Na pewno coś w tym jest. Na terapii miałam poruszone to zjawisko. Gdy czuję się sprawniej, gotowa do działania, z jakąś tam nadzieją na lepsze jutro, to chce mi się sprzątać, w wyobraźni już widzę co myję pierwsze, co sprzątam drugie, za co się zabieram potem itd. Albo gdy wpadnę na jakiś nowy pomysł, to pragnę najpierw uporządkować biurko, tu coś tam ustawić, tam pochować. A w stanie depresyjnym nic z tego, mieszkanie staje się jednocześnie azylem, bo jest łóżko, z którego nie chce się wychodzić, jak i obskurną celą. Dom zamienia się w tymczasowe schronisko, żadnych rzeczy czy mebli się nie przestawia, ani nowych dekoracji nie wstawia, bo to wszystko i tak nie ma sensu, wszystko wygląda tak samo, czy ma być tak czy tak, to nieważne, jak leżały kartony, tak leżą dalej, zupełnie jak ubrania, naczynia, papierki i inne graty. Ta bezsilność jest bezapelacyjnie jedną z najgorszych emocji występujących podczas depresji. Wiesz, że masz syf wokół siebie, wiesz, że z każdym dniem się mnoży, wiesz, że powinieneś myć częściej ciało, zęby i włosy, z których zostały już same kołtuny. Ale, kurde, nie możesz. Dlatego jak jeszcze dom jest w miarę czysty, ogarniany na bieżąco, to naprawdę nie jest źle.
Nieźle