Skocz do zawartości
Nerwica.com

Catriona

Użytkownik
  • Postów

    1 285
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Catriona

  1. Zależy co lubi, czym się interesuje itd.?
  2. Dorośli też łapią, mniej niż dzieci, ale łapią
  3. Tu nie chodzi o dzieci wbrew pozorom
  4. Shad bardzo lubi dzieci, zwłaszcza te z rotawirusem xDDDD co prawda u mnie w pracy już po rotawirusie, ale jakaś inna zaraza na pewno się znajdzie.
  5. Uuuuu, widzę mechanizm zaprzeczania i/lub wyparcia. Zamczysko jest cierpliwe, poczeka tak jak pierwsza klasa nadal czeka na aż przyjdziesz się przytulić
  6. Człowiek z zamczyska wyjdzie, zamczysko z człowieka nigdy
  7. Ja nawet nie będę wymieniać przerobionych leków, bo przerobiłam wszystko co się dało. Z wcześniej wspomnianych najlepiej sprawdził się u mnie lit (mimo, że nie mam CHAD), ale rozwalił tarczycę. Z tych, które na 100% się nie sprawdziły: escitalopram - prawdopodobne działanie kardiotoksyczne od razu po 2-3 dniach brania (odstawiony bez sprawdzania tego nawet w badaniach bo same objawy na to wskazywały), pregabalina - ewidentne działanie kardiotoksyczne potwierdzone przez psychiatrę i dwóch kardiologów, mimo że ja nic nie odczuwałam - wyszło przypadkiem, reboksetyna - to g*wno to powinni wycofać. Sama olanzapina czy kwetiapina nie robiły u mnie nic, rispolept - od razu hiperprolaktynemia, odstawiony przez to bardzo szybko, na arypiprazolu czułam się gorzej niż bez niego, z neuroleptyków chyba więcej nie pamiętam, żebym brała bo moja lekarka finalnie uznała, że w moim przypadku one przynoszą więcej szkody niż pożytku i od kilku lat były poza dostępnymi opcjami. Kiedyś chciałam od niej amisupiryd chyba, to mi powiedziała, że nawet mam dalej nie próbować bo nie dostanę (uzasadniła to oczywiście, ale dla tematu to nie istotne) W topce mojej i mojej lekarki od lat są sertralina i lamotrygina sertralinę uważa za lek stworzony jakby specjalnie dla mnie. Jak już nie było wiadomo co mi dać, to zawsze kończyło się powrotem do sertraliny i zawsze działała Z innych SSRI to ewentualnie paroksetyna, chociaż teraz nie ma zastosowania bo lęków wymagających pomocy farmakologicznej nie mam od dawna. Na citalopramie miałam jadłowstręt z SNRI: wenla - meh, duloksetyna - od biedy uszła, ale szału nie było. Wortioksetyna - działanie porównywalne do sertraliny, w tamtym czasie nie było sensu za nią przepłacać bo nie była refundowana wtedy, jak to samo działanie miałam 10x taniej. Bupropion spoko, gdyby nie nasilał bezsenności nakaz odstawienia przez lekarza od leczenia zab. snu. Brałam jeszcze inne ale na tyle krótko, że już ich nawet nie pamiętam.
  8. Catriona

    Wkurza mnie:

    To jest wbrew pozorom bardzo dobry termin xD czeka się dłużej w niektórych miejscach o wiele. Niestety ale pacjenci pozawałowi (w sensie świeży zawał w ostatnim czasie) mają pierwszeństwo i Ci na rzeczywiste "cito" a nie wpisane przez lekarza na zasadzie "bo może coś przyspieszy"
  9. Catriona

    Wkurza mnie:

    Są różne preparaty: do brania codziennie i takie co bierzesz np. 1x w tygodniu czy 2x (ale to już na receptę, ale lekarz rodzinny bez problemu wystawi jak mu pokażesz wynik z niedoborem). Jest nawet taka w formie żelków, moja endokrynolog polecała te żelki i mówiła, że sprawdziła na sobie i na swoich dzieciach i rzeczywiście podnosi ładnie poziom. Ja akurat jestem fanką tych do brania raz na jakiś czas, ale jest tego masa do wyboru. Ja akurat biorę cały rok wit. D.
  10. Catriona

