
johnn
Użytkownik-
Postów
1 526 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez johnn
-
Cześć, Oglądałem film dokumentalny w którym opisywano przypadek pacjenta, który w wyniku rozwarstwienia tętnic szyjnych doznał martwicy mózgu i zmarł. Za późno go zdiagnozowano. Nie mam opisywanych przez Ciebie objawów. Ale bywa że czasami zbyt szybko wykonam ruch szyją to łapie taki skurcz po którym wykonanie jakiegokolwiek ruchu sprawia ból. Pozostaje w bezruchu aż ból ustąpi:) Miłego dnia i dużo zdrowia:) johnn
-
Jakie jest źródło nieporadności mojej mamy? Jak wywiązywała się opieka społeczna z obowiązku pomocy i wsparcia mojej mamie? Czemu nikt nie stawia sobie tych pytań jeżeli chce mi pomóc? Przed odejściem ojca jak i po nim korzystaliśmy z pomocy opieki społecznej. Pracownik socjalny ze mną nie rozmawiał o moich problemach mimo że mama na bieżąco informowała o naszej sytuacji. Nie jestem pewien czy widziała mojego brata więcej niż raz. Zawsze się chował gdy pracownica socjalna przychodziła. Na moje zarzuty wobec MOPS pierwsza terapeutka stwierdziła że pracownica społeczna miała wiele rodzin. Mój obecny psycholog spotkał się ze mną od sierpnia do maja (10 miesięcy) osiem razy, zapewne przyczyną tego jest duża liczba pacjentów. Co za ironia:( A nie jest smutne to że skutki tego są przypisywane mnie? W mojej opinii przyczyna tego jest nadopiekuńczość mojej mamy. Bardzo dobrze mój stan umysłu oddaje poniższy fragment ze strony https://www.sensity.pl/dorosle-dzieci-nadopiekunczych-rodzicow-dlaczego-sa-niezaradne-zyciowo/ "Dziecko nadopiekuńczego rodzica zatrzymuje się mentalnie na poziomie nastolatka, mimo że biologicznie jest człowiekiem dorosłym" Na moje słowa, że jako 18 latek społecznie i emocjonalnie byłem na poziomie 12 latka pani psycholog stwierdziła ze odpowiadam za swoje decyzje bo byłem dorosły. To jest brzemię (odpowiedzialności), które każe mi się dźwigać. Moje słowa są ignorowane a ja czuję się odrzucony i nierozumiany (cierpienie) mimo że mówię prawdę . Obecnie też nie wiem jak myśleć o sobie! Na pytanie jak mam to robić nie otrzymuje odpowiedzi i znów czuję się osamotniony i ofiarą. Na moje słowa, że "przejebałem sobie życie" moja dziewczyna odpowiedziała, że nie przejebałem wykształcenia. Mnie to nie pocieszyło. Mnie nie cieszą już sukcesy. Przyjmuje je bez większych emocji. Mówiłem o tym psychologom i psychiatrze. Nie ma reakcji. Na studiach miałem swoje marzenia i cele ale nie mogłem ich zrealizować bo musiałem myśleć o rodzinnie. Co rok udało mi się zaoszczędzić kilka tysięcy. Mimo to nie mogłem ich wydać na dowolny cel. Chciałem zostać na wakacje w akademiku. Mama mnie od tego odwiodła. Po studiach podjąłem staż z którego znów musiałem utrzymać rodzinne. Później było podobnie. Ile przetrwałby twoje marzenia? Z jednym z czym się spotykam to kilka zdań zachęty specjalisty. To ma być wszystko? W jednym z wpisów powiedziałem, że za sukcesy otrzymywałem jedynie słowne pochwały. Ty i specjaliści postępujecie tak samo. To utrwala słuszność zachowania mojej mamy. Dziękuje za słowa uznania. Ale ja nie wiem co to znaczy! Przez większość życia musiałem myśleć o innych. A teraz jestem za to karany. JAK? Moją sytuację staram się poprawić prowadząc różne działania. O niektórych działaniach wspomniałem we wpisie https://www.nerwica.com/topic/43014-dyskusja-ze-specjalistami/?do=findComment&comment=2421921 To są działania nie związane z działaniami sądowymi. Wspomnę o tym ponownie ale może warto przypomnieć. ŻADEN specjalista nie przystał na moje cele terapii tj. poprawę pewności siebie, samooceny oraz kontaktów międzyludzkich. Nie spotkałem się z negatywną oceną tych celów. Czemu? Czy przyczyną może być brak jakiegokolwiek wsparcia w tym zakresie osób oferujących mi pomoc? Obecnie moja mama prowadzi dwie sprawy sądowe związane z spadkobraniem i podziałem spadku. Ja w najbliższym czasie skieruje do Sądu sprawę spadkową po ojcu. Czy mam nie dochodzić swoich praw bo to wiąże się z wydatkami, przykrymi uczuciami i nieprzyjemnościami? W tym miesiącu spotkałem się z psychiatrą na moje pytanie o przyczynę, rodzaj problemów oraz metody ich rozwiązania nie otrzymałem odpowiedzi. Tak więc po 3 spotkaniach ze specjalistą nie znam podstawowych informacji. Po raz trzeci dostałem to samo lekarstwo z takim samym dawkowaniem mimo że poprzednio mówiłem że mi to nie pomogło. @shira123 dziękuje że twoją cierpliwość i udział w dyskusji.
-
Nie jest prawdą że nie mówisz o istotnych sprawach. Pozornie nieistotna sprawa to istotna sprawa. Słyszałem. Czemu ma służyć zastosowanie tej metody? Nie czyniłem żadnych ograniczeń co do przedmiotu rozmowy. Nie przypominam sobie też abyś Ty to zrobiła. Skoro zadaje pytanie skierowane do Ciebie to nie wprost wyrażam chęć rozmowy o Tobie. Chyba że źle odczytałem to zdanie i jest tam ukryta wiadomość dla mnie. Ludzie zwykle nie chcąc sprawić komuś przykrości mówią nie wprost. Czy ja nie uwzględniam zmiennych nieprzewidywalnych? Co to znaczy uwzględnić zmienne nieprzewidywalne? Jak napisze dobrze, to nie napisze źle :) Jakie uzasadnienie jest odpowiednie? Zgadzam się. Bez rzetelnej analizy moich oskarżeń oraz podjęcia próby zebrania jak największej liczby dowodów popierających moje słowa trudno osądzać jak skuteczne będą moje próby dochodzenia sprawiedliwości. Większość osób z przytoczonych przez mnie przykładów korzystało z pomocy finansowej i prawniczej. Mnie pozostawia się samemu sobie. Muszę zaznaczyć, że nie czekam biernie na pomoc innych. Podejmowałem starania w celu ustalenia czy moje roszczenia są zasadne, logiczne oraz mogę je poprzeć dowodami. W tym celu rozmawiałem z prawnikiem i specjalistami z zakresu psychologii i psychiatrii. Niestety spotyka się to z nierozumieniem lub ignorancją. Nie potrafiłem wystarczająco precyzyjnie wyjaśnić co się stało skoro sam nie tego rozumiałem. Nie wiem. Nie robię tego. Jestem przywiązany do zasad. Jeżeli sądzisz że moje roszczenia opieram na żalach to się mylisz. Byłoby to sprzeczne z moimi zasadami. Tak. Prawie każdy kogo zapytałem o dochodzenie sprawiedliwości przed Sądem był za. Gdy zapytałem co dla mnie zrobią zmieniali zdanie, milczeli lub odmawiali pomocy. Zadałem sobie to pytanie nie raz. Oczekuje sprawiedliwej kary i/lub zadośćuczynienia. Zgadzam się. Istotnym problemem jest ocena zasadności dochodzenia swoich praw przed Sądem. Moje zabiegi polegające na ustaleniu i ocenie stanu faktycznego spotykały się z nierozumieniem lub odmową. Czy wyobrażasz jak się czuje gdy jednocześnie popiera się moje roszczenia ale odmawia (nie wprost) mi się pomocy w ich dochodzeniu? (pytanie retoryczne). Moim zdaniem wiele lat przepracowałem ciężko i rzetelnie podczas gdy inni stali i przyglądali się moim zmaganiom z przeciwnościami losu. Starałem się być oparciem dla mamy i brata. Zobowiązania finansowe i rodzinne spoczywały na moich barkach. Ale teraz czuję się tym przygnieciony. Ile razy można mnie prosić mnie o podjęcie kolejnej próby? Nie mam więcej sił na samotną walkę. Kilka zdań otuchy i zachęty od specjalisty to zbyt mało. Tyle otrzymuje od mojej mamy. Oczekiwałem metodycznego podejścia do moich problemów. Moim istotnym problemem jest niska samoocena oraz brak pewności siebie. Żaden specjalista nie podjął rozmowy na ten temat w tym nie powiedział co to jest pewność siebie i jak można ją