Skocz do zawartości
Nerwica.com

Catriona

Użytkownik
  • Postów

    977
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Catriona

  1. 1. Paroksetyna - ale wejście na nią bywa ciężkie, nawet bardzo. Może na początku jeszcze bardziej nasilić lęki, jak się to przetrwa to później dla mnie bezkonkurencyjna. Nie uzależnia, umiejętne zejście z niej też nie powoduje problemów (np. przy pomocy innego, dłużej działającego SSRI). 2. Pregabalina - ale tu no właśnie, większość pisze o tolerancji rosnącej, ja u siebie tego nie zaobserwowałam, przez 2 lata brałam stała dawkę 200mg i było ok. Odstawiłam taką dawkę z dnia na dzień też bez problemów (samo odstawienie było bez problemów, ale ja byłam przypadkiem jednym na kilkanaście tysięcy gdzie sama pregabalina spowodowała problemy). Jendak tu jak się przegina ze stosowaniem i dawkami odstawienie może być bolesne. 3. Buspiron - najsłabszy, ale na niektórych działa, jednak sam producent tu zaznacza, że to jest raczej do krótkotrwałego stosowania, nie przez to że uzależnia czy coś, ale przez to, że szybko się "wypala". Ja go brałam dosyć długo (na pewno ponad rok) ale o działaniu p/lękowym się nie wypowiadam, bo u mnie lekarz go włączył bardziej jako stabilizator, nie miałam w tamtym czasie lęków typowych. Odstawiłam bo był przez jakiś czas niedostępny nigdzie i no siłą rzeczy się odstawił - też bezproblemowo. Czy coś z tego będzie działało typowo jak alprazolam i kasowało lęki w max 1h? Nie. Takich leków, które nie uzależniają nie ma. Z tym, że ja jestem raczej wyjątkiem jeśli chodzi o branie benzo, tolerancję i jego odstawianie, bo ja mogę brać alprazolam kilka miesięcy codziennie, bez zwiększania dawek, i odstawić z dnia na dzień bez problemów. Nie raz dostawałam od lekarza i alprazolam o przedłużonym uwalnianiu i zwykły równocześnie do stosowania na co dzień jako lek na stałe - u niewielu osób takie "leczenie" przejdzie nazwijmy to bez echa w postaci późniejszych problemów z odstawieniem do 0. Dlatego w moim przypadku lekarz miał o wiele luźniejsze podejście do "restrykcji" przy stosowaniu takich leków, bo wiedział, że ja się nie uzależniam tak łatwo.
  2. No teraz pasuje Ja co prawda do tabsów mam mocno ambiwalentny stosunek przez to, że po tych jednych miałam problemy, z których wyjście trwało ponad rok zanim wszystko wróciło do normy, ale nie przeczę że wygodna metoda. Ale w sumie producenci coś mają z tymi nazwami na J, bo teraz biorę zupełnie inne i też nazwa Jeanine
  3. Całkiem możliwe że to ta właśnie. Yyyyy, Yasminelle to tabletki - to wiem na pewno bo ja brałam Yasmin, ten sam producent, ale same tabletki czymś tam nieznacznie się różniły (dawką hormonów czy coś). Wiem tylko, ze po odstawieniu miałam dużo problemów (16 torbieli w jednym czasie i takie tam). Teraz biorę inne, ale włączone zostały w celu leczenia zaburzeń czynnościowych tylko na 4 miesiące i już się boję czy nie będzie powtórki z rozrywki po tych 4 miesiącach
  4. No jak brałaś za dużo/długo to chyba lepiej tak, ze ktoś kontroluje brane przez Ciebie ilości niż dalej z własnej woli pakować się w bagno uzależnienia.
  5. Niech sprząta, tu i tak tylko obrażanie przez użyszkodnika każdego kto raczy się z nim nie zgadzać
  6. W teorii niby tak, w praktyce niekoniecznie. Przy bardzo ciężkiej depresji, zwłaszcza osoby starsze przestają jeść i pić i umierają z wycieńczenia jeśli nie otrzymają pomocy na czas, a nie stricte w celowy szybki sposób jak zwykło się mówić o samobójstwie. Ich celem nie jest stricte zakończenie życia, co po prostu przestają mieć siły nawet na zadbanie o podstawowe potrzeby.