    nietypowe pytanie

    ale ja nie mam problemu z tym jak ktoś nagle przestanie odpisywać na komunikatorze czy odpisze ale dopiero po jakimś czasie
  11. Pro tip jeszcze ze studiów, który działa często, ale rzeczywiście przy pierwszych objawach, że nas coś rozkłada, bo na rozwiniętą infekcję to już za mało: cynk + wit. C ale w dużej dawce, nie tam jakieś mikro dawki w stylu 100mg tylko tak z 500mg albo i więcej (ja biorę po 8-10 tabletek wit. C albo czegoś z rutyną w stylu Cerutin itp. na raz) + jakiś zwykły Fervex czy aspiryna (ale to już w standardowej dawce) czy co tam bierzesz i do wyra się wygrzać. Rano jak nowy człowiek przetestowane na sobie kilkukrotnie i na znajomych.
  12. A Tobie co się nagle stało?
  13. Tu akurat wszyscy jesteśmy królikami doświadczalnymi dla koncernów farmaceutycznych i mówię to całkiem serio - w końcu ostatnia faza badań zawsze odbywa się już po włączeniu danego leku do obrotu
  14. W jednym badaniu na kilka innych, które tego nie potwierdziły. Jedno badanie to ciut za mało żeby coś uznawać za fakt. Nawet nad lekiem który bierzesz od lat nadal trwają badania mimo, że jest od lat w obrocie i też może wyjść za pół roku czy rok, ze zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Oh wait, sertralina ma nawet w ulotce nowotwory trzustki wymienione, a nadal jest używana tak samo jak np. tiokolchikozyd który ma ostrzeżenie o uszkadzaniu materiału genetycznego stąd duże ograniczenia w czasie jego przyjmowania.
  15. Nie słuchaj ich xD jak chcesz tatuaż to zrób jeśli Ci się podobają i jesteś przekonana co do wzoru. Przeczytałeś w ogóle to co wrzuciłeś? W dyskusji też nadal żadnych wniosków, że zwiększają ryzyko i brak jednoznacznych dowodów Sam się zaorałeś
  16. A wiesz, ze 100% osób pijących wodę umiera? to jest dopiero niebezpieczne, a nie tatuaż (o ile jest robiony w profesjonalnym salonie sterylnymi narzędziami, a nie gdzieś piwnicy u znajomka maszynką-samoróbką)
  17. Aha, czyli kolejny który uważa ze branie olanzapiny zwalnia z robienia czegokolwiek i akceptuje to że się tyje i nie widzi problemu, bo w tym kontekście jest rozmowa. Zaskoczę Cię, brałam olanzapinę w dawkach do 10mg, nie przytyłam ani 1 kg, jadłam tak samo jak jem teraz, ale no właśnie, ja nie zwalałam wszystkiego na leki tylko robiłam nadal swoje, na swoje ówczesne możliwości sorry, ale albo masz wymówki albo masz wyniki paroksetyna jest lekiem który wpływa znacząco na wydolność i powie Ci to każdy lekarz sportowy, biorąc ją 2 lata zaczęłam trenować akrobatykę powietrzną. Czy czułam się na niej zmęczona? Tak. Z tym, że no właśnie, mogłam mieć wymówkę pt. "jestem zmęczona" i nie robić nic, lub wstać i iść na zajęcia to już jest kwestia czyichś indywidualnych wyborów, dyscypliny etc.
  18. Znaczy się to też nie jest tak, że ja sobie mogę brać nie wiadomo jakie dawki np. benzo nie wiadomo jak długo i się nie uzależnie. Przy tym 3 miesięcznym stosowaniu benzo w większych dawkach (to nie były dawki zlecone przez lekarza, bo pozwolenie miałam na max. 2 mg/doba, ale miałam po prostu duże zapasy leku z wcześniejszych recept, których nie zużyłam stąd miałam "zasoby" do brania więcej) zapewne było blisko, z tym, że ja sama wiedziałam kiedy powiedzieć stop i jak zaczęłam liczyć czy na pewno wystarczy mi leku do wizyty to powiedziałam lekarzowi wprost, że zaczynam chyba wchodzić na grząski grunt i uciął źródełko z automatu. I jasne, nadal mogłam iść chociażby do lekarza rodzinnego i te 1-2 opakowania by mi pewnie przepisał czy iść do innego psychiatry i kombinować, z tym, że no nie chciałam bo wiedziałam, że tylko sobie bym tym zaszkodziła. I jasne, nadal w żaden sposób nie odczułam odstawienia, ale to nie znaczy, ze wtedy nie było blisko do uzależnienia głównie psychicznego. I mój lekarz też pozwalał sobie i mi później na więcej, bo miał empiryczny dowód, że ja potrafię powiedzieć stop i sama zauważyć że zbliżam się do granicy. Nigdy później już w takich nazwijmy to ciągach nie brałam benzo, ale nie dlatego, że go nie miałam, bo mam nawet teraz w domu 2 opakowania alprazolamu, jakiś klorazepan i eszopiklon, a z tym, że one leżą w szafie i większa szansa, że się przeterminują niż że je zużyję, bo dla mnie takie leki nie są sposobem na dobry dzień czy wyluzowanie