poprawić. Może mam wygórowane oczekiwania ale sformułowanie problemu (brak pewności siebie i niska samoocena) przeze mnie, zrozumienie istoty problemu, metod jego rozwiązania oraz ich samodzielne zastosowanie a na koniec usłyszenie od specjalisty dobra robota to dla mnie zbyt mało. Dla mnie twoje podejście jest jedynie zrozumiałe o ile nie możesz zmienić skutków działań z przeszłości. Wtedy zaiste możesz jedynie pogodzić się lub przebaczyć. Ale nikt nie rozważa tego. Od razu proponuje mi się takie rozwiązanie. Dla mnie to jest krzywdzące. Nie skupiam się na przeszłości. Nie buduje się domu na niepewnych fundamentach. Dopóki nie uporządkuje przeszłości nie ma mowy o przyszłości. Wiele razy po mimo trudności stawałem na nogi i podejmowałem kolejne próby. Ale byłem sam. Miałem nadzieję, że specjalista wspomoże mnie. Myliłem się. Dlatego to jest takie trudne. Nie wiem. Nie mam marzeń. Nauczyłem się nie marzyć. Nie wiem gdzie będę za 5 lat. Moi rodzice nie wspierali mnie w moich dążeniach sportowych i naukowych. Sam na wszystko musiałem pracować. Byłem dobry i starałem się pomóc mamie i bratu. Ale brak mi było wiedzy i doświadczenia jak robić to z zachowaniem umiaru. Oddawałem wszystko co miałem. Wszelkie moje starania nie były odpowiednio lub w ogóle wspierane przez rodziców a tym bardziej dalszą rodzinę. Mimo to osiągałem sukcesy ale przez moja niedojrzałość nie umiałem tego wykorzystać. Z czasem straciłem ochotę do pracy i podejmowania nowych starań. Czemu miałoby mi to sprawiać przyjemność skoro owoce mojej pracy przejadali inni. Podam kilka przykładów. 1. Za świadectwa z paskiem otrzymałem co najwyżej ustną pochwałę. Za osiągnięcia szkolne znów otrzymałem pochwałę ustną. 2. Gdy zdawałem na Uniwersytet Warszawski to sam się przygotowywałem do egzaminu wstępnego po mimo że miałem Stypendium Rady Ministrów z którego mogłem finansować koszty dodatkowych lekcji lub podręczników. Ja tego nie zrobiłem bo całe stypendium oddałem mamię. A nikt mi nie zasugerował takiego rozwiązania. Ale mimo to na mnie spada odpowiedzialność:( Nie pamiętam żeby ktokolwiek poza mamą mnie pochwalił:( Nigdy nie dostałem nagrody za naukę od rodziców. Po studiach ponownie wziąłem na siebie obowiązek utrzymania mamy i brata. Moje potrzeby były na drugim planie. Zmagałem się samotnie z problemami finansowymi i wewnętrznymi. Nikt nie nauczył mnie myśleć o sobie ani mojej przyszłości! Nie każdy musi je rozumieć. Podobnie jak nie każdy musi być świetny z matematyki. Zmień swoją interpretację rzeczywistości oraz swoje oczekiwania. To zależy od Ciebie. Spróbuj spojrzeć na swoją sytuację z innej perspektywy. Podam Ci dwa przykłady z mojego życia: Nie doceniałem wielu zwykłych przedmiotów lub udogodnień. W życiu wiele przeszedłem. Mieszkałem w mieszkaniu bez wc, zlewu i bez podłogi w kuchni (zamiast niego była na całej powierzchni dziura w ziemi). Nastręczyło to wielu trudności. Teraz mam wychodek. W innym mieszkaniu wynajmowanym przeze mnie pisałem pracę magisterską na parapecie bo nie miałem mebli. Używałem tylko kartonów. Mimo tych trudności udało mi się ukończyć studia. Nikt nie wiedział z jakimi problemami się borykam:( Wstyd było mi się komukolwiek do tego przyznać. Dlaczego nie wyszło? Otwórz własną działalność gospodarczą i rób co chcesz. Czemu nie potrafisz wykonywać rutynowych czynności.Masz problem z codziennymi obowiązkami? Ty decydujesz jak żyjesz. Podobnie jak zwykły robotnik przy taśmie może w czasie wolnym czytać poezję, uczyć się języków obcych lub pisać traktaty filozoficzne. Cokolwiek zechce. Mam odmienne zdanie. Nie odpowiedziałaś na pytanie związane z przykładem. Na jakich zasadach mogę dyskutować na uczelniach i studiach o moich problemach? Z kim? Mogę mieć nadzieję że zostaną one tajemnicą na podobnych zasadach jak spotkania terapeutyczne? To jest odpowiedz na moje pytanie w moim pierwszym wpisie w tym wątku: "Czy psycholog lub psychiatra mogą odmówić dyskusji w ogóle?" Zastanawiam się. Co w sytuacji gdy każda ze stron trwa przy swoim zdaniu? Jak przerwać ten impas? A może zająć się innymi problemami? Czy mogę wyrażać swoje zdanie i zadawać pytania bez obawy o posądzenia o "wymuszanie" ? Nie zawsze muszą to być zmiany z którymi się zgadzam i mam ochotę. Czy muszę zgadzać się na wszystkie proponowane mi zmiany? Na które zmiany mogę nie przystać nie będąc posądzony o niechęć do zmiany perspektywy? Twierdzenie zawarte w pierwszym zdaniu jest krzywdzące dla mnie i nieprawdziwe. Który z warunków: prawda, sprawiedliwość, uczciwość i szczerość jest nie do przyjęcia? Czy ważne jest czy moje analizy są prawdziwe czy nie? Czemu sądzisz, że moje analizy uniemożliwiają mi jakąkolwiek zmianę? Czy twierdzisz, że nie dokonała się u mnie jakakolwiek zmiana w długim okresie czasu ( dla ustalenia uwagi niech będzie to rok)? Nie przekonało mnie to. Stwierdzenie powyżej jest ogólne i mało precyzyjne. Oczekuje i postuluje aby każdy odpowiadał tylko za swoje czyny. Masz rację, jestem sam. Zawsze byłem Jeżeli chodzi tylko o podejmowanie decyzji przez mnie to będę rzucał monetą lub losował. Chciałbym odpowiadać tylko za swoje czyny. Nie oczekuje komfortowego życia bez wysiłku. W załączniku dołączam zdjęcie wózka dziecięcego, którym woziłem opał z lasu. Zdjęcie dołączam na potwierdzenie moich starań. Pochodzi z zimy roku 2018. Gdy ciężko pracowałem to większość pieniędzy było przeznaczanych na zaspokojenie podstawowych bytowych całej rodzinny. Podam kilka przykładów : W szkole średniej przez dwa lata oddawałem w całości stypendium mamie, Pieniądze, które dostałem od cioci na rozpoczęcie studiów w większości zostały przeznaczone na podstawowe potrzeby, Wszelkie stypendia na studiach w większości zostały przeznaczone na podstawowe potrzeby, Wynagrodzenie ze wszystkich stażów zostały przeznaczone w większości na podstawowe potrzeby, Stypendia z fundacji na naukę zostały w większości przeznaczone na podstawowe potrzeby, Pieniądze z korepetycji zostały większości przeznaczone na podstawowe potrzeby. W mojej ocenie wkładałem wiele wysiłku w pracę ale nie czerpałem z niej proporcjonalnie dużo zysków. Nie wspomnę o moich trudnych wyborach (analizach) dotyczących kontaktów międzyludzkich i wysiłkach z tym związanych. Działania osób trzecich nie koncentrują się znalezieniu przyczyny nieporadności życiowej mojej mamy ale jedynie na wymuszeniu na mnie podjęcia pracy. Nie mam łatwego życia. Porównywać można wszystko ze sobą. Jeżeli porównuje ze sobą dwa przedmioty to nie oznacza że nie mogą się one różnić ze względu na cechy które ze sobą nie porównuje. Jakie to spektrum? Nie chce jednego ani drugiego. Chce pomocy ale jednocześnie prawa do wyrażenia swojego zdania oraz prawa do odmowy. Jeżeli żądam zbyt wiele to mnie upomnij wskazując gdzie przekroczyłem granice. Czy mogę nie przystać na propozycję specjalisty bez posądzenia o negowanie jego zdania? Bądźmy precyzyjni. Ze strony specjalistów padło kilka propozycji tj. Propozycja podjęcia pracy. Odmówiłem. Podałem jej przyczynę i metody jej rozwiązania, Zmniejszenie ilości analiz. Nie odmówiłem. Zapytałem jak mam to zrobić. Nie udzielono mi odpowiedzi, Zadano mi pracę domowe. O ile pamiętam wszystkie wykonałem. Nikt ich nie sprawdził. Jeżeli w twojej opinii neguje każdą jedną opcję to proszę podaj mi przykłady w których odmawiam oraz ich całkowitą liczbę.