  7. Już nawet nie chodzi o brzmienie tego określenia co no stricte na schizofrenie się nie umiera, bo takie określenie brzmi jakby wszyscy schizofrenicy popełniali samobójstwo a tak nie jest. Jeśli osoba ze schizofrenią popełnia samobójstwo to najczęściej przez dominację objawów negatywnych, które jak wiadomo są bardziej oporne na leczenie, ale schizo to nie tylko objawy negatywne, bo dzielimy je też na pozytywne. Tak samo jak w przypadku np. najbardziej śmiertelnej choroby psychicznej - anoreksji. Umarł na anoreksję? No ok, ale to co popełnił samobójstwo czy się zagłodził (co jest też formą samobójstwa jakby nie patrzeć, ale rozłożonym w czasie).
  8. Tak, ale tam chodziło o jedną konkretną głównie. Przynajmniej na nią najczęściej się natykałam, tylko za chiny nie przypomnę sobie nazwy, bo na wkładkach akurat się nie znam totalnie, musiałabym zapytać kuzyna bo jak jest ginekologiem to pewnie by wiedział, o którą chodzi, ale no nie będę mu tej porze głowy takimi bzdurami zawracać xD
  9. Tak tylko powiem, że jedyną 100% skuteczną metodą antykoncepcji jest szklanka wody zamiast a na skuteczność pigułek może mieć wpływ wiele innych, z pozoru nieistotnych rzeczy - np. niektóre antybiotyki często stosowane sprawiają, że skuteczność tabletek spada. A nawet jak miała wkładkę założoną to w przypadku jednych (nie pamiętam nazwy teraz dokładnie, a nie chce mi się szukać) jest masa historii o tym, że one zawiodły (gdzie no przy tej metodzie kobieta nie ma jak oszukać). Także tak, w przypadku tabletek antykoncepcyjnych akurat warto uważnie czytać ulotkę, która przeważnie jest dość obszerna - nie bez powodu.
  10. Nieee, Tyś taki aniołek że aż się rzygać chce, przypomnieć Ci jak groziłeś jednej użytkowniczce na priv że ją znajdziesz? świętoszek - hipokryta się znalazł I spoko, próbuj obrażać mnie dalej - od tego w końcu są ludzie którzy nie lubią nawet samych siebie, ex i ludzie robiący mniej od osoby obrażanej bo nie mają pomysłu co ze sobą zrobić, to plują jadem w internecie bo tylko tam potrafią.
  11. Nie ma czego. Nie ja powołuje się na przykazania a później obrażam wszystkich wokół moje podsumowanie pozostaje takie samo. Hipokryzja aż kipi.
  12. Ale ona zawsze pyta czy może to zrobić. Jakbym się nie zgodziła to by nie przytulała O co mam się bać? Lekarz to nie terapeuta. U mnie to są zupełnie inne relacje. Z lekarką ja mam luźniejszą o wiele relację i miałam taką od początku, w porównaniu do tej z terapeutką. W terapii te granice były rzeczywiście mocno pilnowane, przez długi czas nie wiedziałam o mojej terapeutce prawie nic, z czasem ona sama świadomie pozwoliła na przekroczenie części granic, bo uznała po konsultacji z superwizorem, że w moim przypadku to może zadziałać terapeutycznie i rzeczywiście to się sprawdziło, ale nadal nie były to sytuacje, które przekraczałyby w jakikolwiek sposób granice chociażby jej prywatności. Przypominam, ze akurat w terapii psychodynamicznej przeniesienie jest