Skocz do zawartości
Nerwica.com

Catriona

Użytkownik
  • Postów

    977
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Catriona

  1. @cynthia Znam Dziekankę z praktyk, bo miałam tam przez rok praktyki na różnych oddziałach i jeśli nic się tam nie zmieniło to ogólnie w porównaniu do Szpitalnej Dziekanka może się schować xD podejście do pacjenta, dobierania leków etc. Leżąc w Klinice byłam 6x wzywana na konsylium, a byłam przyjęta tylko na ustawienie leków, dobrowolnie, nie na ostro, jak mi coś nie pasowało w jakimś leku, od razu była reakcja, jak zasugerowałam że lek może i ok, ale chyba za duża dawka bo czuję się "jak debil", od razu mi zmniejszono dawkę, bez żadnego "poczekajmy, może to tylko przejściowe skutki uboczne i miną", nie ważne że lek brałam dopiero tydzień. Jedyny minus to studenci, ale nikt nie zmuszał nikogo do rozmowy ze studentami, chociaż ja akurat chętnie chodziłam, przynajmniej coś się działo i w sumie przez studentów po części poznałam moją obecną lekarkę, bo drugiego dnia przyszła do mnie zapytać, czy nie chciałabym pogadać chwilę ze studentami. No i tam odcinek sanatoryjny na którym możesz mieć normalnie przy sobie kable, normalne sztućce i naczynia, możesz wychodzić na dwór sama, pielęgniarki pojawiają się tylko w porze wydawania leków.
  2. @cynthia owszem, na ostro nie przyjmują, ale jeśli sprawa byłaby pilna to moja lekarka by załatwiła przyjęcie na następny dzień jeśli mieliby miejsca, a jak byłaby na dyżurze akurat to pewnie i od ręki by dała radę. Ja do Gniezna w życiu bym się nie położyła, akurat mimo, że to moje miasto xD właśnie dlatego te 10 lat temu miałam załatwiany pobyt na Szpitalnej bo na Gniezno nie chciałam się zgodzić i na szpital zgodziłam się dopiero jak dostałam gwarancję, że Szpitalna nie wywiezie mnie do Gniezna skoro jestem z Gniezna.
  3. @cynthia ja akurat leżałam na Szpitalnej na psychiatrii, do HCP na oddział psych. się nie wybieram Nawet jeśli kiedyś byłaby potrzeba ponownego położenia się, to mam lekarkę pracującą na Szpitalnej, także wzięłaby mnie do siebie do Kliniki.
  4. Catriona

    Co teraz robisz?