-
Tak. Ja nie miałbym z tym problemu :) Powodzenia:) johnn
-
Dla mnie to zaleta:) Korzystam z jednego portalu randkowego i nie spotkałem się z żadną dziewczyną. Jesteś ode mnie lepsza:) Nie sądzę. W innym wypadku byłbym na straconej pozycji. Jestem starszy od Ciebie. Bardzo dobrze:) Świetnie:) Ale lubię też warkocze:) Jak najbardziej:) Powodzenia:) johnn
-
Czy zawsze pacjent ma niewłaściwy sposób myślenia? Twoja ocena jest niesprawiedliwa. To jest warunek konieczny ale nie wystarczający. Podobnie mógłbym powiedzieć, że za wynik klasówki/egzaminu odpowiada uczeń. Obie postawy są skrajne. Zazwyczaj najodpowiedniejsza jest postawa umiarkowana (wyważona). Mam podobne odczucia.
-
Mylisz się. Nie rozumiem co czego zmierzasz? Mam w każdej mało istotnej sprawie podejmować decyzje spontanicznie? Jaki jest cel tego zabiegu? Skoryguje Cię. Przewiduje z dużym prawdopodobieństwem otrzymanie negatywnego wyniku tj. niepowodzenia. Z resztą się zgadzam. Większe przywiązanie do zmiennych nieprzewidywalnych niż do zmiennych przewidywalnych jest według mnie irracjonalne. Takie podejście stosujesz? O czym my rozmawiamy? Moja teza brzmiała: Należy się skupić na zmiennych (z modelu) na które mamy wpływ. Mama mnie wspierała zawsze. Moje uczucia mogą być zawodne. Ja mojej oceny nie opieram na uczuciach ale na zasadach w tym prawie lub regulaminach. Bliższa jest mi prawda. Już się nią kieruje oraz zasadami. To nie przynosi rozstrzygnięcia. Czy skarga poparta uczuciami będzie wiarygodna? Czy przepracowanie przeszłości wyklucza dochodzenie swoich praw? Walkę o sprawiedliwość? Czy to jest wbrew/za zasadą: Każdy odpowiada tylko za swoje czyny? Zgadzam się. Ale po raz kolejny twoja wypowiedź nie jest pełna według mnie. Pan Tomasz komenda niesłusznie skazany na wiele lat pozbawienia wolności zdecydował walczyć o odszkodowanie. Podobnie potomkowie dekretu Bieruta zdecydowali walczyć o mienie niesłusznie odebrane im rodzicom, dziadkom. Czemu ja mam to odrzucić? Gdy ktoś Ci odbierze szanse na wykorzystanie życia jak chcesz aby nie było wegetacją to pozostaniesz bierna? Ta kwestia nie jest dla mnie zamknięta. W mojej głowie często przeprowadzałem eksperyment myślowy. Proponuje specjaliście oddanie mi znaczącej części swojego majątku. Niestety ani razu specjalista nie przystał na moją propozycję chodź wyraźnie podkreślałem że to kwestia zmiany perspektywy. Na koniec zadaje sobie pytanie : Czemu ja mam zmienić perspektywę która nie wynika z prawdy ani zdrowego rozsądku skoro specjalista na podobną propozycję odmawia? Oczywiście wyniki nie są do końca wiarygodne zważywszy że to twór mojego umysłu. Niestety specjaliści nie godzą się na przedyskutowanie ich propozycji. A z wymiany poglądów nic nie wynika. Znów podeprze się przykładem. Jeżeli koleżanka poprosi Cię o coś co może wiązać się z przykrymi konsekwencjami lub wysiłkiem finansowym to nie zadasz sobie pytania czemu sama tego nie zrobi? Czy jeżeli zapytasz tą koleżankę czemu sama tego nie zrobi a ona nie odpowie na twoje pytanie i znów ponowi swoją prośbę to uznasz ze wszystko jest w porządku i spełnisz jej prośbę? Mam prowadzić dalej mój wywód? Czy rozumiesz mój tok rozumowania? Nie zgadzam się. Gdyby tak było nie musiałbym się spotykać ze specjalistami. Potrafisz to udowodnić? Specjalność: Zastosowania matematyki. Dziękuje. To były przemyślenia o charakterze ogólnym. Nie dotyczyły naszej rozmowy. Spróbuje to krótko wyjaśnić. Nie rozstrzyga się kto jest winny ale tylko mi proponuję się rozwiązania wymagające wysiłku, czasu i pracy. Ja mogę te rozwiązania jedynie przyjąć lub odmówić. Nie mogę dyskutować na temat pomocy mi udzielanej. Podobnie firmy windykacyjne nie chcą dyskutować o zasadności długu lecz dopytują się kiedy zostanie spłacony. Ponadto często nie składają spraw do Sądów bo wiedzą że ich roszczenia nie mają podstaw prawnych chyba że ktoś przyzna się do długu. Doceniam twoje odmienne zdanie ale póki nie wiem czy to jest prawda jest dla mnie mało użyteczne! Co najwyżej moje je porównać z innym. Wskazać różnice i podobieństwa oraz stwierdzenia z którymi się zgadzam. To jest powodów dla którego tak gorąco i uparcie zabiegam o rozstrzygnięcie/dyskusje przy różnicy zdań. Im więcej zdań odrębnych tym większą pracę muszę wykonać aby je zanalizować. Za dobrze radzę sobie w zmianie perspektywy i łatwo umiem odczytać intencję drugiej strony.