  19. No ja brałam stricte p/padaczkowe: lamotryginę (tę najdłużej bo 7 lat), były próby z karbamazepiną też ale dostałam po niej wysypkę i po 2 tyg. ją odstawiono, pregabalinę też brałam, ale jako dodatek do lamotryginy i SSRI przez 2 lata, później musiałam odstawić bo na mnie zadziałała kardiotoksycznie. Moja lekarka też chciała spróbować z kwasem walproinowym, ale ja się nie zgodziłam na niego akurat, także tego nie sprawdziłyśmy.
  20. Sorry, ale to nigdy nie jest wpływ taki, żeby uniemożliwiał robienie czegokolwiek. Jak ktoś siedział x lat na kanapie to bez leków po przebiegnięciu 300metrów czy zrobieniu 15 przysiadów będzie zmęczony dopóki ktoś nie trenuje na poziomie pro, lub zawodowym, bez celu na wyniki ten wpływ jest nieistotny. Chodzi o fakt ruszania się a nie osiągania swoich maksów.
  21. Powiem tak: czy na dobre 90% treningów chce mi się w ogóle wychodzić? Nie. Tym bardziej w takim okresie jesienno-zimowym gdzie jest ciemno, zimno i w ogóle meh.... Jednak coś tam sobie założyłam, a żeby to zrealizować muszę swoje zrobić na treningach wychodzę z założenia że działam wg planu, nie humoru. Jakbym miała wychodzić tylko na treningi na które rzeczywiście mi się chce, jestem w dobrej formie psycho-fizycznej, jestem wyspana, nie mam innych rzeczy do roboty to biegałabym max. 2 razy w miesiącu, a nie te min. 3x w tygodniu. Zawsze, ze wszystkim najgorzej jest zacząć. I nie mówię, że teraz każdy ma zapitalać te 30-50km tygodniowo biegając, bo można robić inne rzeczy, żeby zadbać o swoje zdrowie. Mówię tylko, że nawet bez leków motywacja do robienia czegokolwiek bywa, a nie jest cały czas.
  22. Aż tak radykalna bym nie była, bo czasami nie ma wyjścia po prostu, a nie tylko leki psychiatryczne to powodują, bo np. sterydy też, ale no to nadal nie zwalnia z dbania o siebie i o to co mamy na talerzu. I żeby nie było, sama brałam leki powodujące wzrost apetytu. Za jakimiś restrykcjami dietetycznymi, nie wiadomo jakimi, też nie jestem, bardziej za rozsądkiem w odżywianiu. I czy pisząc to jem chipsy? Ależ oczywiście, że tak ale no ja zapierdalam na treningach min. 4x w tygodniu, a jak już ustaliliśmy w innym temacie, ja biegam, żeby móc żreć więcej ciastek (albo chipsów czy innych rzeczy uznawanych za "niezdrowe") coś za coś
  23. Ja mam remisję od prawie 3 lat. Leków tych co były brane na to stricte też już nie biorę od 2 lat. Z tym, że no ja oprócz farmakologii też jednak byłam w psychoterapii regularnej przez cały ten czas. I u mnie też było tak, że objawy nie zniknąły nagle, one raczej stopniowo traciły na intensywności i regularności z pojawiających się kilka razy dziennie, do pojawiających się raz na kilka miesięcy, a finalnie pełnej remisji. I weź też pod uwagę, że ja jednak miałam objawy rzekomopadaczkowe plus niejasne EEG (w sensie no sam zapis to było za mało, żeby stwierdzić padaczkę przy takim zapisie, ale w trakcie nieprawidłowego zapisu napady nie występowały, a przynajmniej ich nie złapano, dlatego jednak rozpoznania padaczki nie postawiono) i u mnie też lamotrygina sam wynik EEG poprawiła, a ja miałam na tyle nasilone objawy, że nawet w psychiatrzy na początku sądzili, że no chyba ktoś się pomylił i na zły oddział trafiłam, bo zamiast na psychiatrii, powinnam znaleźć się na neurologii - dlatego też w IPiN mi zrobili pełną diagnostykę neurologiczną i dopiero po miesiącu uznali, ze ok, chyba jednak rzeczywiście ich działka jednak.
×