    zabrałam się za nadrabianie kursu , bo jestem do tyłu dość mocno a do 7.01. muszę to nadrobić.
  5. No właśnie z tych luster mieliśmy beke
  6. Tam kiedyś sama pracowałam ale to w czasach jak psychiatria tam jeszcze nie istniała/powstawała dopiero, bo nawet byłam "pozwiedzać" oddział chorób afektywnych i mieliśmy beke z luster w łazienkach, które im nie pykły
  7. Mam znajomych pracujących w tym szpitalu
  8. Ja w sumie na typowej psychiatrii byłam 2x. Raz wspominam całkiem nieźle pobyt, ale wtedy ja byłam przyjęta na ustawienie leków i bardzo szybko z odcinka zamkniętego przeniesiono mnie na odcinek sanatoryjny gdzie te wszystkie zakazy w stylu brak ostrych przedmiotów, kabli etc. już nie obowiązywały - mogłam mieć wszystko normalnie, mogłam wychodzić na dwór, poza teren szpitala itd. Nawet pielęgniarki tam przychodziły tylko 2-3x dziennie wydać leki, a tak siedziały na zamkniętym, na korytarzu była tylko kamera. Drugi raz jak trafiłam do zupełnie innego szpitala, to po 4 dniach uznano, że ja nie jestem ich targetem i wypisano mnie, bo uznali, że szybciej dojdę do siebie w domu niż u nich na oddziale.
  9. Zaznaczę, żeby nie było nieporozumień. To że zarówno ja, jak i moja lekarka uważamy sertralinę za lek dla mnie to nie znaczy, że ona działała jak magiczne cukierki i nagle czułam się już tylko dobrze, bo nie. Jeśli na myśli masz idealny lek, na którym już nigdy nie poczujesz lęku, czy jakie tam masz objawy, to masz rację, nigdy takiego nie znajdziesz, bo takie nie istnieją. U mnie leki zrobiły może 20% roboty, reszta to była praca nad sobą, samej i na terapii.
  10. Stawiam, że na razie czekają aż młody skończy 18 lat (bo chyba jeszcze nie ma, a z domu nie jestem w stanie tego sprawdzić) i przy kolejnej najmniejszej akcji już go będą mogli wyrzucić, bo ustanie wobec niego obowiązek szkolny. Na razie muszą go trzymać, bo ze szkoły publicznej ot tak, nie można wyrzucić.
  11. W moim przypadku jest o tyle prościej, że nawet jakby jakiś uczeń włamał się na mój komputer szkolny to do systemu na którym ja pracuje ni uja się nie zaloguje, bo do tego jest potrzebny mój mObywatel i nie, sam login i hasło do profilu zaufanego nie wystarczą, a jeśli nawet to by się komuś w jakiś sposób udało to wprowadzenie wszelkich zmian wymaga podpisu certyfikatem, który owszem, jest normalnie na pulpicie komputera, ale też wymaga osobnego hasła, które jest inne niż do każdego innego logowania, bo ja sama się czasami gubię które hasło jest do czego a nie mam ich nigdzie zapisanych, poza swoją głową.
  12. Nie wiem. Może zauważył jak nauczyciel wpisuje logując się do dziennika na lekcji? w końcu robią to co lekcje - administratorzy są znani i każdy bez względu na rodzaj konta w dzienniku może się z nimi skontaktować, bo są wymienieni z imienia i nazwiska. A tak jak mówię - zapamiętywanie loginu miał z głowy, bo każdy ma login na tej samej zasadzie - jest nim indywidualny mail szkolny i u każdego wygląda on tak samo, różni się tylko imieniem i nazwiskiem. System niby wymusza regularne zmiany hasła raz w miesiącu, ale jak nie miał włączonego uwierzytelnienia dwuskładnikowego (sama w przypadku tej szkoły nie mam, bo to jest wkurzające a szkoła tego nie wymaga, bo np. w podstawówce zostało wymuszone korzystanie z uwierzytelnienia dwuskładnikowego - bez tego się nie zaloguje, ale tam mam pełen dostęp do wszystkich danych, ocen etc. i tam login jest trudniejszy do zapamiętania bo to jest ciąg cyfr, którego sama jakiś czas się uczyłam, zanim nauczyłam na pamięć, ale oni też korzystają z innego e-dziennika) to samo hasło wystarczyło
  13. Też nie. Dla mnie święta to czas na spotkanie się z bliskimi bez pośpiechu i odpoczynek. Urodziny świętuje osób żywych a one w inne dni przypadają
  14. Ja skakałam nawet i o 100mg z dnia na dzień, ale u mnie to nie powodowało niczego, żadnego przejściowego pogorszenia czy jakichkolwiek turbulencji. Dlatego właśnie mój lekarz uważa, że to jest lek jakby stworzony pode mnie. Mogę z dnia na dzień wejść z 0 na 100mg i tego nie odczuć w negatywny sposób, w ten sam sposób zejść i też gra, a działa przy tym na to na co ma działać. W sumie jak go brałam to każda moja wizyta zaczynała się od pytania ile ja w sumie biorę aktualnie sertraliny, bo to co on miał wpisane jako dawkę zaleconą, rzadko się zgadzało z tym ile brałam przy okazji następnej wizyty - lekarz w dawkowanie totalnie nie ingerował, miałam sobie sama ustalać dawkę tak żebym się czuła dobrze, a jaka ta dawka będzie to już mu wisiało (oczywiście w terapeutycznym zakresie dawek). Jednym słowem przy tym leku była zasada - "róbta co chceta" konsultowałam tylko smsowo jak miałam wątpliwości czy przy jakichś pogorszeniach itp. w dobrym kierunku myślę np. o zmniejszeniu czy zwiększeniu dawki, ale to bardzo rzadko, bo ja nie przy każdym pogorszeniu od razu manipulowałam dawkami, bo jednak często w ogóle nie było takiej potrzeby i samoistnie wracało wszystko do normy. Nie, nawet jak brałam 200mg to wszystko w 1 dawce. Branie popołudniu może zacząć powodować problemy ze snem. I nawet nie wiem co te 25mg brane popołudniu miałoby sprawić, bo z punktu widzenia czasu działania leku to nic nie zrobi poza ewentualnym spowodowaniem problemów ze snem.