-
Cześć @Zmeczonyzyciem, Zmarnowałem sobie życie mimo to próbuje to uporządkować. Skoro ja próbuje to możesz rozważyć podjęcie walki o siebie podobnie jak to robię:) Wiem, że to niewiele znaczy ale każda podróż nawet ta najdłuższa rozpoczyna się od pierwszego kroku. Popieram udzielone przez innych użytkowników. Powodzenia:) johnn
-
Skoro masz problem z odróżnieniem co jest rzeczywistością to próbuj użyć zdrowego rozsądku, logiki i dedukcji aby to rozstrzygnąć.
-
Nie sądzę. Istotnych decyzji nie podejmuje bez analizy. Nie sądzę. Mylisz się. W mojej wypowiedzi odnosiłem się wyłącznie do czynników opisanych w moim modelu. To one nie uległy w istotny sposób zmianie. Ponadto żaden specjalista nie wyraził chęci pracy nad nimi! Zgadza się. Ale myślę, że nie rozumiemy się. Skoro używamy modelu do przewidzenia wyniku przyszłych wydarzeń to uwagę koncentrujemy na zmiennych występujących w danym modelu. To nie wyklucza istnienia innych zmiennych mających wpływ na ostateczny wynik. Lecz ze względu brak kontroli nad nimi zazwyczaj nie uwzględnia się ich w modelu. Podobnie uczeń/student więcej pożytku wyniesie jeżeli dobrze przygotuje się do egzaminu (znajomością materiału do egzaminu to czynnik nad którym uczeń/student ma kontrole) niż porzuci to na rzecz szansy otrzymania łatwych zadań od wykładowcy (trudność zadań to czynnik nie przewidywalny chodź istotnie wpływający na wynik egzaminu). Jakie podejście? Doprecyzuj. Teraz rozmawiamy mniej. Moja mama przyznaje się do winy i jest jej bardzo przykro. Brak wychowawcze nadal trwają więc w tym zakresie nie mogę liczyć na jej pomoc. Nie wiem, waham się. Rozpatrzymy osobę mojej pierwszej terapeutki. Nasze spotkanie zakończyło się przedstawieniem mi ultimatum. Jeden z warunków stanowił że nie będziemy rozmawiać o przeszłości. Z drugiej strony z krótkiej wymiany zdań z Tobą wynika że powinienem przepracować przeszłość. Kto ma rację? Jak mam podjąć decyzję skoro otrzymuje sprzeczne sygnały a inni specjaliści odmawiają rozmowy na ten temat? To skłania mnie do jeszcze bardziej wytężonej analizy. Poza tym nadal nie wiem co to znaczy przepracować przeszłość:( Terapeutka wspomniana powyżej pracowała dla MOPS. Pracownikowi socjalnemu współpracującemu z nią znane były moje uwagi dotyczące pracy terapeutki. Radził mi złożyć skargę jeżeli mam zastrzeżenia. A moje krytyczne uwagi tłumaczyła nie dogadaniem się stron:( Nikt nie chce się wiążąco wypowiedzieć . Podobnie jak mało kto sprawdzi co się stało z człowiekiem, który upadł na ziemię z obawy że przed możliwymi konsekwencjami lub zaoferowaniem pomocy za darmo. Lepiej udać że nic się nie widzi i przejść obok. Dlaczego nie imprezowałaś lub nie balowałaś ze znajomymi? Mam odmienne zdanie. Nie wiem co to znaczy "zrekompensować". Zawsze mogę obniżyć swoje wymagania do poziomu w którym uznam rekompensatę (cokolwiek nią będzie) za wystarczającą. Wiele zależy od punktu odniesienia. Ja nie wiem jaki punkt odniesienia przyjąć dlatego kwestionuje wszystko. Co jest w niesmak specjalistom. Nie widzą mojego problemu a jedynie swoje trudności we współpracy ze mną. Wyjaśnij co masz na myśli. Ja nie rozpamiętuje. Przywołuje moje wspomnienia na cele naszej dyskusji. Dlaczego uważasz że rozpamiętuje? To wydaje się oczywiste zażywszy na moje wcześniejsze wypowiedzi. Warto byłoby się zastanowić jak to zmienić i kto ma to zrobić. Przypomnę że na moje propozycję poprawy pewności siebie i samooceny oraz kontaktów z ludźmi żaden specjalista nie odpowiedział pozytywnie. Nad mienie, że na ostatnim spotkaniu z psychologiem po raz trzeci zostałem zapytany o moje cele, problemy i pomiar postępów. Jak staliśmy w miejscu tak stoimy. Obroniłem tytuł magistra nauk matematycznych:) Zwrócę uwagę mojemu obecnemu psychologowi jakie działania podejmie aby wykorzystać mój potencjał oraz na twoje słowa. Ale nie spodziewam się zmiany stanowiska. Czasami odnoszę się do wpisów innych osób na tym forum. Odpowiadam na forum o programowaniu gier w języku Lua oraz luźno współpracuje z pewnym Amerykaninem nad projektem na Githubie. Przypomnę że udzielam korepetycji. Jestem Ci wdzięczny za wszelkie uwagi i sugestie ale czuję się jak klient firmy windykacyjnej która nęka mnie telefonami żądając spłaty przedawnionego długu. Wszelkie próby wyjaśnienia nieporozumienia są ignorowane. A pomoc jest mi oferowana jedynie gdy przyznam się do długu:( Żal może być uzasadniony lub nie. Mogę liczyć na pomoc brata i mamy. Ale to nie jest to czego bym oczekiwał. Z dalszą rodziną nie utrzymuje kontaktu. Mogę tak postąpić jedynie gdybym nie miał wyboru. Implikację z tego wynikające są dla mnie nie do zniesienia. Wynika to ze sposobu myślenia i przyjętych przeze mnie zasad np. moja zasada to : być uczciwy zawsze. Nie muszę się zastanawiać kiedy stosować tą zasadę. Niestety nie wszyscy respektują tą zasadę (zapewne większość) w tym specjaliści. Nie potrafię zrozumieć tych wszystkich wyjątków przez co miotam się. Trudno mi też jest podjąć decyzję skoro nie mam na czym się oprzeć (nie mam niezbędnego doświadczenia życiowego). Rady specjalistów (np. nie zawsze trzeba mówić prawdę) są nie praktyczne (o kant dupy). Co więcej specjaliści nie przekonują mnie do swoich racji/propozycji/sugestii ani nie mogą udowodnić że się mylę. Co jest źródłem nie kończących się rozterek:( Postanowiłem egzekwować obowiązki innych wobec mnie. Gdy one okażą się nie wystarczające to skazany jestem na własne siły. Nie mówię że mi się nie uda. Nie wiem tego. Chce się przygotować. Ponadto nie chce kłamać. Szczerze mówiąc nie wiem na co przepisał mi lek psychiatra. Wywnioskowałem że w innym celu niż podany w ulotce. Psychiatra przepisał mi Olanzin ale zakupiłem tańszy odpowiednik tj. Ranofren. Bez zmian. Nie obwiniam. Przedstawiam rzeczy jakimi są. Nie wiem co chciałaś przez to powiedzieć. Równie dobrze mógłbym powiedzieć 2+2=4. Mam wątpliwości. Potrafisz to udowodnić? Ponadto zmieniam się każdego dnia. To dobrze. Powodzenia:) Nie mam o sobie tak dużego mniemania. Z grzeczności podziękuje. Czasami sprawia mi trudność określić co jest sukcesem a co porażką nawet w odniesieniu do zdarzeń przeszłych co do których miałem wyrobione zdanie.
