mnie bezpieczną przestrzeń od samego początku. Maskę noszę zawsze przy obcych ludziach, z czasem może ją zrzucę. Sama zauważyła, że z jednej strony mówię straszne rzeczy, a z drugiej nie wyglądam, jakby mnie one dotyczyły. Zobaczę, jak potoczy się kolejne spotkanie, i czy w ogóle ona będzie chciała ze mną pracować czy odeśle mnie dalej, bo widać było, że zszokowałam ją niektórymi wątkami, a mam ich jeszcze trochę w zanadrzu.
  7. Biorę 100 mg i wciąż nie widzę poprawy. Nie wiem właściwie czego oczekiwać. Lęki i obniżony nastrój jak były, tak są dalej. Ucisk w klatce piersiowej nie zniknął, wręcz pogarszał się po wzięciu pregi. Dopiero od wczoraj, czyli po 10 dniach, uciska trochę mniej niż przedtem. Popołudniami odczuwać senność, ale mało śpię, bo maks. 5 godzin. Za to nie boli mnie już głowa i tyle dobrego. To chyba nie jest lek dla mnie.
  8. Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia. Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.
  9. Naprawdę nie wiem jak się przełamać, całe życie byłam przeciwko psychoterapii, nie wierzę, że miałoby mi to pomóc. Tak naprawdę jedyną motywacją do podjęcia się terapii jest zalecenie psychiatry, który na pewno będzie się mnie o to pytał na następnej wizycie, a także silny stres wywołany pracą, który może się powtórzyć. Zmagam się też z szeregiem innych problemów od zawsze, ale pewne rzeczy są nieuleczalne. Nie wiem nawet od czego miałabym zacząć, kiedy całe życie wolałam trzymać to wszystko w sobie i tak wolę, a nie chcę też skupiać się wyłącznie na stresie, bo tu wiem co należy zrobić - wyeliminować czynnik stresogenny, czyli w moim przypadku zmienić pracę, choć i z tym mam duży opór, ale po ostatnich wydarzeniach nie pozostaje mi nic innego, nie chcę dostać zawału. Od kilku dni patrzę się na profile psychoterapeutów w okolicy i żaden mnie do siebie nie przekonuje, do tego dosłownie każdy ma nieskazitelną opinię i ocenę 5 gwiazdek, co wzbudza moje podejrzenia. Miałam nadzieję, że chociaż przepisana pregabalina mi w tym pomoże, ale jest lipa, mam wielki opór psychiczny, lęki nie ustąpiły. Czy ktoś miał podobnie?
  10. Nie. Źle napisałam, że po przebudzeniu zaczęła się biegunka, bo właściwie niedługo po wzięciu tabletki, a dzisiaj był pierwszy dzień zwiększonej dawki zgodnie z zaleceniami psychiatry. Psychiatra mnie też ostrzegał przed działaniami niepożądanymi w pierwszym tygodniu, w których są m.in. dolegliwości żołądka. Jak na razie mam same objawy negatywne, jestem bardziej rozdrażniona niż wczoraj, wszystko mnie wkurza, mam czarne myśli, ale czytałam w ulotce, że to normalne i przejściowe.
  11. To dobrze. Ja teoretycznie mogę zawsze z mamą porozmawiać, to ona wysłała mnie do psychiatry. Nie chcę jednak ciągle jej martwić.
  12. Piąty dzień przyjmowania paroksetyny. Od wczoraj do działań niepożądanych doszły bóle brzucha. Dzisiaj po przebudzeniu kłucie żołądka i biegunka. Czuję się okropnie.
  13. Źle. Kolejny raz wybudzałam się w nocy. Nie mijają mi myśli powodujące ucisk w klatce piersiowej. Wzdrygam się na wszystko. Boję się zmian, walki, nie chcę z nikim rozmawiać. Do wszystkiego muszę się zmuszać, co kosztuje mnie wiele nerwów.
  14. Cześć. Po jakim czasie pregabalina zaczyna działać? Biorę już czwarty dzień, razem z paroksetyną, i nie odczuwam żadnej różnicy. Dodam, że przez pomyłkę pierwszego dnia wzięłam dwukrotną przepisaną dawkę pregabaliny, przez co miałam zawroty głowy przez cały dzień. Czy to możliwe, że coś zepsułam tą pomyłką?
×