  15. Najlepiej brać najmniejszą dawkę działającą na daną osobę. Z zasady nie pakujemy w pacjenta max dawek dla idei, tylko najmniejsze skuteczne.
  16. Ja też dzisiaj miałam ciężką noc, także łączę się w bólu. Nie mogłam zasnąć do 3, a jak już zasnęłam to i tak wybudzałam się co 2h chociaż ja to trochę miałam na własne życzenie - godzinna drzemka późnym popołudniem nie była dobrym pomysłem z tym, że u mnie odstawienie wenlafaksyny namieszało mocno ze spaniem - także na razie akceptuję i obserwuję. W poniedziałek mam telewizytę z lekarką, bo spodziewała się problemów i od razu na wizycie ją ustaliła po 2 tyg., żeby sprawdzić jak mocno mnie przeorało. Chociaż teraz mimo kiepskiej nocy czuję się nieźle i oby tak zostało
  17. W tej kwestii ciężko mi się wypowiedzieć, bo takie akcje mnie omijają, dopóki komuś nie stanie się jakaś krzywda i nie ląduje u mnie. Od gnębienia/hejtowania czy prześladowania innych są pedagog i psycholodzy i do nich takie sprawy trafiają i tak, takie akcje zdarzają się w każdej szkole w mniejszym lub większym stopniu, jak jakaś szkoła twierdzi, że u nich tego nie ma to kłamie albo zamiata sprawę pod dywan udając że problemu nie ma - jeden pies w sumie. Ja znam tylko bardzo ogólnie z opisu dyrektora pojedyncze sytuacje gdzie ktoś był gnębiony czy tam hejtowany, ale ja się w to nie mieszam bo nie jest to moją rolą. Pamiętam tylko jedną akcje gdzie uczeń dla żartu rozpylił gaz pieprzowy w jednej sali (no debil, bo nawet nie zrobił tego w sali w której on miał mieć lekcje tylko inna klasa), to wtedy skończyło się naganą dyrektora z wpisem do akt. On później prawdopodobnie jeszcze lepszy numer odwalił, ale tu nie mam pewności czy to on, a nie za bardzo wypada mi pytać, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie wyrzucony ze szkoły. Tu znowu u mnie w podstawówce jeden uczeń tak robił jeszcze w zeszłym roku - może niekoniecznie było to akceptowane, bo na rozmowie u dyrektora wylądował po którejś takiej akcji, pedagog czy psycholog tam też wkroczył, ale też nie wyciągano wobec niego jakichś konsekwencji bo to było dziecko (10 lat) i też no w takim wieku dziecko jeszcze uczy się swoich emocji i radzenia sobie z nimi. Potrwało to jakiś czas (kilka miesięcy) i teraz już nie ma z nim absolutnie takich problemów.
  18. No wiadomo, że tu w grę wchodzi też temperament. Jedni są bardziej ekspresyjni inni mniej, tak samo dzieci. U mnie liecaliści, którzy przychodzą do LO potrafią płakać bo dostali 4 z niezapowiedzianej kartkówki i wcale nie są to łzy szczęścia, ale no to taka szkoła. Tu też często wchodzą w grę wymagania rodziców. Jak ktoś w domu od dziecka ma presje na dobre oceny to będzie reagował inaczej niż osoba, od której rodzice nie wymagają bycia najlepszym. Zresztą, jak to mówią.... najtrudniejszą rzeczą w pracy z dziećmi są rodzice.
  19. Dzieci są dziećmi. Są takie jakie są bo dzieci żyją tu i teraz. Jak się cieszą to cieszą całymi sobą, jak złoszczą to też całymi sobą. Że bywają za głośne i chwilami męczące to się zgadzam jak najbardziej - doświadczam tego regularnie pracując wśród tego stada "szarańczy" (1090 sztuk mam aktualnie na stanie w wieku od 6 do 19 lat) ale ja w dzieciach lubię ich autentyczność i tę beztroskę, przynajmniej do pewnego wieku (przykład ode mnie z pracy - maluchy nie mają problemu np. z podbiegnięciem do dyrektora szkoły żeby się przytulić, dyrektor też ich za to nie gani, bo czemu by miał? pogada z nimi chwilę i idzie dalej, tak samo robią w stosunku do nauczycieli, których lubią czy innych pracowników szkoły), bo później jak już wchodzą w okres nastoletni to bywa różnie. A wiele zachowań, tych momentami dla nas, dorosłych, irytujących, idzie łatwiej znieść jak się wie, z czego one wynikają, a często wynikają po prostu z etapu/skoku rozwojowego i są przemijające. Co do bycia stanowczym - dzieci potrzebują granic, bo to one zapewniają im poczucie bezpieczeństwa. Nie mówię tu oczywiście o jakimś bezpodstawnym wydzieraniu się na dzieci, bo to nie jest stawianie granic, ale z dziećmi idzie się dogadać, nawet jak się złoszczą, bo im się czegoś zabrania.
  20. Antykoncepcja postkoitalna nadal jest dostępna w Polsce - wystarczy recepta wystawiona przez lekarza lub położną.
  21. Catriona