-
Im dłużej myślę o spontanicznym działaniu tym trudniej znaleźć mi takie zachowanie. Nie umiem podać przykładu. Trudność sprawia mi ustalenie co było odruchową (bądź emocjonalną) reakcją a co przemyślaną decyzją. Przypomniałem sobie że pewnego razu mój brat został napadnięty przez domem. Po krótkim czasie pobiegłem razem z nim za sprawcami. Ale nie wiem czy była to przemyślana decyzją. Nie pamiętam. Nie wiem o czym rozmawiamy. Pozwól że przypomnę do czego pierwotnie odnosiła się moja wypowiedź. Opisałem w postaci równania istotne czynniki wpływające na przebieg pracy. Wskazałem, że żaden z nich nie uległ zmianie wobec tego najprawdopodobniej kolejna próba podjęcia pracy skończy się niepowodzeniem np. Skoro moja pewność siebie znajduje się na podobnym poziomie to należy się spodziewać że w sytuacjach jej wymagających będę udzielał podobnych odpowiedzi jak poprzednio tj. nie będę umiał wyrazić swojego zdania lub podjąć jednoznacznej decyzji. Z mamą rozmawiam od lat. W ich trakcie wyraziłem swoje stanowisko. Brat przysłuchiwał się rozmowom z mamą. Oboje też znają przebieg moich rozmów ze specjalistami oraz uwagi dotyczące ich pracy. Znane mi są też uwagi mojego brata do mamy. Początkowo rozmowy/kłótnie trwały nawet kilka godzin. Mama miała ich dość. To była jedna z przesłanek rozpoczęcia pierwszych spotkań za specjalistami. Na więcej nie mogę liczyć. Tym bardziej to doceniam. Dziękuje. Nie jednemu specjaliście o tym powiedziałem w tym ostatniemu. To nic nie daje. Specjaliści nie chętnie wypowiadają się o swoich kolegach. Obecny psycholog na moje zarzuty wobec jednego z byłych terapeutów odpowiedział mi pytaniem: A umawialiście się na rzetelność? Inny odmówił rozmowy na ten temat. A pracownik socjalny zasugerował złożenie skargi co przez kilka osób z forum zostało negatywnie ocenione. W dzieciństwie mama walczyła o moje interesy. Mi pozostało wykonanie końcowych postanowień (ustaleń). Stąd duża trudność sprawia mi odpowiedź na prośby lub zapytania dotyczące pomocy na rzecz innych. Weźmy konkretny przykład tj. pożyczanie pieniędzy. Zanim się tego dokona należy wziąć pod uwagę co najmniej kilka czynników w tym : 1. Jak dobrze znam osobę, której pożyczam pieniądze, 2. Czy jest uczciwa? 3. Kwota pożyczki 4. Termin oddania długu. Mój największy problem to przypisanie wszystkim czynnikom odpowiednich wag (poziomów istotności)(np. uczciwość jest dla mnie najważniejsza a termin spłaty jest na samym końcu) oraz ocena w jakim stopniu dany czynnik mi odpowiada (np. ile krótszy termin spłaty zadłużenia to lepiej ale czy miesięczny termin spłaty to za długo czy nie:( ). Brak mi doświadczenia aby posłużyć się nim w analizie porównawczej. Zatem pozostają mi moje zasady, które są jednak zbyt ogólne aby to określić. Miotam się co zrobić. Koniec końców nie umiem odmówić pomocy bo nie potrafię jej wystarczająco uzasadnić. W sytuacjach gdy nie mogę wykonać prośby z oczywistego powodu umiem odmówić np. ktoś prosi mnie o natychmiastową pomoc gdy udzielam korepetycji lub w terminie w którym mam zaplanowane inne zajęcia. Najgorsze jest poczucie niezawinionej krzywdy oraz straconych szans. W okresie dorastania nikt rozmawiał ze mną o dziewczynach, nie rozwijał moich zainteresowań oraz nie stawiał wymagań/oczekiwań stosownych do wieku. Byłem pozostawiony sam sobie. To samo dotyczy studiów. Teraz kiedy słyszę gdy ludzie wspominają młode lata (np. spotkania z dziewczynami lub zdobycie prawo jazdy) to mnie szlak trafia. Mnie to wszystko ominęło. Dotyka mnie to podwójnie bo ja nie wiedziałem że tak można/trzeba:( A z drugiej strony odpowiedzialność za decyzję w młodości są cedowane na mnie. Często słucham Krzysztofa "Atora" Woźniaka na YouTube. W jednym z filmów wspomniał, że najlepszy okres w jego życiu to studia. W tym czasie spotykał się że znajomymi (nie ja), imprezował (nie ja), wyjeżdżał (nie ja), popijał ze znajomymi (nie ja) itd. A ja na studiach tylko się uczyłem, siedziałem przez laptopem, chodziłem do biblioteki lub robiłem zakupy w sklepie. Powinienem korzystać z życia póki młody ale nie wiedziałem jakie to istotne. Robiłem to czego mnie nauczono. Teraz jest za późno :(:(:( Ale skąd miałem to wiedzieć?? Dobre wspomnienia to zabawy na podwórku. Miałem różne i liczny osiągnięcia w nauce i sporcie. Ale gdy je wspominam to nie przywołują one pozytywnych uczuć. To jedynie jeden z wielu faktów z mojego życia np. po uroczystości zdobycia dyplomu licencjata wróciłem do domu i usiadłem przez laptopem. Nic wielkiego się nie stało. Z nikim nie świętowałem. Nikogo nie było z rodziny na uroczystości. Po prostu wziąłem dyplom i wróciłem do domu. Inne zapewne cieszyli by się z nich ale nie ja. Myślę, że to przez to jak to było traktowane przez moich rodziców. Nie przypominam sobie aby ojciec mnie pochwalił za czerwony pasek na świadectwie. Mama potrafiła mnie pochwalić ale to wszystko na co mogłem liczyć. Za zdobycie stypendium Prezesa Rady Ministrów dla najlepszego ucznia w szkole dostałem pochwałę a drugiego dnia już o tym nie rozmawialiśmy. Było i nie ma. Oczywiście co miesięczne stypendium w całości oddawałem mamie. Jest mi bardzo smutno że muszę za to wszystko odpowiadać i tyle przyjemności mnie ominęło których nie byłem świadomy. Czuje się przegrany. Mam wrażenie że jakakolwiek rozmowa nie zmieni sytuacji. Konieczne jest działanie ale jedynie działanie wymaga się z mojej strony. Ja to odbieram jako karę/niesprawiedliwość. W czasie największego kryzysu po odejściu ojca i przed tym korzystaliśmy z Opieki Społecznej. Mama mówiła im o naszej sytuacji. Ale im włos z głowy nie spadł. Nie chce już więcej pisać. Robię to tylko z bezsilności. Przepraszam :(:(:(:(
-
Tak. Nie raz. Zgadzam się. Ale ta uwaga niewiele wnosi do meritum. Po odejściu ojca moja mama spotkała się z psychologiem który doradził jej szukać pomocy u rodziny. Posłuchała go. Odpowiedzi były różne w tym Wujek stwierdził, że nie potrzebujemy ojca, Przyszywana ciocia ze strony mamy stwierdziła że takich rodzin jest wiele, Drugi wujek (mój chrzestny) odmówił przyjazdu z powodu wizyty w UP (nigdy nie przyjechał) Biologiczna siostra, która brała również udział w tej rozmowie zapytała po co mamie brat, Mama rozmawiała z siostrą ale z rozmów nie wynikło żadne działanie (pomoc) (po odejściu taty nigdy jej nie odwiedziliśmy chodź jest majętną osobą), Z rodziną ze strony ojca nie utrzymywałem żadnego kontaktu od czasu Komunii Świętej (dodam, ze nikt nie był obecny na niej ze strony ojca), Siostra ojca (była zakonnica i moja chrzestna) odmówiła kontaktu ze mną, Pracownik socjalny odesłał do psychologa lub do pracy. Od lat z całą rodziną nie utrzymuje kontaktu poza mamą i bratem. Ale mama ma dość rozmów ze mną. Z bratem nigdy nie rozmawiałem o problemach. Z kim mam rozmawiać? Specjalistów informuje o moich oczekiwaniach. Mam żal. Nadal czuje wstyd gdy wspominam tamte czasy. Po studiach ponownie musiałem to robić i nadal wykonuje czynności za które mogę się wstydzić. Kogo to obchodzi? (pytanie retoryczne) Wspomniałem o tym każdemu specjaliście z którym miałem co najmniej dwa spotkania. Najpopularniejsze odpowiedzi to : 1. To jest przeszłość i nie można jej zmienić. lub 2. Na pewno mama robiła co mogła. Dalsze nawiązywanie do tego tematu jest odbierane negatywnie. Według mnie lęk w kontaktach między ludzkich wynika z braku odpowiedniej relacji z rodzicami i rodziną. Uświadomiłem sobie, że mama nieradzi sobie życiowo i jest wykorzystywana przez rodzinę w trakcie lub pod koniec studiów. A moje problemy z ludźmi pojawiły się od czasów szkoły podstawowej. Zatem nie. Nigdy nie patrzyłem na to z tej strony. Według mnie zasady są dla mnie ważne z powodu braku doświadczeń międzyludzkich. Zostałem pozostawiony sam a zasady pozwalały mi podjąć decyzję lub przybrać odpowiednią postawę. W moim dzieciństwie brak było rozmów rodziców z dzieckiem, pouczania, dawania rad i wskazówek lub stawiania wymagań stosownych do wieku. Odpowiedzią na to było uproszczenie zasad świata do tych które były zrozumiałe i proste. Chętnie podejmę dyskusji na temat moich zasad. Ale nie ma chętnych. Nie mogę zmusić do rozmawiania o przeszłości. Pytałem na forum o przepracowanie przeszłości. Trudne jest poszukiwanie nowego specjalisty dla mnie. Wszystko ma swoje granice. Mam problem z odmawianiem pomocy. Wydaje mi się że jestem wrażliwy na krzywdę innych. Mam dużo żalu i poczucia niezawinionej krzywdy. Każdy ma prawo do udziału w dyskusji:) Mój upór powoli przeradza się w desperacje. Dziękuje. Po stażach nie pracowałem już jako programista. A opieka jaką sprawował opiekun stażu zostawia wiele do życzenia. Nauczyłem się mniej niż oczekiwałem. Obecnie brak mi doświadczenia i umiejętności aby podjąć pracę zdalnie.