zjawiskiem pożądanym - to nie jest nic złego, zresztą w wielu innych nurtach podobnie przeciwprzeniesienie to już problem po stronie terapeuty, nie pacjenta. O terapeutce po latach też już wiedziałam więcej, ale nadal nie były to żadne znaczące informacje, nie wiem ile ma dzieci, czy ma męża, ani nic z jej prywatnego życia. No wiem tylko, ze była mocno przywiązana do swoich psów, których już nie ma. I wiem gdzie mieszka. W przypadku lekarki wiem o wiele więcej i SAMA mi o tym powiedziała, że ma dwójkę dzieci, w jakim wieku, do jakich szkół chodzą, nawet jakie liceum kończył jej mąż. Moje wizyty nie polegają tylko na rozmowie o moim leczeniu, często gadamy też na zupełnie inne luźne tematy. Zresztą nie raz nawet pisałyśmy smsy też bez związku z moim leczeniem. Ba, nawet o mały włos nie pracowałybyśmy razem w jednym miejscu - tu akurat ja sama miałam opory i obawy czy to będzie dobre, dlatego zapytałam ją wprost co ona na to - nie miała z tym absolutnie żadnego problemu, wręcz stwierdziła że zaprasza do pracy na szczęście do tego nie doszło, bo nie zdecydowałam się na pracę tam. Z tym, że ja nazwijmy to "znam swoje miejsce" i to, że lekarka mi coś powie ze swojego życia nie zmienia mojego stosunku do niej, nie uważam jej nagle za "dobrą kumpelę" czy coś i nie przekraczam granic - uwielbiam ją jako lekarza, bo nie raz pomogła mi bardziej niż musiała i uważam, że lepiej nie mogłam trafić, ale nadal dla mnie to jest relacja lekarz-pacjent, a nie koleżanka, mimo, że ona sama się śmieje "że znamy się od 100 lat".
  13. I tu kolejna rzecz przez którą uważam, że moja lekarka jest warta każdej złotówki którą płacę za wizytę - mogłam przyjść w fatalnym stanie, przeryczeć wizytę, a ona jedyne co robiła, to siadała koło mnie i mnie przytulała, nie ważne że wyznaczony czas wizyty mijał, do rozmowy nt. tego co się dzieje przechodziłyśmy dopiero jak się uspokoiłam. Jak ją przepraszałam, że przeze mnie będzie miała opóźnienie w przyjmowaniu kolejnych pacjentów to jeszcze zjebkę dostawałam za to przepraszanie, a bywało i tak, że np. wieczorem jeszcze sama z siebie pisała mi sms z pytaniem czy dotarłam do domu i czy jest choć trochę spokojniej.
  14. To jest i tak stary lek, w wielu krajach już wycofany - u nas też w końcu wycofają. Reboksetyna aktywizująca? Spałam po niej 18h/doba a lekarz jak mnie zobaczył po 4 dniach brania stwierdził, że wyglądam jakbym nie spała tydzień. Z marszu wypisał mi na 2 tyg, zwolnienie i kazał natychmiast odstawić i wysłał na badania bo był przerażony moim stanem. Podkreślam brałam tylko 4 dni Gdzie brałam inne leki aktywizujące i nie miałam absolutnie takich problemów. Ten też nie nasilił lęków ani niczego, ale fizycznie zrobił ze mnie chodzącego trupa. Największy syf jaki istnieje.
  15. A Ty masz jakieś zaostrzenie czegokolwiek co Ci dolega? Od jakiegoś czasu co wchodzisz na forum to tylko obrażasz innych, z siebie robisz dewotę a Twoje wpisy aż oślepiają swoją hipokryzją.