    Wkurza mnie:

    Kwestia nauczenia się stawiania granic - przydatna umiejętność dla własnego zdrowia psychicznego
  22. Catriona

    Wkurza mnie:

    No i? Robiłam to nawet mieszkając z rodziną. Nie ma 5 lat, żeby rodzice mogli ją zmusić do czegokolwiek, no chyba, że ma, to wtedy gorzej. Lub mieszka w kawalerce i nie ma swojego pokoju, wtedy też ciężko wyjść do swojego w pokoju. W innym przypadku - nie widzę żadnego problemu. @Dalila_ to nie ja płaczę na forum, że jako dorosła osoba nie mogę decydować o tym z kim przebywam tylko Ty xD także no
  23. Catriona

    Wkurza mnie:

    A ja nawet na obowiązkowe zebranie w pracy potrafiłam nie przyjść jak miałam nie tyle konflikt co mocno oziębłe relacje z częścią zarządu spółki (tak 90% zarządu chciało mnie zwolnić przez mój bunt, jakoś im nie pykło skoro nadal tam pracuje ). Czy moja szefowa ich poinformowała dlaczego mnie nie ma? Tak. Czy coś się stało? Nie. Po fakcie i tak się okazało że na tym zebraniu nie było nic nowego o czym wcześniej już nie wiedziałam Z zasady nie spędzam czasu z osobami, z którymi nie mam ochoty go spędzać, lub ograniczam go do niezbędnego minimum jeśli sytuacja tego wymaga, nawet zawodowo.
  24. Catriona

    Wkurza mnie:

    Powiem tak, nawet rodzinę da się oduczyć siedzenia z nimi na siłę. Czy na początku są fochy i święte oburzenie? Owszem, są. Z czasem się przyzwyczajają i jest spokój. Trzeba przeżyć pierwsze 2-3 takie sytuacje i później już wcześniejsze wyjście na nikim nie robi większego wrażenia. Ja na rodzinnych imprezach pojawiam się raz na 10 zaproszeń - na nikim to już nie robi wrażenia. A już w ogóle mają zapomnieć jak informują mnie 2 dni przed. Niedawno miałam taką sytuację. W czwartek czy tam piątek zaproszono mnie na 80 urodziny mojej ciotki, które były w niedziele w restauracji. Oczywiście dzwoniąc najpierw zapytali czy w niedziele mam wolne, jak odpowiedziałam że tak to powiedzieli że byłoby miło jakbym przyjechała. Odpowiedziałam, że zobaczę. Czy pojechałam? Oczywiście że nie. Moja ciotka była trochę oburzona, ale nawet moja kuzynka stanęła w mojej obronie i powiedziała, ze wcale mi się nie dziwi, ze nie chciało mi się jechać 80km w jedną stronę tylko na obiad i deser, skoro na co dzień dojeżdżam 50km do pracy. Już nie mówiąc o zakupie chociażby jakiegoś nawet drobnego prezentu na ostatnią chwile. Sorry, not sorry, ze mną takie numery nie przechodzą. Moja rodzina już wie, że przy takich akcjach mają zapomnieć i darować sobie takie zapraszanie na ostatnią chwilę, bo szkoda zawracania obu stronom głowy.
×