-
Nie. To był staż z uniwersytetu finansowany z UE w prywatnej firmie. Drugi staż odbyłem w Allegro. Na obu stanowiskach pracowałem jako programista. Zastanawiałem się. Nie znalazłem argumentu, który pozwolił by mi wysunąć wniosek że kolejna praca przyniesie zmianę na lepsze. Młodszy programista. Praca w kilka osób w jednym pokoju. Skoro nie wiem kiedy powinienem "płynąć z prądem" a kiedy zastanowić się nad decyzją to muszę prawie zawsze podjęcie decyzji poprzedzić analizą. Swoje obawy co do nowych wyzwań (np. podjęcie pracy) dotyczących kontaktów z ludźmi opieram na wielu latach doświadczeń (w tym studia i staże). Staram się oszacować prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia niekorzystnego i się na nie przygotować. Jeżeli w równaniu JA + DOŚWIADCZENIE + UMIEJĘTNOŚCI + CZAS = PRACA nie wprowadza się zmian to naiwnością byłoby spodziewanie się innego wyniku niż ten który otrzymałem wcześniej. A niestety takie propozycję otrzymuję. Moje uwagi są lekceważone. Nie wiem. To będzie dłuższa wypowiedź. Pozwoliłem sobie na to ze względu na dbałość o szczegóły i pełniejsze rozumienie mojej sytuacji. Nie. Nawet mi to nie przyszło do głowy. A przypomnę że miałem 17 lat. W mojej ocenie jako 17 latek miałem mentalność 12 latka. W szkole radziłem sobie bardzo dobrze. Ale życiowo byłem 100 lat za murzynami! Nikt nie rozwijał tych zdolności ani nie wymagał tego ode mnie. Zawsze miałem wzorowe zachowanie w szkole a kontakty towarzyskie były na niskim poziomie . Ani ojciec ani rodzina nie spędzała że mną czasu wolnego.A dodatkowo mama była nadopiekuńcza więc jej pozostawiałem większość decyzji. Mój kontakt z rówieśnikami ograniczał się do szkoły. Rodzina czyniła tylko uwagi : 1. Za długo trzymasz ich przy dupie lub 2. Wyślij ich do pracy. Rozmawiałem tylko z mamą i dotyczyło one głównie sytuacji finansowej i zachowania brata, który źle znosił odejście ojca. Moja wieź z ojcem była bardzo słaba i po jego odejściu nie zauważyłem różnicy. Nie skarżyłem się więc na coś co od dawna było dla mnie codziennością. O pieniądzach z nimi nie rozmawiałem bo tym zajmowała się mama. A wstyd było mi wspomnieć że chodzę na śmietniki bo brakuje pieniędzy. Rodzina zachowywała się jakby się nic nie stało pomijając problemy finansowe. W tym miejscu pozwolę sobie doprecyzować. Pamiętam trzy "rozmowy" z rodziną Wujek wspomniał żebym nie był taki jak ojciec, Przyszywana ciocia zachęcała mnie do skończenia studiów aby pokazać ojcu, Przekonywałem siostrę mamy że ojciec niewłaściwie się zachowuje powołując się na artykuł w gazecie "Dziennik Polska" opisujący starania ojca w walce o prawa opieki nad dzieckiem po wywiezieniu go za granice przez matkę. Mój ojciec przebywał wówczas u swojej matki w odległości ok. 800 m w linii prostej i nas nie odwiedzał ani żaden z członków jego rodziny. Moja mama wychowywała się u wujostwa. Po narodzinach mojego wujka jej sytuacja diametralnie się zmieniła. Była traktowana przez przybraną matkę gorzej. Uczono jej posłuszeństwa. Za odmienne zdanie była karcona. Nowi rodzice często kłócili się w jej obecności o nią. Kilka razy uciekała z domu. Bała się sprzeciwić bratu a jednocześnie wspierała (była usłużna) go gdy potrzebował pomocy (np. alkoholizm). Ja przejąłem jej podejście. Mama nie mogła liczyć na proporcjonalną wzajemność. Aby nie być gołosłownym podam dwa przykłady: Gdy tata spędzał dużo czasu u matki (gdy miałem kilkanaście lat) zaniedbując obowiązki rodzicielskie mama poskarżyła się do wujka ale ten ją zbeształ. Mama straciła pewność siebie i przekonanie we własne słowa. Innym razem wujek przyprowadził do mieszkania rodziców kochankę bez zapowiedzi. Żadne nie powiedziało ani słowa. Terapeutka stwierdziła że mama nie umiała ustanowić swoich zasad więc inni zrobili to za nią. Nigdy z wujkiem o ojcu nie rozmawiałem (za wyjątkiem rozmowy opisanej powyżej). Nigdy nie słyszałem aby źle się wyraził o nim (być może raz powiedział że źle że nie płaci alimentów). Mamie wielokrotnie zwracał uwagę. Nic z nim nie robiłem wspólnie (był jeden wyjątek: raz ciąłem drewno które kupił nam na zimę). Na rozwodzie z winy ojca chciał zeznawać po stronie ojca. Nie powołaliśmy go na świadka. Sam zeznawałem na korzyść mamy. Z ojcem słowa nie zamieniłem w Sądzie. Podejrzewam u mamy osobowość zależną. Tak. Za pierwszym razem psychiatra przepisał mi Olanzin w dawcę 0-0-1/2 Kupiłem tańszy zamiennik Ranofren. Drugi psychiatra przepisał Ranofren w tej samej dawce. Sprawdziłem receptę aby się upewnić. Drugi psychiatra chciał mnie skierować na psychoterapię ale kiedy usłyszał że mnie nie stać na prywatne leczenie. Poprzestaliśmy na narzekaniach na ograniczenia NFZ (wspomniałem, że chodzę na spotkania z psychologiem w tym samym ośrodku co miesiąc a od lipca mam rozpocząć terapię co dwa tygodnie). Zapoznał się z cała moja dokumentacją zanim przystąpił do rozmowy ze mną. Niejednokrotnie podejmowałem próby dopasowania się do otoczenia w większości nieudane. W końcu straciłem wiarę we własne siły. Kolejne zachęty do podjęcia nowych prób bez pomocy odbieram z niechęcią. Nie umiem sobie zaufać skoro tyle razy się zawiodłem na sobie. Tak.