  16. Catriona

    Święta i prezenty

    Ja mam dość dużo dzieci w bliższej rodzinie i z zasady nie kupuję kosmetyków- żadnych, nawet jeśli są to nastolatki. Jedno to, że dziewczyny i tak się specjalnie u mnie nie malują, dwa, ze akurat część z nich to są alergicy i nie uważam kosmetyków za trafione prezenty. Zresztą sama nigdy takowych nie dostawałam będąc dzieckiem/nastolatką. Kuzynce, która jeździ konno (17-letnia) dałam voucher do sklepu jeździeckiego, bo wiedziałam od jej mamy, że musi coś tam sobie nowego już i tak kupić (mówiła co ale nie znam się na jeździectwie) to ma praktycznie w większości w prezencie, musi sobie tylko wybrać odpowiedni rozmiar. Jej młodszy brat dostał puzzle 13500 elementów (sam chciał ) -jego mama stwierdziła, że podłogę w największym pokoju ma pewnie co najmniej na miesiąc z głowy bo będzie puzzle układał a trochę mu to zajmie zanim ułoży Inny kuzyn (13 lat) dostał nowy telefon ode mnie - ja przy przedłużaniu swojej umowy dostałam telefon, którego nawet nie rozpakowałam dobrze, bo akurat telefonu nie zmieniałam, a jego rodzice i tak chcieli mu kupić, to umówiłam się z nimi, że mają nie wydawać pieniędzy na telefon i zaproponowałam ten który ja miałam nowy, stwierdzili, że spoko dla niego i problem solved. Młody zadowolony, a ja pozbyłam się telefonu, który i tak by u mnie leżał nieużywany, a jest normalnie na gwarancji. Największy problem miałam z bliźniakami (chłopiec i dziewczynka) - dostali zestawy ciastoliny play-doh z dużym zapasem ciastoliny - miałam to już wcześniej wypróbowane na dzieciach z innej części rodziny w podobnym wieku i wiem że się bardzo sprawdziło przez długi czas, zobaczymy jak będzie w tym przypadku. Plus każde dostało jakieś tam dodatki w postaci słodyczy: kinderki itp. (te co mogły dostać normalne słodycze), te co nie mogły ze względu na alergię lizaki i jakieś tam pierdoły.
  17. Ja we Wigilię dostałam chyba z 4 smsy z różnych numerów z życzeniami dla jakiejś Kasi za wszystkie życzenia grzecznie podziękowałam uświadamiając nadawców, ze nie jestem Kasią
  18. Ja już się znam z moją panią doktor tyle lat, że na szczęście płacę 50% ceny ze strony także do przeżycia, a i kontakt mam z nią też poza wizytami także to na plus. W sumie ciekawe czy w HCP nadal pracuje "długi" jako psychiatra nie wiem jak się ten lekarz nazywa ale taki wysoki i szczupły. On był dziwny, zawsze mieliśmy ubaw jak przychodził do nas na oddział na konsultacje.
  19. @cynthiataaa, a od stycznia będzie jeszcze podwyżka cen wiem, bo ja akurat leczę się u innej lekarki z tej przychodni, która się jeszcze bardziej ceni
  20. @cynthia to jak możesz sobie pozwolić finansowo a domyślam się, że jesteś z okolic Poznania to umów się do Macudzińskiej chociaż raz, żeby skonsultować swoje leczenie, skoro mówisz że byłaś z niej zadowolona, a co do swojego lekarza masz wątpliwości. Ona przyjmuje prywatnie w Suchym Lesie, ale w takim miejscu, że jakby znak koniec Poznania przesunąć trochę dalej to można uznać że to Poznań jeszcze w każdym razie z centrum Poznania dojedziesz autobusem plus 10 min. spacerek cały czas prosto xD czy przyjmuje gdzieś na NFZ to nie wiem.
  21. No ja jej nie znam, mnie nie leczyła nigdy, wiem tylko jak wygląda i gdzie przyjmuje prywatnie xD dr Mech wiem, że w Gnieźnie kwalifikuje do leczenia esketaminą.
  22. Wiem że takowy jest, wiem nawet że dr Macudzińska była/jest tam ordynatorem bo przyjmuje w przychodni u mojej lekarki i czasami ją widywałam jak byłam akurat na wizycie. Ale zdania nt. terapii tam nie mam, bo ja byłam na analogicznym oddziale ale w Warszawie 9 lat temu. Pamiętam tylko, że krótko po jego powstaniu moja lekarka mówiła, ze zapowiada się nieźle.
  23. Znaczy się nowi pacjenci zawsze najpierw trafiali na odcinek wstępny, czyli typową psychiatrię jak wszędzie gdzie masz zabierane wszelkie ostre przedmioty/kable etc., ale jak po krótszej lub dłuższej obserwacji uznawali, że nie zagrażasz sobie, nie masz psychozy etc. to przenosili na sanatoryjny. Jedni na wstępnym spędzali dobę, inni kilka tygodni w zależności od rozpoznania i stanu aktualnego. Zawsze też pacjent mógł zostać cofnięty z sanatoryjnego na wstępny.
×