-
Pierwszy staż podjąłem po studiach. Kolejny rok później. Pieniądze z obu staży były przeznaczone na co dzienne wydatki dla trzech osób. W obu miejscach miałem trudności w kontaktach z ludźmi. Byłem bierny i bałem się zabierać głos. To było przyczyną rozpoczęcia spotkań ze specjalistami. Podjąłem dwie próby (staże). A skąd mam wiedzieć? Nie podano mi uzasadnienia. Na obu stażach z biegiem czasu było gorzej. Potrafiłem siedzieć kilka godzin bez przydzielonego zadania a jednocześnie bałem się o tym wspomnieć. Na drugim stażu każde dzień pracy rozpoczynał się od wspólnego śniadania. Dla mnie to była udręka. Nie odnajdywałem się w rozmowie o wszystkim i o niczym. Odpowiadałem pytany. Czułem się jak piąte koło u wozu:( Nie mogłem zrezygnować z pracy bo to było jedyne źródło dochodu rodziny. Dotychczasowe wspomnienia z pracą na umowę kojarzą mi się z udręką. Nie boję się ludzi ale nie wiem jak się zachować lub co powiedzieć przez co wychodzę na niedorajdę. Nie dotyczy to oczywiście każdej sytuacji. Co jeżeli nie zrozumiem uzasadnienia w trakcie, nie wyciągnę wniosków i nie będę wiedział czy mi to pomogło? Proponuje pracę nad pewnością siebie i niską samooceną. Mam złe skojarzenia z propozycją pracy. Gdy sytuacja ekonomiczna rodzinny (mama, brat i ja) znacząco się pogorszyła po odejściu taty rodzina "zachęca" mnie jedynie do podjęcia pracy. Brak było rozmowy o sytuacji w domu, pocieszenia lub wsparcia. A teraz ze strony specjalistów znów to spotykam. Czuję się osamotniony w mojej walce. Nikt nie zauważa mojego cierpienia podobnie jak nie robiła tego rodzina. Przypominane są mi tylko obowiązki. Pozostał obojętny na moje cierpienie i wykorzystał dobre serce i złe wychowanie mojej mamy. Mając ponad 25 lat myślałem że wujek jest dobrą osobą. Nie zdawałem sobie sprawy jakie powinien mieć obowiązki wobec mnie jako członka rodziny. Niczego od niego nie wymagałem bo nie wiedziałem że powinienem. Psychiatrze powiedziałem, że stosowanie Ranofrenu (Olanzinu) nie przyniosło poprawy. Lek przyjmowałem przez ok. 2 miesiące. Psychiatra przepisał mi go na kolejne 2 miesiące:( Diagnoza F60. Nie wiem czy jestem w stanie wydobyć pierwszą myśl (decyzje), która przyjdzie mi do głowy. Gdyby chodziło tylko o szybkie podejmowanie decyzji użyłbym monety. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Moja pewność siebie opieram na moich zasadach. Nie mogę jej oprzeć na najbliższych członkach rodziny, mojej wiedzy dotyczącej zachowań między ludzkich lub wierze we własne siły. Kiedy nie mogę potwierdzić moich zasadach u specjalisty w czasie dyskusji to zaczynam wątpić i w nie. Wtedy nie mam czego się złapać. Podobnie całe gałęzie matematyki opiera się na małej liczbie zasadach zwanych aksjomatami, które przyjmuje się za pewnik (nie dowodzi się ich).
-
Proponowano mi podjęcie pracy. Uznałem, że nim podejmę pracy potrzebuje pracy nad poprawą pewności siebie i przygotowania. Czy prośba o podanie uzasadnienia i dyskusję to jest przekonywanie na siłę? Różnie to wyglądało u różnych specjalistów np. u terapeuty pojawił się warunek nie rozmawiania o przeszłości jako jeden z warunków koniecznych kontynuacji dalszych spotkań, psycholog odmówił mi rozmowy o wujku bo wujek nie może się bronić, psycholog odmówił rozmowy o przeszłości bo zajmuje się teraźniejszością a nie przeszłością psycholog nie chciał rozmawiać o przeszłości bo to przeszłość Udzielam korepetycji, Mimo trudności jakie napotykam ze specjalistami staram się szukać pomocy Prowadzę analizy swojego zachowania Zbieram opinie oraz rady/sugestie dotyczące mojego zachowania w tym na tym forum Dyskutuje i szukam wsparcia od najbliższych w tym od mamy i dziewczyny Zgodziłem się przyjmować lęki przepisane od psychiatry mimo że wcześniej dwukrotnie odmówiłem Zgodziłem się podjąć pracę jako korepetytor w świetlicach środowiskowych mimo że kontakt z wieloma nowymi osobami naraz mnie przeraża. Z powodu strachu przed prowadzeniem zajęć ze studentami zrezygnowałem z doktoratu:( Długie i czasochłonne analizy utrudniają mi życie. Ta kwestia jest poruszana w czasie terapii. Specjaliści radzą mi mniej analizować. Na moje pytanie czym mam zastąpić analizę nie uzyskuje odpowiedzi. Zaufanie do samego siebie i własnych decyzji wynika z pewności siebie i wysokiej samooceny a specjaliści nie chcą na tym ze mną pracować. Te uwagi dotyczą głównie podjęcie pracy. A o tym napisał już nie raz.
-
Nie odmawiam zawsze. A gdy to robię to wskazuję na przyczynę. Na przykład: Prawie zawsze proponowana jest mi podjęcie pracy. Ja odmawiam wskazując jako przyczynę brak pewności siebie i niską samoocenę. NIKT nie zechciał ze mną na tym popracować. Drugi przykład: Chciałbym porozmawiać o przeszłości. Kilkakrotnie mi odmówiono różnie to argumentując np. nie będziemy rozmawiać o wujku bo nie może się bronić lub (ten konkretny) psycholog zajmuję teraźniejszością a nie przeszłością. Poszedłem do psychologa z nurtu psychodynamicznego, który podobnież ma się zająć przeszłością. Pani psycholog również nie chciała rozmawiać o przeszłości. Na koniec jestem oskarżany o brak dobrej woli lub chęci podjęcia współpracy. Nie tak dawno pisałem Ci że psycholog spytał mnie, omawiać dokumentacje od innego specjalisty, czy umawiałem się z nim na rzetelność. Tak więc zadaj sobie pytanie kto komu odmawia współpracy w podstawowych zakresach które jak sądzę zawierają takie zasady jak rzetelność i uczciwość. Czy dzielenie się moja trudną przeszłością nie świadczy o moim zaufaniu do specjalisty. Moim zdaniem zaufanie powinno być obopólne. Ale na czym się opiera zaufanie ze strony terapeuty do mnie? Ufam w ograniczonym zakresie. Dwukrotnie o tym wspomniałem. Skoro to mnie nie dotyczy to ta uwaga jest nie na miejscu, nie sądzisz? Co się dzieje gdy specjalista nie ufa mi? Przepraszam. Powinienem być bardziej precyzyjny. Miałem na myśli że jest duża dysproporcja pomiędzy moim zaufaniem do specjalisty a jego zaufaniem do mnie. Odnosiłem się do kwestii zaufania. A ty odniosłaś się do całości współpracy jak sądzę. Podejmuje różne działania. Czy mam je wypisać? Zgadzam się. Walczę. Ale to nikogo nie obchodzi bo nie jest widoczne a dzieje się w mojej głowie. Dla przeciętnej osoby podjęcie pewnej decyzji to dłuższa chwila namysłu a dla mnie dziesiątki minut analiz, przemyśleń, pytań i odpowiedzi. Mam wrażenie że moje działania są deprecjonowane i nie doceniane. Przepraszam, że tak Cię męczę. Wiem że rozmowa że mną może być nieprzyjemna. Jednocześnie dziękuje za wytrwałość i cenne spostrzeżenia:)
-
Informuje o tych zachowaniach specjalistów. Zwykle sprowadza się do tego że mam zrobić jak oni mi proponują a gdy odmawiam to rozmawiamy co mnie spotkało od ostatniej wizyty czyli o wszystkim i o niczym. Bez wyraźnego kierunku. Mam ograniczone zaufanie. Ode mnie wymaga się zaufania nie dając nic w zamian. Zawsze można żądać więcej zaufania a kiedy odmówię robić mi z tego zarzut. W mojej ocenie dostrzegam dysproporcję. To samo mógłbym powiedzieć o specjalistach z tym wyjątkiem że oni są w stanie zdefiniować błędy w swoich przekonaniach ale tego nie robią :)
-
Tak. Pomoc brata i mamy jest ograniczona. Z resztą rodziny nie mam kontaktu. Mój brat ma zaburzenia depresyjne stwierdzone przez psychiatrę. Zażywa lek. Tak. Ale nie mogąc rozstrzygnąć czego one dotyczą tkwię w uścisku niepewności.
-
Duży problem z depresją i nieumiejętnością radzenia sobie w życiu zawodowym
johnn odpowiedział(a) na Pablo123 temat w Pozostałe zaburzenia
Sprawdź to. Skorzystaj z bezpłatnej terapii. Spróbuj podjąć jakąkolwiek pracę ale nie zapominaj o swoich marzeniach/planach:) Próbowałaś? Każdy może się zmienić. Mam za sobą trudne dzieciństwo. Czego skutkiem jest zaburzenie osobowości. Bardzo trudno mi zmienić moje niewłaściwe zachowanie. Wykonywałem pracę fizyczną aby zarobić a ukończyłem studia matematyczne. Teraz udzielam korepetycji. Ode mnie zależy jaki będzie mój kolejny krok. Pozdrawiam i życzę powodzenia:), johnn -
Jak piszę? Jakie są twoje spostrzeżenia? Mam odmienne zdanie. Wiedząc, że muszę się podporządkować specjaliście (bez względu na to czy mam rację) lub zrezygnować ze współpracy sprawia że czuje się bezsilny i niepewny. Ten stan jest trudny do zniesienia. W końcu się podam:( Już pojawiają się głosy dochodzące od członków mojej rodziny i nie tylko mówiące że moje trudności są przesadzone oraz pytanie czemu spotkania nie przynoszą poprawy. Jestem obwiniany za brak oczekiwanych rezultatów. Obawiam się że po latach siłą moich argumentów będzie mniejsza oraz podważania będzie wiarygodność moich słów. Co jest bardziej prawdopodobne 1. Pacjent nie stosuje zaleceń kilku specjalistów i uparcie trwa przy swoich błędnym przekonaniu czy 2. Kilku specjalistów lekceważąco podchodziło do swoich obowiązków. Odpowiedź jest oczywista. O ile pamiętam to informuje o tym oraz podaję przyczynę takiego stanu rzeczy według mnie. Dziękuje za opinie.
-
Wina za niepowodzenia w terapii/leczenie jest przypisywana mnie przez najbliższych i osoby trzecie. Z drugiej strony słyszę głosy potwierdzające moje krytyczne uwagi wobec specjalistów. Pojawia się dychotomia, która podsyca moją niepewność. Mam problemy z kontaktami z ludźmi. Trudność sprawia mi określenie jak dużo i co powiedzieć. To jeden z powodów dlaczego tak chętnie dziele się informacjami. Ponadto lubię zasady/regulaminy stąd moje umiłowanie do ich pilnowania i przestrzegania. Zapewniają mi "bezpieczeństwo". Sądzę ze to jest niepotrzebne uproszczenie. Cenie swój czas i wysiłek. Jeżeli w w wyniku zaniedbań lub błędów ponoszę straty to czemu mam przejść z tym do porządku dziennego? Oddzielmy brak kompetencji lub niedopasowanie od celowych błędów. Opis mojego obecnego psychologa. Co sądzisz?
-
Ktoś może polecić psychologa z Torunia na NFZ?
-
Staram się to robić. Ale nie zawsze opinie o specjaliście są dostępne w internecie. Niestety takie zachowanie specjalistów ma swoje konsekwencje. Dziewczyna powiedziała mi że jej rodzina ma mnie za nieroba i lenia. Inni zapewne mają podobne oceny. Przy kolejnej wizycie z powodu niepowodzeń we współpracy ze specjalistami będę miał ograniczone zaufanie do nich. A bez obopólnego zaufania leczenie będzie utrudnione. Znów moja wina. Obwiniam się za brak efektów terapii/konsultacji psychologicznych. Pracownik socjalny, który miał obowiązek współpracować z pierwszym terapeutką sugerował złożenie skargi słysząc moje uwagi. Nie wiem o żadnej jej interwencji ani rozmowie. Wszystko moja wina:( Straciłem czas:( To nie podnosi mojej pewności siebie ani niskiej samooceny. Obawiam się że ją obniża. @Lilith dziękuje Ci za udział w dyskusji i poświęcony mi czas. johnn
-
Nie wiem. Nie byłem o tym informowany. Unikałem pytań dotyczących kompetencji gdyż mogłoby to zostać uznane za ich podważanie. A bałem się odmowy współpracy. Trzy razy mi odmówiono pomocy na pierwszym, drugim oraz piątym spotkaniu. Ja również uważam podobnie. Dotyka mnie że muszę zabiegać o przestrzeganie podstawowych zasad. Mieszkam w ok 120 tys. mieście. Wyboru specjalistów dokonuje na podstawie czasu oczekiwania na pierwszą wizytę. Specjalistów wyszukuje w internecie. Potem umawiam się telefonicznie na wizytę. Dysponuje skromnymi środkami. Korzystam z bezpłatnej służby zdrowia tj. na NFZ.
-
Ostatnia pani psycholog była zaskoczona że umiem dobrze definiować moje problemy oraz określić moje cele. Według niej to połowa sukcesu:) Takie samo mam wrażenie. To jest jednym z powodów propozycji przedyskutowania ich metod rozwiązania moich problemów. Ale dyskusja nie jest mile widziana. Nie wiem co mam zrobić. Zmiana specjalistów nie pomaga. Kolejni specjaliści pracują podobnie. Jestem osamotniony w moich próbach podjęcia walki z moimi trudnościami. Na ostatnim spotkaniu z psychologiem wysunąłem zarzut nierzetelności wobec opinii sporządzonej przez byłą terapeutkę po zakończeniu terapii (więcej informacji we wpisie Zastanawiająca opinia terapeuty). Pani psycholog zapoznała się się dokumentem i zapytała mnie czy umawiałem się z była terapeutką na rzetelność. Byłem zmieszany. Ty też musisz wprost umawiać się na rzetelność i uczciwość ze specjalistą? Nie widziałem zaskoczenia w oczach specjalistów klarownością i jasnością określonych przeze mnie trudności i celów. Nie wiem czy nie mieli kompetencji. Tylko jeden psycholog odmówił mi współpracy z powodu braku kompetencji. Nie umiała określić jakich stąd wnoszę że był to jedynie pretekst do zakończenia współpracy. Czuję się postawiony pod ścianą. Albo podążę wyznaczonym przez nich drogą lub zostanę pozostawiony sam sobie. To trwa latami:(